<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>iBedeker &#187; Osobowości</title>
	<atom:link href="http://ibedeker.pl/category/osobowosci/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ibedeker.pl</link>
	<description>Serwis informacyjny i turystyczny Gdańska, Sopotu i Gdyni</description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Feb 2012 09:53:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Andrzej Mestwin w Filii Gdańskiej</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/andrzej-mestwin-w-filii-gdanskiej-2/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/andrzej-mestwin-w-filii-gdanskiej-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Feb 2012 18:38:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Aleksander Jurewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Dariusz Wołodźko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=33486</guid>
		<description><![CDATA[Być może niektórzy zastanawiają się, kim jest Andrzej Mestwin? To utalentowany poeta, który zadebiutował dwoma tomikami - „Być może Coś innego” i „Elegie Gdańskie”. Ich promocja odbyła się w Filii Gdańskiej WiMBP. Przed spotkaniem niewiele można było przeczytać o autorze w Internecie. Znalazłam jedynie krótką [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Być może niektórzy zastanawiają się, kim jest Andrzej Mestwin? To utalentowany poeta, który zadebiutował dwoma tomikami - „Być może Coś innego” i „Elegie Gdańskie”. Ich promocja odbyła się w Filii Gdańskiej WiMBP.</strong></p>
<div id="attachment_33496" class="wp-caption alignleft" style="width: 204px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/02/Andrzej-Mestwin.jpg" rel="lightbox[33486]"><img class="size-full wp-image-33496  " title="Andrzej Mestwin" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/02/Andrzej-Mestwin.jpg" alt="" width="194" height="272" /></a><p class="wp-caption-text">Andrzej Mestwin</p></div>
<p>Przed spotkaniem niewiele można było przeczytać o autorze w Internecie. Znalazłam jedynie krótką notatkę biograficzną i jedną recenzję z fragmentami wierszy <strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://gazeta.razem.pl/index.php?id=2&amp;t=1&amp;page=32599" rel="nofollow" title="gazeta"  target="_blank">www.gazeta.razem.pl</a></span></strong>. To jednak wystarczyło, żeby mnie zachęcić do udziału.</p>
<p>W bibliotece pojawiło się bardzo wiele osób. Wśród zaproszonych byli znajomi i rodzina pisarza, ale również sporo znanych osób. Publiczność przywitał pisarz <strong>Aleksander Jurewicz</strong>, wiersze czytał aktor Jarosław Tyrański, a spotkanie poprowadził przyjaciel poety <strong>Dariusz Wołodźko</strong>.</p>
<p>Na początku Aleksander Jurewicz odczytał wiersz Wisławy Szymborskiej „Nagrobek” w hołdzie zmarłej noblistce. Następnie powiedział, że „poeci odchodzą, przychodzą następni” i z humorem przedstawił bohatera wieczoru – Andrzeja Mestwina – „to ten brodaty, który dość długo był maglowany, żeby coś wydał”. Plan wieczoru był następujący:</p>
<p>- Czytanie wierszy z tomiku „Być może Coś innego” przez Jarosława Tyrańskiego<br />
-  Rozmowa Dariusza Wołodźko z Andrzejem Mestwinem<br />
- Czytanie „Elegii gdańskich” przez autora</p>
<p>Wszystkie punkty programu zostały zrealizowane, choć nie bez pewnych zaskakujących przerw, ale o tym za chwilę.</p>
<p>Wiersze Mestwina w interpretacji Tyrańskiego naprawdę zrobiły na mnie wrażenie. Aktor przeczytał połowę tomiku. To wrażenie byłoby pewnie jeszcze większe, gdyby nie przerwy w czytaniu spowodowane otwieraniem drzwi biblioteki przez spóźnionych fanów poezji i niewyłączone telefony komórkowe, które denerwująco dawały o sobie znać. Jako pierwszy przeczytany został utwór „Wiara” (jest on również pierwszym utworem w tomiku):</p>
<blockquote><p><strong>„Wiara”</strong></p>
<p>Jezus przychodzi tylko w niedziele<br />
nie odpowiada na pytania z góry<br />
wie co do niego należy</p>
<p>w końcu jest Bogiem<br />
co prawda w drugiej osobie</p>
<p>jednak kto to zrozumie<br />
ten kto tylko wierzy</p>
<p>czasem chodzi po wodzie<br />
czasem zajmuje się winem<br />
ot taki kaprys cudowny</p>
<p>jednak nie wiadomo<br />
czy prowadzi rachunek strat i zysków<br />
nie odpowiada na urzędowe pisma</p>
<p>Jezus przemawia w niedziele<br />
dlaczego nie w piątki<br />
przecież wszystko może</p>
<p>wisi na krzyżu bez ruchu<br />
bez prawa azylu</p>
<p>do Ciebie do mnie<br />
wysyła esemesy</p></blockquote>
<p>Po części „recytacyjnej” nastąpiła równie ważna cześć „dialogowa”. Szczególnie nowi czytelnicy mogli się dowiedzieć podstawowych informacji o autorze i poznać go trochę bliżej. Pierwsze pytanie Dariusza Wołodźko dotyczyło terminu debiutu książkowego (ponad 20 lat po wydrukowaniu pierwszego wiersza w prasie – w 1990 roku na łamach „Gwiazdy morza”). „Dlaczego musieliśmy tak długo czekać?” – zapytał. „Nie byłem gotowy” – odpowiedział krótko i prosto Andrzej Mestwin i wymienił kilka faktów z historii swoich publikacji i udziału w konkursach literackich. Trzy lata temu rozpoczął szukanie nowego języka i zaczął pisanie na nowo. Drugie pytanie brzmiało: „Skąd tytuł &lt;&lt;Być może Coś więcej&gt;&gt;?” Autor długo odpowiadał na to pytanie. Przyznał, że napisał ok. 300-400 wierszy, większość w ciągu dwóch, trzech lat. ”Jakbym przez całe życie to w sobie tłumił” – tłumaczył przypływ weny. Jednak z tytułu nie jest zadowolony. Ma on pokazywać, że jest to inna propozycja poezji niż większość tomików poetów, którzy teraz piszą (technicznie dobrych, ale piszących o niczym). Chciał napisać takie wiersze, które będą związane z konkretną tematyką, która jest w nim i która go obchodzi. Interesują go trzy tematy: religia, kwestia Boga (nie wyśmiewanie się, nie żarliwość w modlitwie, raczej modlitwa sceptyczna), śmierć (zagłada, Holocaust, historia, Rwanda, Kambodża), tematy społeczne (bycie w społeczeństwie, poezja zaangażowana). Tytuł zbioru ma sugerować, że treść nie będzie tylko grą z czytelnikiem i mówieniem o sobie. Autor wspomniał, że był kiedyś pytany, dlaczego pisze modernistycznie i odpowiedział wtedy, że chce, żeby jego utwory miały powierzchnię i głębię, przesłanie i temat. Niespodziewanie w słowo autorowi wszedł Aleksander Jurewicz, który wyraził swoje zdanie na temat tego, co jest najważniejsze w twórczości Mestwina (odcięcie się od twórczości ojca). Między zaprzyjaźnionymi pisarzami doszło do dość ostrej wymiany zdań, co powtarzało się potem jeszcze kilkakrotnie.</p>
<p>Kolejne pytania Dariusza Wołodźko dotyczyło budowy debiutanckiego tomiku i jego podziału na trzy części. „Dlaczego akurat trzy?” – zapytał. „Trójka jest dobrą liczbą, magiczną.” – odpowiedział poeta. Zapytany, jak wybierał wiersze, odparł, że oczywiście wybrał te najciekawsze, najlepsze, ale do tego musiały być jednorodne. Odrzucił np. wiersze o ojcu, te będące dyskusją z Grochowiakiem, a także nawiązujące do mitologii. Następne zagadnienie, które zostało poruszone przez pytającego, to tytuły poszczególnych części („Może i wiara”, „Być gdzieś obok”, „Pod koniec”). Pytanie: „Skąd nazwy?”, odpowiedź: „Jest to pewna sugestia tematów”. W tym miejscu ponownie wtrącił się Aleksander Jurewicz protestując przeciwko takiej tematyce w poezji i mieszaniu jej z publicystyką. Jego zdaniem poezja powinna być rozmową z nieobecnym, nieznajomym. Poety bronił m. in. Dariusz Wołodźko twierdząc, że pierwsza część tomiku jest najlepsza, a pozostałe bardzo dobre. Do dyskusji głośnymi komentarzami włączały się osoby z publiczności. Atmosfera zrobiła się gorąca. Rozmowa zeszła na tematy bezpośrednio niezwiązane z poezją (np. padło nazwisko ojca Rydzyka). Prowadzący spotkanie Dariusz Wołodźko przytomnie przeszedł do kolejnych pytań, tym razem o Boga i wiarę. Zapytał: „Czy Bóg powinien być socjalistą?”. Autor odpowiedział: „Bóg jest socjalistą, jest sprawiedliwy.”</p>
