Brabank, skrócona forma określenia ‚bragebank’ (dosł. ‚ława, ławica do bragowania’), to nazwa urządzenia służącego do naprawy kadłubów statków.

Bragowanie statków na Kępie w latach 30. XIX w. Rysunek F..E. Meyerheyma

„Bardzo ważne części gdańskiego portu stanowiły Lastadia i Brabancja – stocznie i warsztaty naprawcze.” (M.Bogucka, Szkice Gdańskie)

„Johann Wilhelm Klawitter, syn gdańskiego mistrza cechu cieśli okrętowych, po odbyciu nauki w Anglii, założył na Brabancji, przy ujściu kanału Raduni do Motławy, stocznię opartą na wzorach angielskich.” (M.Gliński, J.Kukliński, Kronika Gdańska 997-2000)

„Na przełomie XVIII i XIX stulecia budowano przeciętnie rocznie 6 nowych statków w stoczniach położonych jak niegdyś na Łasztowni, Brabancji, Kępie, Wałach i Polskim Haku.”(Historia Gdańska, tom III/2)

To cytaty z trzech poważnych dzieł dotyczących historii Gdańska, w których wyróżniłem wyraz „Brabancja”. Zrobiłem to głównie po to, by rozprawić się z jednym z gdańskich mitów nazewniczych, a przy okazji opowiedzieć nieco o historii Brabanku.

Brabank, skrócona forma określenia ‚bragebank’ (dosł. ‚ława, ławica do bragowania’), to nazwa urządzenia służącego do naprawy kadłubów statków. Urządzenia nader prostego, wymagającego bowiem do swojego funkcjonowania płytkiego miejsca przy brzegu – zwykle sztucznie usypanej i utrzymywanej, piaszczystej ławicy, odpowiedniej ilości lin i porządnej łodzi. Bragowanie, wyraz, który funkcjonuje podobno do dziś wśród morskich Kaszubów, oznacza tyle co naprawa, uszczelnianie kadłuba jednostki pływającej. Na brabanku (zwanym też kielbankiem) naprawa odbywała się w sposób następujący:

Statek ustawiano równolegle do brzegu, następnie przeładowywano balast tak, by przechylił się w stronę lądu. Jednocześnie mocowano do masztów liny, którymi z brzegu za pomocą ręcznych wind przechylano go jeszcze bardziej, tak, że leżąc na boku, odsłaniał podwodną część kadłuba, aż po stępkę. Wtedy, bez większego trudu, podpływając łodzią od strony wody można było dokonywać wszystkich czynności koniecznych do doprowadzenia kadłuba do stanu pełnej używalności. A było przy tym sporo roboty. Po pierwsze trzeba było usunąć liczne pasożyty, oczyścić poszycie, odnaleźć i wymienić jego zbutwiałe klepki. Dokonawszy tych czynności przystąpić można było do uszczelnienia poszycia (zakalfatrowania) i wysmołowania miejsc połączenia klepek. Po zakończeniu tak przeprowadzanego remontu jednej strony, statek obracano i powtarzano tę samą procedurę po drugiej stronie kadłuba.

Technikę tę stosowano z powodzeniem przy remontach większych statków do czasu wynalezienia slipów patentowych i doków pływających, tj. aż do II poł. XIX w.

Taka właśnie, i tylko taka jest etymologia historycznej nazwy części Gdańska położonej między Kanałem Raduni, a ulicą Wałową. Nazywanie go „Brabancją” jest śmiesznym nieporozumieniem. Fonetyczna zbieżność wyrazów Brabank i Brabant (nazwa prowincji w Niderlandach) to jedyne co te dwie nazwy łączy. Bezgranicznie śmieszne jest dorabianie do gdańskiej „Brabancji” opowieści o brabanckich osadnikach, którzy, a jakże, tam się właśnie osiedlili. Produkowali zapewne po swojemu brabanckie koronki… Z Brabancją w dzisiejszej Belgii wiążą Gdańsk postaci tak znane jak Abrosius Vermoellen, producent Goldwassera, rodzina kupiecka Almonde, botanik Jakob Breyne, kaznodzieja Aegidius Strauch, a także pierwszy karylion Ratusza, wykonany przez odlewnika Johanna Moora. Nikt z tej listy nie miał jednak nic wspólnego z nadmotławskim Brabankiem.

Jedynym znanym mi autorem wyraźnie protestującym przeciw tej historycznej mistyfikacji jest A.Januszajtis, który pisze: „(…) Brabankiem (nie Brabancją, bo nazwa nie pochodzi od tej niderlandzkiej prowincji, tylko od pochylni działających tu w XV w. warsztatów remontu statków) nazywano jeszcze przed wojną obecną ulicę Stara Stocznia (…)” (Opowieści dawnego Gdańska). Niestety również nie ma całkiem racji, tyle że już nie w sprawie poprawnej nazwy topograficznej, a w wyjaśnieniu czym jest brabank. Piaszczystą łachę wzdłuż brzegu trudno nazwać pochylnią.

