<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>iBedeker &#187; Wrzeszcz</title>
	<atom:link href="http://ibedeker.pl/tag/wrzeszcz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ibedeker.pl</link>
	<description>Serwis informacyjny i turystyczny Gdańska, Sopotu i Gdyni</description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Feb 2012 09:53:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Historyczne zawirowania przy ul. Lelewela</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-historyczne-zawirowania-przy-ul-lelewela/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-historyczne-zawirowania-przy-ul-lelewela/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 00:47:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[Danziger Bierbrauerei]]></category>
		<category><![CDATA[Kuźniczki]]></category>
		<category><![CDATA[Pola Strzyży]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Johanna Labesa]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Lelewela]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=32487</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiejsza ul. Lelewela to stara droga, niegdyś łącząca wieś Strzyża Górna z Nowymi Szkotami i majątkiem Brunshof, stanowiąca jednocześnie północną granicę dworskiego parku w Kuźniczkach (Kleinhammer). Jej łukowaty kształt wynika z podążania równolegle do nurtu nieco kiedyś meandrującej w tej okolicy Strzyży. Kiedy wrzeszczańskie drogi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dzisiejsza ul. Lelewela to stara droga, niegdyś łącząca wieś Strzyża Górna z Nowymi Szkotami i majątkiem Brunshof, stanowiąca jednocześnie północną granicę dworskiego parku w Kuźniczkach (Kleinhammer). Jej łukowaty kształt wynika z podążania równolegle do nurtu nieco kiedyś meandrującej w tej okolicy Strzyży.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3096.jpg" rel="lightbox[32487]"><img class="alignleft size-full wp-image-32490" title="ulica Lelewela" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3096.jpg" alt="" width="640" height="482" /></a>Kiedy wrzeszczańskie drogi stawały się ulicami szybko urbanizującego się przedmieścia i otrzymywały nazwy, nazwano ją imieniem Johanna Labesa, postaci bardzo zasłużonej i powszechnie szanowanej w Gdańsku, a obecnie niemal całkowicie zapomnianej, którą opisałem szerzej w <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="sobótka" href="http://ibedeker.pl/spacery/na-tropach-gdanskiej-sobotki-cz-i/">artykule poświęconym gdańskiej Sobótce</a></span></strong>, wraz z wyliczeniem zasług Labesa dla Gdańska i Wrzeszcza.</p>
<h3>Ulica Johanna Labesa</h3>
<p>Jako się rzekło, oryginalny przebieg <strong>ul. Johanna Labesa</strong> łączył Górną Strzyżę z Nowymi Szkotami, obejmował zatem drogę od dzisiejszego skrzyżowania ulicy Słowackiego i Alei Grunwaldzkiej, aż do dzisiejszego Placu Komorowskiego. Pierwszy wyłom w ciągłości ulicy poczyniono w 1870 r., kiedy to okolicę przecięła na dwie części linia kolei Hinterpommersche Bahn. Tory biegły początkowo na poziomie gruntu, dzieliły więc mniej stanowczo niż później, kiedy, jeszcze przed wybuchem I wojny światowej, rozpoczęto budowę nasypu kolejowego. Całość podzielonej przez torowisko ulicy nadal jednak zachowała swoją dotychczasową nazwę. Równolegle z dzieleniem ulicy przez tory kolejowe pojawił się przy niej najważniejszy dla tej części Wrzeszcza zakład przemysłowy, jakim był uruchomiony w 1873 r. browar należący do spółki Danziger Actien Bierbrauerei. Browar, którego adres brzmiał Labesweg 6/7, stał się na długo przedsiębiorstwem kształtującym gospodarcze życie okolicy, a z czasem spowodował nawet modyfikację przebiegu ulicy Labesa.</p>
<p>Ulica stanowiła przez dłuższy czas północną granicę miejskiej zabudowy Wrzeszcza, za którą rozciągały się tzw. <strong>Pola Strzyży</strong>, nazywane też Wielkim Placem Musztry, wykorzystywane przez pruskie, a z czasem niemieckie wojsko jako tereny ćwiczebne dla żołnierzy gdańskiego garnizonu. Tuż przed pierwszą wojną światową, w południowo-zachodnim narożniku tego rozległego terenu zlokalizowano pierwsze urządzenia służące uprawianiu nowej sztuki, jaką było lotnictwo. U zbiegu ulicy Labesa z torami wzniesiono hangar dla księcia Fryderyka Zygmunta Hohenzollerna, oficera wrzeszczańskich huzarów i pasjonata lotnictwa. Tak właśnie, od hangaru, szumnie nazwanego "Stacją lotniczą księcia Fryderyka Zygmunta Pruskiego" (Fliegerstation des Prinzen Friedrich Sigismund von Preussen), zaczęła sie – początkowo wojskowa – historia lotniska we Wrzeszczu, które istnieć miało aż do połowy lat 70. XX wieku. W celu zapewnienia komunikacji pomiędzy terenami placu musztry a Górnym Wrzeszczem zbudowano około roku 1914 wiadukt nad torami z wjazdem tuż za cmentarzem katolickim przy zachodnim końcu Labesweg, którego następcą jest wiadukt istniejący obecnie, prowadzący od skrzyżowania Grunwaldzkiej ze Słowackiego ku ulicy Kościuszki. Nowa droga, zaraz po przekroczeniu torów kolejowych zakręcała ku zabudowaniom "stacji lotniczej" i łączyła się z ulicą Labesa.</p>
<p>Na tym jednak nie skończyło się dzielenie ulicy na części. W 1923 r. uruchomiono nowe lotnisko, tym razem całkowicie cywilne, którego zabudowania umiejscowiono nieco dalej na północ, w rejonie kolejnego wiaduktu nad torami, dzisiaj noszącego imię braci Zygmunta i Józefa Lewoniewskich, pionierów polskiego lotnictwa. Około 1926 r. górnowrzeszczańską część ulicy Labesa włączono do nowopowstałej Ringstrasse (dzisiejszej Kościuszki), a zwolnione w ten sposób numery przeniesiono na osiedle po drugiej stronie torów, które powstało parę lat wcześniej jako inwestycja gminy miejskiej i w całości miało początkowo adres Labesweg 5.</p>
<p>Jakby dotychczasowego zamieszania w sprawie zachodniego końca ulicy Labesa było mało, w 1928 r. spółka<strong> Danziger Bierbrauerei</strong> dokupiła część terenu dawnego lotniska po jej północnej stronie, czyniąc w ten sposób część ulicy wewnętrzną drogą browaru. Na tej części w 1937 r. wzniesiono nowy budynek dyrekcji, umiejscowiony na środku dawnej ulicy. Konsekwencją tego faktu były dalsze zmiany w układzie numeracji. Browar miał odtąd adres Kleinhammerweg (dzisiaj Kilińskiego) 1-5, dawny adres Labesweg 6/7 zniknął zupełnie, a kolejny odcięty od całości odcinek ulicy otrzymał nową nazwę – Am Kleinhammerteich (dosł. Nad Stawem Kuźniczek – obecnie tylko Nad Stawem). Pozostałej części ulicy Labesa nie przenumerowano, ale najniższy numer jaki można zobaczyć przy obecnej ul. Lelewela to 8.</p>
<h3>Ulica Joachima Lelewela</h3>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3093.jpg" rel="lightbox[32487]"><img class="alignleft size-full wp-image-32492" title="ulica Lelewela" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3093.jpg" alt="" width="173" height="230" /></a>Powojenna nazwa ulicy upamiętnia Joachima Lelewela, polskiego historyka i polityka I połowy XIX w., który używał spolszczonej formy nazwiska, oryginalnie brzmiącego Lölhöffel von Löwensprung. Co ciekawe przedstawicielkę tej samej rodziny, panią Gertrud Waechter, z domu Lölhöffel von Löwensprung odnaleźć można w spisach mieszkańców z lat trzydziestych, jako właścicielkę domu przy pobliskiej ulicy Dekerta, wówczas Heilsbergerweg 6,</p>
<p>Dzisiejsza ul. Lelewela to po prostu jedna z dolnowrzeszczańskich ulic, ani szczególnie piękna, ani zaopatrzona w atrakcje turystyczne, poza, rzecz jasna, domem rodzinnym noblisty <strong>Güntera Grassa</strong> (i powieściowego dobosza Oskara), dzięki któremu o Gdańsku, Wrzeszczu i ulicy Labesa przeczytał cały cywilizowany świat. Najbardziej zachodnia część ulicy to dziś zjazd ku galerii handlowej i rondo tuż obok niej. Kolejny odcięty tuż przed wojną fragment to osiedle uroczych domków, nazywanych "indiańską wioską", które w najbliższym czasie może przestać istnieć. Co będzie z dawnym browarem, stawem, który dał nową nazwę fragmentowi dawnej Labesweg, i w ogóle jak potoczą się dalsze – dostatecznie już skomplikowane topograficzne losy tego miejsca – to pokaże czas.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>

<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-historyczne-zawirowania-przy-ul-lelewela/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spacer z &#8222;Bąbelkami&#8221; z Wrzeszcza do Sopotu</title>
		<link>http://ibedeker.pl/zapowiedzi/spacer-z-babelkami-z-wrzeszcza-do-sopotu/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/zapowiedzi/spacer-z-babelkami-z-wrzeszcza-do-sopotu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Dec 2011 00:13:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zapowiedzi]]></category>
		<category><![CDATA[Klub Turystów Pieszych Bąbelki]]></category>
		<category><![CDATA[Präsidentenweg]]></category>
		<category><![CDATA[Sopot]]></category>
		<category><![CDATA[spacer]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31927</guid>
		<description><![CDATA[Klub Turystów Pieszych "Bąbelki" zaprasza na spacer strefą krawędziową wysoczyzny Pojezierza Kaszubskiego, dawną Drogą Prezydencką (Präsidentenweg) lub Szlakiem Królewskim. Trasa prawie w całości przebiega przez tereny leśne. W planach "zdobycie" Pachołka, a w przypadku stosownej pogody - wejście na wieżę widokową. Trasa wycieczki: Wrzeszcz – [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a title="bąbelki" href="http://www.babelki.pl/index.php?str=15" target="_blank"><span style="text-decoration: underline;">Klub Turystów Pieszych "Bąbelki"</span> </a>zaprasza na spacer strefą krawędziową wysoczyzny Pojezierza Kaszubskiego, dawną Drogą Prezydencką (Präsidentenweg) lub Szlakiem Królewskim. Trasa prawie w całości przebiega przez tereny leśne. W planach "zdobycie" Pachołka, a w przypadku stosownej pogody - wejście na wieżę widokową</strong>.</p>
<blockquote><p><strong>Trasa wycieczki:</strong><br />
Wrzeszcz – Królewska Dolina – Sobótka – Srebrzysko – Dolina Samborowo – Głowica – Oliwa – Zajęcze Wzgórze – Świemirowo – Sopot</p></blockquote>
<p>Spotkanie 29 stycznia 2012, o godzinie 9:20 we Wrzeszczu przed D.H. Jantar (na placyku pomiędzy ulicami: Grunwaldzką i Do Studzienki). Wymarsz o 9:30. Powrót SKM z Sopotu ok. 14:30, a może trochę później...<br />
Planowana długość trasy: 15 km</p>
<p><em>Kontakt: Waldemar Jankowski tel. 607-040-009, email, tancred@poczta.gdynia.pl, GG: 8425558</em></p>
<blockquote><p><strong>Tytuł: </strong>Spacer z "Bąbelkami" z Wrzeszcza do Sopotu<br />
<strong>Lokalizacja: </strong>DH Jantar, ul. Politechniczna 7/20, Gdańsk<br />
<strong>Godzina rozpoczęcia: </strong>9:20<br />
<strong>Data: </strong>2012-01-29<br />
<strong>Godzina zakończenia: </strong>14:30</p></blockquote>

<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/zapowiedzi/spacer-z-babelkami-z-wrzeszcza-do-sopotu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Ulica Wajdeloty cz. II</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-ii/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Dec 2011 15:35:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Wajdeloty]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31804</guid>
