Już wkrótce rozpoczną się w Londynie Igrzyska XXX Olimpiady. Wiadomo, że chorążym polskiej reprezentacji będzie tym razem Agnieszka „Isia” Radwańska, która niedawno walczyła w finale Wimbledonu. Zanim jednak zapłonie olimpijski ogień, a przed trybunami przemaszerują uczestnicy zawodów, cofnijmy się do poprzednich londyńskich Igrzysk, tych z 1948 roku, kiedy zaszczyt bycia chorążym powierzono Mieczysławowi Łomowskiemu, postaci nierozerwalnie związanej z gdańskim sportem.

Dyplom uczestnictwa Mieczysława Łomowskiego na Olimpiadzie w Londynie

– Mało kto dzisiaj pamięta o Mieczysławie Łomowskim, mimo że był to nie tylko znakomity zawodnik, ale i nietuzinkowy człowiek – zauważa dr Janusz Trupinda z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, kurator wystawy „Citius-Altius-Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu”, która aktualnie jest prezentowana w Ratuszu Głównomiejskim. – Zapisał też wspaniałą kartę jako trener naszych lekkoatletów.

Nazywali go „Żubrem wileńskim”

Mieczysław Łomowski pochodził z Wilna. W rodzinnym mieście ukończył Państwową Szkołę Techniczną. Od najmłodszych lat interesował się sportem – pływał, uprawiał wioślarstwo i kolarstwo, grał w hokeja na lodzie. Stwierdzono jednak, że ze względu na warunki fizyczne (181 cm wzrostu, 94 kg wagi) jest predestynowany do uprawiania pchnięcia kulą i rzutu dyskiem. Jerzy Gebert, nestor wybrzeżowych dziennikarzy, autor książki „Z gdańskich boisk i stadionów” podkreśla, że początki kariery Łomowskiego nie były łatwe.

– Jako młodzieniec, podglądał przez dziury w płocie „prawdziwych” zawodników, którzy trenowali na wileńskim stadionie – opowiada Gebert. – Dla smyków takich jak on nie było miejsca na boisku. Dbał o to dozorca i jego groźny pies. Łomowski został jednak zauważony przez działaczy sportowych, których doszły słuchy, że jest pewien chłopak, który potrafi „najdalej ze wszystkich rzucić kamieniem”.

Młodzieniec nie zawiódł pokładanych w nim nadziei i błysnął talentem jeszcze przed wybuchem wojny. W efekcie otrzymał w 1939 r. powołanie na mecz z Litwą, zyskał też przydomek „Żubr” lub „Żubr wileński”, który towarzyszył mu przez całe życie.

W czasie wojny Łomowski pracował jako kierownik kopalni torfu. Treningi i starty wznowił po ponownym zajęciu Wilna przez Armię Czerwoną. Wziął m.in. udział w zawodach w Moskwie, gdzie wynikiem 15,28 m pobił rekord Związku Radzieckiego w pchnięciu kulą. Wkrótce został też rekordzistą ZSRR w rzucie dyskiem. Posłał go na odległość 46,14 m.

– Do Gdańska przyjechał we wrześniu 1945 roku i podjął pracę w Biurze Odbudowy Portu – opowiada dr Trupinda. – Oczywiście od razu związał się z miejscowymi klubami sportowymi.

Kolejno były to: BOP (1945), Lechia (1946-1949), Budowlani (1950-1951), Gwardia (1952-1956) i Wybrzeże (1957-1958). Początki, jak na czas powojenny, były wyjątkowo trudne.

– Pamiętam jak ze Sławkiem Zieleniewskim, znakomitym trenerem lekkiej atletyki, porządkowali stadion Lechii – wspomina Jerzy Gebert. – Walało się tam pełno sprzętu wojskowego i amunicji.

Brak odpowiednich warunków do ćwiczeń nie zniechęcił „Żubra” od uprawiania sportu. Przeciwnie. Wyzwolił u niego determinację i wolę walki. Jak była ona wielka, pokazują wyniki. Łomowski był siedmiokrotnym reprezentantem Polski w meczach międzypaństwowych 1950-1954 (13 startów, 5 zwycięstw indywidualnych), szesnastokrotnym medalistą mistrzostw krajowych, w tym: trzykrotnym mistrzem Polski w pchnięciu kulą (1947-1949) i pięciokrotnym w rzucie dyskiem (1947-1949, 1951, 1953) oraz dwukrotnym rekordzistą Polski: w rzucie dyskiem – 47,46 m (27 maja 1948, Gdańsk) i pchnięciu kulą – 16.15 m (11 maja 1952 Bydgoszcz). O fenomenie tego zawodnika najlepiej świadczy fakt, że drugi z rekordów pobił w wieku 41 lat, a więc kiedy był sportowym „staruszkiem”.

Najlepszy Europejczyk

W 1946 r., a więc krótko po repatriacji, „Żubr” wystartował na mistrzostwach Europy w Oslo. Prawdziwy rozgłos przyniósł mu jednak start na Olimpiadzie w Londynie (1948), gdzie zmierzył się ze światową czołówką. Przypadł mu również zaszczyt niesienia polskiej flagi.