<p><em>Ciąg dalszy relacji na blogu - <strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://cowartoprzeczytac.blox.pl/2012/02/Spotkanie-z-Andrzejem-Mestwinem.html" rel="nofollow" title="Mestwin"  target="_blank">Co warto czytać?</a></span></strong></em></p>
<p><strong>Autor: Beata Kobierowska</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/andrzej-mestwin-w-filii-gdanskiej-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sylwia Kubryńska: A Ciało Słowem się stało</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-a-cialo-slowem-sie-stalo/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-a-cialo-slowem-sie-stalo/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Dec 2011 11:00:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sylwia Kubryńska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Sylwia Kubryńska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31773</guid>
		<description><![CDATA[Dziś liczy się przede wszystkim nazwisko. A pokażcie mi lepsze nazwisko niż Jezus Chrystus Spotykam go w Mc Donald’s. W tym najgorszym, dworcowym, gdzie się roi od bezdomnych, śmierdzących przetrawionym alkoholem, moczem śmierdzących zagubionych dusz. Stoi za ladą, sprzedaje hamburgery. Długie blond włosy, niebieskie oczy. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dziś liczy się przede wszystkim nazwisko. A pokażcie mi lepsze nazwisko niż Jezus Chrystus</strong></p>
<div id="attachment_31774" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_1363.jpg" rel="lightbox[31773]"><img class="size-full wp-image-31774 " title="Fot. Tatiana Pacha" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_1363.jpg" alt="" width="576" height="384" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. Tatiana Pacha</p></div>
<p>Spotykam go w Mc Donald’s. W tym najgorszym, dworcowym, gdzie się roi od bezdomnych, śmierdzących przetrawionym alkoholem, moczem śmierdzących zagubionych dusz. Stoi za ladą, sprzedaje hamburgery. Długie blond włosy, niebieskie oczy. Patrzę na identyfikator – wszystko się zgadza. Jezus Chrystus.</p>
<p>Jezus Chrystus! W Mc Donald’s! Największa gwiazda ostatnich tysiącleci, Wszechwładca wszechświata, Pan panów, Bóg bogów… sprzedaje hamburgery! W szarym uniformie, z plakietką na piersi, z pomarańczową czapeczką na głowie!</p>
<p>Z wrażenia zapominam o swoim zamówieniu, a ten niewzruszony moim milczeniem, wbija na kasę:</p>
<p>- Big Mac, frytki, cola - komentując pod nosem: „tłuszcz, węglowodany”.</p>
<p>Ludzi tłum, ja stoję w tym tłumie zamurowana jeszcze przez moment, ale w końcu coś mnie odrywa od podłogi, coś mi każe iść, zająć miejsce w szeregu maleńkich plastikowych stoliczków, coś mi każe usiąść na maleńkim plastikowym krzesełku, coś mi każe czekać. Czekać na znak.</p>
<p>Patrzę z daleka na niego, na samego Jezusa Chrystusa patrzę, jak się uwija w tych frytkach, naczosach, jak zwinnie podaje zapakowane w pergaminowe serwetki kanapki, jak wbija kolejne sumy w komputer, jak się uśmiecha beznamiętnie, spełniając kolejne, zawsze takie same, nieskomplikowane marzenia:</p>
<p>- Zestaw króciutkiej szczęśliwości.</p>
<p>- Chwila kontrolowanego zapomnienia.</p>
<p>- Do tego zabawka. I frytki.</p>
<p>Czekam... Wreszcie coś mi każe wylać na podłogę sok. Colę, znaczy. Jezus jakby tylko na to liczy, chwyta za mop, dopada mój stolik i rzuca:</p>
<p>- O dziewiętnastej pod kościołem.</p>
<p>Pod Kościołem Mariackim. Skąd wiem? Nie wiem. Jednak o dziewiętnastej coś mi każe stać na Piwnej, w wietrze grudniowym, w słocie północy coś mi każe posłusznie czekać na Jezusa, a ten faktycznie przychodzi. Zmarznięty, nieprzyzwyczajony do chłodu, trzęsie się w spranej kurtce Diversa i narzeka. Że zimno, że pada, że ogólnie nieciekawie. Ostatnie pieniądze, mówi, wydał na ciuchy, bo patrzyli jak na idiotę, gdy w habicie i sandałach chodził.</p>
<p>- Ojciec mi obiecywał cuda, gdy mnie tu zsyłał – opowiada i wpada w sarkazm:. – „Kraj chrześcijański, wierzący”, „Będziesz gwiazdą!”, „ Splendor, chwała cię czeka!” - Jezus na chwilę gaśnie i już ciszej, bez sarkazmu, raczej z żalem cytując, dopowiada: - „Nie będzie takiej wtopy jak ostatnio”… A tymczasem? Porażka! Kijem gonili jak tego lumpa dworcowego…</p>
<p>W przeddzień urodzin, mówi, wylądował. Takiej fety każdy by zazdrościł. Lampki kolorowe, muzyka... W kościołach jak w pałacach, teatr, szopki, kukiełki… No i te obrazy, rzeźby… – pokazuje na Mariacki z jakimś dziwnym żalem, jakby chciał wejść, a jednocześnie się wstydził. Jakby całe to bogactwo, ten przepych i duma, jakie mu tam na twarzy wymalowano, teraz Jezusa potwornie żenowały. Jakby zdemaskowany chłodnym tu przyjęciem, chciał się teraz od tych pomników swoich odciąć.</p>
<p>- Boże Narodzenie! – parsknął. - Imprezy, uczty, żarcie jak na rzymskiej uczcie. Tylko… tylko czemu mnie nikt nie zaprosił?</p>
<p>Kręcę się w krępującym milczeniu, bo dobrze wiem, czego on teraz oczekuje. Dobrze wiem, że powinnam Jezusa zaprosić, ale jakoś mi, kurczę, niespieszno. Patrzę na niego, patrzę na jego szczupłe dłonie przypalające papierosa i się waham.</p>
<p>- Co zamierzasz? – pytam w końcu i natychmiast mi głupio. Ale moje „głupio” jest niczym w porównaniu z ewentualnością komplikacji, jakie mogłaby przynieść jezusowa gościna. Niczym w porównaniu z uciążliwym pętaniem się przybysza po moim sterylnym mieszkaniu. Niczym w porównaniu z możliwością niekończących się kąpieli gościa. Niczym wobec jego apetytu siejącego spustoszenie w mojej hermetycznie zamkniętej na gości lodówce. O ile łatwiej mi się teraz wykręcić, o ile łatwiej mi głupa palić, udając przez Jezusem, że pojęcia nie mam, o co chodzi. Że nie wiem, po co mi to wszystko mówi, że nie domyślam się niczego. I tylko to jedno zdanie mi do głowy wpada, to pytanie, na które odpowiedź jest mi w gruncie rzeczy obojętna: - Co zamierzasz?</p>
<p>- Zostanę pisarzem– odpowiada bez namysłu, jakby tylko na to moje bezsensowne „co zamierzasz”, czekał. A ja natychmiast podnoszę wzrok. Gdański chłód grudniowy zmienia się w jadowity żal, żal wypowiedzianych przed chwilą słów, żal demaskujący i, niestety, niemogący wypowiedzianych słów cofnąć.</p>
<p>- Jak to, pisarzem? Ot tak?</p>
<p>– Ot tak. – odpowiada z całą pewnością – A czemuż by nie? Zostanę pisarzem – powtarza dobitnie, a mi w uszach ten „pisarz” aż świszczy. Hej, zaraz, zaraz! To nie fair! Przecież to ja mam być pisarzem, do diabła. Że niby co, mam teraz z Jezusem konkurować? Z Jezusem mam się równać, z Jezusem o wydawców walczyć? Przecież i tak nie jest lekko. Teraz każdy głupi pisze, każdy ma ambicje, a czytelników coraz mniej. Wiadomo, jest trudno, zwłaszcza że jakaś tam Cichopek, jakaś, nie daj Boże, Kinga Rusin się za pióro chwyta! Dziś dla wydawców, dla czytelników nazwisko się liczy. Nazwisko! A pokażcie mi lepsze nazwisko niż Jezus Chrystus! Tego już za wiele. To chyba jakiś żart, ludzie, helooł!</p>
<p>- Czemu akurat pisarzem?! – wołam, myśląc naiwnie, że mu ten pomysł z głowy wybiję. A on nawet mi nie odpowiada, tylko ramionami wzrusza i pali papierosa, a pali wręcz nonszalancko! Pokora sprzed sekundy gdzieś pryska, ulatuje, Jezus z nogi na nogę przestępuje i już w tam, w swej boskiej głowie wersy układa.</p>
<p>- Ale jakim pisarzem? – miotam się rozpaczliwie, a ten jak mi wywali:</p>
<p>- Najlepszym!</p>
<p>Jezus Maria…</p>
<p>Mój rozmówca już sprzeciwem znudzony wdycha, a wraz z powietrzem gdańskim łapie natchnienie. Ja o natchnienie zazdrosna, też wzdycham, ale nic, nic z tego, bo to on, nie ja, to on nagle wyrzuca z siebie literaturę. To on poematy z deszczu tworzy, kłaczki ze swetra zmechaconego w wiersz splata, kolędy ze śniegu lepi i mnie tym swoim geniuszem gasi, geniuszem mi usta sznuruje, więzi mnie we własnym mieszkanku sterylnym, w niezmąconej niczyją obecnością kąpieli topi, w hermetycznej lodówce mnie bezlitośnie zamyka.</p>
<p>- Wypchaj się – jakby mówił. – Ja pisarzem będę, autorem. A ty się spokojnie w swoim pustym mieszkanku, w swojej wannie, w swojej lodówce nietkniętej – wypchaj.</p>
