Choć nie tworzy muzyki, to właśnie praca wkół dzwięków zajmuje mu najwięcej czasu i pochłania praktycznie w całośći. Mieszkał już w różnych miastach, ale obecnie jego przystanią stało się Trójmiasto, gdzie układa wszystko od nowa i współtworzy wytwórnię Latarnia Records. Miłośnik niełatwej muzyki, promotor, organizator, człowiek orkiestra – tak w skrócie można podsumować osobę Wojtka Krasowskiego.

fot. Joanna 'frota' Kurkowska

fot. Joanna ‚frota’ Kurkowska

JFK: Mieszkałeś już w Chełmie, Krakowie i Katowicach. Byłeś częstym gościem w Lublinie, Łodzi i w Warszawie. Dlaczego więc Trójmiasto?

WK: Zapomniałaś jeszcze o epizodzie z Edynburgiem, mieście o tyle ważnym by o nim wspomnieć, bo tam powstało FQP. Ten okres bycia nomadem wziął się zapewne z tego, że całe swoje dzieciństwo spędziłem w małym mieście na wschodzie Polski, skąd wszędzie było daleko i gdzie nic w dalszym ciągu się nie dzieje. Głód wrażeń spodował, że zacząłem podróżować, poznawać nowych ludzi, obserwować jak się toczy życie w innych miastach. Lubię odkrywać nowe miejsca.

JFK: Patrząc na Twoją największą pasję, czyli muzykę, panuje taki stereotyp, że wszystko co najciekawsze znajduje się w Warszawie – zgodzisz się z tym?

WK: Wiele w tym racji, chyba nie ma drugiego takiego miejsca jak Warszawa. Kluby Pardon To Tu, Kulturalna… Energia jaka panuje w tych miejscach jest niepowtarzalna. Jednak każde większe miasto ma swoje dobre strony. Powstaje coraz więcej ciekawych klubów, miejsc gdzie można posłuchać dobrej muzyki. Przyznaję, że w Trójmieście mi niczego nie brakuje.

JFK: Unikasz kompromisów, a Twój label, Few Quiet People (obecnie Latarnia Records) nigdy nie walczył o wydawanie przystępnych brzmień. Lubisz iść po prąd?

WK: Nie wiem czy idę pod prąd, bo niby z kim mnie porównujesz, że sprawiłem takie wrażenie? Idę swoją drogą, ostrożnie stawiając kroki. Nigdy nie odczułem, że FQP nie jest przystępne… Wręcz przeciwnie (śmiech) W moim mniemaniu nie wydawaliśmy muzyki trudnej w odbiorze, a to, że takiej muzyki mało w mediach nie jest jeszcze powodem do płaczu. Nie robię niczego pod publikę, nie staram się przypodobać dziennikarzom – mam na to wywalone. Najważniejsze to konsekwentnie robić swoje.

JFK: Rozumiem też, że Etamski (współtwórca Latarnia Records) doradza Tobie w sprawach zwiazanych z festiwalem LDZ? (Impreza odbywająca się w Łodzi, poświęcona scenie niezależnej – dyrektorem artystycznym jest właśnie Krasowski). Festiwal miał już dwie edycje, jak będzie wyglądała trzecia i czy wraz z Twoim przemieszczeniem się do Trójmiasta czy i ta impreza zmieni miejsce?

WK: LDZ zostaje w Łodzi i nigdzie się nie przeniesie bez mojej wiedzy. Z Etamskim rozmawiamy o głównie o Latarni, co do dalszych losów festiwalu rozmawiam z Filipem Kalinowskim. Trzecia edycja będzie najprawdopodobniej dwudniowym wydarzeniem, podczas którego zaprezentujemy najlepsze projekty – według naszego uznania. Zapewne w tym roku pojawią się także hip-hopowe składy. Wiemy jak to robić, znów zostawimy innych w tyle. Kseroboje mogą już brać notesy w ręce.

JFK: Na jakiej zasadzie dobierasz wykonawców – zarówno do Latarnii jak i do „rozkładu jazdy” LDZ?

WK: Zawsze w ten sam sposób – jeśli coś jest dobre, to zasługuje na promocję. Mam obok siebie dwóch dobrych zawodników – z Etamskim kierujemy Latarnią, a z Filipem Kalinowskim festiwalem LDZ. Cenię sobię taką współpracę, bo rozumiem się z nimi jak braćmi.

