Barbara Szczepuła i jej najnowsza książka „Okno z widokiem na politechnikę” były gwiazdami piątkowego spotkania w siedzibie Nadbałtyckiego Centrum Kultury – Ratuszu Staromiejskim.

Od lewej: Marek Ponikowski, Barbara Szczepuła, Jacek Labijak

Od lewej: Marek Ponikowski, Barbara Szczepuła, Jacek Labijak

Promocja książki wpisała się w program Jubileuszu 110-lecia Politechniki Gdańskiej. Licznie zebranych gości przywitała Elżbieta Pękala z Nadbałtyckiego Centrum Kultury, a już po chwili mikrofon przejął Marek Ponikowski – mąż bohaterki wieczoru i przedstawiciel zawodowej mniejszości, towarzyszącej tego dnia Barbarze Szczepule. Tego dnia sala w większości była wypełniona inżynierami, głównie absolwentami Politechniki Gdańskiej.
W zaproszeniu na wieczór autorski było napisane – „Obecność inżynierów – obowiązkowa!” – a skoro tak, to pojawiłam się i ja, chociaż inżynierem (takim od spłuczek:)) jestem tylko na papierze.

Zanim Basia na dobre rozpoczęła swoją opowieść o znakomitych gdańskich inżynierach, do mikrofonu zostali zaproszeni profesorowie Jerzy Rachoń i Edmund Wittbrodt.

– Czy dzieje politechniki powinniśmy liczyć od jej polskiego początku w 1945 roku, czy od 6 października 1904 r., kiedy to Wilhelm II otwierał Cesarską Technische Hochschule, która miała być twierdzą niemieckiej techniki i kultury na wschodzie? – zapytał byłych rektorów Marek Ponikowski.

Obaj panowie pięknie się spierali, acz…. jak na inżynierów nieco przydługawo:), co prowadzący elegancko podsumował:
– Panowie profesorowie pracują w module akademickim – 45 minutowym.

Mocno technicznej aurze, panującej w murach ratusza, z cieniem ironii (acz życzliwie) przyglądał się Jacek Labijak, aktor Teatru Wybrzeże, czytający fragmenty książki. – Co by ludzkość zrobiła, bez „politechnicznej” myśli – chodziło mu po głowie:)

Dla mnie, osoby emocjonalnie związanej z Politechniką Gdańską, spotkanie miało szczególny wydźwięk. Spotkałam wielu znajomych, często nie widzianych przez dziesięciolecia, usłyszałam wiele fantastycznych historii z dnia codziennego uczelni. Największe wrażenie zrobiło na mnie opowieść o prof. Jacku Mareckim. Przez wiele lat pan Marecki był dla mnie po prostu sąsiadem zza ściany i tatą mojego kolegi z klasy, a dzięki wieczorowi z Basi książką, poznałam jego inne oblicze. Miło mi było porozmawiać Panie Profesorze;)

Co było dla mnie rozczarowaniem? Zainteresowanie książką przerosło oczekiwania organizatorów – wszystkie egzemplarze zostały sprzedane natychmiast. Niestety nie miałam możliwości kupienia chociaż jednego egzemplarza:( Tym bardziej żałuję, że w rozdziale mówiącym o inż. Ryszardzie Trykosko, znalazło się i moje nazwisko.

Basiu – serdecznie Ci gratuluję kolejnej książki, z niecierpliwością czekam na moment, kiedy będę ją mogła wziąć do ręki:)

YouTube Preview Image YouTube Preview Image YouTube Preview Image

cdn.

Prof. Zdzisław Sikorski, czyli mój tata:)