<p>A potem odwraca się i bez pożegnania odchodzi. Patrzę jak znika w mroku, tak lekkomyślnie przeze mnie niedoceniony i nagle tak nieosiągalny, niedościgniony Mistrz, Jezus Chrystus w spranej kurtce Diversa…</p>
<p><strong>Dawidowi - Sylwia Kubryńska </strong></p>
<blockquote><p><strong><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/cv.jpg" rel="lightbox[31773]"><img class="alignleft size-full wp-image-31408" title="Sylwia Kubryńska" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/cv.jpg" alt="" width="123" height="138" /></a>Sylwia Kubryńska</strong> – pisarka, blogerka, dziennikarka. Pochodzi z Mazur, mieszka na Kaszubach. Jest związana z gdańską literaturą. Otwarcie i z poczuciem humoru pisze o tutejszych realiach. W opowiadaniu „Hedonistyczny aspekt Sądu Ostatecznego” podejmuje brawurową analizę obrazu Hansa Memlinga w Kościele Mariackim w Gdańsku. W wyróżnionym opowiadaniu „Tragedia Posejdona” proponuje… rozebrać słynnego gdańskiego Neptuna do naga. Wrzeszcz, w którym mieszkała dziewięć lat, uwieczniła w tekście „Spacer po Labesweg”.</p>
<p>Jest autorką Last Minute – pierwszej polskiej powieści o seks turystyce, w której opisała historię wakacyjnego romansu Polki z Tunezyjczykiem. Na co dzień prowadzi bloga: <strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://kubrynska.com/" rel="nofollow" title="kubryńska"  target="_blank">www.kubrynska.com</a></span></strong>, gdzie opowiada jak to jest być kobietą bez kasy, z masą obowiązków na głowie i pasją pisania. Wyłączony prąd zimą. Niezapłacone rachunki. Zakupy w Biedronce. Kac w pracy… Brzmi znajomo? Poczytaj Kubryńską.</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-czarne-oczy-swietlany-k-ibedekerowe-opowiadanie-gdanskie/"title="kubryńska" >Czarne oczy Swietłany K.</a></span></strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-a-cialo-slowem-sie-stalo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sylwia Kubryńska. Czarne oczy Swietłany K. [iBedekerowe opowiadanie gdańskie]</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-czarne-oczy-swietlany-k-ibedekerowe-opowiadanie-gdanskie/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-czarne-oczy-swietlany-k-ibedekerowe-opowiadanie-gdanskie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Dec 2011 20:03:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sylwia Kubryńska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Last Minute]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie gdańskie]]></category>
		<category><![CDATA[Sylwia Kubryńska]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31403</guid>
		<description><![CDATA[Do Gdańska zawsze się wraca. Nawet, gdy się myśli, że to już historia, nawet gdy się zdaje, że to już przeszłość. Od Gdańska nie uciekniesz. Brunetka. Chuda, jakaś ptasia. Roztrzepana przy tym, choć zdolna. Przyjechała do Krakowa studiować, jakby jej w Gdańsku za mało szkół [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Do Gdańska zawsze się wraca. Nawet, gdy się myśli, że to już historia, nawet gdy się zdaje, że to już przeszłość. Od Gdańska nie uciekniesz.</strong></p>
<div id="attachment_31432" class="wp-caption alignleft" style="width: 317px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/03_m_v2_DSC09391.jpg" rel="lightbox[31403]"><img class="size-full wp-image-31432  " title="Sylwia Kubryńska" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/03_m_v2_DSC09391.jpg" alt="" width="307" height="307" /></a><p class="wp-caption-text">Sylwia Kubryńska</p></div>
<p>Brunetka. Chuda, jakaś ptasia. Roztrzepana przy tym, choć zdolna. Przyjechała do Krakowa studiować, jakby jej w Gdańsku za mało szkół postawili. I, gdyby nie skłonność do wiśniówki, mogłaby dziś, kto wie, może i mogłaby by dziś brylować na salonach Hollywood?</p>
<p>Tak, tak. Steven Spielberg nagrywał w Krakowie Listę Schindlera, gdy ona, wtedy studentka UJ, biegała za gołębiami po krakowskim rynku. Czy jej czarne oczy, czy raczej wystające kości policzkowe przykuły uwagę reżysera? Jutro, powiedział, jutro o ósmej rano przyjdź na plan zdjęciowy. I jeszcze dodał: szukałem takiej twarzy. Tak powiedział. Szukałem takiej twarzy. On, gwiazda współczesnego kina światowego! On szukał takiej twarzy! Takich oczu, takich ust wydatnych, tak zapadłych policzków! Takich ciemnych brwi, takiego gładkiego czoła!</p>
<p>Kim mogłaby zostać, gdyby poszła na ten plan? Czy miałaby dziś tak głupi problem, jak niezapłacony rachunek za prąd? Gaz? Czynsz? Czy przerzucałaby gorączkowo kieszenie w poszukiwaniu drobnych na bilet z Nowej Huty? Czy kolejna dzielnica Krakowa znów okazałaby się za droga do życia? Czy jej mały Adaś by musiał zmieniać szkołę? Wreszcie, czy wygłodzona, zadłużona, pokornie wracałaby do matki?</p>
<h3>Od Gdańska nie uciekniesz</h3>
<p>Czasem, gdy ktoś jej zapłaci za wiersz, kupi sobie papierosy, małą flaszkę wiśniówki, stoi w oknie, patrzy na szare chmury i myśli o tamtej krótkiej przygodzie na krakowskiej starówce. Przypomina sobie, jak biegła w wielkim podnieceniu przez Grodzką, w dół pod Wawel, gdzie siedzieli jej koledzy z roku i pili piwo, a ona krzyczała z daleka:</p>
<p>- Nie wrócę do Gdańska!</p>
<p>Ale do Gdańska zawsze się wraca. Nawet, gdy się myśli, że to już historia, nawet gdy się zdaje, że to już przeszłość. Od Gdańska nie uciekniesz, Swietłano. Ten zimny wiatr Brzeźna wieje w twoich żyłach, choćbyś się w smoczej jamie ukryła. Ten piasek ze Stogów czuć pod powiekami, nawet gdy się w Kazimierzu zbudzisz. Ten chłód portowy jest wódce, nawet gdy ją pijesz w słońcu Salwatora. A ileż tej wódki można wypić? I czemu jej tyle wypić trzeba, gdy amerykański reżyser czeka?</p>
<h3>Kto ci dał takie imię?</h3>
<p>Swietłana patrzy przez okno, zdaje się jej, że on tam dalej czeka. Że ten najważniejszy film dopiero przed nim. Bo on przecież szuka tej twarzy i, choć znalazł, dalej szuka, a teraz to już szuka w gorączce, w wielkim zapamiętaniu szuka, bo wie, że ta twarz istnieje, sam widział. Zobaczył, nagle mignęła mu jak sen, maligna, pijacki zwid na krakowskim rynku. Mignęła, a potem znikła.</p>
<p>Na zawsze.</p>
<p>Poszukiwaną przez amerykańskiego reżysera, czarnooką twarz Swietłany, nad ranem wykrzywił grymas bólu. Upiła się dziewczyna, upiła się z tęsknoty jakiejś niepojętej za niepojętym nadmorskim miastem, gdzie zimno i wieje, gdzie ją tak całe życie przezywali „Żydówka”, wredni jasnoocy Kaszubi, potomkowie Wikingów, jej, o ironio, przodkowie.</p>
<p>O cholera, ile ona wypiła! Za dużo. Tyle, co morze, które tak lekkomyślnie porzuciła. Wypiła morze, co jej w głowie szumi. Wypiła, a teraz nie wstanie, nie ma mowy, nie ma szans, nie wstanie i z pewnością nie przyjdzie na spotkanie z reżyserem, choćby to miał być sam Steven Spielberg, i choćby kręcił samą Listę Schindlera. A przecież to był Steven Spielberg i kręcił Listę Schindlera. Lecz ona, niewzruszona:</p>
<p>- Dajcie mi kurwa spokój, głowa mnie boli – powiedziała i zasnęła.</p>
<p>Swietłana, kto ci dał takie imię?</p>
<p>- Tato.</p>
<p>I dalej śpi. Taka to dziewczyna.</p>
<p>Stevenie Spielbergu, marne twoje efekty poszukiwań. Gdy widzisz gwiazdę, nie pozwól jej uciec. Nie pozwól pić gwiazdom, bo zdrowie gwiazd jest kruche. Nie pozwól tęsknić za miastem, o którym tak trudno zapomnieć.</p>
<p>Ach, gdybyś choć jej imię znał! Gdybyś wiedział, że w styczniu, gdy się urodziła, w roku siedemdziesiątym pierwszym, zaraz po grudniu siedemdziesiąt, w Gdańsku, gdzie Wałęsa, komitet strajkowy, gdzie Janek Wiśniewski, gdzie Zbyszek Godlewski, co go na deskach nieśli, gdzie do stoczniowców, jak do kaczek, strzelano, tak jest, strzelano, tu się, Stevenie Spielbergu, takie rzeczy po wojnie rozgrywały, że niejeden film byś nakręcił, a więc gdybyś wiedział, że w tamtych straszliwych czasach, w czasach zapadłej komuny i wielkiej do Związku Radzieckiego nienawiści, nie było żywego ducha, któryby się odważył tak dziecko nazywać!</p>
<p>Wiktoria, tak. Maria. Barbara. No może nawet Natalia, niech będzie. Ale Swietłana? Ruskie? Nigdy.</p>
<h3>W tej rodzinie każdy miał oczy niebieskie</h3>