		<description><![CDATA[Opowieści o domach i ludziach związanych z ulicą Wajdeloty we Wrzeszczu ciąg dalszy... Budynki po obu stronach skrzyżowania z dawną Hertastrasse, dzisiejszą Konrada Wallenroda, noszące numery 7 i 8, były początkowo własnością Adolfa Witta, organmistrza, znanego między innymi z przebudowy organów w Kaplicy św. Anny. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Opowieści o domach i ludziach związanych z ulicą Wajdeloty we Wrzeszczu ciąg dalszy...</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" rel="lightbox[31804]"><img class="alignleft size-full wp-image-31527" title="Ulica Wajdeloty" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" alt="" width="640" height="478" /></a></p>
<p>Budynki po obu stronach skrzyżowania z dawną Hertastrasse, dzisiejszą Konrada Wallenroda, noszące numery 7 i 8, były początkowo własnością Adolfa Witta, organmistrza, znanego między innymi z przebudowy organów w Kaplicy św. Anny. Z czasem właścicielem kamienicy pod numerem 8 i sąsiedniej pod numerem 9 stał się Feliks Grzenkowski, prowadzący sklep kolonialny i delikatesy. Tamże (pod ósemką) mieściła się pralnia o dumnej nazwie "Berlińska" – własność pani Luise Palochowski. Najciekawszą jednak postacią związaną z domem przy Wajdeloty 8 jest z pewnością Otto Herdemertens. Rodzina Herdemertensów wprowadziła się na Marienstrasse około roku 1904. Początkowo mieszkali pod numerem 24, z czasem jej część przeniosła się pod numer 8. Tam właśnie mieszkał w latach 20. Otto Herdemertens, zwany mistrzem gdańskiej akwareli.<br />
<a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Herdemertens.jpg" rel="lightbox[31804]"><img class="alignleft size-full wp-image-31812" title="Herdemertens" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Herdemertens.jpg" alt="" width="104" height="149" /></a>Urodził się w 1891 r. we Wrzeszczu, a sztuki malarskiej uczył się w gdańskiej Kunst- und Gewerbeschule. Malował chętnie miejskie pejzaże, ale równie często morskie wybrzeże, portretując plaże i życie rybaków znad Zatoki Gdańskiej i Mierzei Kurońskiej. Bardzo częstym motywem jego twórczości, zarówno z czasów gdańskich, jak i później, po opuszczeniu Miasta tuż przed końcem wojny, były gdańskiej zaułki i charakterystyczne obiekty architektoniczne. Zmarł w 1960 r. w Hamburgu. Jego prace były nie tak dawno obiektem wystawy w Domu Uphagena. Załączony obrazek pochodzi ze strony <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="mhmg" href="http://www.mhmg.gda.pl/" target="_blank">Muzeum Historycznego Miasta Gdańska</a></span></strong>.</p>
<p>Po przeciwnej stronie ulicy, pod numerem 22a, oprócz przedsiębiorstwa Danziger Hozindustrie G.m.b.H., mieściły się siedziby dwóch interesujących firm. Pierwszą były biuro techniczne i warsztaty naprawcze gdańskich zakładów Siemensa, których centrala znajdowała się w Poznaniu, a gdański oddział zajmował się instalacjami niskiego i wysokiego napięcia.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/AB1931MotorSport.jpg" rel="lightbox[31804]"><img class="alignleft size-full wp-image-31814" title="Motor-Sport" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/AB1931MotorSport.jpg" alt="" width="631" height="302" /></a>Drugą była firma Motor-Sport braci Adalberta i Hansa Franzkowskich – generalny przedstawiciel motocyklowego potentata – amerykańskiej firmy Harley-Davidson. Tuż obok, pod numerem 22 znajdowała się restauracja Zur Marienhütte, a innym nawiązaniem do miana ulicy była nazwa sklepu chemicznego Mariendrogerie pod numerem 28.</p>
<p>Pod numerem 24, tam gdzie teraz znajduje się pizzeria Ósemka, znajdował się przez długie lata sklep mięsny rzeźnika o uroczym jak na jego profesję nazwisku Lagodni. Tuż obok, w kamienicy o numerze 25 mieszkał przez pewien czas Erich Volmar, historyk sztuki i architekt, ostatni konserwator zabytków Gdańska przed rokiem 1945. Urodzony w Gdańsku w 1887 r. studiował w Monachium i na Politechnice Gdańskiej, funkcję konserwatora objął w 1939 r. Wspólnie z profesorem Willim Drostem zainicjował i przeprowadził ogromną akcję dokumentacji gdańskich zabytków, a następnie, w obliczu zbliżającego się frontu, ich ewakuacji, dzięki czemu znaczna ich część ocalała. W Mieście pozostał do końca, oglądając koszmar Wielkanocy 1945 r., a kiedy stało się to możliwe, podjął współpracę z polskimi władzami konserwatorskimi, polegającą na zwożeniu do Gdańska ewakuowanych i ukrytych uprzednio dzieł sztuki i elementów wyposażenia gdańskich zabytków. W ten sposób wróciły, początkowo do składnic konserwatorskich, a następnie na swoje miejsce takie obiekty jak Piękna Madonna, Fontanna Neptuna, czy wspaniały wystrój Czerwonej Sali w Ratuszu Głównego Miasta. Mimo tych małych sukcesów nie wierzył w możliwość odbudowy rodzinnego Miasta, któremu poświęcił wiele lat życia zawodowego. Wyjechał z Gdańska w 1946 r. i przez pewien czas pracował jako konserwator zabytków w Berlinie, a następnie w Würzburgu, gdzie zmarł w 1975 r.</p>
<p>Miejscem wyjątkowo urokliwym jest okrągły plac u skrzyżowania ulicy Wajdeloty z ulicą Aldony, ze starym, częściowo zniszczonym przez burzę kasztanowcem. Obecnie pozbawiony nazwy, przed wojną nazywany był Marienplatz. Domy stojące wokół niego zaliczano, podobnie jak dzisiaj, do Marienstrasse.</p>
<p>W kamienicy pod numerem 4, tam gdzie obecnie zielenieje sklep z ziołami była kiedyś piekarnia. Należała najpierw do Friedricha Wichmanna, a później, w latach 30. i aż do końca wojny do Brunona Wilmsa. Sąsiedni dom, numer 5 był przed wojną własnością pani Olimpii Daniłow i Piotra Daniłowa, dawnego pułkownika armii carskiej. Oboje byli przedstawicielami około dwutysięcznej rosyjskiej mniejszości w Gdańsku, składającej się głównie z dawnej rosyjskiej inteligencji, środowisk urzędniczych, wojskowych i ziemiańskich, którzy opuścili ojczyznę, uchodząc przed bolszewickim terrorem. W II połowie lat 30. w kamienicy umieszczono także ośrodek pomocy społecznej NSDAP – wygodne (ale i sprawne) narzędzie pozyskiwania dla nazistów głosów biedniejącego społeczeństwa.</p>
<p>Z przymrużeniem oka można stwierdzić, że dawny Marienplatz był również w pewnym sensie mikrokolonią ukraińską. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że składająca się ze studentów Politechniki Gdańskiej ukraińska mniejszość w Mieście liczyła około 100 osób, to 3% tej mniejszości mieszkało właśnie przy Marienplatz. Byli to studenci Oleksander Zgorlakiewycz, członek korporacji studenckiej Czernomorje (pod nr 2), oraz jego koledzy Mykoła Jarymowycz (nr 3) i Wołodymir Koczerkiewycz (nr 27). Sąsiadami tego ostatniego byli w latach 30. Maria i Kazimierz Wiłkomirscy, rodzeństwo słynnej Wandy Wiłkomirskiej, którzy przebywali w Gdańsku, gdzie pracowali jako nauczyciele muzyki i animatorzy polskiego życia muzycznego. Kazimierz pełnił w latach 1934-1939 stanowisko dyrektora konserwatorium Polskiej Macierzy Szkolnej w Gdańsku, w którym Maria uczyła muzyki.</p>
<p>Właścicielem kamienicy przy placu oznaczonej numerem 26 był Anastazy Wika-Czarnowski, dyrektor polskiego urzędu pocztowego nr 3 nad Martwą Wisłą, zwanego "Pocztą Zamorską". Wśród lokatorów tego domu, znajdujemy w 1924 r. praktykanta pocztowego nazwiskiem Alfons Flisykowski. To późniejszy naczelnik Polskiego Urzędu Pocztowego nr 2 (na Dworcu Głównym) i obrońca Poczty Polskiej w 1939 r., po śmierci Konrada Guderskiego dowodzący obroną. Mimo, że udało mu się uciec z oblężonego budynku poczty tuż przed jej kapitulacją, został schwytany, a następnie rozstrzelany na Zaspie.</p>
<p>Jak widać z powyższej opowieści, ulica Wajdeloty jest nie tylko urodziwa, ale była w swojej z górą stuletniej historii miejscem zamieszkania wielu ciekawych ludzi. To jedna z nielicznych ulic, które mają własne stowarzyszenie. <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="wajdeloty" href="http://www.wajdeloty.org/" target="_blank">"Wspólnota Lokalna Wrzeszcz Wajdeloty"</a></span></strong> jest inicjatywą, która stawia sobie liczne zadania społeczne i kulturalne, a promuje swoją ulicę, urządzając m.in. "Święto Ulicy Wajdeloty". Nasz <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="spacer" href="http://ibedeker.pl/spacery/spacer-po-dolnym-wrzeszczu-czyli-jak-deszcz-przestraszyl-sie-ibedekerowiczow/">iBedekerowy spacer po Dolnym Wrzeszczu</a></span></strong> został również zarejestrowany w aktualnościach prezentowanych na stronie stowarzyszenia.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="wajdeloty" href="http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-i/">Ulica Wajdeloty cz. I</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sylwia Kubryńska. Czarne oczy Swietłany K. [iBedekerowe opowiadanie gdańskie]</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-czarne-oczy-swietlany-k-ibedekerowe-opowiadanie-gdanskie/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-czarne-oczy-swietlany-k-ibedekerowe-opowiadanie-gdanskie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Dec 2011 20:03:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sylwia Kubryńska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Last Minute]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie gdańskie]]></category>
		<category><![CDATA[Sylwia Kubryńska]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31403</guid>
		<description><![CDATA[Do Gdańska zawsze się wraca. Nawet, gdy się myśli, że to już historia, nawet gdy się zdaje, że to już przeszłość. Od Gdańska nie uciekniesz. Brunetka. Chuda, jakaś ptasia. Roztrzepana przy tym, choć zdolna. Przyjechała do Krakowa studiować, jakby jej w Gdańsku za mało szkół [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Do Gdańska zawsze się wraca. Nawet, gdy się myśli, że to już historia, nawet gdy się zdaje, że to już przeszłość. Od Gdańska nie uciekniesz.</strong></p>
<div id="attachment_31432" class="wp-caption alignleft" style="width: 317px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/03_m_v2_DSC09391.jpg" rel="lightbox[31403]"><img class="size-full wp-image-31432  " title="Sylwia Kubryńska" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/03_m_v2_DSC09391.jpg" alt="" width="307" height="307" /></a><p class="wp-caption-text">Sylwia Kubryńska</p></div>
<p>Brunetka. Chuda, jakaś ptasia. Roztrzepana przy tym, choć zdolna. Przyjechała do Krakowa studiować, jakby jej w Gdańsku za mało szkół postawili. I, gdyby nie skłonność do wiśniówki, mogłaby dziś, kto wie, może i mogłaby by dziś brylować na salonach Hollywood?</p>
<p>Tak, tak. Steven Spielberg nagrywał w Krakowie Listę Schindlera, gdy ona, wtedy studentka UJ, biegała za gołębiami po krakowskim rynku. Czy jej czarne oczy, czy raczej wystające kości policzkowe przykuły uwagę reżysera? Jutro, powiedział, jutro o ósmej rano przyjdź na plan zdjęciowy. I jeszcze dodał: szukałem takiej twarzy. Tak powiedział. Szukałem takiej twarzy. On, gwiazda współczesnego kina światowego! On szukał takiej twarzy! Takich oczu, takich ust wydatnych, tak zapadłych policzków! Takich ciemnych brwi, takiego gładkiego czoła!</p>
<p>Kim mogłaby zostać, gdyby poszła na ten plan? Czy miałaby dziś tak głupi problem, jak niezapłacony rachunek za prąd? Gaz? Czynsz? Czy przerzucałaby gorączkowo kieszenie w poszukiwaniu drobnych na bilet z Nowej Huty? Czy kolejna dzielnica Krakowa znów okazałaby się za droga do życia? Czy jej mały Adaś by musiał zmieniać szkołę? Wreszcie, czy wygłodzona, zadłużona, pokornie wracałaby do matki?</p>
<h3>Od Gdańska nie uciekniesz</h3>
<p>Czasem, gdy ktoś jej zapłaci za wiersz, kupi sobie papierosy, małą flaszkę wiśniówki, stoi w oknie, patrzy na szare chmury i myśli o tamtej krótkiej przygodzie na krakowskiej starówce. Przypomina sobie, jak biegła w wielkim podnieceniu przez Grodzką, w dół pod Wawel, gdzie siedzieli jej koledzy z roku i pili piwo, a ona krzyczała z daleka:</p>
