Przeczytałam wszystkie książki, które napisała Olga Tokarczuk i za każdym razem ta myśl – kiedy następna? Trzeba było czekać sześć lat! I właśnie 24 lutego 2015 r. autorka wraz z najnowszą powieścią ” Księgi Jakubowe” zawitała do Gdańska, potwierdzając tym samym, że jest, że pisze.

Olga Tokarczuk w Gdańsku / Fot. Joanna Szymula

Olga Tokarczuk w Gdańsku / Fot. Joanna Szymula

Spotkanie z literaturą prawie 1000 stron odbyło się w Nadbałtyckim Centrum Kultury w roziskrzonej, wypełnionej do ostatniego miejsca sali. Ale też stojąc, czy siedząc na podłodze, słuchaliśmy w skupieniu.

Ceremonię pięknej narracji otworzyła zastępca dyrektora NCK Elżbieta Pękała, całość spotkania oryginalnie poprowadziła Krystyna Chwin, często sięgając po drobiazgowe pytania, którymi przecież została zaszyfrowana powieść. Trudno zapytać o wszystko, o cały świat powieści, zwłaszcza że jej szkice zarysowały się autorce już w latach 90. Dlatego Olga Tokarczuk po prostu zaprosiła wszystkich nas, czytelników wprost do książki, ale z chęcią i z wielkim znawstwem zdradzała historyczno-geograficzny trud pisania. Ażeby ustalić, przeniknąć, powiązać najrozmaitsze zdarzenia zaszywała się na miesiące w archiwach Lublina, Częstochowy, Brna, Offenbachu, jak również odwiedzała osobiście miejsca zdarzeń. I właśnie przy okazji pytań o sensualistyczny wymiar opisu ksiąg, gdzie np. zapach, dźwięk wydają się wręcz pochwytne tu i teraz, autorka mówiła:

Kiedy podróżowałam do miejsc badawczych, przeżyłam rozczarowanie, odczułam brak substancji tamtych czasów, nie było już tych ryneczków, niczego. Więc nadrabiałam różnymi wglądami. Cały ryneczek rohatyński zobaczyłam przez siebie i z dokumentów. Jeśli ważono w pobliżu miasteczka piwo, a sama je obecnie we Wrocławiu też nieopodal wyczuwam, doszłam do wniosku, że takie opary musiały docierać do Rohatyna. I ten zapach rozkwitł przeze mnie. Takie odczuwanie i rekonstrukcja jest wszędzie, w całej książce.

Odpowiadając na pytania związane z procesem i zakresem odkrywania żmudnej archiwistyki, która pozwoliła konstruować książkę historyczną, autorka wzbudziła podziw, bo czas pisania to było nieustanne tropienie źródeł, starych ksiąg, rękopisów, docieranie do miejsc, które czasem, co wspomniano, już nic nie przechowały z tamtej XVIII-wiecznej epoki. O. Tokarczuk, jak podkreślała, początkowo próbowała sprostać schematowi cierpliwej, historycznej metodologii, ale temperament pisarski okazał się najważniejszy, zarzuciła więc warsztat naukowego zbierania danych, uznawszy, że na” takie spisywanie szkoda czasu”. Zaczęła tworzyć coś w rodzaju „wielkiej notaty”, dbając jedynie przy spisywaniu faktów o ich „chronologiczną oś czasu”. Do zmiany sposobu realizacji książki i korzystania ze źródeł natchnął ją pewien pisarz, który miał w domu pustą ścianę, a na niej korkową tablicę, na której umieszczał tysiące karteczek z rozpisanymi historiami. Tak więc autorka zainspirowana tym pomysłem, stworzyła na jej wzór swój własny, poręczny rulon, możliwy do zapisania w każdym miejscu”, bo jak sama przyznała, trudno jej zostać w jednym, jest niespokojnym „biegunem” przemierzającym świat, podróżniczką zatrzymującą się w hotelach, gdzie często tworzy. I tak oto rozsnuła czas XVIII – wiecznej Polski, Podola, na których obszarach poznajemy niezwykłych bohaterów, a nade wszystko Jakuba Lejbowicza Franka przybyłego ze Smyrny mistycznego przywódcy heretyckiej grupy religijnej, którego idee w istotny sposób zrewolucjonizowały i podzieliły ówczesną społeczność żydowską. Na pytanie – jaki był ów bohater, czy rzeczywiście „odrażający, bezwstydny”, O. Tokarczuk, przypomniała, że z pewnej wewnętrznej perspektywy trudno jest opisać człowieka w całej jego złożoności, człowiek jest po prostu odkrywany, a J. Frank to skomplikowany bohater historyczny. Dlatego „zaproponowała opis postaci oczami innych, w tym nienawistników, co umożliwiło pokazanie Franka jako „postaci niejednoznacznej”. Zachęciła, aby „czytelnik sam przepuścił go przez własną wrażliwość, uznając, czy mamy do czynienia z psychopatą czy idiotą, któremu się udało”. Zresztą sama przyznała, że od początku Jakub Frank, mesjasz, jak się ogłosił, celowo był utajniany przez różne grupy czy instytucje, tym samym niewiele zostało o nim w źródłach – samo środowisko żydowskie, uznało go za mroczną, przewrotną postać i zakazało rozpowszechniania jego nauk, również brak dokumentacji z 13 –letniego pobytu w klasztorze jasnogórskim, wreszcie sami potomkowie frankistów też przemilczali jego działalność, tym razem ze względu na ataki antysemitów. Został jakby „wypchnięty poza dyskurs społeczny”. Ale nie tylko tej postaci poświęciła pisarka słowa.