<p>Stevenie Spielbergu, miałeś nosa. Żeby ją na rynku, ją właśnie dojrzeć! Jej oczy, których historii nikt pojąć nie umie, choćby ona sama.</p>
<p>- Czemu takie czarne?</p>
<p>Stary kaszubski ród K. nigdy się czernią nie splamił. Od wieki wieków, od zarania historii pokoleń, w kaszubskim znamiennym chowie wsobnym, K. mieli zawsze oczy niebieskie. I włosy blond, z rudym nalotem, być może wikingów jeszcze genem patynowane. Dziadek – jasny, błękitny, blond za młodego, na zdjęciu w mundurze, w jakim, Stevenie Spielbergu, mundurze, zostawmy. Wysoki jak struna był, biały, północny. Babka? Blondynka, ładna, postawna. Mogła się podobać. I się podobała. Gdy dziadek w wojsku na wojnie przepadł, sama z dziećmi w Gdańsku została. Trójka dzieciaków. I bieda.</p>
<p>A w kwietniu czterdziestego piątego, ruskie przyszli.</p>
<p>Ludzie tu w nerwach od urodzenia. Jak nie Niemcy, to ruskie, jak nie urok, to sraczka. To się, Stevenie Spielbergu nie dziw, że się dziewczyna upiła. Z takimi oczami, z taką twarzą, z takim imieniem, w takim kraju, żyć na trzeźwo normalnie się nie da. Ty myślisz, że podejdziesz i powiesz: chodź ze mną? I sprawa załatwiona? Mylisz się.</p>
<p>Krzywdy narodów można mierzyć, stopniować. Katalogować. Szuflady z naklejkami porobić, podpisać. Największa szuflada zawsze będzie twoja. Twoja i twojego amerykańsko-żydowskiego, wypiętego na spaloną żydowską Europę, narodu. Twoja i twojej wytwórni filmów, które po wojnie mówiły o wszystkim innym, tylko nie o tej krzywdzie, co wtedy tak niewygodna była, a dziś taka ważna się stała. Chciałeś tę dziewczynę do filmu? Całe życie szukałeś? Pomyślałeś, czarna taka, z Krakowa, pasuje.</p>
<p>Ale ona nie Rachela, nie Ryfka. To Swietłana K. Z Gdańska. Ze stycznia siedemdziesiąt jeden. Urodzona miesiąc po śmierci Janka Wiśniewskiego. W mieście stoczniowym. W mieście rewolucji. W mieście, o którym chyba nawet tam, w twojej wytwórni filmów, co nieco słyszeli?</p>
<p>Ona z kaszubskiej rodziny. A jej dziadek z Wermachtu. Czemu taka czarna, czarna owca?</p>
<p>- Po tacie.</p>
<h3>Krasawica</h3>
<p>Babcia z dwójką dzieci, we Wrzeszczu, w kamienicy się przed ruskimi chowała. Jak przyszli, palili jak leci. Strach było nos wyściubić, dzieciaki do piwnicy zgoniła. Dwie dziewczynki: Ewa, lat dziewięć i Agniesia, sześć. A obie śliczne, białe, aniołki. No, nie strach? Sama w mieszkaniu została, żeby nikogo więcej nie szukali. W kuchni usiadła, odważnie w okno patrzy.</p>
<p>Idą. Skąd oni byli? Z Ukrainy? Z Białorusi? Z Kazachstanu może?</p>
<p>Dziadek w sierpniu wrócił. Ciepło już było, gorąco. Za gorąco. Jakby tej kiecki nie upięła, było widać. Zresztą on wiedział. Od razu, z miejsca, jak tylko spojrzał w te jej niebieskie oczy, to jak na spowiedzi. Co miał zrobić? Coś powiedzieć? Że wcześniak? Tak mówił, wszystkim dookoła tak tłumaczył. Wcześniak. Łobuz. Żywe srebro. Wszędzie go było pełno. A zawadiaka! Im starszy, tym głośniejszy. Potem wyrósł i całą Zaspę przeleciał chyba. Większego jebaki ta ziemia nie widziała. Gdy mu się córka urodziła, ku rozpaczy matki dał imię Swietłana. A uparty z tym imieniem był, diabli wiedzą, dlaczego. I nic go nie obchodziło, że grudzień, że strajk, że kacapy.</p>
<p>- Nie widzę związku – powiedział. Coś mu w głowie siedziało, coś tam w głowie wiało, jakiś wiatr, genetyczny wicher wschodni.</p>
<p>Babcia czasem patrzyła na syna ze strachem. Potem śnił jej się tamten kwietniowy poranek. Właściwie niewiele pamięta. Głównie to zdezorientowanie. Zdziwienie, gdy na swój widok usłyszała spontaniczną, szczerą radość w sowieckim głosie:</p>
<p>- Krasawica!</p>
<p>A potem smród samogonu. I tylko jeszcze przez moment spojrzała, lecz zaraz głowę odwróciła, bo przecież w tak czarne oczy patrzeć się nie da.</p>
<h3>Gdańsk</h3>
<p>Swietłana spakowała walizki, klamoty krakowskim znajomym za darmo rozdała. Adaś spytał, do jakiej go szkoły zapisze?</p>
<p>- Do mojej – odparła. – Do szkoły we Wrzeszczu, przy Legionów. Stara szkoła, z czerwonej cegły. Spodoba ci się.</p>
<p>Pociąg do Gdańska za dwie godziny. Matka już czeka. Ojciec, niestety nie. Dawno nie żyje. Zapił się.</p>
<p><strong>Autor: Sylwia Kubryńska</strong></p>
<p><strong><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/cv.jpg" rel="lightbox[31403]"><img class="alignleft size-full wp-image-31408" title="Sylwia Kubryńska" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/cv.jpg" alt="" width="342" height="384" /></a></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Sylwia Kubryńska</strong> – pisarka, blogerka, dziennikarka. Pochodzi z Mazur, mieszka na Kaszubach. Jest związana z gdańską literaturą. Otwarcie i z poczuciem humoru pisze o tutejszych realiach. W opowiadaniu „Hedonistyczny aspekt Sądu Ostatecznego” podejmuje brawurową analizę obrazu Hansa Memlinga w Kościele Mariackim w Gdańsku. W wyróżnionym opowiadaniu „Tragedia Posejdona” proponuje… rozebrać słynnego gdańskiego Neptuna do naga. Wrzeszcz, w którym mieszkała dziewięć lat, uwieczniła w tekście „Spacer po Labesweg”.</p>
<p>Jest autorką <strong>Last Minute</strong> – pierwszej polskiej powieści o seks turystyce, w której opisała historię wakacyjnego romansu Polki z Tunezyjczykiem. Na co dzień prowadzi bloga: <strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://kubrynska.com/" rel="nofollow" title="kubryńska"  target="_blank">www.kubrynska.com</a></span></strong>, gdzie opowiada jak to jest być kobietą bez kasy, z masą obowiązków na głowie i pasją pisania. Wyłączony prąd zimą. Niezapłacone rachunki. Zakupy w Biedronce. Kac w pracy… Brzmi znajomo? Poczytaj Kubryńską.</p>
<p><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-a-cialo-slowem-sie-stalo/" rel="nofollow" title="kubryńska" >A Ciało Słowem się stało </a></span></strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-czarne-oczy-swietlany-k-ibedekerowe-opowiadanie-gdanskie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ćwierć wieku temu odszedł Stanisław Dzierżak &#8211; komandor Marynarki Wojennej i przewodnik turystyczny</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/cwierc-wieku-temu-odszedl-stanislaw-dzierzak-komandor-marynarki-wojennej-i-przewodnik-turystyczny/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/cwierc-wieku-temu-odszedl-stanislaw-dzierzak-komandor-marynarki-wojennej-i-przewodnik-turystyczny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Nov 2011 23:31:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lechosław Dzierżak</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[przewodnik turystyczny]]></category>
		<category><![CDATA[Rajd Granicami Gdyni]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Dzierżak]]></category>
		<category><![CDATA[Zasłużony Ziemi Gdańskiej]]></category>
		<category><![CDATA[Żołnierz Wolności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=30502</guid>
		<description><![CDATA[Dwadzieścia pięć lat temu, 17 listopada odszedł na wieczną wachtę Stanisław Dzierżak, gdyński działacz społeczny, prezes oddziału PTTK MW, przewodnik turystyczny, instruktor kształcenia kadr PTTK, komandor porucznik Marynarki Wojennej, dziennikarz, historyk i filatelista. Był uhonorowany szeregiem odznaczeń i wyróżnień, m.in. orderem Zasłużony Ziemi Gdańskiej. Stanisław [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dwadzieścia pięć lat temu, 17 listopada odszedł na wieczną wachtę Stanisław Dzierżak, gdyński działacz społeczny, prezes oddziału PTTK MW, przewodnik turystyczny, instruktor kształcenia kadr PTTK, komandor porucznik Marynarki Wojennej, dziennikarz, historyk i filatelista. Był uhonorowany szeregiem odznaczeń i wyróżnień, m.in. orderem Zasłużony Ziemi Gdańskiej.</strong></p>
<div id="attachment_30509" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/11/rajd_granicami_gdyni.jpg" rel="lightbox[30502]"><img class="size-full wp-image-30509 " title="Rajd granicami Gdyni" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/11/rajd_granicami_gdyni.jpg" alt="" width="576" height="468" /></a><p class="wp-caption-text">Rajd granicami Gdyni</p></div>