<p>- Nie wrócę do Gdańska!</p>
<p>Ale do Gdańska zawsze się wraca. Nawet, gdy się myśli, że to już historia, nawet gdy się zdaje, że to już przeszłość. Od Gdańska nie uciekniesz, Swietłano. Ten zimny wiatr Brzeźna wieje w twoich żyłach, choćbyś się w smoczej jamie ukryła. Ten piasek ze Stogów czuć pod powiekami, nawet gdy się w Kazimierzu zbudzisz. Ten chłód portowy jest wódce, nawet gdy ją pijesz w słońcu Salwatora. A ileż tej wódki można wypić? I czemu jej tyle wypić trzeba, gdy amerykański reżyser czeka?</p>
<h3>Kto ci dał takie imię?</h3>
<p>Swietłana patrzy przez okno, zdaje się jej, że on tam dalej czeka. Że ten najważniejszy film dopiero przed nim. Bo on przecież szuka tej twarzy i, choć znalazł, dalej szuka, a teraz to już szuka w gorączce, w wielkim zapamiętaniu szuka, bo wie, że ta twarz istnieje, sam widział. Zobaczył, nagle mignęła mu jak sen, maligna, pijacki zwid na krakowskim rynku. Mignęła, a potem znikła.</p>
<p>Na zawsze.</p>
<p>Poszukiwaną przez amerykańskiego reżysera, czarnooką twarz Swietłany, nad ranem wykrzywił grymas bólu. Upiła się dziewczyna, upiła się z tęsknoty jakiejś niepojętej za niepojętym nadmorskim miastem, gdzie zimno i wieje, gdzie ją tak całe życie przezywali „Żydówka”, wredni jasnoocy Kaszubi, potomkowie Wikingów, jej, o ironio, przodkowie.</p>
<p>O cholera, ile ona wypiła! Za dużo. Tyle, co morze, które tak lekkomyślnie porzuciła. Wypiła morze, co jej w głowie szumi. Wypiła, a teraz nie wstanie, nie ma mowy, nie ma szans, nie wstanie i z pewnością nie przyjdzie na spotkanie z reżyserem, choćby to miał być sam Steven Spielberg, i choćby kręcił samą Listę Schindlera. A przecież to był Steven Spielberg i kręcił Listę Schindlera. Lecz ona, niewzruszona:</p>
<p>- Dajcie mi kurwa spokój, głowa mnie boli – powiedziała i zasnęła.</p>
<p>Swietłana, kto ci dał takie imię?</p>
<p>- Tato.</p>
<p>I dalej śpi. Taka to dziewczyna.</p>
<p>Stevenie Spielbergu, marne twoje efekty poszukiwań. Gdy widzisz gwiazdę, nie pozwól jej uciec. Nie pozwól pić gwiazdom, bo zdrowie gwiazd jest kruche. Nie pozwól tęsknić za miastem, o którym tak trudno zapomnieć.</p>
<p>Ach, gdybyś choć jej imię znał! Gdybyś wiedział, że w styczniu, gdy się urodziła, w roku siedemdziesiątym pierwszym, zaraz po grudniu siedemdziesiąt, w Gdańsku, gdzie Wałęsa, komitet strajkowy, gdzie Janek Wiśniewski, gdzie Zbyszek Godlewski, co go na deskach nieśli, gdzie do stoczniowców, jak do kaczek, strzelano, tak jest, strzelano, tu się, Stevenie Spielbergu, takie rzeczy po wojnie rozgrywały, że niejeden film byś nakręcił, a więc gdybyś wiedział, że w tamtych straszliwych czasach, w czasach zapadłej komuny i wielkiej do Związku Radzieckiego nienawiści, nie było żywego ducha, któryby się odważył tak dziecko nazywać!</p>
<p>Wiktoria, tak. Maria. Barbara. No może nawet Natalia, niech będzie. Ale Swietłana? Ruskie? Nigdy.</p>
<h3>W tej rodzinie każdy miał oczy niebieskie</h3>
<p>Stevenie Spielbergu, miałeś nosa. Żeby ją na rynku, ją właśnie dojrzeć! Jej oczy, których historii nikt pojąć nie umie, choćby ona sama.</p>
<p>- Czemu takie czarne?</p>
<p>Stary kaszubski ród K. nigdy się czernią nie splamił. Od wieki wieków, od zarania historii pokoleń, w kaszubskim znamiennym chowie wsobnym, K. mieli zawsze oczy niebieskie. I włosy blond, z rudym nalotem, być może wikingów jeszcze genem patynowane. Dziadek – jasny, błękitny, blond za młodego, na zdjęciu w mundurze, w jakim, Stevenie Spielbergu, mundurze, zostawmy. Wysoki jak struna był, biały, północny. Babka? Blondynka, ładna, postawna. Mogła się podobać. I się podobała. Gdy dziadek w wojsku na wojnie przepadł, sama z dziećmi w Gdańsku została. Trójka dzieciaków. I bieda.</p>
<p>A w kwietniu czterdziestego piątego, ruskie przyszli.</p>
<p>Ludzie tu w nerwach od urodzenia. Jak nie Niemcy, to ruskie, jak nie urok, to sraczka. To się, Stevenie Spielbergu nie dziw, że się dziewczyna upiła. Z takimi oczami, z taką twarzą, z takim imieniem, w takim kraju, żyć na trzeźwo normalnie się nie da. Ty myślisz, że podejdziesz i powiesz: chodź ze mną? I sprawa załatwiona? Mylisz się.</p>
<p>Krzywdy narodów można mierzyć, stopniować. Katalogować. Szuflady z naklejkami porobić, podpisać. Największa szuflada zawsze będzie twoja. Twoja i twojego amerykańsko-żydowskiego, wypiętego na spaloną żydowską Europę, narodu. Twoja i twojej wytwórni filmów, które po wojnie mówiły o wszystkim innym, tylko nie o tej krzywdzie, co wtedy tak niewygodna była, a dziś taka ważna się stała. Chciałeś tę dziewczynę do filmu? Całe życie szukałeś? Pomyślałeś, czarna taka, z Krakowa, pasuje.</p>
<p>Ale ona nie Rachela, nie Ryfka. To Swietłana K. Z Gdańska. Ze stycznia siedemdziesiąt jeden. Urodzona miesiąc po śmierci Janka Wiśniewskiego. W mieście stoczniowym. W mieście rewolucji. W mieście, o którym chyba nawet tam, w twojej wytwórni filmów, co nieco słyszeli?</p>
<p>Ona z kaszubskiej rodziny. A jej dziadek z Wermachtu. Czemu taka czarna, czarna owca?</p>
<p>- Po tacie.</p>
<h3>Krasawica</h3>
<p>Babcia z dwójką dzieci, we Wrzeszczu, w kamienicy się przed ruskimi chowała. Jak przyszli, palili jak leci. Strach było nos wyściubić, dzieciaki do piwnicy zgoniła. Dwie dziewczynki: Ewa, lat dziewięć i Agniesia, sześć. A obie śliczne, białe, aniołki. No, nie strach? Sama w mieszkaniu została, żeby nikogo więcej nie szukali. W kuchni usiadła, odważnie w okno patrzy.</p>
<p>Idą. Skąd oni byli? Z Ukrainy? Z Białorusi? Z Kazachstanu może?</p>
<p>Dziadek w sierpniu wrócił. Ciepło już było, gorąco. Za gorąco. Jakby tej kiecki nie upięła, było widać. Zresztą on wiedział. Od razu, z miejsca, jak tylko spojrzał w te jej niebieskie oczy, to jak na spowiedzi. Co miał zrobić? Coś powiedzieć? Że wcześniak? Tak mówił, wszystkim dookoła tak tłumaczył. Wcześniak. Łobuz. Żywe srebro. Wszędzie go było pełno. A zawadiaka! Im starszy, tym głośniejszy. Potem wyrósł i całą Zaspę przeleciał chyba. Większego jebaki ta ziemia nie widziała. Gdy mu się córka urodziła, ku rozpaczy matki dał imię Swietłana. A uparty z tym imieniem był, diabli wiedzą, dlaczego. I nic go nie obchodziło, że grudzień, że strajk, że kacapy.</p>
<p>- Nie widzę związku – powiedział. Coś mu w głowie siedziało, coś tam w głowie wiało, jakiś wiatr, genetyczny wicher wschodni.</p>
<p>Babcia czasem patrzyła na syna ze strachem. Potem śnił jej się tamten kwietniowy poranek. Właściwie niewiele pamięta. Głównie to zdezorientowanie. Zdziwienie, gdy na swój widok usłyszała spontaniczną, szczerą radość w sowieckim głosie:</p>
<p>- Krasawica!</p>
<p>A potem smród samogonu. I tylko jeszcze przez moment spojrzała, lecz zaraz głowę odwróciła, bo przecież w tak czarne oczy patrzeć się nie da.</p>
<h3>Gdańsk</h3>
<p>Swietłana spakowała walizki, klamoty krakowskim znajomym za darmo rozdała. Adaś spytał, do jakiej go szkoły zapisze?</p>
<p>- Do mojej – odparła. – Do szkoły we Wrzeszczu, przy Legionów. Stara szkoła, z czerwonej cegły. Spodoba ci się.</p>
<p>Pociąg do Gdańska za dwie godziny. Matka już czeka. Ojciec, niestety nie. Dawno nie żyje. Zapił się.</p>
<p><strong>Autor: Sylwia Kubryńska</strong></p>
<p><strong><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/cv.jpg" rel="lightbox[31403]"><img class="alignleft size-full wp-image-31408" title="Sylwia Kubryńska" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/cv.jpg" alt="" width="342" height="384" /></a></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Sylwia Kubryńska</strong> – pisarka, blogerka, dziennikarka. Pochodzi z Mazur, mieszka na Kaszubach. Jest związana z gdańską literaturą. Otwarcie i z poczuciem humoru pisze o tutejszych realiach. W opowiadaniu „Hedonistyczny aspekt Sądu Ostatecznego” podejmuje brawurową analizę obrazu Hansa Memlinga w Kościele Mariackim w Gdańsku. W wyróżnionym opowiadaniu „Tragedia Posejdona” proponuje… rozebrać słynnego gdańskiego Neptuna do naga. Wrzeszcz, w którym mieszkała dziewięć lat, uwieczniła w tekście „Spacer po Labesweg”.</p>
<p>Jest autorką <strong>Last Minute</strong> – pierwszej polskiej powieści o seks turystyce, w której opisała historię wakacyjnego romansu Polki z Tunezyjczykiem. Na co dzień prowadzi bloga: <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="kubryńska" href="http://kubrynska.com/" target="_blank">www.kubrynska.com</a></span></strong>, gdzie opowiada jak to jest być kobietą bez kasy, z masą obowiązków na głowie i pasją pisania. Wyłączony prąd zimą. Niezapłacone rachunki. Zakupy w Biedronce. Kac w pracy… Brzmi znajomo? Poczytaj Kubryńską.</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="kubryńska" href="ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-a-cialo-slowem-sie-stalo/">A Ciało Słowem się stało </a></span></strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-czarne-oczy-swietlany-k-ibedekerowe-opowiadanie-gdanskie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Książki pani Kowalskiej, czyli biblioteka we Wrzeszczu</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/ksiazki-pani-kowalskiej-czyli-biblioteka-we-wrzeszczu/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/ksiazki-pani-kowalskiej-czyli-biblioteka-we-wrzeszczu/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 May 2011 23:05:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Adamkowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[biblioteka we Wrzeszczu]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Kowalski]]></category>
		<category><![CDATA[Wielka Aleja Lipowa]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=23262</guid>
		<description><![CDATA[Biblioteka we Wrzeszczu, należąca do Haliny Kowalskiej, powstała tuż przed zakończeniem II wojny światowej. Jej zbiory były kontrolowane. Swoje wytyczne w tym względzie mieli zarówno Niemcy, jak i władze ludowe. Dzisiaj po bibliotece został szyld i trochę książek. Wrzeszcz, początek Grunwaldzkiej. Miejsce, w którym Wielka Aleja [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Biblioteka we Wrzeszczu, należąca do Haliny Kowalskiej, powstała tuż przed zakończeniem II wojny światowej. Jej zbiory były kontrolowane. Swoje wytyczne w tym względzie mieli zarówno Niemcy, jak i władze ludowe. Dzisiaj po bibliotece został szyld i trochę książek.</strong></p>
<div id="attachment_23265" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-1.jpg" rel="lightbox[23262]"><img class="size-full wp-image-23265 " title="Janusz Kowalski / Fot. Marek Adamkowicz" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-1.jpg" alt="" width="576" height="384" /></a><p class="wp-caption-text">Janusz Kowalski / Fot. Marek Adamkowicz</p></div>
<p><strong>Wrzeszcz</strong>, początek Grunwaldzkiej. Miejsce, w którym <strong>Wielka Aleja Lipowa</strong> przechodzi w ciąg willi i kamienic. Umowną granicę wyznaczają tu ulice Uphagena i Piramowicza. Każdego dnia, w drodze do i z Gdańska, pędzą tędy tysiące samochodów, jednak zza ich szyb trudno zauważyć zachodzące zmiany. No, może poza remontowanym ostatnio torowiskiem i zlikwidowaniem przejścia dla pieszych przy Teatrze Miniatura. Co innego, gdy się mieszka w pobliżu. Pamięć mimowolnie zapisuje zdarzenia, po których często nie ma już śladu.</p>
<p>Od przeszło sześćdziesięciu lat dr <strong>Janusz Kowalski</strong>, architekt i emerytowany adiunkt Politechniki Gdańskiej, wygląda na ulicę z pokoju na piętrze. Przyzwyczaił się do huku pojazdów, choć przyznaje, że niegdyś było tu ciszej. Samochody to była rzadkość, a gwar na pobliskim przystanku tramwajowym nie był zbyt natrętny.</p>