Za najsilniej jej bliskiego bohatera uznała Nachmana Samuela ben Lewiego z Buska, opiekuna Jakuba Franka, wykształconego, wrażliwego człowieka z określoną misją teologiczną. „Nachman to głęboki mistyk, który określił doktrynę głoszoną przez J. Franka”. Tu też autorka zaznaczyła, że musiała spontanicznie uzupełniać braki archiwalne, nadając tej postaci i innym całą prawdę „psychologiczną, mentalną” często przez wyczuwanie kojarzonych faktów, właściwe wypełnianie pustych o nich miejsc.

Kolejnym ważnym bohaterem „Ksiąg Jakubowych” i dla samej pisarki jest ks. Benedykt Chmielowski, niejako patron książki. Na jego „Nowe Ateny”, pierwszą, powszechną encyklopedię polską Tokarczuk trafiła dość wcześnie i często wracała do tej lektury. W ten sposób powoli oswajała epokę, jak również samą postać, jej język, umysł. I choć ks. Chmielowski może przedstawiać się jako „wątpliwy erudyta”, zarazem, co emanuje z jego pracy, „miał ducha zaczątku oświeceniowego podejścia do zapisu rzeczywistości, fascynował jako praencyklopedysta, imponowała jego żarliwa wiara w ulepszanie świata przez książki”. Tokarczuk dodała również, że zrekonstruowała go wbrew kanonom literaturoznawców, więc mamy postać sympatyczną i szczerą.

Największe uwielbienie skierowała autorka do Jenty, „która uratowała książkę w splataniu tylu wątków”. Jenta to bohaterka z pogranicza światów – ziemskiego i pozazmysłowego (takie bohaterki często występują w książkach Tokarczuk, „Prawiek i inne czasy”, „Dom dzienny, dom nocny”). I mimo oporu przed wprowadzeniem formy realizmu magicznego w tej książce (nurt literacki łączący wydarzenia społeczno-polityczne z cudownością) „została wprowadzona jako narratorka 4… osobowa, aby okiełznać ten rozmaity świat, pokazać różne kierunki czytania, oglądania przestrzeni pięćdziesięciu lat od Podola aż po Niemcy nad Menem, liczną zmianę nazwisk i imion, jednym słowem to taki duch z pogranicza, który snuje pełną narrację jakby z zaświatów. Bo Jenta wie wszystko.”

Dlaczego „Księgi Jakubowe” otwiera Księga Mgły? „Ten punkt wyjścia tożsamy jest z rozwojem idei człowieka, który wychodzi z nieokreśloności i powoli konstytuuje się. Tak samo powieść rozwija się niespiesznie, jak tradycyjna powieść XIX – wieczna. Pierwsze strony pokazują, czym będzie ta książka, czy wciągnie nas. Nigdy nie pisałam tak uporządkowanej powieści historycznej, uszanowałam przepisy takiego dzieła, rozwój, linearność, pisałam tradycyjnym, przejrzystym językiem”. Język tej książki rzeczywiście jest czysty, wręcz w dynamice powieści przygodowej, i, co jest celowym zabiegiem autorki, bez archaizacji języka (wyjątkiem jest list Zygmunta Augusta II), aby uniknąć nieczytelności. Drobne archaizmy posłużyły jedynie do zindywidualizowania wypowiedzi.

Podczas rozmów z czytelnikami O. Tokarczuk dodała, że pisanie dzieła historycznego, to nie tyle zadanie odtwórcze, co „pewna wizja czasu przeszłego, ale z punktu widzenia teraźniejszości, projekcja, jaką rzucamy na czas przeszły i poprzez nią rekonstruujemy”. To odpowiedź odnośnie Kresów, które dla autorki są „wielokulturowym pejzażem”, gdzie przecinały się drogi kupców z Turcji, Żydów, Polaków, a więc nie była to, jak niektórzy sądzą, Sienkiewiczowska Rzeczpospolita „jaśnie panów”, ale różnorodnie intensywny świat. Podobnie odnosi się do powszechnego stereotypu Polki. W książce Elżbieta Drużbacka, poetka, z wielką kulturą zwraca uwagę ks. Chmielowskiemu, aby encyklopedię pisał po polsku a nie w łacinie, co uczyni ją dostępną wszystkim, nie tylko wyższym, wykształconym stanom. Jak powiada Tokarczuk, w tym wypadku poprzez feminizm określała obecność bądź nieobecność kobiet w historii. I z takiej właśnie perspektywy „teraz” wskazała ogólnie zalążki pewnych ówczesnych przemian, intuicji, tendencji, jakie powoli zmieniały polską rzeczywistość obyczajową, intelektualną, społeczną. To w tym sensie „Księgi Jakubowe” są też książką współczesną.

Podczas pisania Olga Tokarczuk przeżywała wiele kryzysów i zniechęcenia, związanych przede wszystkim z ułożeniem takiego przeogromnego materiału historycznego, ale rozczytywanie w źródłach, wewnętrzna motywacja do ukazania niezwykłych postaci zmieniających świadomość epoki, śmiałych w radykalizmie jak Jakub Frank pozwoliły jej doświadczyć siebie:

Dojrzałam jako pisarka, pisanie dało mi siłę, poczucie sprawczości, stałam się dla siebie osobą godną zaufania.

Na koniec pisarkę otoczył szczelny tłum z tysiącami stron po autografy!

Tekst: Joanna Szymula