<p><strong>Stanisław Dzierżak</strong> urodził się 28 listopada 1930 roku w jeszcze polskim Lwowie. Po zawirowaniach wojennych i włączeniu województwa lwowskiego do ZSRR, zamieszkał w Krakowie, gdzie ukończył szkołę średnią i zdał maturę. Podczas nauki rozpoczął działalność społeczną w dziedzinie turystyki i krajoznawstwa – pełnił funkcję prezesa szkolnego koła Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, był również członkiem zarządu Zrzeszenia Szkolnych Kół Krajoznawczych w Krakowie. Kontynuował działalność turystyczną w swojej pierwszej pracy – Polskiej Komunikacji Samochodowej w Krakowie – poprzez organizowanie wielu wycieczek.</p>
<p>Po odbyciu zasadniczej służby wojskowej w Ustce, zamieszkuje w Gdyni i zostaje dziennikarzem wojskowym. Porusza głównie tematykę społeczną i wychowawczą na łamach gazety Marynarki Wojennej „Na Straży Wybrzeża”, tygodnika „Bandera” oraz wielu innych czasopism zarówno wojskowych, jak i cywilnych. Zostaje przedstawicielem gazety codziennej Wojska Polskiego „<strong>Żołnierz Wolności</strong>”.</p>
<p>W 1964 roku, na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, broni pracę magisterską dotyczącą rozwoju ruchu robotniczego w Gdyni w okresie międzywojennym i uzyskuje tytuł magistra historii.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/11/I_pieszy_mlodziezowy_rajd_granicami_gdyni.jpg" rel="lightbox[30502]"><img class="alignleft size-full wp-image-30513" title="Rajd granicami Gdyni" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/11/I_pieszy_mlodziezowy_rajd_granicami_gdyni.jpg" alt="" width="640" height="427" /></a>Ani na chwilę nie zapomina o swoich głównych zainteresowaniach – turystyce i krajoznawstwu. Od początku służby wojskowej angażuje się w organizację wielu wycieczek i wychowaniem krajoznawczym młodzieży. W 1963 roku należy do grona założycielskiego Oddziału PTTK przy Marynarce Wojennej - pierwszego takiego oddziału w polskich siłach zbrojnych. Początkowo pełnił funkcję członka zarządu, a później przez trzy kadencje (1969-1981) prezesa oddziału. Założył również przy oddziale Komisję Młodzieżową, której działalność rozrosła się na teren całego województwa. Został wtedy Przewodniczącym Komisji Młodzieżowej Zarządu Okręgu PTTK w Gdańsku.</p>
<p>Organizował szereg wydarzeń turystycznych cieszących się bardzo dużym zainteresowaniem zarówno wśród marynarzy jak i ludności cywilnej. Do najważniejszych należały: pieszy i rowerowy <strong>Rajd Granicami Gdyni</strong>, Turysta sprawny do obrony, Szlakiem Walk o Polskę Ludową, Szlakiem Wyzwolenia Gdyni, Szlakiem Czerwonogwiezdnych, Śladami Pradolin, Po górach bez gór, Szlakiem marszu śmierci, motorowy Zlot do Morza.</p>
[[Pokaż jako pokaz slajdów]]
<p>Blisko współpracował z wieloma szkolnymi kołami turystyczno-krajoznawczymi i wciągał młodzież do działalności turystycznej. W rajdach brało udział nawet po kilka tysięcy osób, które były dzielone na grupy o różnym stopniu trudności. Podczas wycieczek odbywało się wiele konkursów i zabaw związanych z wiedzą krajoznawczą, kulturą szlaku, obronnością i udzielaniu pierwszej pomocy.</p>
<p>W 1971 roku był jednym z inicjatorów powstania Klubu Turystyki Pieszej PTTK „Marwojek” i przez pierwsze lata był niekwestionowanym liderem grupy. Po latach miejsce lidera przejął Jan Golke.</p>
<p>Z powodu ciężkiej choroby, w 1979 roku w stopniu komandora porucznika przechodzi do rezerwy. Jednak nie przestaje dalej działać. Podejmuje pracę w dziale wydawniczym Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni oraz kontynuuje swoją działalność turystyczną. W 1974 roku został wybrany na wiceprezesa Zarządu Wojewódzkiego PTTK w Gdańsku i pełnił tę funkcję przez trzy kadencje - do 1984 roku. Był wtedy też delegatem na VIII, IX i X Walny Zjazd PTTK.</p>
<p>Poza turystyką i dziennikarstwem Stanisław Dzierżak był zapalonym filatelistą. Od 1962 roku należał do Polskiego Związku Filatelistycznego. Kolekcjonował znaczki związane głównie z tematyką okrętową oraz morską. Prezentował swoje zbiory na wielu wystawach filatelistycznych. Był redaktorem periodyku PZF „Filatelista-Tematyk – mutacja C, zagadnienia morskie i wodne”. Został wyróżniony złotą odznaką PZF.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/11/IMG_1168.jpg" rel="lightbox[30502]"><img class="alignleft size-full wp-image-30514" title="Grób Stanisława Dzierżaka" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/11/IMG_1168.jpg" alt="" width="207" height="276" /></a>Stanisław Dzierżak zmarł w wieku 56 lat, w dn. 17 listopada 1986 roku i został pochowany w II Alei Zasłużonych na cmentarzu witomińskim w Gdyni. Na cześć jego pamięci została ustanowiona „Nagroda im. kmdr Stanisława Dzierżaka”, która jest przyznawana wybitnym działaczom w dziedzinie turystyki.</p>
<p><strong>Autor: Lechosław Dzierżak</strong></p>
<p><em><strong>Źródła:</strong></em><br />
<em>1. Małkowski Kazimierz: Stanisław Dzierżak (1930-1986) w: Żyli i działali wśród nas - Biografie zmarłych działaczy PTTK województwa gdańskiego, pod red. Edwin F. Kozłowki, Tom II, Wydawnictwo Pomorskie RPK PTTK w Gdańsku, Gdańsk 1992; ISBN 83-85035-13-3;</em><br />
<em>2. wspomnienia rodzinne</em></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/cwierc-wieku-temu-odszedl-stanislaw-dzierzak-komandor-marynarki-wojennej-i-przewodnik-turystyczny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Barbara Szczepuła &#8211; Długa podróż poślubna, czyli niekończąca się historia</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/barbara-szczepula-dluga-podroz-poslubna-czyli-niekonczaca-sie-historia/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/barbara-szczepula-dluga-podroz-poslubna-czyli-niekonczaca-sie-historia/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 Oct 2011 21:26:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Barbara Szczepuła]]></category>
		<category><![CDATA[Długa podróż poślubna]]></category>
		<category><![CDATA[emigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Gdynia]]></category>
		<category><![CDATA[Muzeum Emigracji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=29360</guid>
		<description><![CDATA[W Gdyni o emigracji mówi się ostatnio często. Powodem jest idea Muzeum Emigracji, które ma powstać w budynku Dworca Morskiego. Twórcy stawiają sobie za cel odpowiedź na pytania, jak, kiedy, dlaczego, dokąd i z jakim skutkiem ruszali w świat mieszkańcy ziem polskich. Poddani cesarzy Austro-Węgier, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W Gdyni o emigracji mówi się ostatnio często. Powodem jest idea Muzeum Emigracji, które ma powstać w budynku Dworca Morskiego. Twórcy stawiają sobie za cel odpowiedź na pytania, jak, kiedy, dlaczego, dokąd i z jakim skutkiem ruszali w świat mieszkańcy ziem polskich.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/DSCN3233.jpg" rel="lightbox[29360]"><img class="alignleft size-full wp-image-29365" title="Barbara Szczepuła" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/DSCN3233.jpg" alt="" width="640" height="480" /></a></p>
<p>Poddani cesarzy Austro-Węgier, Prus i Rosji. Później mieszkańcy najjaśniejszej Rzeczypospolitej, wojenni tułacze i obywatele PRL-u. Na razie wciąż trwa zbieranie eksponatów, poszukiwanie emigrantów i jakichkolwiek śladów tułaczki po świecie Polaków. Jednym słowem praca organiczna. Taką samą pracę musiała wykonać Barbara Szczepuła, autorka zbioru reportaży "Długa podróż poślubna", dokumentująca losy emigrantów, głównie z Pomorza, którzy postanowili poszukać swojego szczęścia za granicą. Losy to niełatwe, pogmatwane, ale zawsze prawdziwe i prezentowane przez autorkę z techniczną, godną absolwentki Politechniki Gdańskiej precyzją. Choć publikacja ukazała się w 2008 roku, wciąż dobrze i warto do niej wracać, a do <strong>Muzeum Emigracji</strong> pasuje jak ulał.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/u-przyjaciol/barbara-szczepula-staram-sie-nie-nudzic/"title="podróż poślubna" >"Podróż poślubna" w Domu Zarazy - wideo</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p>Autorka była gościem Aleksandra Goska, pełnomocnika prezydenta Gdyni ds. Muzeum Emigracji w spotkaniu z cyklu "Witryna emigracji". To cykl spotkań promujących tematykę migracji w historii i współczesności Europy i świata. Kameralne spotkanie odbyło się w formie wieczoru autorskiego. Redaktor Szczepuła pod czujnym okiem męża Marka Ponikowskiego, prezentowała fragmenty tekstów, opatrując je komentarzem dotyczącym tego, jak powstawały i jak docierała do swoich bohaterów. Wszystko zaczęło się po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Często były to przypadkowe spotkania. Nierzadko pomagali jej znajomi, a także rodzina.</p>