<div id="attachment_23277" class="wp-caption alignleft" style="width: 189px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-5.jpg" rel="lightbox[23262]"><img class="size-full wp-image-23277  " title="Państwo Kowalscy na spacerze we Wrzeszczu" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-5.jpg" alt="" width="179" height="269" /></a><p class="wp-caption-text">Państwo Kowalscy na spacerze we Wrzeszczu</p></div>
<p>– Moja rodzina sprowadziła się do Gdańska w kwietniu 1945 roku – opowiada pan Janusz. – Ojciec, Stanisław Kowalski, został skierowany do miasta jako notariusz. Najpierw przez krótki czas prowadził kancelarię przy ulicy Batorego, potem dostał przydział na lokal przy Grunwaldzkiej 3.</p>
<p>Nazwiska poprzednich lokatorów można znaleźć w księdze adresowej. Według tej z 1942 roku przy ówczesnej Adolf-Hitler-Strasse mieszkali m.in. architekt Johannes Falk, Edward Quartier, Franz Weyer oraz Harald von Paleske.</p>
<p>Kowalski senior nie narzekał na brak klientów. Ludzie przychodzili odtwarzać utracone w czasie wojny dokumenty albo podpisywali umowy swoich świeżo założonych firm. Tryskali energią, nieświadomi, że powiew powojennej wolności będzie krótkotrwały.</p>
<p>Niebawem do notariusza dołączyła żona Halina. Wraz z nią w willi pojawiły się setki książek. Były one zalążkiem pierwszej wypożyczalni w zrujnowanym Gdańsku.</p>
<p>– Matka całe życie marzyła o prowadzeniu własnej biblioteki – opowiada pan Janusz. – Przed wojną trochę pomagała w wypożyczalni Polskiej Macierzy Szkolnej w Lubartowie, gdzie wówczas mieszkaliśmy, a wiosną 1944 roku ojciec zakupił w Warszawie książki, które wraz ze wcześniejszym zbiorem były podstawą „interesu” matki. Otworzyła go jeszcze przed wypędzeniem Niemców.</p>
<div id="attachment_23282" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-21.jpg" rel="lightbox[23262]"><img class="size-full wp-image-23282" title="Polskie i niemieckie stemple z adresami, pod którymi funkcjonowała książnica  " src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-21.jpg" alt="" width="576" height="384" /></a><p class="wp-caption-text">Polskie i niemieckie stemple z adresami, pod którymi funkcjonowała książnica  </p></div>
<p>Potwierdzeniem tego są stemple w niektórych woluminach. Pod niemieckim „Leihbűcherei” widać polską informację o właścicielce i lubartowski adres: Piłsudskiego 47. Jako że te same książki były wypożyczane we Wrzeszczu, na stronie tytułowej dostawiano uaktualnioną pieczątkę. Gdzieniegdzie można też natrafić na ślady rodzimej cenzury.</p>
<p>– W czasie wojny Polacy mogli prowadzić wypożyczalnie, ale zbiory były kontrolowane – wspomina architekt. – Swoje wytyczne w tym względzie mieli zarówno Niemcy, jak i  władze ludowe. Jedni i drudzy sprawdzali, jakie treści są udostępniane czytelnikom. Z tego względu w wypożyczalni przeważały książki o lekkiej tematyce. Najwięcej było powieści.</p>
<p>W czasie kiedy Kowalscy próbowali zadomowić się we Wrzeszczu, ich syn studiował na Politechnice Warszawskiej. Wypady do rodziców były sporadyczne i krótkotrwałe. Ale pierwszą wizytę nad Motławą pan Janusz wciąż ma przed oczami.</p>
<p>– To było tuż przed końcem wojny – wspomina. – Resztki Niemców broniły się na Helu, słychać było ich artylerię strzelającą do statków na Zatoce Gdańskiej. Pamiętam, że poszliśmy z ojcem na spacer ulicą Długą i Długim Targiem. Obaj w mundurach, choć po demobilizacji. Wokół sterczały wypalone kamienice, a w zasadzie gruzy, które z nich zostały. Baliśmy się, że z tych ruin wyskoczą jakieś zbiry, o co wówczas naprawdę nie było trudno.</p>
<p>Widok Drogi Królewskiej zrobił na panu Januszu porażające wrażenie. W Lubelskiem, skąd pochodzi, takich zniszczeń nie było. Jeszcze bardziej przygnębiony był jego ojciec. Znał miasto z lat międzywojennych. W połowie lat 30. wziął udział w gdańskim zjeździe prawników polskich i niemieckich, był tu również w 1937 roku przy okazji wakacji spędzonych z żoną w Kuźnicy.</p>
<div id="attachment_23274" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-4.jpg" rel="lightbox[23262]"><img class="size-full wp-image-23274 " title="Halina i Stanisław Kowalscy przez willą, w której mieściła się kancelaria notarialna i wypożyczalnia książek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-4.jpg" alt="" width="576" height="384" /></a><p class="wp-caption-text">Halina i Stanisław Kowalscy przez willą, w której mieściła się kancelaria notarialna i wypożyczalnia książek</p></div>
<p>Na tle gruzów Głównego i Starego Miasta willa we Wrzeszczu wydawała się szczytem luksusu. Państwo Kowalscy dzielili ją z rodziną prokuratora Stanisława Stachurskiego. Jego nazwisko stało się głośne za sprawą procesów toczonych przed Specjalnym Sądem Karnym, gdzie do odpowiedzialności pociągano zbrodniarzy hitlerowskich. Stachurski był oskarżycielem m.in. w procesie załogi KL Stutthof. Ci, którzy otrzymali wtedy karę śmierci zostali straceni w publicznej egzekucji na Biskupiej Górce. Kres karierze prokuratura w Gdańsku położył donos, przypominający, że przed wojną oskarżał on na Wołyniu członków nielegalnej Polskiej Partii Komunistycznej.</p>
<p>Problemy, choć innej natury, nie ominęły Kowalskich. Okazało się, że ojciec pana Janusza zmaga się z ciężką chorobą. Nie było na nią ratunku. Notariusz zmarł po długich cierpieniach w 1948 roku, zostawiając najbliższych w trudnej sytuacji materialnej.</p>
<p>– Kancelaria była naszym podstawowym źródłem dochodu – przyznaje syn prawnika. – Były wprawdzie pieniądze z wypożyczalni, ale niewielkie. Żeby się utrzymać, matka zajęła się maszynopisaniem.</p>
<p>Informacja o nowej usłudze została wyłuszczona na emaliowanej tablicy. Zawisła ona na ogrodzeniu willi pod wcześniejszą – z reklamą wypożyczalni. Szyldy były dobrze widoczne ze znajdującego się przed domem przystanku tramwajowego. Istniał on w tym miejscu już za Wolnego Miasta, zaprzeczając… niemieckiemu zamiłowaniu do praktycznych rozwiązań.</p>
<p>– Przystanek był zbudowany na łuku torowiska tramwajowego – przypomina architekt. – Motorniczowie mieli tu kłopot z zobaczeniem, czy wszyscy pasażerowie już wsiedli lub wysiedli. Żeby nie doszło do wypadku, wystawiali poza wagon lustra na długim pręcie.</p>
<p>Nuda to najczęstszy powód sięgania po książkę i to ona była największym magnesem przyciągającym czytelników. Tak, jak początkowo zapisywali się do wypożyczalni przy okazji odwiedzin notariusza i załatwianiu u niego swoich spraw, tak teraz wstępowali po książki, aby skrócić czas oczekiwania na tramwaj. Interesowi sprzyjała też bliskość Politechniki Gdańskiej. Wielu klientów stanowili studenci.</p>
<p>Złotym okresem w historii wypożyczalni były lata 40. i 50. Niestety, kolejne dekady przyniosły spadek liczby czytelników, w końcu konieczne stało się zamknięcie firmy. Ludzie zamiast lektur woleli radio i telewizję, albo szli po nie do powstających coraz liczniej bibliotek publicznych, gdzie korzystanie ze zbiorów było bezpłatne. Nie bez wpływu na decyzję o zakończeniu działalności było przenosiny feralnego przystanku tramwajowego bliżej politechniki. Ludziom było już nie po drodze…</p>
<p>Halina Kowalska zmarła w 1970 roku i została pochowana na Srebrzysku. W ostatnich latach przed śmiercią chorowała, dlatego zawiadywanie wypożyczalnią przejęła jej przyszła synowa – Anna, notabene rodowita gdańszczanka, absolwentka Polskiej Szkoły Handlowej w Wolnym Mieście.</p>
<div id="attachment_23271" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-3.jpg" rel="lightbox[23262]"><img class="size-full wp-image-23271 " title="Wille w al. Grunwaldzkiej. Od lewej: rezydencja Mon Plaisir, dawna wypożyczalnia, konsulat Chin" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Kowalski-3.jpg" alt="" width="576" height="384" /></a><p class="wp-caption-text">Wille w al. Grunwaldzkiej. Od lewej: rezydencja Mon Plaisir, dawna wypożyczalnia, konsulat Chin</p></div>
<p>Po zamknięciu książnicy willa przy Grunwaldzkiej 3 stała się zwykłym domem mieszkalnym, z lokalami podzielonymi pomiędzy kilka rodzin. Na tle sąsiednich budynków wypadała blado. Nie mogło chyba być inaczej, skoro – jak przypomina dr Kowalski – w  sąsiedztwie ulokowano placówki dyplomatyczne. Dom przy Grunwaldzkiej 1 zajęło przedstawicielstwo Chińskiej Republiki Ludowej. Wcześniej przez krótki czas mieściły się w nim konsulaty Chin Czang-Kaj-szekowskich, a potem NRD. W budynku przy Grunwaldzkiej 5, który około 1814 roku powstał na miejscu pałacyku Mon Plaisir Jana Uphagena, rezydował konsul Szwecji. Mieszkańcy Gdańska bardziej kojarzą ten budynek jako Pałac Ślubów, bowiem pomiędzy rokiem 1976 a 2001 zawierano w nim małżeństwa. Po przeniesieniu cywilnych ceremonii ślubnych do Nowego Ratusza przy Wałach Jagiellońskich, władze miasta próbowały sprzedać obiekt, ale wobec braku zainteresowania został on przeznaczony na potrzeby organizacji pozarządowych.</p>
<p>Patrząc na ten zakątek Wrzeszcza nie sposób pominąć wspaniałej, neobarokowej willi przy ul. Uphagena 23. W pamięci gdańszczan zapadła ona jako siedziba Radia Gdańsk przed przeprowadzką rozgłośni na al. Grunwaldzką 18. Należąca na przełomie XIX i XX wieku do zamożnego fabrykanta Rudolfa Patschke, tuż po wojnie była zajmowana przez przedstawicielstwo Wielkiej Brytanii. Obecnie w jej wnętrzach znajduje się restauracja. Można tu nasycić żołądek, ale i oczy wyrobami dawnej cesarskiej fabryki ceramiki w Kadynach.</p>
<p><strong>Autor: Marek Adamkowicz</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/ksiazki-pani-kowalskiej-czyli-biblioteka-we-wrzeszczu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na tropach gdańskiej Sobótki cz. I.</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/na-tropach-gdanskiej-sobotki-cz-i/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/na-tropach-gdanskiej-sobotki-cz-i/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 May 2011 12:35:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[Janowa Góra]]></category>
		<category><![CDATA[Jaśkowa Dolina]]></category>
		<category><![CDATA[Sobótka]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=22594</guid>
		<description><![CDATA[Cóż to właściwie jest "Sobótka"? Odpowiedź na to pytanie jest istotna, jeśli chcemy prześledzić historię zielonego fragmentu Gdańska położonego na zachód od centrum Wrzeszcza. Otóż Sobótka to obecnie miejscowość na Śląsku, której nazwa jest pozostałością tajemniczo i nieco złowrogo brzmiącej dawnej nazwy "Sabath". Tak właśnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Cóż to właściwie jest "Sobótka"? Odpowiedź na to pytanie jest istotna, jeśli chcemy prześledzić historię zielonego fragmentu Gdańska położonego na zachód od centrum Wrzeszcza.</strong></p>
<div id="attachment_22600" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Wzgorza-nad-Wrzeszczem-od-strony-ul-Traugutta-w-pol-XVIII-w.jpg" rel="lightbox[22594]"><img class="size-full wp-image-22600 " title="Wzgórza nad Wrzeszczem od strony ul Traugutta w połowie XVIII w." src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Wzgorza-nad-Wrzeszczem-od-strony-ul-Traugutta-w-pol-XVIII-w.jpg" alt="Wzgórza nad Gdańskiem Wrzeszczem" width="576" height="371" /></a><p class="wp-caption-text">Wzgórza nad Wrzeszczem od strony ul Traugutta w połowie XVIII w.</p></div>
