Jerzy Samp – znany wszystkim miłośnikom Gdańska, „urodził się po to, aby kochać Orunię”. Miłości swojej jest wierny i zaraża nią całe pokolenia gdańszczan. A często zauroczenie to zaczyna się od legend…

Jerzy Samp legendy gdańskie

Jerzy Samp

Z książką „Orunia, Stare Szkoty i Lipce” w dłoni, wędrowałam ostatnio po Górze Pięciu, Górze Łez i Glinianej Górze, otulających Park Oruński. Moim przewodnikiem był Samp junior – Christian, który podobnie jak ojciec, Orunię pokochał ponad wszystko. Wspinałam się z nim po wzgórzach i oczarowana słuchałam opowieści a to o znakach wyrytych na starych drzewach, a to do domu naznaczonym duchem wisielca, a to o młodzieńczych zabawach chłopaków z Oruni, a to wreszcie o „skarbie” zakopanym pod jednym z drzew. Christian Samp o Oruni wie bodajże wszystko, i trudno się dziwić – od najmłodszych lat wędrował z tatą po jej zakamarkach. Wspólnie wsłuchiwali się w szum Potoku Królewskiego, w ciche szepty murów i oddychali klimatem przedmieść historycznego miasta.
Oczarowana wiedzą juniora, niemal nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się nad stawem w Parku Oruńskim. Tu, na ławce, siedział profesor Jerzy Samp – czekał na nas.
– Robię się coraz bardziej sentymentalny, coraz bardziej wzrusza mnie fakt, że na tę wodę, którą tu widzimy – patrzył też Bartłomiej Schachmann, dzięki któremu w Gdańsku stoi Wielka Zbrojownia, Złota Brama, czy Fontanna Neptuna – zaczął swoją gawędę profesor. Tak, gawędę – czasami mam wrażenie, że profesor nie umie „normalnie” mówić:) – wszystko co mówi ma walor cudownej opowieści.

Po kilku chwilach z widokiem na łabędzie dumnie sunące po tafli wody i płaczące nad stawem wierzby – udaliśmy się na kawę do starej kuźni oruńskiej. Tu Jerzy Samp kontynuował swoją opowieść:

YouTube Preview Image

– Nie ma dzielnic dobrych i złych, lepszych i gorszych, są tylko tacy lub inni mieszkańcy, od których w znacznym stopniu zależy zła lub dobra ich sława – na kartach swojej książki pisze Jerzy Samp.

Trudno się z tym nie zgodzić…

Benefis w Dworze Artusa