<p>Pomocną okazała się także... mama dziennikarki, która w trakcie jednej ze swoich rozmów natrafiła na ślad, pozwalający napisać reportaż, nadający jednocześnie tytuł całemu zbiorowi. Miejscem, gdzie rodziły się pomysły i zaczątki tekstów, był także sklep z warzywami. Wystarczyło znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie z osobą, która mogła się stać doskonałym bohaterem reportażu. Tak niewiele i tak wiele zarazem. Rasowa reportażystka, jak się okazuje, wie jednak zawsze co robić. Pomocne były także wyjazdy poza granicę Polski. Dubaj i Arabia Saudyjska, gdzie red. Szczepuła podróżowała wspólnie z marszałkiem senatu Bogdanem Borusewiczem. One także zaowocowały tekstami. Takie ciekawostki chyba najbardziej interesowały zebranych gości, którzy w Miejskiej Informacji Turystycznej w Gdyni pojawili się także ze swoimi historiami.</p>
<p>Jedna ze słuchaczek przyznała, że mieszka pół roku w Gdyni, pół w Londynie.</p>
<p>- W zależności od tego, gdzie przebywam, odczuwam tęsknotę za drugą ojczyzną, choć Gdynia zawsze będzie dla mnie najpiękniejszym miastem, denerwuje mnie tak wiele w Polsce, że nie jestem w stanie przeprowadzić się tu na stałe - podkreślała. Ktoś ubolewał nad tym, ze wielu po powrocie do Polski, wraca z powrotem za granicę, bo w naszym kraju nie da się godnie przeżyć, a zderzenie z realiami jest zbyt wielkie.</p>
<p>Autorka i prowadzący próbowali tonować nastroje, podkreślając, że każdy przypadek jest inny i wszystko zależy od konkretnej, osobistej sytuacji. Zaradność, pomysłowość, hart ducha i wiara w siebie to cechy, które są obecne na kartach reportaży, ale także w życiu każdego z emigrantów. Poza tym świat się kurczy na tyle, by każdy z nich mógł się czuć obywatelem świata. Coraz częściej nie kończą oni swojej przygody z obczyzną przy zlewozmywaku, czy jako opiekuni starszych osób.</p>
<p>Jako dowód autorka podała... siebie. Podróż poślubna do Norwegii z namiotem i makaronem była dla niej i jej męża wyprawą życia, a teraz jest miłą anegdotą, która raczej nie ma wielkiej szansy się powtórzyć. Czy to dobrze, czy źle - to już inne pytanie, na które może kiedyś redaktor Szczepuła w swoich reportażach odpowie.</p>
<p><strong>Autor: Franciszek Zawadzki</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/relacje/narodziny-muzeum-emigracji-w-gdyni/"title="Muzeum Emigracji" >Narodziny Muzeum Emigracji</a></span></strong></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/barbara-szczepula-dluga-podroz-poslubna-czyli-niekonczaca-sie-historia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>I Liceum Ogólnokształcące &#8211; Z zapisków absolwenta „Jedynki”</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/i-liceum-ogolnoksztalcace-z-zapiskow-absolwenta-%e2%80%9ejedynki%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/i-liceum-ogolnoksztalcace-z-zapiskow-absolwenta-%e2%80%9ejedynki%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Sep 2011 12:57:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marek Adamkowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Iwaniukowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Eugeniusz Andrzejewski]]></category>
		<category><![CDATA[Wacław Dobosz. I Liceum Ogólnokształcące w Gdańsku]]></category>
		<category><![CDATA[Zofia Gałczyńska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=28182</guid>
		<description><![CDATA[Wacław Dobosz marzył o pisaniu „od zawsze”. W młodości parał się poezją, którą z czasem zarzucił, bo były ważniejsze sprawy – dom, rodzina, budowa zapory w Solinie. Na emeryturze ponownie sięgnął po pióro. Spisuje historię swojego życia, począwszy od dzieciństwa spędzonego w Tępczu na Kaszubach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Wacław Dobosz marzył o pisaniu „od zawsze”. W młodości parał się poezją, którą z czasem zarzucił, bo były ważniejsze sprawy – dom, rodzina, budowa zapory w Solinie. Na emeryturze ponownie sięgnął po pióro. Spisuje historię swojego życia, począwszy od dzieciństwa spędzonego w Tępczu na Kaszubach i młodości, która upłynęła na Oruni. Jednak szczególnie bliskie jego sercu jest I Liceum Ogólnokształcące w Gdańsku i lata w nim spędzone. Na podstawie tych właśnie, nie wydanych jeszcze, wspomnień powstała niniejsza opowieść.</strong></p>
<div id="attachment_28184" class="wp-caption alignleft" style="width: 248px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Dobosz.jpg" rel="lightbox[28182]"><img class="size-full wp-image-28184   " title="Wacław Dobosz" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Dobosz.jpg" alt="" width="238" height="358" /></a><p class="wp-caption-text">Wacław Dobosz na dziedzińcu I LO / Fot. Marek Adamkowicz</p></div>
<p>– Do „Jedynki” poszedłem w 1950 roku – mówi pan Wacław. – Było to wówczas I Państwowe Gimnazjum i Liceum. Przeżyłem tu jeden z najciekawszych okresów w moim życiu.</p>
<p>Gdańsk z tamtych czasów trudno dziś sobie wyobrazić. Miasto było zrujnowane, gdzie okiem spojrzeć rozciągało się morze gruzów. Cegłę i betonowe resztki zabudowań wywożono wagonikami po torach, które biegły ulicą Łagiewniki w stronę Browarnej i gigantycznego bunkra przy Olejarnej.</p>
<p>Budynek szkoły był jednym z nielicznych w tej okolicy, które szczęśliwie ocalały z wojennej pożogi. Pięć lat po jej zakończeniu w zasadzie nie było już śladów walk, nie licząc braku sali sportowej, zniszczonej wybuchem bomby. Szybko uporano się z usuwaniem szkód, choć początkowo widok dawnej Wyższej Szkoły Realnej św. Piotra i Pawła nie napawał optymizmem. Bernard Janik, pierwszy dyrektor „Jedynki”, relacjonował po latach, że w kwietniu 1945 roku, gdy przejmował placówkę, zastał w niej totalny chaos:</p>
<p>„Po kątach leżała porzucona broń, amunicja, mundury i przykryte zwłoki kilku żołnierzy niemieckich. Na korytarzu parterowym sterczały kopce piasku przeciwpożarowego, rozbitego szkła okiennego, leżały deski, pale, drągi, papiery różnego gatunku i przeznaczenia – słowem wielkie śmietnisko, przez które trudno było przejść”.</p>
<p>Zniszczenia wojenne w osobliwy sposób określiły też skład klasy pana Wacława. Większość chodzących do niej uczniów mieszkała we Wrzeszczu, gdzie zachowało się stosunkowo dużo domów. Jedynie młody Dobosz dojeżdżał na lekcje z Oruni, początkowo zresztą w bydlęcym wagonie.</p>
<p>– Kiedy zaczynałem naukę, istniały nie tylko klasy koedukacyjne – zaznacza. – Do mojej chodziło czterdziestu chłopaków. Były jeszcze dwie klasy żeńskie, ale do dziewczyn trudno było się zbliżyć.</p>
<p>Możliwości zawarcia, czy zacieśnienia znajomości, szukano przy każdej okazji. Mogła to być akademia z okazji rocznicy Wielkiej Rewolucji Październikowej, poranek poświęcony pieśni i poezji radzieckiej w ramach miesiąca pogłębienia przyjaźni polsko-radzieckiej lub uroczystość w rocznicę urodzin Józefa Stalina. Takie to były czasy…</p>
<p>– Trafiłem do szkoły w samym środku stalinizmu – przyznaje gdańszczanin. – Indoktrynacja przyjęła wówczas niewyobrażalne rozmiary, choć już nieco wcześniej miałem z nią styczność w harcerstwie. Na wzór radziecki wprowadzono w nim czerwone chusty pionierów i nowe oznaki. Kazano też robić gazetki ścienne na cześć Stalina.</p>