<p>Otóż <strong>Sobótka</strong> to obecnie miejscowość na Śląsku, której nazwa jest pozostałością tajemniczo i nieco złowrogo brzmiącej dawnej nazwy "Sabath". Tak właśnie wzmiankowano ją już w XIII w. Sobótka leży u stóp masywu góry Ślęży, miejsca równie tajemniczego i magicznego jak dawna nazwa miejscowości. Wyraz "sabat", wywodzący się z hebrajskiego określenia czegoś siódmego, a więc między innymi siódmego dnia tygodnia czyli soboty, kojarzy się mocno z czarami i czarownicami, będąc w zasadzie synonimem zgromadzenia (lub raczej zlotu) tych ostatnich. Sobótka to także tradycyjna nazwa święta letniego przesilenia, zwanego także "nocą Kupały", obrosłej legendą uroczystości dawnych ludów północy, które tego dnia, a dokładniej tej nocy mocno folgowały rozmaitym naturalnym instynktom. Święto to wypada w wigilię dnia chrześcijańskiego świętego - Jana Chrzciciela. Chrześcijaństwo, nie mogąc skutecznie zabronić świętowania, próbowało je oswoić, nadając mu nazwę "nocy świętojańskiej".</p>
<p><strong>Sobótka w Gdańsku</strong></p>
<p>A więc: góra, czarownice, noc świętojańska... Co to ma wspólnego z Gdańskiem? Czy w Gdańsku jest Sobótka i w jaki sposób ta nazwa pojawiła się na planie miasta? Mamy wszak ulicę o tej nazwie (w dopełniaczu: "Sobótki"), a na jednym z zalesionych wzgórz na południe od niej pojawiła się ostatnio tabliczka z napisem "Sobótka 99 m npm". By prześledzić drogi, jakimi Sobótka trafiła do Gdańska, cofnąć musimy się do początku XIX w.</p>
<p>W końcu wieku XVIII tereny znane dzisiaj pod nazwą "Jaśkowego Lasu", a więc zielony kompleks po obu stronach Jaśkowej Doliny, były z rzadka porosłymi drzewami wzniesieniami, częściowo wykorzystywanymi rolniczo, częściowo pokrytymi wrzosowiskami. W licznych niegdyś w okolicy wrzosowiskach upatruje się zresztą źródła nazwy Wrzeszcza. Taki obraz okolicy ukazuje nam np. rycina Matthäusa Deischa, opublikowana w jego "50 widokach Gdańska" z lat 60. XVIII w.</p>
<p>Sytuacja zmieniła się, kiedy właścicielem terenów na zachód od wsi <strong>Wrzeszcz</strong> stał się gdański kupiec Johann Labes. Był to człowiek zamożny, przedsiębiorca i armator, a ponadto, co najbardziej godne pamięci, wielki filantrop. Niestety czasy, w których przyszło mu żyć, były dość trudne, szczyt jego gospodarczej aktywności przypadł bowiem na lata wojen napoleońskich. Mimo, że wśród słabiej znających historię Gdańska osób ciągle funkcjonuje mit Napoleona wyzwoliciela i zbawcy, krótkie (na szczęście) francuskie panowanie w mieście było okresem okupacji i kompletnej ruiny gospodarczej – ostatecznym zakończeniem dawnej wielkości i potęgi Gdańska. Francuski model uszczęśliwiania narodów doprowadził Labesa do bankructwa, podobnie jak wielu jego kolegów należących do dawnej gospodarczej elity miasta.</p>
<p>Zanim jeszcze francuscy "wyzwoliciele" (oj nie ma Gdańsk szczęścia do wyzwolicieli...) pojawili się u bram miasta, zdążył Labes nabyć posiadłość w Jaśkowej Dolinie. Bezleśne wzgórza, na południe od dolin,y kazał obsadzić rozmaitymi gatunkami drzew, wytyczając alejki i polany, budując świątynki i altanki, przekształcając nieużytki w piękny, romantyczny park. Początkowo park przeznaczony był dla jego rodziny i licznie odwiedzających zamożny dom gości. Przesiąknięty prospołecznym duchem, co było dość charakterystyczne dla ówczesnych zamożnych mieszkańców Gdańska, postanowił udostępnić urządzone przez siebie tereny parkowe zwykłym ludziom. Miało to miejsce w 1803 r. Tak zaczyna się historia wielkiego i pięknego niegdyś parku, dziś zdziczałego i podejrzewanego przez niektórych o to, że jest naturalną częścią oliwskich lasów.</p>
<p>Okres "siedmioletniej nędzy", jak już wkrótce zaczęto określać czasy francuskiej okupacji Gdańska, szyderczo obdarzonego mianem "wolnego miasta", dały ludziom pokroju Labesa szerokie pole do charytatywnej działalności. On sam zdążył wprawdzie przeżyć jedynie dwa spośród owych siedmiu lat, ale były to lata bardzo intensywne. Jeszcze przed przybyciem armii złośliwego Korsykanina, kiedy równano z ziemią przedmieścia Gdańska, by nie dawały osłony atakującym, Labes pomagał ludziom, którzy utracili dach nad głową. Kiedy rozpoczęło się długie oblężenie pomagał rannym, nie sprawdzając po której stronie walczyli. Kiedy Prusacy poddali się i nastał trudny okres przymusowej współpracy ze "złodziejską szajką" napoleońskiego gubernatora Jeana Rappa, Labes, jako senator Wolnego Miasta, starał się, choć możliwości były mocno ograniczone, działać na rzecz ochrony interesów popadającego w nędzę gdańskiego społeczeństwa. Działał na tyle aktywnie i na był na tyle niewygodny okupantom, że za którąś z wypowiedzi przyszło mu nawet spędzić czas jakiś w charakterze osadzonego w Twierdzy Wisłoujście. Pobyt w więzieniu i stres związany z konfliktem z francuskimi władzami, oraz bankructwo do jakiego doprowadziła go polityka napoleońska względem Gdańska, uznawane są za przyczynę jego przedwczesnej śmierci.</p>
<p>Ciekawym epizodem jego społecznej działalności było wspomaganie miejscowej wspólnoty żydowskiej (a były to czasy, kiedy nie patrzono w Gdańsku na Żydów zbyt przychylnym okiem), kiedy ta usiłowała wznieść dla siebie synagogę. Był także inicjatorem zorganizowania systemu pomocy dla najuboższych, których stale przybywało – dzięki działaniom Labesa powstał dom pracy dla ubogich. Wspierał ich do końca życia. Zmarł w 1809 r. w swoim domu przy Jaśkowej Dolinie, a jego pogrzeb w Kościele Mariackim zgromadził tłumy tak wielkie, że jak pisano "kościół okazał się zbyt mały by ich wszystkich pomieścić". Spoczął w rodzinnej krypcie pod Kaplicą Kempenów, a więc tuż przy wejściu do zakrystii.</p>
<div id="attachment_22603" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Janowa-Gora-na-planie-z-1895-r.jpg" rel="lightbox[22594]"><img class="size-full wp-image-22603 " title="Janowa Góra na planie z 1895 r." src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/05/Janowa-Gora-na-planie-z-1895-r.jpg" alt="" width="576" height="452" /></a><p class="wp-caption-text">Janowa Góra na planie z 1895 r.</p></div>
<p>Wobec tak świetlanego życiorysu trudno się dziwić, że cała południowa część dzisiejszego kompleksu leśnego przy Jaśkowej Dolinie nazywana była przez następne 100 lat Johannisberg, czyli "<strong>Janowa Góra</strong>". Nazwa ta, w odróżnieniu od "Jäschkenthaler Wald", czyli Jaśkowego Lasu po drugiej stronie Jaśkowej Doliny, utrzymała się aż do początku XX wieku. Wówczas dopiero obie części kompleksu zaczęto nazywać wspólnym mianem Jaśkowego Lasu.</p>
<p>Senator Labes uczczony został nazwą ulicy Labesweg – dzisiejszej Lelewela. Ale dwie inne ulice: Johannisthal (Janowa Dolina – dzisiaj Matejki) i Am Johannisberg (Przy Janowej Górze – dzisiaj Sobótki) wspominając Jana, czyli Johanna, upamiętniały właśnie Johanna Labesa. Z tabliczek przy Labesweg nazwisko gdańskiego filantropa znikło oczywiście po 1945 r. jako "niepolskie". Zastąpiło je inne, rdzennie polskie nazwisko Joachima Lelewela, którego dziadek ze strony ojca nazywał się jeszcze Lölhöffel von Löwensprung. Nazwy "Janowej Doliny" i "Przy Janowej Górze" zostały także zniesione, aczkolwiek nie całkiem. Johanna Labesa wspomnieć można również korzystając z usług kulinarnych baru Neptun przy Długiej, bar ów mieści się bowiem w przyziemiu dwóch kamienic, z których jedna – ta po numerem 34 – była własnością rodziny należała od 1801 r. do Labesa. Innym domem, którego był właścicielem jest kamienica przy Chlebnickiej 30.</p>
<p>Ale o tym jak ulica Sobótki mimo wszystko jest wspomnieniem o Labesie, o czarownicach i nocach świętojańskich – w następnej części.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="Sobótka w Gdańsku" href="http://ibedeker.pl/spacery/na-tropach-gdanskiej-sobotki-cz-ii/#axzz1O3fIk86P">Na tropach gdańskiej Sobótki cz. II</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><span style="text-decoration: underline;"><strong><a title="Kamienica przy ul. Sobótki we Wrzeszczu" href="http://ibedeker.pl/obiekty/o-nie-masonskiej-kamienicy-przy-ulicy-sobotki/#axzz1M7UVL5VE">O nie-masońskiej kamienicy przy ul. Sobótki</a></strong></span></p>
</blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/na-tropach-gdanskiej-sobotki-cz-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O nie-masońskiej kamienicy przy ulicy Sobótki</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/o-nie-masonskiej-kamienicy-przy-ulicy-sobotki/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/o-nie-masonskiej-kamienicy-przy-ulicy-sobotki/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Apr 2011 08:24:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[historia kamienicy]]></category>
		<category><![CDATA[kamienica przy ul. Sobótki]]></category>
		<category><![CDATA[siedziba telewizji]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=21559</guid>
		<description><![CDATA[W związku z informacjami o zamiarze pozbycia się przez gdańską telewizję jej niegdysiejszej siedziby przy ulicy Sobótki, pojawiają się w mediach informacje dotyczące kompleksu budynków, będącego przedmiotem oferty przetargowej. Przy tej okazji, jak to się niestety często zdarza, w opowieści o mocno zdewastowanych budynkach wkradają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W związku z informacjami o zamiarze pozbycia się przez gdańską telewizję jej niegdysiejszej siedziby przy ulicy Sobótki, pojawiają się w mediach informacje dotyczące kompleksu budynków, będącego przedmiotem oferty przetargowej.</strong></p>
<div id="attachment_21666" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/100_3012.jpg" rel="lightbox[21559]"><img class="size-full wp-image-21666 " title="Sobótka" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/100_3012.jpg" alt="" width="576" height="447" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. Barbara F.</p></div>
<p>Przy tej okazji, jak to się niestety często zdarza, w opowieści o mocno zdewastowanych budynkach wkradają się pewne dość znaczące nieścisłości. Z okazji wzrostu zainteresowania potelewizyjnym kompleksem przy Sobótki, możemy w różnych miejscach obejrzeć fotografie dwóch efektownych budynków i ich rozsypujących się wnętrz, a przy okazji poczytać o tym, jak to jeden albo drugi, albo oba, należały w przeszłości do niezwykle tajemniczych i nieodmiennie rozpalających wyobraźnię masonów. Niestety, piszący o tych obiektach nie zadają sobie trudu sprawdzenia o czym w istocie piszą, przez co informacje o kompleksie wprowadzają zamęt w postrzeganie historii tego fragmentu dawnego Gdańska.</p>
<h5>Na terenie dawnej siedziby telewizji</h5>
<p>Na terenie dawnej siedziby telewizji znajdują się dwa duże obiekty. Jeden to budynek z charakterystyczną wieżą na wprost od wjazdu na posesję, drugi to kamienica (już z bliżej niewyjaśnionych względów nazwana "dworkiem") o dość popularnej na przełomie wieków neorenesansowej architekturze. Podstawą zamieszania informacyjnego jest prawdziwa skądinąd informacja zawarta w publikacjach Hanny Domańskiej, znawczyni gdańskiej masonerii. W książce "Gdański Zakon Synów Przymierza" autorka pisze: "Około 1925 roku zarząd loży nabył na własność budynek stojący we Wrzeszczu, na kultowym wzgórzu noszącym teraz nazwę Sobótka, a dawniej »Zinglershöhe«", natomiast w książce "Eugenia pod Ukoronowanym Lwem Dzieje Loży i wolnomularzy Gdańska i Sopotu, XVIII - XXI wiek" wspomina:</p>
<blockquote><p>Około 1925 roku zarząd loży "Łańcuch nad Wisłą" nabył starą dziewiętnastowieczną restaurację noszącą nazwę »Zinglershöhe</p></blockquote>
<h5>Mieszkańcy willi przy ul. Sobótki 14</h5>