JFK: Przez lata budowałeś markę wytwórni Few Quiet People, organizując pod tym szyldem koncerty oraz wydając płyty – skąd więc pomysł na zmianę?

WK: Wszystko się kiedyś kończy. FQP powstało z mojej inicjatywy oraz wielkiej pomocy Maćka Nejmana i Cezarego Rudasia. Wszyscy trzej mieliśmy mocno naładowane akumulatory przed oficjalnym startem. Z biegiem czasu ta energia się stopniowo wykruszała, jak i skład wytwórni. W międzyczasie poznałem Roberta Piernikowskiego i Etamskiego z którymi jakby na nowo poczułem energię do tworzenia. Oni mają w sobie niesamowitą moc, która sprawiła, że moje pomysły odżyły na nowo. W mojej głowie zrodził się pomysł zaproszenia Przemka do współpracy nad dalszymi losami FQP, natomiast on zasugerował, aby to robić pod zmienioną nazwą, jakby odcinając się od przeszłości. Przeprowadziliśmy wiele rozmów na ten temat i zadzwiające było to, w jak wielu kwestiach się zgadzaliśmy. Latarnia jest wypadkową naszych fascynacji muzycznych i nie tylko, bo oprócz muzyki w naszym katalogu pojawią się także komiksy oraz plakaty. W zasadzie, w obecnej formie Latarni bliżej do platformy artystycznej, aniżeli tradycyjnej wytwórni.

JFK: Mówisz o „platformie artystycznej”, co niejako odcina Was nie tylko od nazwy FQP, ale też od wydawania wyłącznie krążków i kaset z muzyk. Co jeszcze macie w planach?

WK: Na początku skupiamy się wyłącznie na kasetach i płytach, ale z upływem czasu chcemy wypłynąć na szersze wody. Na pewno za jakiś czas ukaże się płyta DVD z pracami Karoliny Głusiec, potem być może Jej książka. Na razie to odległe plany, skupmy się na tym co tu i teraz.

JFK: Roman Rogowiecki powiedział kiedyś, że najlepsze płyty to właśnie składanki i patrząć na katalog FQP tak trochę było. Choć z gustem Romana raczej Latarni Records nie po drodze, to jednak, wspominająć trzy samplery z FQP trudno nie przyznać mu racji. Czy Latarnia zamierza kontynować tą serię?

WK: Przyznaję, że nie rozmawialiśmy z Przemkiem na ten temat.

JFK: A jak wyglądają koncertowo-wydawnicze plany Latarnii na 2014?

WK: W 2014 pojawi się kilka albumów w katalogu Latarni. Będą to nie tylko nowości, ale także wznowienia jak np. Niski Szum czy Napszykłat na kasecie. Nowościami będą wyczekiwane przeze mnie Syny, Minoo, BNNT + Robert Piernikowski, być może kIRk. Osobiście marzy mi się solowy album Peve Lety i Michała Bieli, ale o to nie będzie łatwo.

JFK: Muzyka eksperymentalna, szorstki noise, czy połamany hiphop nie są szerokoznane i na pierwszy rzut ucha mogą być dość cieżkie w odbiorze. Jakie płyty (niekoniecznie z Latarni / FQP) mógłbyś polecić osobom zaczynającą swoją przygodę z tymi gatunkami?

WK: Nie wiem jakie albumy mógłbym polecić, ale mogę Ci zdradzić czego obecnie słucham. Od dłuższego czasu nie mogę się uwolnić od australijskiej kapeli My Disco. Surowe brzmienie tej grupy przypomina mi trochę BNNT. „Kształt” wydany przez Bocian Records to kolejny sztos. Będę chciał zaprosić Bąkowskiego na tegoroczny LDZ Festival.  Ostatni album Fire!, „El Greco” Vangelisa, jakieś starocia od SND, Beak>, Wu-Tang Clan, Ewa Demarczyk, Liars, kapitalny Earl Sweatshirt, Żyto, Peja „Na Legal?”, Księżyc, Death Grips, Dean Blunt, Anti-Pop Consortium – to rzeczy z mojego playera. Wydaje mi się, że fajnie jest szukać w różnych stylach. Nie ma jednej drogi.

Autor: Joanna ‚frota’ Kurkowska