<p>„Jedynka” u progu lat 50. stała się bastionem „sił postępowych”. Działały w niej Związek Młodzieży Polskiej i Służba Polsce, do tego kółko marksistowskie, które miało jeden, acz niezaprzeczalny, walor. Po rozmowach na temat przewagi materialistycznego oglądu świata nad idealistycznym organizowano potańcówki. Teoretycznie miały one być wabikiem na młodzież, bywało jednak, że uczniowie wyrywali się z ryz i nastawiali płyty z przedwojennymi, dekadenckimi szlagierami Fogga albo Paula Robesona. Inna sprawa, że właśnie w tamtym czasie Robeson dostał w ZSRR Nagrodę Pokojową i Nagrodę Lenina. Miała to być odpowiedź na szykany, jakich muzyk doświadczał w Stanach Zjednoczonych ze względu na kolor skóry.</p>
<p>– Agitacja zetempowska była na tyle duża, że już w 1951 roku „przegłosowano” zmianę charakteru placówki – wspomina pan Wacław. – Od tej pory byłem uczniem Ogólnokształcącej Szkoły Stopnia Licealnego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci nr 1, a więc takiej, w której nie było religii. Przed naszymi pedagogami postawiono zadanie kształcenia w duchu materialistycznym.</p>
<h3>Świadkowie starego świata</h3>
<div id="attachment_28186" class="wp-caption alignleft" style="width: 174px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/galczynska-zofia-1950-2700dpi.jpg" rel="lightbox[28182]"><img class="size-full wp-image-28186  " title="Zofia Gałczyńska " src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/galczynska-zofia-1950-2700dpi.jpg" alt="" width="164" height="230" /></a><p class="wp-caption-text">Zofia Gałczyńska</p></div>
<p>Żadna szkoła, co oczywiste, nie może się obyć bez nauczycieli. Spośród tych, którzy pracowali w „Jedynce” w pierwszej połowie lat 50. Wacław Dobosz przywołuje cztery postaci. Były one dla niego świadkami starego, przedwojennego świata i wartości, dla których w Polsce Ludowej nie było miejsca. Skomplikowane losy swoich pedagogów poznał zbierając materiały do wspomnień.</p>
<p>We wdzięcznej pamięci wciąż zachowuje polonistkę Zofię Gałczyńską (1904-1981), której ojciec Oskar Kleindienst był pastorem luterańskim w Płocku. Zmarł, gdy miała dziewięć lat. W 1919 roku na wojnie z bolszewikami zginął jej jedyny brat, zaś szwagier, senior diecezji poznańsko-pomorskiej Gustaw Manitius, został zamordowany przez hitlerowców w styczniu 1940 roku. W okresie międzywojennym Zofia Gałczyńska była nauczycielką w Poznańskiem, a pracę w „Jedynce” rozpoczęła w roku 1945. W szkole pozostała przez następne szesnaście lat.</p>
<div id="attachment_28190" class="wp-caption alignleft" style="width: 613px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Iwaniukowicz-1954-LOI-4-150dpi.jpg" rel="lightbox[28182]"><img class="size-full wp-image-28190" title="Nauczycielka fizyki Anna Iwaniukowicz" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Iwaniukowicz-1954-LOI-4-150dpi.jpg" alt="" width="603" height="408" /></a><p class="wp-caption-text">Nauczycielka fizyki Anna Iwaniukowicz</p></div>
<p>Z drugiego końca Polski, tj. ze Lwowa, pochodziła nauczycielka fizyki Anna Iwaniukowicz (1905-1992). Przed wojną pracowała w Brześciu nad Bugiem, skąd została przez Niemców wywieziona do Włoszczowej. Do Gdańska sprowadziła się w 1945 roku, znajdując zatrudnienie w „Topolówce” we Wrzeszczu. Po dwóch latach przeniosła się do „Jedynki”, gdzie nauczała do połowy lat 70.</p>
<p>Wyjątkowo barwną postacią był Leopold Borecki (1890-1973). Urodzony w Sądowej Wiszni pod Lwowem, już we wczesnej młodości zaangażował się w działalność niepodległościową. W 1913 roku wyjechał do Brazylii, by tworzyć i szkolić drużyny strzeleckie złożone z miejscowej Polonii. Wobec niemożności przedostania się tych oddziałów do Polski, pozostał za oceanem aż do roku 1920. Po powrocie walczył w bitwie warszawskiej i został ciężko ranny. Śladem po tym była niesprawna ręka.</p>
<p>W okresie międzywojennym Borecki studiował na Wydziale Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Wileńskiego, a następnie nauczał w Brześciu nad Bugiem. Po wybuchu wojny zaangażował się w konspirację akowską, do czego w nowej rzeczywistości nie chciał się przyznawać.</p>
<p>– W czasach szkolnych niewiele o nim wiedzieliśmy – przyznaje pan Wacław. – W zasadzie tylko tyle, że przebywał w Brazylii i że z tego okresu miał doświadczenie zawodowe. Jako pedagog cieszył się autorytetem.</p>
<p>Zdaje się, że władze nie do końca były świadome, kim jest skromny nauczyciel biologii. Stawiano go za wzór pedagoga, odznaczano, chwalono za głoszenie materialistycznego poglądu świata. Profesor Borecki stworzył w „Jedynce” znakomitą pracownię przyrodniczą, jedną z najlepszych, jakie istniały w trójmiejskich szkołach.</p>
<p>Szczególna wieź łączy Wacława Dobosza z nauczycielem geografii, Eugeniuszem Andrzejewskim. Dziś emerytowany pedagog ma ponad osiemdziesiąt lat i mieszka we Wrzeszczu. Kiedy przyszedł do pracy w „Jedynce”, był młodym człowiekiem z życiorysem, wypełnionym służbą w AK, udziałem w operacji „Ostra Brama” i kilkuletnim pobytem na Syberii. Do szkolnej legendy przeszły organizowane przez niego wycieczki i życzliwy stosunek do młodzieży. Z czasem profesor Andrzejewski porzucił nauczanie w ogólniaku na rzecz wykładów w Instytucie Geografii Uniwersytetu Gdańskiego.</p>
<blockquote><p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Pastuszyn-nekrolog.jpg" rel="lightbox[28182]"><img class="alignright size-full wp-image-28193" title="Izydor Pastuszyn" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Pastuszyn-nekrolog.jpg" alt="" width="243" height="180" /></a>Na osobną uwagę zasługuje sylwetka łacinnika Izydora Pastuszyna. którego nagła śmierć wstrząsnęła szkolną społecznością. Jego zwłoki znaleziono w marcowy poranek 1952 roku na chodniku przed głównym wejściem. Mieszkał na poddaszu „Jedynki” i mówiło się, że popełnił samobójstwo z powodu nieszczęśliwej miłości. Równie dobrze mógł to być nieszczęśliwy wypadek, choć szeptano też, że to „smutni panowie” z UB pomogli Pastuszynowi rozstać się z życiem. Podobno w czasie wojny był w konspiracji…</p></blockquote>
<h3>Narodziny pasji</h3>
<p>Będąc uczniem w I Liceum Ogólnokształcącym w Gdańsku, Wacław Dobosz odkrył dwie wielkie pasje – kolarstwo i wspinaczkę wysokogórską.</p>
<p>– Do klubu kolarskiego Włókniarz zapisałem się razem z kilkoma kolegami – wspomina. – Niestety, nie pamiętam już, gdzie on działał, w każdym razie trenowaliśmy naprawdę porządnie. Oczywiście, były też starty na zawodach.</p>
<p>Ówczesnym rowerom daleko było do obecnych, niemniej jazda na wyścigówce to było coś! Miały wolnobieżną zębatkę, ręczny hamulec, wąskie siodełko i kierownicę wygiętą do dołu. Intensywna eksploatacja nie pozostawała bez wpływu na ich stan. Co rusz trzeba było wymieniać sflaczałe dętki, naciągać szprychy, regulować ręczne hamulce, czyścić zacinające się koła zębate.</p>
<p>– Pierwszy wyścig, w którym wziąłem udział, był w Gdyni, na Skwerze Kościuszki – mówi pan Wacław. – Potem przyszła pora na starty w Polsce. Z wynikami bywało różnie.</p>
<p>Szczególnie dramatyczny przebieg miały zawody w Kartuzach, gdzie zwycięstwo wydawało się być na wyciągnięcie ręki. Pełny animuszu licealista przewodził tam stawce, ale tuż przed metą wpadł na bramę powitalną. Rower pogiął się, jednak młodzieniec nie zrezygnował z walki. Zarzucił jednoślad na ramię i dobiegł do mety. Był siódmy!</p>
<p>– Kolarstwo miało tę zaletę, że klub sportowy, w którym je uprawialiśmy był w stanie wyreklamować nas od wyjazdu na obóz Służby Pracy – przyznaje pan Dobosz – a wakacyjny trening klubowy tak naprawdę stał się wycieczką rowerową po kraju.</p>
<p>Niezapomnianych doznań dostarczały też góry. Miłość do nich rozbudzał w uczniach profesor Andrzejewski, choć w przypadku pana Wacława zainteresowanie wspinaczką kiełkowało już wcześniej, zaraz na początku nauki w „Jedynce”. Stało się tak za sprawą niemieckiej książki o Alpach, która pochodziła ze zbiorów dawnej Biblioteki Miejskiej albo szkoły świętych Piotra i Pawła. Wyrzucono ją na dziedziniec przy sprzątaniu pomieszczeń. W książce były sugestywne zdjęcia niebosiężnych szczytów.</p>