<p>Zostawiając chwilowo na boku całkiem bogatą historię restauracji Zinglershöhe (czyli budynku o adresie Sobótki 15) zajmijmy się historią "dworku", czy też "willi masonów", jak to bywa ujmowane we wspomnianych wcześniej prasowych anonsach.</p>
<p>W II poł. XIX w. działka o numerze 20 przypisana do ulicy Jäschkenthaler Weg (Jaśkowa Dolina), należała do znanej gdańskiej rodziny patrycjuszowskiej Steffensów. W 1880 r. była przeznaczona pod zabudowę, a jej właścicielką stała się pani Johanna (lub Julianne) Grunwald z domu Papenguth, która zamieszkała tam wspólnie z (zapewne synem) Rudolfem Grunwaldem, mistrzem murarskim i rzeczoznawcą budowlanym. Obie rodziny - Grundwaldów i Papenguthów pojawiają się w Gdańsku od II poł. XIX w. i związane są z rzemiosłem budowlanym.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Handel0005.jpg" rel="lightbox[21559]"><img class="alignleft size-full wp-image-21668" title="Otto Münsterberg" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Handel0005.jpg" alt="" width="165" height="269" /></a>Do końca XIX w. wśród mieszkańców należącego do pani Grunwald budynku, pojawiają się dwie interesujące postaci, należące do świata gospodarczej i politycznej elity Gdańska. Pierwszą z nich jest Otto Münsterberg, kupiec drzewny i polityk, miejski deputowany, autor książek o gdańskim handlu i zagadnieniach urbanistycznych, który w 1898 roku wynajmuje okresowo (na lato) mieszkanie u pani Grunwald. W 1902 r. całą nieruchomość wynajmuje gdański kupiec i armator Theodor Rodenacker, właściciel linii żeglugowej, obsługiwanej przez parowce, niektóre noszące dość ciekawe nazwy, jak choćby "Blondynka" i "Brunetka", a także świadczące o przywiązaniu armatora do Gdańska, jak "Motława", "Dwór Artusa", czy "Oliwa". Oprócz morskiego biznesu Theodor Rodenacker zajmował się również lokalną polityką – jako miejski deputowany, i kulturą – jako promotor gdańskiego teatru. Nie jego jednak, a innego przedstawiciela tej rodziny, Eduarda Rodenackera,  uhonorowano nazywając dzisiejszą ulicę Niemcewicza "Rodenackerstrasse".</p>
<p>Około 1901 r. następuje zmiana numeracji budynków w okolicy. Dotychczasowa działka o numerze Jäschkenthaler Weg (Jaśkowa Dolina) 20, staje się numerem 14 przy Am Johannisberg, czyli dzisiejszej ul. Sobótki.</p>
<p>W 1907 r. czytamy w księdze adresowej, że działka przy Sobótki 14 jest placem budowy – powstaje właśnie kamienica, której poświęcony jest ten artykuł. Pierwszym właścicielem nowego budynku, utrzymanego w modnym stylu "gdańskiego neorenesansu" był dr Michał Litewski, laryngolog, prowadzący wówczas praktykę lekarską przy Targu Węglowym 14/16. Dr Litewski był nie tylko lekarzem, ale również działaczem polonijnym. W takiej funkcji odnajdujemy go w 1906 r., kiedy powstaje w Wejherowie Spółdzielczy Bank Kaszubski - dr Litewski jest wśród jego założycieli.</p>
<p>Budowa trwała dość długo, skoro jeszcze w księdze adresowej z 1910 r. (a wiec wg stanu na rok 1909) dr Litewski mieszka przy Targu Węglowym, a w przy dzisiejszej Sobótki 14 jedynym lokatorem jest murarz nazwiskiem Czurlowski. Prawdopodobnie murarz mieszkał w niedokończonym budynku i nadzorował pozostałe do wykonania prace. Założyć trzeba, że dr Litewski zamieszkał w Jaśkowej Dolinie w roku 1910. Nie na długo jednak, bowiem już w roku 1912 właściciel mieszka przy ul. Św. Ducha 87/89, a w budynku przy Sobótki rezyduje kapitan Edler von der Planitz, osobisty adiutant następcy tronu, ze służącym Mundtem i boną nazwiskiem Hüter, której obecność wskazuje na to, że zamieszkiwała tam również rodzina kapitana, a przynajmniej jego dzieci.</p>
<p>Przez pewien czas budynek służy zatem jako dom do wynajęcia. Tak jest przynajmniej do 1915 r., kiedy dr Litewski przenosi się z Głównego Miasta do Jaśkowej Doliny, by mieszkać tam aż do końca I wojny światowej. Nie udało mi się ustalić jakie były dalsze losy lekarza, być może kiedy powstała wolna Polska wyjechał z Gdańska, by ofiarować swoje usługi odrodzonej, od tak dawna upragnionej ojczyźnie. W każdym razie w roku 1920 nie jest już właścicielem interesującego nas budynku.</p>
<p>Tu, w sposób charakterystyczny dla sytuacji gospodarczo-politycznej Gdańska w okresie pomiędzy zakończeniem I wojny światowej, a utworzeniem Wolnego Miasta, następuje kilkukrotna zmiana właściciela budynku. Władają nim kolejno: dr filozofii Heinrich Glaue, kupiec Christian Petersen, a wreszcie Andreas Barsoe, który pozostanie właścicielem aż do połowy lat 30.<a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Barsoe.jpg" rel="lightbox[21559]"><img class="alignleft size-full wp-image-21673" title="Hotel Carlton" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Barsoe.jpg" alt="" width="603" height="251" /></a><br />
Ów Barsoe to hotelarz, właściciel Hotelu Carlton, dawniej nazywającego się "Deutsches Haus", znajdującego się niegdyś pomiędzy dzisiejszymi Wałami Jagiellońskimi a Targiem Drzewnym.</p>
<p>W 1933 r. zaczyna się epizod stoczniowy w historii obiektu. Pozostający właścicielem Andreas Barsoe wynajmuje część budynku hrabiemu Edmundowi Komorowskiemu, wówczas jeszcze dyrektorowi banku, z czasem członkowi zarządu umiędzynarodowionej Stoczni Gdańskiej (Danziger Werft). Hrabia Komorowski będzie tam lokatorem aż do 1939 r. Drugą osobą związaną zarówno z budynkiem jak i z gdańskim przemysłem stoczniowym był Ludwig Noé.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/NoeLudzie0153b.jpg" rel="lightbox[21559]"><img class="alignleft size-full wp-image-21670" title="Ludwig Noé" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/NoeLudzie0153b.jpg" alt="" width="200" height="269" /></a>Ludwig Noé urodził się w południowo-zachodnich Niemczech, po studiach na politechnice w Karlsruhe pracował jako inżynier u Rudolfa Diesla, w zakładach Hanomag, stoczni Kruppa w Kilonii, by w końcu trafić do Gdańska, gdzie w 1919 r. powołano go na dyrektora generalnego Stoczni Gdańskiej, która jako gdańsko-polsko-angielsko-francuska spółka o pełnej nazwie "The International Shipbuilding and Engineering Company Limited - Danziger Werft", stała się sukcesorką dawnej Stoczni Cesarskiej. Jako znawca materii budowy okrętów Ludwig Noé mianowany został także profesorem <span style="text-decoration: underline;"><strong><a href="http://ibedeker.pl/relacje/kampus-politechniki-gdanskiej-rownanie-z-jedna-niewiadoma#axzz1JoF7vjb1" target="_self">Politechniki Gdańskiej (Technische Hochschule)</a></strong></span>. Poza działalnością zawodową i naukową był również politykiem – członkiem gdańskiego parlamentu w latach 1920-1924, sprawował również funkcję konsula generalnego Finlandii w Gdańsku. On to właśnie, mimo że mieszkał przy Werftgasse (Doki) 6, był właścicielem kamienicy o adresie Am Johannisberg 14 od połowy lat 30., aż do wybuchu II wojny światowej, kiedy właścicielką została niejaka Liselotte von Wegner. Wówczas Ludwig Noé, już jako emeryt, również tam zamieszkał. Warto dodać, że brat Ludwiga, Hermann Noé, był dyrektorem gdańskiej Stoczni Schichaua. Trzeba przyznać, że trudno sobie wyobrazić lepsze nazwisko dla stoczniowców niż Noe...</p>
<h5>Tak kończy się przedwojenna historia kamienicy</h5>
<p>Jak widać z powyższego wywodu przewinęło się przez nią kilka dość znaczących postaci. Nigdy jednak nie należała do wolnomularzy, co jej się ostatnimi czasy uparcie wmawia. Biorąc pod uwagę ilość lóż masońskich w dawnym Gdańsku i popularność tej formy zrzeszania się na przełomie XIX i XX w. można założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że większość, jeśli nie wszyscy jej kolejni właściciele, należeli do masonerii. Ale w ten sposób "masońską kamienicą" można by nazwać większość domów liczących sobie więcej niż 100 lat. Jednoznacznie stwierdzić trzeba, że <strong>kamienica przy Sobótki 14 nigdy nie należała do żadnej z lóż masońskich</strong>. To odróżniało ją od stojącego po sąsiedzku budynku o numerze 15, ale jego historią zajmiemy się przy innej okazji.</p>
<p>Niezależnie jednak od tego, czy kamienica należała, czy nie należała do masonów lub cyklistów, fakt doprowadzenia tak urodziwego i zabytkowego budynku do stanu przerażającej ruiny woła o pomstę do nieba. Tym, którzy są za to odpowiedzialni... no cóż – po prostu hańba!</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><span style="text-decoration: underline;"><strong><a href="http://ibedeker.pl/obiekty/wlasnosc-telewizji-gdansk-czyli-zrujnowana-zabytkowa-willa#axzz1JoF7vjb1" target="_self">Zdjęcia zrujnowanego obiektu</a></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="O gdańskiej Sobótce" href="http://ibedeker.pl/spacery/na-tropach-gdanskiej-sobotki-cz-i/#axzz1M7UVL5VE">Na tropach gdańskiej Sobótki</a></span></strong></p>
</blockquote>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/o-nie-masonskiej-kamienicy-przy-ulicy-sobotki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska: O domach i ludziach &#8211; Grunwaldzka 2-6 (cz. II)</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-o-domach-i-ludziach-grunwaldzka-2-6-cz-ii/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-o-domach-i-ludziach-grunwaldzka-2-6-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 Apr 2011 21:57:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[Ernst Stieberitz]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[kamienica]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Grunwaldzka]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=21135</guid>
		<description><![CDATA[W pierwszej części tekstu o kamienicach przy początku ul. Grunwaldzkiej dotarliśmy do lat I wojny światowej. Dzisiaj zajmiemy się dalszymi losami tych domów i zamieszkujących je ludzi. Rok 1917 przynosi zmianę właściciela. Nie jest nim już pani Alice Schauer, która najwidoczniej zmarła w tym roku. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W pierwszej części <span style="text-decoration: underline;"><strong><a href="http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-o-domach-i-ludziach-grunwaldzka-2-6-cz-i#axzz1IOvGGZLm" target="_self">tekstu o kamienicach przy początku ul. Grunwaldzkiej</a></strong></span> dotarliśmy do lat I wojny światowej. Dzisiaj zajmiemy się dalszymi losami tych domów i zamieszkujących je ludzi.</p>
<div id="attachment_21139" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Wielka-aleja-zima-164.jpg" rel="lightbox[21135]"><img class="size-full wp-image-21139 " title="ul. Grunwaldzka" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Wielka-aleja-zima-164.jpg" alt="" width="576" height="320" /></a><p class="wp-caption-text">Stan w 2006 r.</p></div>
<p>Rok 1917 przynosi zmianę właściciela. Nie jest nim już pani Alice Schauer, która najwidoczniej zmarła w tym roku. Nowymi właścicielami są enigmatycznie określeni "spadkobiercy Schauerów", co każe domniemywać, że pani Alice dzieci nie miała. Trudno stwierdzić na podstawie posiadanych przeze mnie materiałów, jak potoczyły się rozgrywki między spadkobiercami i czy nowy właściciel był jednym z nich, czy nabył od nich trzy domy we Wrzeszczu. Miejsce gdzie mieszkał zdaje się wskazywać na tę pierwszą możliwość, był nim bowiem pan Klein z Pełcza, dzisiaj dzielnicy Bydgoszczy. Figuruje on jako właściciel wszystkich trzech kamienic w roku 1920. Było tuż po wojnie, czasy niepewne, zwłaszcza dla Niemców mieszkających na terenie odrodzonej Polski. Być może dlatego własnie pan Klein wyzbył się dość szybko swoich kamienic w Gdańsku, który w tzw. międzyczasie został proklamowany Wolnym Miastem i nikt za bardzo nie wiedział czym to się skończy. Wraz z nastaniem Wolnego Miasta widzimy nowego właściciela domów u początku dzisiejszej Grunwaldzkiej. Jest nim konsul pełnomocny Johnsen, mieszkający przy Stadtgraben (Podwalu Grodzkim) 5, który to adres pokrywa się z umiejscowieniem konsulatu honorowego Norwegii, aczkolwiek nazwisko oficjalnego konsula honorowego jest inne. Profil zawodowy lokatorów nie ulega zmianie. Nadal są to głównie studenci, emeryci i nauczyciele. No i oczywiście nadal mieszka tam pan van den Berge, pani generałowa Boie, a także tajemniczy pan Klein – rentier – czyżby niedawny właściciel?</p>