Ale jak widać z przytoczonych na wstępie cytatów nazywanie Brabanku Brabancją funkcjonuje w literaturze uchodzącej za całkiem poważną. Wmawianie ludziom brabanckiej etymologii Brabanku jest raczej na szczęście grzechem tylko niektórych przewodników.

A miejsce to ma długą i bogatą historię, związaną przeważnie ze stoczniami. Już w pierwszym gdańskim wilkierzu z połowy XV w. napisano:

Pod karą 10 dobrych grzywien nikomu nie wolno bragować czy przewracać swojego statku gdzie indziej niż na ławicy do bragowania, urządzonej w tym celu przez miasto. (Nymand sal seyn Schiff bragen oder stortczen anders denne do die bragebank von der stat dorczu gemacht ist bey X gutten marken.)

Przepis ten związany był ze sporym ryzykiem pożaru przy pracach z płynną smołą. Ponieważ w wilkierzu użyto pełnej nazwy – bragebank – pisanej małą literą, nie jest pewne, historycy nie są zgodni, czy znajdował się już wtedy tam gdzie później okolica zwana Brabankiem. Znane są jednak dokumenty potwierdzające pośrednio tę właśnie lokalizację. Brabank był więc pierwszą w Gdańsku stocznią remontową. Nie wyklucza to oczywiście budowania tam statków.

Wiadomo, że tam właśnie w 1470 r. przeszedł remont pod okiem szkutnika Hansa Pale najsłynniejszy gdański okręt Peter von Danzig, który po dziewięciu latach postoju gdzieś w kącie na Motławie, wybrany został do działań bojowych w wojnie z Anglią.

W 1827 na Brabanku, w miejscu od zawsze związanym z działalnością stoczniową, założył swoją stocznię Johann Wilhelm Klawitter. Ów syn cieśli okrętowego spędził całe lata w Anglii, gdzie uczył się tego wszystkiego, co było potrzebne do uruchomienia pierwszej nowoczesnej stoczni w Gdańsku. Tak powstała rodzinna firma stoczniowa Klawitterów, funkcjonująca nieprzerwanie przez z górą stulecie, aż do bankructwa w 1932 r. w czasie poprzedniego wielkiego kryzysu światowego. To właśnie Klawitter, oprócz licznych żaglowców, jako pierwszy w Gdańsku zbudował w 1841 r. statek z maszyną parową. Był nim „Pfeil” (Strzała), który pływał potem przez całe dziesięciolecia, wożąc pasażerów między Gdańskiem a Nowym Portem. W 1863 r. przedsiębiorstwo odziedziczył syn Johanna, Julius Wilhelm Klawitter. On właśnie rozbudował stocznię i przeniósł ją najpierw częściowo, a po pożarze w 1905 r. całkowicie na Sienną Groblę, na Brabanku pozostawiając zakłady pomocnicze. Stopniowe ograniczanie zakresu działania stoczni pozwoliło na powstawanie na Brabanku domów mieszkalnych, w których początkowo mieszkali ludzie związani z dzialalnością firmy Klawitterów, a z czasem osoby najrozmaitszych profesji.

Brabank pozostał jednak siedzibą rodu nawet po bankructwie stoczni. Nieistniejący od z górą sześciu dekad dom rodzinny Klawitterów znajdował się przy ulicy Brabank pod numerem pierwszym. O mylnym przypisywaniu Klawitterom willi Neubäckera przy Schuitensteg 2 pisałem nie tak dawno w artykule „O willi nie-Klawitterów„. Rodzina pozostała w posiadaniu części mieszkalnej dawnej siedziby firmy. Część biurową, podobnie jak resztę majątku pozostałego po upadłości, objął Senat Wolnego Miasta. Wśród różnych instytucji mieszczących się w dawnej dyrekcji stoczni Klawitterów wymienić można biura senackiego urzędu żeglugi, urząd certyfikacji statków, urząd marynarski, szkołę morską, a nawet kasę wypłacającą zasiłki bezrobotnym.

Zabudowa Brabanku przetrwała do 1945 r. Domy mieszkalne spalono, przetrwała za to część budynków fabrycznych. Istniały jeszcze całkiem niedawno, za ostatniego gospodarza mając firmę Elmor – producenta oprzyrządowania dla statków.

Nazwa Brabank, brzmiąca obco i niezrozumiale, nie mogła oczywiście przetrwać po 1945 r. W odróżnieniu od sąsiedniego „Nabrzeża Szkut”, które uroczo nazwano „ulicą Wiosny Ludów”, Brabank uratował w nazwie „Stara Stocznia” przynajmniej wspomnienie o swojej przeszłości.

Teren znajduje sie obecnie w rękach dewelopera, który będzie tam wznosił nowe osiedle, a na razie opróżnia działkę z zabudowań. Okazja przywrócenia historycznej nazwy, ot choćby przez nazwanie osiedla „Nowym Brabankiem” na wzór „Nowej Lastadii” nie zostanie, o ile wierzyć internetowym publikacjom wykorzystana. Pewnie byłaby zbyt mało „marketingowa”. Osiedle będzie się nazywało „Motlawa Apartments”, co brzmi może i atrakcyjnie, ale na pewno nie w uszach kogoś zakochanego w gdańskiej historii.

Autor: Aleksander Masłowski