Prawdziwy zespół koncertowy – tak w skrócie można napisać o Pustkach. Trudno inaczej, bo ich płyty są tylko preludium do występów na żywo.

Fot. Joanna 'frota' Kurkowska

Grupa znana jest z energicznych koncertów wypełnionych spontanicznymi improwizacjami – i nie inaczej było w Sopocie. Kto nie rozpoczął tego weekendu od pustkowego koncertu, ten trąba!

Przed Pustkami mięliśmy okazje wysłuchać projektu Babadag. W przeciwieństwie do głośnych i szalejących na scenie Pustek, Babadag to muzyka cicha, spokojna i wymagająca skupienia. Uwagę przyciągał nie tylko ciekawy głos wokalistki, Oli Bilińskiej, ale też nietypowe instrumenty, na których grali muzycy – chociażby banjo. Wielokulturowa mieszanka muzyczna skrywajaca się pod nazwa Babadag ma szanse podbic serca tych wszystkich zasluchanych w folkowe brzmienia i lubujacych się w niebanalnym akustycznym graniu. Szkoda tylko, że paprykowa publika wolala miejscami koncert przegadać aniżeli posłuchać. Ich strata.

Zaczęli od „Senty mentów” aby regularny set zakończyć na „Słabości chwilowej”. Parę razy sięgali w głąb swoje dyskografii powracając do wydanej w 2006 płyty „Do mi no”. Pojawiły się piosenki z „Końca kryzysu” czy „Kalamburów”. W skrócie – repertuar dobrze zbalansowany.

Podczas koncertu Pustek warto zwrócić uwagę na brzmienie zespołu i instrumenty. Brak tutaj najnowocześniejszych osiągnięć technologii, a miejsce słynnych białych laptopów zajmują klawisze Roland Juno-6 czy specjalnie przerobiona gitara. Dla przeciętnego słuchacza to nic nieznaczące detale, jednak „analogowość” instrumentarium Pustek ma ogromny wpływ na brzmienie kolektywu.

Zmagania Basi Wrońskiej z ogromnymi syntezatorami są równie ciekawe jak gra Szymona Tarkowskiego na basie czy popisy Grzegorza Śluzy na perkusji. Z kolei Radek Łukasiewicz okazał się najbardziej pokrzywdzony z całej czwórki. Wąska paprykowa scena ograniczała muzyka, który niczym Thurston Moore z Sonic Youth, szalał na scenie, częstując publikę nie tylko mocnymi riffami, ale i potężną dawką przesteru. Uszy bolaly, ale usmiech na twarzy byl! Po tak dobrym wystepie publika nie dala szybko muzykom opuscic sali i wywoalala ich na dwa bisy.

Pustki pozostają dla mnie jednym z naszych najlepszych koncertowych składów. Z jednej strony drapieżni na scenie, dobrze władający słowem (oprócz własnych tekstów sięgają często do polskich klasyków) i potrafiący grać długie oraz niesamowicie wciągające koncerty. Są też na tyle elastyczni, że kiedy trzeba potrafią całą energie i teksty zamknąć w szafie, i zamienić na niepokojące improwizacje. W Papryce zaprezentowali swoje dynamiczne oblicze, ale nie będę ukrywać, że z niecierpliwością czekam na kolejną projekcje „Aelity” z pustkowym soundtrackiem. A tym, których ominął koncert w Papryce, polecam nadrobienie zalęgłości, kiedy tylko nadarzy się okazja. Naprawdę warto!

Autor: Joanna ‚frota’ Kurkowska