<p>Za czasów Johnsena pojawia się kolejny ciekawy lokator. Jest nim Ernst Stieberitz.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Stieberitz.jpg" rel="lightbox[21135]"><img class="alignleft size-full wp-image-21136" title="Stieberitz" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Stieberitz.jpg" alt="" width="126" height="189" /></a><strong>Ernst Stieberitz</strong> (1877-1945) był muzykiem wojskowym. W pruskiej armii dosłużył się stopnia majora (w Regimencie Piechoty nr 128) i kapelmistrza pułkowej orkiestry, a kiedy nastało Wolne Miasto, objął posadę dyrygenta reprezentacyjnej orkiestry gdańskiej policji. Komponował najchętniej, jak nietrudno się domyślać, marsze, których pozostawił około sześćdziesiąt. Występy policyjnej orkiestry pod jego batutą były stałą atrakcją sopockiego Kurhausu. Na stanowisku kapelmistrza gdańskiej policji pozostał aż do roku 1945, kiedy wszystko się skończyło. Podobnie jak setki, a może nawet tysiące uciekinierów, zakończył swój ziemski byt w lesie na Wyspie Sobieszewskiej, gdzie tłumy zdesperowanych uchodźców szukały okazji by dostać się na Hel, skąd jeszcze można było odpłynąć poza zasięg bagnetów Armii Czerwonej. Las na wyspie stał się jednak celem radzieckiej artylerii i właśnie jeden z wystrzelonych przez Rosjan pocisków odebrał życie muzykowi.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-o-domach-i-ludziach-grunwaldzka-2-6-cz-ii/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p>
<p>Konsul Johnsen niedługo cieszył się jednak swoją własnością. Już w 1924 r. czytamy, że interesujące nas budynki należą do... spadkobierców Johnsena, zamieszkałych w Bergen w Norwegii, a kontaktować należy się z nimi poprzez norweski konsulat przy Hundegasse (Ogarnej) 89.</p>
<p>W 1928 r. ponownie zmienia się właściciel. To już przedostatni raz przed wojną. Nowym jest Mieczysław Loria, kupiec pochodzenia żydowskiego, właściciel firmy Holändisch-Baltische Handelsgesellschaft, mieszczącej się przy Targu Węglowym 7. Pan Loria (czasem pisany "Lovia") mieszkał przy Ferberwego 13, czyli w miejscu, gdzie dziś mieści się Wyższa Szkoła Turystyki i Hotelarstwa przy dzisiejszej ulicy Miszewskiego. Zajętego sprawami własnej firmy, wyręczał w zarządzaniu kamienicami Gustav Hoog, z zawodu murarz, który mieszkał w domu o dzisiejszym numerze 6.</p>
<p>Zmiana nadeszła we wrześniu 1933 r. W maju tego samego roku, ogłupieni demagogicznymi zapewnieniami mieszkańcy Wolnego Miasta zagłosowali w wyborach na nazistów. Nie dali im wprawdzie wymarzonej większości, która umożliwiłaby im włączeniem Gdańska do Rzeszy, otrzymali jednak pełną swobodę działania na terenie mini-państwa. Co oznaczało to dla mieszkańców kamienic u bram Wrzeszcza? Oznaczało tyle, że 1 września zasnęli w domach przy Hauptstrasse 147a-c, a 2 września obudzili się w domach nr 2-6 przy ulicy Adolfa Hitlera. W 1933 r. zmienił się również zarządca kamienic z ramienia właściciela, Mieczysława Lorii, którym został kupiec H.Berger, zamieszkały przy dzisiejszym Podwalu Grodzkim 8. Na razie jeszcze nic nie wskazywało widocznie na to, jak tragicznie skończy się eksperymentowanie z nazizmem, skoro w domu należącym do żydowskiego kupca (tym o numerze 2) od 1936 r. siedzibę swoją miał oddział Narodowo-Socjalistycznego Związku Nauczycieli.</p>
<p>Spośród lokatorów okresu tuż przed II wojną światową wspomnieć warto księdza Leona Dobbersteina, długoletniego proboszcza podgdańskich parafii, już wtedy na emeryturze. Ksiądz Dobberstein doczekać miał końca wojny i zmarł w lipcu 1945 r. W 1938 r. na liście lokatorów pojawia się Friedrich-Wilhelm Waltking, profesor politechniki, zajmujący się mechaniką techniczną i statyką budowli. Ów urodzony w 1901 r. naukowiec, dostał się w 1945 r. do radzieckiej niewoli, którą przeżył, a po powrocie ze Związku Radzieckiego, w 1950 r., podjął działalność naukową w Düsseldorfie.</p>
<p>W 1940 r. Mieczysław Loria nie jest już, jak łatwo się domyślać, właścicielem domów. Nie ma go też na liście mieszkańców domu przy Ferberweg 13. Jakie były jego dalsze losy? Tego nie udało mi się ustalić. Według niepotwierdzonej wersji zginął w Oświęcimiu wraz z żoną o radosnym imieniu Freude. Jak odbyło się przejęcie domów przez nowych właścicieli? W tym wypadku trudno to stwierdzić, wobec faktu, że nikogo z zaangażowanych w to osób od dawna nie ma na świecie. Typowy scenariusz wyglądał jednak tak, że uchodzący w obawie przed prześladowaniami Żydzi i osoby o żydowskim pochodzeniu wyzbywali się swoich majątków za bezcen, sprzedając je byle szybko, byle skutecznie, byle uciekając nie stracić wszystkiego. Nabywcami byli zamożni aryjscy współobywatele, niejednokrotnie przedstawiciele nowego, nazistowskiego porządku.</p>
<p>I tak, w 1940 r. jako właściciela kamienicy przy Adolf-Hitler-Strasse 2 widzimy rentierkę Metę Albrecht, zamieszkałą przy Brandgasse 21 – nieistniejącej ulicy na Wyspie Spichrzów. Znajdowała się w miejscu, gdzie teraz przebiega północna nitka trasy Podwala Przedmiejskiego. Pozostałe dwa domy należą do doktora Georga Stechera, emerytowanego pedagoga, niegdysiejszego dyrektora Szkoły Realnej św. św. Piotra i Pawła.</p>
<p>Zniknęli też niektórzy lokatorzy, ale niekoniecznie związane musi to być z początkiem wojny. Charakterystyczna jest natomiast jedna zmiana: dotychczasowy pan Edmund Nowoczyn – radca edukacyjny w 1940 r. nazywa się już Edmund Neudeck.</p>
<p>Na tym kończą się możliwości prześledzenia losu interesujących nas domów i ludzi, bowiem ostatnia dostępna księga adresowa dla Gdańska to wydanie z roku 1942 obejmująca stan z roku poprzedniego. Mówi się, że istnieje księga z roku 1944, ale jak dotąd nikt jej nie widział.</p>
<p>Biorąc pod uwagę cały powyższy wywód trudno zgodzić się z postawioną we wspomnianym na wstępie <span style="text-decoration: underline;"><strong><a href="http://ibedeker.pl/obiekty/tureckie-papierosy-z-xix-wieku-w-esbeckim-mieszkaniu-kamienicy-we-wrzeszczu#axzz1I6kr0BVu" target="_self">artykule o remoncie kamienic przy Grunwaldzkiej</a></strong></span> tezą, jakoby wszystkie trzy kamienice należały do jednego właściciela, a tym bardziej, by był to ktoś z "rodziny wpływowego przedstawiciela władzy pruskiej".</p>
<p>Podobnie nie wydaje się być słuszną teza, że "działania wojenne oszczędziły nasze kamienice, prawdopodobnie dlatego, że mieścił się tutaj PCK." Gdański oddział PCK i pogotowie lekarskie rzeczywiście mieściły się w tych budynkach, ale dopiero od 1945 r. Nie ma to więc nic wspólnego z przetrwaniem przez kamienice tragedii końca wojny.</p>
<p>Dodać wypada, że miejsce, gdzie znajdują się budynki będące bohaterami niniejszego tekstu, nazywało się do przełomu XIX i XX wieku "Przy Czerwonym Murze" - od uznawanego za granicę między Wielką Aleją a Wrzeszczem czerwonego, ceglanego muru, który stał prostopadle do ulicy, a był pozostałością parkanu otaczającego niegdyś ogród Uphagenowskiego pałacu Mon Plaisir. Według legendy ogród powstał w ciągu 24 godzin, na zlecenie przyjaciół nieobecnego właściciela. Była to także granica między ciągle jeszcze wolnym Gdańskiem, a zagarniętymi przez Fryderyka Wielkiego, w ramach I rozbioru Polski, terytorium Pomorza. Mur rozebrano w pierwszych latach XX wieku, ale nazwa była jeszcze przez pewien czas używana. Bezpośrednio po wojnie miejsce to nazywano "przy PCK" – z jasnych względów.</p>
<p>Jak widać, zespół kamienic takich, jak te przy Grunwaldzkiej 2-6, potrafi mieć bardzo bogatą i ciekawą historię, której z całą pewnością nie wyczerpuje powyższy tekst. Zapewne osobiste historie mieszkańców i właścicieli trzech budynków czekają dopiero na odkrycie i opisanie, o ile znajdzie się ktoś, kto chciałby się tą sprawą zająć.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-o-domach-i-ludziach-grunwaldzka-2-6-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska: O domach i ludziach &#8211; Grunwaldzka 2-6 (cz. I)</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-o-domach-i-ludziach-grunwaldzka-2-6-cz-i/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-o-domach-i-ludziach-grunwaldzka-2-6-cz-i/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 02 Apr 2011 17:06:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[Hauptstrasse]]></category>
		<category><![CDATA[kamienica]]></category>
		<category><![CDATA[Marie Schauer z domu Markfeldt]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Grunwaldzka]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=20844</guid>
		<description><![CDATA[Po przeczytaniu bardzo ciekawego artykułu o renowacji jednego z najładniejszych kompleksów kamienic u wrót Wrzeszcza stwierdziłem, że kilka podanych w nim informacji wymaga drobnego sprostowania, a inne można uzupełnić, co niniejszym spróbuję zrobić. Ruch mieszkańców i kwestię własności trzech budynków u początku dawnej ulicy Głównej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Po przeczytaniu bardzo ciekawego artykułu o renowacji </strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/obiekty/tureckie-papierosy-z-xix-wieku-w-esbeckim-mieszkaniu-kamienicy-we-wrzeszczu#axzz1I6kr0BVu" target="_self"><strong>jednego z najładniejszych kompleksów kamienic u wrót Wrzeszcza </strong></a></span><strong>stwierdziłem, że kilka podanych w nim informacji wymaga drobnego sprostowania, a inne można uzupełnić, co niniejszym spróbuję zrobić.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Verfassung0001.jpg" rel="lightbox[20844]"><img class="alignleft size-full wp-image-20845" title="Verfassung" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/Verfassung0001.jpg" alt="" width="226" height="358" /></a>Ruch mieszkańców i kwestię własności trzech budynków u początku dawnej ulicy Głównej (Hauptstrasse) – dzisiejszej Grunwaldzkiej – można prześledzić od dnia powstania kompleksu trzech kamienic, a nawet przez nieco wcześniej.</p>
<p>Elise Püttner, pisząc w 1890 r. o Wrzeszczu podaje:</p>
<blockquote><p>Leżąca po prawej stronie u końca Wielkiej Alei wiejska posiadłość, należąca do powiernictwa rodziny Uphagenów, której mur – jak chce podanie – został na zlecenie przyjaciół nieobecnego właściciela ku jego zaskoczeniu zbudowany w ciągu 24 godzin, jak i stojący naprzeciw pod wysokimi lipami dom pewnej wdowy von Frantzius, zostały w 1813 roku przez Bawarczyków zamienione w blokhauzy ze strzelnicami</p></blockquote>
<p>Teren ten należał zatem do znanej w Gdańsku i zamożnej rodziny von Frantziusów. Ich dom, jako wiejską posiadłość, wspomina F. v. Duisburg, pisząc w 1808 r., że wyróżnia się urodą. Zaprojektowali go architekci Riß i Held – ten ostatni znany z projektu teatru przy Targu Węglowym.</p>