– Zwyczaj defilowania reprezentacji narodowych z flagami wprowadzono w 1908 roku na pierwszych z trzech Igrzysk, jakie zorganizowano w Londynie – przypomina Janusz Trupinda. – Od Igrzysk w Amsterdamie z

1928 roku zaczęto praktykować, że jako pierwsza idzie drużyna Grecji, co ma podkreślać antyczny rodowód zawodów, zaś na końcu pochodu maszerują gospodarze.

Kolejność poszczególnych reprezentacji jest uzależniona od alfabetu używanego w kraju organizującym Igrzyska. W przypadku Olimpiady w Pekinie (2008), porządek ten był dla wielu widzów dość zaskakujący…

– Występ Łomowskiego w Londynie był jego życiowym osiągnięciem – zauważa historyk. – W pchnięciu kulą zajął czwarte miejsce, ulegając zawodnikom ze Stanów Zjednoczonych. Mówiąc inaczej, był najlepszym Europejczykiem!

Wynik Łomowskiego należy uznać za sukces również dlatego, że polska reprezentacja zdobyła w Londynie tylko jeden medal. Brązowy krążek wywalczył pięściarz Aleksy Antkiewicz, trenujący m.in. w MKS Gdynia i Gwardii Gdańsk.

– Po powrocie do kraju obydwaj bohaterzy londyńskich Igrzysk, czyli Antkiewicz i Łomowski, byli najbardziej rozchwytywanymi ludźmi na całym polskim Wybrzeżu – wspomina Jerzy Gebert. – Pamiętam ich liczne spotkania z młodzieżą szkolną. Organizowałem je jako prezes Międzyszkolnego Klubu Sportowego we Wrzeszczu. Kiedy ich przedstawiałem, przepełniała mnie duma. To dzięki nim rok 1948 był pod względem sportowym wybitnie gdański.

Sukces wspomnianych zawodników miał też odzwierciedlenie w dorocznej ankiecie „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca. Pierwsze dwa miejsca zajęli właśnie Antkiewicz i Łomowski.

– W zbiorach Muzeum Historycznego Miasta Gdańska mamy szczególną pamiątkę po Mieczysławie Łomowskim. To dyplom uczestnictwa w Igrzyskach w Londynie – mówi Janusz Trupinda. – Niedawno poddaliśmy go gruntownej konserwacji.

Na następne Igrzyska, które odbyły się w Helsinkach w 1952 roku, Mieczysław Łomowski już nie pojechał. Wyeliminowała go kontuzja.

Komar i inni

Osobny rozdział w życiu „Żubra” stanowi kariera trenerska. Zawodnicy, z którymi współpracował wspominają, że szkolenie adeptów lekkiej atletyki było jego pasją, wkładał w nie całe serce. Był przy tym niezwykle życzliwy i koleżeński, a do tego miał znakomite wyniki. Wystarczy wspomnieć na sukcesy Eugenii Rusin-Ciarkowskiej, która startowała w barwach GKS Wybrzeże.

– Pani Eugenia wiele razy biła rekord Polski i jako pierwsza Polka przekroczyła barierę 14 i 15 metrów w pchnięciu kula – wylicza dr Trupinda. – Była też sześciokrotną mistrzynią Polski i należała do słynnego Wunderteamu Jana Mulaka.

Występ na Igrzyskach w Rzymie w 1960 roku nie należał jednak do udanych. Zajęła 11. miejsce.

– Po śmierci Eugenii Rusin-Ciarkowskiej w 1995 roku Muzeum Historyczne Miasta Gdańska otrzymało od jej rodziny sporo cennych pamiątek – informuje historyk. – Cześć z nich pokazujemy na wystawie „Citius-Altius-Fortius” obok dyplomu jej mistrza i nauczyciela.

Podopiecznymi Łomowskiego byli również trzykrotny mistrz Polski i trzykrotny rekordzista kraju w dziesięcioboju Jerzy Detko oraz mistrz olimpijski z Monachium (1972) Władysław Komar. Niestety, trener Komara nie doczekał jego triumfu. 15 października 1969 r. został ciężko ranny w wypadku samochodowym w okolicach Gniewa. Zmarł tego samego dnia w Szpitalu Powiatowym w Tczewie.

O życiu prywatnym Mieczysława Łomowskiego wiadomo niewiele. Pewne jest, że miał dzieci, a wnuczka jest śpiewaczką operową, mieszka w Niemczech.

– Będziemy niezmiernie wdzięczni, jeśli ktoś zechce podzielić się informacjami lub pamiątkami związanymi z panem Mieczysławem – zapewnia Janusz Trupinda. – Powinniśmy go powrócić pamięci społecznej.

W tej sprawie można kontaktować się z dr Trupindą telefonicznie pod nr 58 76 79 161 lub mailowo pisząc na adres j.trupinda@mhmg.pl

****

Więcej pamiątek po pomorskich sportowcach można zobaczyć na wystawie „Citius-Altius-Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu”. Wystawa potrwa do 30 września. Równolegle w Dworze Artusa można oglądać wystawę „Pamiętnik budowy stadionu trudem ludzi pisany”, na którym znalazła się wykonana przez Ewę Kowalską fotograficzna i filmowa dokumentacja budowy gdańskiej PGE Areny.

Autor: Marek Adamkowicz