<p>Budynki pod adresem Hauptstrasse (dzisiaj Grunwaldzka) 147 a-c pojawiają się w rejestrach ludności w pierwszych latach XX w. Jeśli wierzyć ustaleniom poczynionym w trakcie przygotowań do trwającego remontu, budynek wzniesiono w roku 1899, chociaż bardziej prawdopodobna data to rok 1900, bowiem księga adresowa z 1900 r. nie wspomina jeszcze ani o tym adresie, ani nawet nie uwzględnia pustej, przygotowanej do zabudowy działki.</p>
<p>Pierwszą właścicielką trzech budynków była wdowa, pani Marie Schauer z domu Markfeldt. Powstaje pytanie - skąd wdowa ma pieniądze na wzniesienie tak imponujących kamienic? Nie znam odpowiedzi, wiem natomiast, że jeszcze kilka lat wcześniej fukcjonują w mieście dwaj mistrzowie piekarscy August Schauer, prowadzący piekarnię na <em>Jungferngasse</em> (Panieńskiej) 7 oraz Theodor Schauer – z piekarnią przy IV Grobli 10. Mistrz tak potrzebnego i zawsze znajdującego popyt na swoje produkty fachu jak piekarz, był nie byle kim i można założyć, że byłby w stanie oszczędzić dostateczną ilość gotówki, by wznieść tak okazałe budynki na terenach nowych z punktu widzenia urbanizacji, gdzie grunty w tym czasie były stosunkowo tanie. Można zatem pospekulować na temat wdowieństwa pani Marii Schauer właśnie po którymś z owych dwóch mistrzów-piekarzy. Ale to tylko spekulacje. Idąc tropem nazwiska rodowego pani Schauer – Markfeld – odnajdujemy rodzinę zamieszkałą przy Długiej 54, a jej najstarszym znanym mi przedstawicielem jest zegarmistrz Louis. Jego miejsce zamieszkania i profesja wskazuje na możliwość zgromadzenia majątku pozwalającego spadkobiercom na wzniesienie kamienic na przedmieściach Gdańska.</p>
<div id="attachment_20859" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/4-narozna.jpg" rel="lightbox[20844]"><img class="size-full wp-image-20859 " title="Kamienica we Wrzeszczu" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/04/4-narozna.jpg" alt="" width="576" height="432" /></a><p class="wp-caption-text">Stan z roku 2006. Fot. Ewa Kowalska</p></div>
<p>Wiadomo za to na pewno, że pani Marie mieszkała w budynku pod numerem 147 a, czyli pod dzisiejszą dwójką. Oprócz niej wynajmowało tam mieszkania sześciu lokatorów, w tym dwóch rentierów, mechanik, mleczarz, inżynier i gospodyni domowa. W drugim budynku kompleksu (147b – dzisiaj 4) zanotowano jedenastu lokatorów, a wśród nich dwóch architektów, dwóch inżynierów, nauczyciela rysunku, wdowę, pracownika biurowego, jubilera i... doktora filozofii, a zarazem miejskiego bibliotekarza.</p>
<p>Ten ostatni to Otto Günther (1864-1924), od 1896 r. kierownik, a od 1912 r. dyrektor Biblioteki Miejskiej (obecnej Biblioteki Gdańskiej PAN). Przez ponad 25 lat kierował tą skarbnicą wiedzy o Gdańsku i nie tylko o nim, był też jednym z autorów uczynienia z niej nowoczesnej biblioteki, opartej o najlepsze wzory światowe. Nazwisko Otto Günthera znane jest każdemu, kto zajmuje sie historią Gdańska. Napisał kilka wartościowych opracowań historycznych, w tym choćby dzieło o ustroju Gdańska (<em>Die Verfassung der Stadt Danzig</em>), a także wydał drukiem katalogi rękopisów ze zbiorów biblioteki. W 1921 r. opuścił Gdańsk przenosząc się do Wrocławia, by objąć tam posadę szefa biblioteki uniwersyteckiej.</p>
<p>Wracajmy jednak do kamienicy. Pierwsi lokatorzy trzeciego z budynków (147c – dzisiaj 6) to dwie wdowy, jeden kupiec, dwóch urzędników budowlanych i doktor filozofii M. Grentzberg, prawdopodobnie potomek dynastii gdańskich cukierników, prowadzących ceniony lokal przy Długiej od I poł. XIX w.</p>
<p>W 1903 r. jako właścicielka kompleksu pojawia się panna Alice (pisana również "Alixe") Schauer – zapewne córka poprzedniej właścicielki. W następnym roku zamieszkują tam studenci, co nie może dziwić, biorąc po uwagę otwarcie tuż obok politechniki (1904 r.). Jest ich najpierw tylko trzech, a w 1907 r. już ośmiu. Poza tym nadal mieszkają w kamienicach wdowy, urzędnicy, nauczyciele, kupcy, emeryci, rentierzy i jedna zakonnica – diakonissa.</p>
<p>W 1910 r. Alice Schauer określona jest już jako rentierka, czego nie należy mylić z rencistką. Nadal posiada wszystkie trzy kamienice i zajmuje wciąż to samo mieszkanie. W budynku o dzisiejszym numerze 6 pojawia się też kantor firmy Hewelcke &amp; Lohse, zajmującej się pośrednictwem w handlu, zamieszkują także obaj jej właściciele. Mieszka też Bruno Herzberg, współwłaściciel fabryki zapałek "Danziger Zündwarenfabrik" C.Bunkowskiego.</p>
<p>W 1912 r. pomieszczenia biurowe w budynku 147b (dzisiaj 4) wynajmują Królewski Urząd Budownictwa Gdańsk II i Akademicki Klub Sportowy. Pojawiają się także wdowy po oficerach, z panią Boie, wdową po generale-poruczniku na czele. Od roku 1914 mieszka tam również przez moment emerytowany radca stanu dworu carskiego, o typowo rosyjskim nazwisku Nikolaus van den Bergen, który pracuje jako lektor języka rosyjskiego na politechnice, a przy okazji kieruje rosyjskim seminarium urzędniczym. Już rok później widzimy na liście mieszkańców inżyniera Nicolausa van den Bergena, w którym możemy domyślać się syna emerytowanego radcy i prawdopodobnie wychowanka politechniki. A tuż przed II wojną światową pojawi się na liście lokatorów wdowa, Helena van den Bergen...</p>
<p><em>Ciekawych dalszych losów kamienic i ich mieszkańców zapraszamy do części II, która już wkrótce w iBedekerze.</em></p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-o-domach-i-ludziach-grunwaldzka-2-6-cz-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czołgi, jabłonki i maki, czyli moja ul. Chrzanowskiego</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/czolgi-jablonki-i-maki-czyli-moja-ul-chrzanowskiego/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/czolgi-jablonki-i-maki-czyli-moja-ul-chrzanowskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Feb 2011 18:36:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[Hubertusburger Allee]]></category>
		<category><![CDATA[Strzyża]]></category>
		<category><![CDATA[ulica Chrzanowskiego]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=19460</guid>
		<description><![CDATA[Jestem gdańszczanką, której beztroskie dzieciństwo i młodość upłynęły we Wrzeszczu, na dzisiejszym osiedlu Strzyża, rozciągającym się wzdłuż ulicy Chrzanowskiego, „mojej” Chrzanowskiego. To na niej stawiałam pierwsze kroki i zaliczyłam poważną kraksę rowerową; to po niej dumnie paradowałam z tornistrem i liczyłam przejeżdżające pod oknami czołgi; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_19473" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/02/IMG_6257.jpg" rel="lightbox[19460]"><img class="size-full wp-image-19473  " title="ul. Chrzanowskiego" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/02/IMG_6257.jpg" alt="" width="576" height="383" /></a><p class="wp-caption-text">Na ul. Chrzanowskiego ok. 1962 r.</p></div>
<p>Jestem gdańszczanką, której beztroskie dzieciństwo i młodość upłynęły we Wrzeszczu, na dzisiejszym osiedlu Strzyża, rozciągającym się wzdłuż ulicy Chrzanowskiego, „mojej” Chrzanowskiego. To na niej stawiałam pierwsze kroki i zaliczyłam poważną kraksę rowerową; to po niej dumnie paradowałam z tornistrem i liczyłam przejeżdżające pod oknami czołgi; to na niej koledzy ciągali mnie za czarne warkocze i przeżywałam pierwszą miłość.</p>
<p><strong>Gąsienice i jabłonki</strong></p>
<p>Najwcześniejsze wspomnienie z mojej ulicy wiąże się z ważnym momentem życia - pójściem do pierwszej klasy szkoły podstawowej, które pokryło się z przeprowadzką mojej rodziny. Opuściliśmy ciasne mieszkanie w tzw. szarym bloku, leżącym „pod wałem” i zamieszkaliśmy w pachnącym świeżością i nowoczesnością budynku, jakże wyróżniającym się spośród pozostałych na osiedlu. Nasz dom miał płaski dach (sic!), a mieszkanie w nim kojarzyło się z bajką - nie mogło być inaczej!</p>
<p>Niestety, w mojej bajce były i złe duchy - gąsienice. Gąsienice sprzętu budowlanego, który wiele tygodni towarzyszył mi w drodze między domem a pobliską szkołą. Oddany do użytku budynek stał przy szerokiej, ale piaszczystej drodze, która przed wojną nosiła imię Hubertusburger Allee. Spycharki pracujące przy urządzaniu małej architektury niejednokrotnie wywoływały u mnie panikę i ucieczkę przed potworami pod rząd balkonów. Jak mi się wówczas wydawało, spędzałam tam całą wieczność.</p>
<p>Ale „gąsienice” odjechały wreszcie. Dwa nowo oddane budynki "politechniczne" połączyło pięknie urządzone podwórko, ozdobione ławeczkami, trawnikami i dwiema piaskownicami, nad którymi pieczę roztaczały jabłonki. Robiłyśmy z koleżankami „sekrety” w piasku, szukałyśmy jajek znoszonych przez kury z sąsiadującego z ogrodzeniem kurnika, z braku czasu siusiałyśmy na terenie śmietników i kłóciłyśmy się zaciekle, a nade wszystko pastwiłyśmy się nad profesorową P. Profesorowa, kobieta dystyngowana i niezwykle elegancka, w przeciwieństwie do swojego męża-profesora, nie miała zrozumienia dla naszych dziewczęco-naiwnych wybryków. Oj dostało się jej od nas, dostało! Dzisiaj, jakże ciepło Ją wspominam…</p>
<p>Kiedy wyrosłyśmy z zabawy w piasku, przesiadywałyśmy na drzewkach, z pogardą spoglądając na dwa lata młodsze od nas dziewczyny. Zaczęłyśmy rzucać okiem na starszych chłopaków z podwórka. Niestety, tym razem oni   mieli nas w pogardzie…</p>
<p><strong>Czołgi na mojej ulicy</strong></p>
<p>Czas mijał, dzieciaki z mojego podwórka kończyły kolejne klasy podstawówki, a nasza ulica wciąż przypominała polną drogę. Pamiętam rozmowy sąsiadów, nieustanne petycje do władz i niezmienny ryk czołgów, przejeżdżających pod naszymi oknami. Wszechobecny kurz i nocne liczenie czołgów powoli stawało się oczywistością.</p>
<p>Któregoś grudniowego przedpołudnia słowo „czołg” zabrzmiało jednak obco, złowrogo, zgrzytliwie. Ciągnące się w nieskończoność wojskowe kolumny, zwolnienie z lekcji i nasi rodzice pod murami szkoły - coś strasznego wisiało w powietrzu.</p>
<p>Nieplanowane grudniowe wakacje nie były wypełnione radością. Niewiele rozumiałam z tego, co dookoła mnie się działo, ale rozmowy rodziców o zapasach żywności, o sąsiadach-stoczniowcach, którzy mieszkali po drugiej stronie ulicy i zakaz wychodzenia na podwórko utwierdzały mnie w przekonaniu, że działo się coś strasznego. Nocne liczenie czołgów przybrało inny wymiar…</p>
<p><strong>Asfalt i dorosłość</strong></p>
<p>Któregoś dnia nasza ulica została pokryta czarnym paskudztwem. Dorośli odetchnęli z ulgą, a my wkroczyliśmy w prawie-dorosłość. Zamieniliśmy niebieskie tarcze na rękawach na czerwone, chłopcy z naszego podwórka zaczęli się golić, a my, dziewczyny, drażniłyśmy „Perłę” (dyrektorkę IX LO) oczyma podmalowanymi kiepskimi tuszami. Vis-a-vis okien mojego mieszkania, powstała palarnia papierosów, w której życie towarzyskie kwitło nieustannie.</p>
<p>Nawet nie zauważyłam, kiedy jabłonki na podwórku postarzały się, piaskownicą zawładnęły chwasty, a pole maków vis-a-vis koszar stało się miejscem romantycznych spotkań.</p>
<p>Kolejno zaczęliśmy opuszczać rodzinne gniazda. Większość z nas, z dyplomami wyższych uczelni, ruszyła na podbój świata…</p>
<p>Dzisiaj po mojej ulicy pędzą samochody, w miejscu jabłonek stoją szkaradne garaże, a między śmietnikami nie słychać już śmiechu dziewczyn, ani podglądających ich chłopaków. Świeżo odnowione budynki udają jedynie te sprzed lat i wszystko dookoła jest inne, ale mimo, że z wrzeszczanki przechrzciłam się na kiełpiniankę, to jest nadal MOJA ulica.</p>
[[Pokaż jako pokaz slajdów]]
<p><em><br />
</em></p>
<p><em>W 2009 roku tekst był publikowany na łamach Gazety Trójmiasto</em></p>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/czolgi-jablonki-i-maki-czyli-moja-ul-chrzanowskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