<div id="attachment_28200" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Andrzejewski-1954-350dp.jpg" rel="lightbox[28182]"><img class="size-full wp-image-28200 " title="Eugeniusz Andrzejewski" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Andrzejewski-1954-350dp.jpg" alt="" width="576" height="428" /></a><p class="wp-caption-text">Eugeniusz Andrzejewski</p></div>
<p>– To dlatego zamiast pójść, jak inni, na bal maturalny, wolałem razem z profesorem Andrzejewskim i uczniami z naszej sekcji geologicznej pojechać na wycieczkę w Tatry – wyjaśnia.</p>
<p>Niedługo przed zakończeniem nauki w szkole, zaszła w niej istotna zmiana. Klasę męską rozwiązano, przenosząc uczniów do klas dziewczęcych. Oficjalnie zrobiono to dla… podniesienia poziomu wiedzy koleżanek (sic!). Wątpliwe, czy rzeczywiście taki był powód tej decyzji, pewne jest natomiast, że w koedukacyjnej klasie bardzo trudno było utrzymać hormony na wodzy…</p>
<h3>Czas kwitnących kasztanów, czyli matura w I Liceum Ogólnokształcącym w Gdańsku</h3>
<p>Do matury Wacław Dobosz przystąpił w 1954 roku.</p>
<p>– Z egzaminami pisemnymi raczej nie miałem problemu. Kłopot pojawił się na ustnych, tym bardziej że w ciągu tygodnia trzeba było zdać język polski, matematykę, fizykę, biologię, historię i naukę o konstytucji – wylicza.</p>
<p>Do spotkania z komisją egzaminacyjną przygotowywał się ślęcząc nad książkami w domu albo też w plenerze – w okolicach Placu Zebrań Ludowych i pobliskich cmentarzy.</p>
<p>– Kiedy wywołano mnie do odpowiedzi, wszedłem do klasy na miękkich nogach – przyznaje pan Wacław.</p>
<p>Do dziś pamięta pytanie wylosowane na egzaminie z polskiego. Miał odpowiedzieć, jaki był stosunek Hrabiego do chłopów w utworze Adama Mickiewicza „Pan Tadeusz”?</p>
<p>– Nie znałem dobrze „Pana Tadeusza”, ale odpowiedź pozornie narzucała się sama, bo przecież uczono nas nieustannie, że chłop i robotnik był zawsze wyzyskiwany i okropnie traktowany przez bogaczy – opowiada. – Na szczęście pani Gałczyńska widząc, że moje dukanie zmierza w złym kierunku, zaczęła mnie naprowadzać. Bardzo mi pomogła.</p>
<p>Pewne problemy pojawiły się na egzaminie z fizyki i biologii, która była zdawana jako ostatnia. Tutaj z kolei pobłażliwością wykazał się profesor Borecki. Droga na studia została otwarta.</p>
<p>Ze względów praktycznych pan Wacław zdecydował się wstąpić na Wydział Budownictwa Wodnego Politechniki Gdańskiej. Uczelnia była na miejscu, więc nauka kosztowała mniej, niż gdyby wyjechał do innego miasta. A potem…</p>
<p><em>Archiwalne zdjęcia pochodzą ze zbiorów Wacława Dobosza </em></p>
<p>***</p>
<blockquote><p>Zapewne kiedyś dowiemy się, jakie były dalsze losy Wacława Dobosza. Najpierw jednak musi on przejść przez życie po własnych śladach – zasiąść raz jeszcze w salach wykładowych politechniki, wspiąć się na tatrzańskie szczyty, odwiedzić plac budowy zapory w Solinie. Ma nadzieję, że pomogą mu w tym znajomi z dawnych lat. Jeśli ktoś chciałby się skontaktować z Wacławem Doboszem, może to zrobić mailowo pisząc na adres dcd1@poczta.onet.pl</p></blockquote>
<p><strong>Autor: Marek Adamkowicz</strong></p>

<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/i-liceum-ogolnoksztalcace-z-zapiskow-absolwenta-%e2%80%9ejedynki%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Barbara Piórkowska. Utwory z niską zawartością głowy. Wdzięczność [iBedekerowe opowiadanie gdańskie]</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/barbara-piorkowska-utwory-z-niska-zawartoscia-glowy-wdziecznosc/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/barbara-piorkowska-utwory-z-niska-zawartoscia-glowy-wdziecznosc/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Sep 2011 19:46:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Barbara Piórkowska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Barbara Piórkowska]]></category>
		<category><![CDATA[Pro Libro Legendo]]></category>
		<category><![CDATA[Szklanka na pająki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=27935</guid>
		<description><![CDATA[Literackim piórem od dziś będzie się popisywać w iBedekerze Barbara Piórkowska: - Urodzona w Gdańsku wciąż zadziwiam się tym faktem, a słowa gdzieś muszą znaleźć ujście i może to być Ujście Wisły. To Miasto jest jak zestaw przypraw, które sprzedają pod bramą, latem, w szczelnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Literackim piórem od dziś będzie się popisywać w iBedekerze Barbara Piórkowska:</strong><br />
<strong>- Urodzona w Gdańsku wciąż zadziwiam się tym faktem, a słowa gdzieś muszą znaleźć ujście i może to być Ujście Wisły.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_7729.jpg" rel="lightbox[27935]"><img class="alignleft size-full wp-image-27958" title="Gdańsk" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_7729.jpg" alt="" width="640" height="454" /></a></p>
<p>To Miasto jest jak zestaw przypraw, które sprzedają pod bramą, latem, w szczelnie zamkniętych woreczkach z folii. Kupuję od razu cały zapas, niespiesznie najpierw przeglądając szafki w kuchni, stwierdzając braki i zapisując na kartce potrzeby kulinarne – w przypadkowej kolejności, pismem mającym znamię roztargnienia, pełnym przebłysków jaźni głębokiej i kontaktu z przodkami. Przyprawa roztarta w dłoni wydaje nie tylko zapachy, ale piszczy też, dzwoni też, jęczy. Głośniczek rzewliwy ma wkomponowany w genetykę swą zapachową. Tymianku marudny na spotkania z przeżarciem, cynamonie do kawy rozgrzewający i dość głośny, ocalający przed śmierdzią czosnku niedźwiedzi z nutą gongu i fujarki! Potrzebuję z wami być tak samo, jak wielka jest dla mnie konieczność zasiedlenia właśnie tej konkretnie przestrzeni.</p>
<p>Urodziłam się we właściwym miejscu i miesiącu – wielu twierdzi, że w swych przypadkach czują inaczej. Zaprawdę powiadam Wam, niech się wsłuchują w zapachy, dźwięki dzielnic i mieszkań, niech te przypadki mówią im coś potrzebnego. Tak bardzo istotna jest rozmowa z Miastem, rozmyślne kroczenie po chodnikach i przebywanie z nimi na całej długości własnej stopy, głaskanie słupów z betonu, krzaków pod oknami, znaków drogowych. Tak ważne jest ‘dobranoc ‘rzucone latarni przed wejściem do domu. Nasłuchiwanie od skrzyżowań, jaką linią właśnie jedzie autobus waszego ciała. A głusi i zamknięci na genius loci łazicie w pośpiechu albo powłóczycie nogami ze zmęczenia, jeździcie tramwajami i samochodami, które mają wam służyć tak, jakby były tylko maszynami, a są przecież nośnikami z Piękna utkanej materii, należy się im chyba jakaś z garażu, przystankowa choćby, miłość.</p>
<p>Chcę się poruszać tu w kapturze i tunice, i długim płaszczu. Bo pasują do mojej przemoczonej północnej urody. Ubierać buty modne, kozaki z nieznacznym obcasem, z takim, który pewnie poniesie mnie, gdy postanowię pobiec przez zasolone ścieżki. Kiedy Miasto będzie chciało mnie dopieścić swoją obecnością, wejść mi w krwioobieg i przygarnąć – da mi znak, a potem naznaczy, znaczy się: pocałuje - kierując ruch uliczny w inne strony, gdy będę przechodziła w słusznej misji - otworzy drogi i przejścia dla pieszych, wykopie tunele, wyczyści jezdnie ze spraw nagłych i nieważnych, usunie śniegi i zaspy. Nawieje czegoś od morza, żeby można było oddychać. I w tych kapturach, tunikach, płaszczach pozwoli na ekspansję czułości – we wszystkie strony Róży Wiatrów, w każdym kierunku, w którym teraz właśnie czas mi podążać.</p>
<p>Dziękuję Ci Gdańsku Korzenny za szerokie bramy, z imbiru i goździków muzyki miejsc, z kardamonem carillony możliwości. Tyle, ile daję, tyle zbieram w koszu życia przetłustym, smacznie przyrządzone życie miejskie zjadając i podając nadwyżki obfitości tej dalej.</p>
<p>Miasto dobrze przyprawione Wy także tworzycie sami - i zjadacie je później w samotności lub towarzystwie rodzin i kruchych dzieci, przyjaciół z bloku lub z pod blokiem piaskownicy. Smakuje Ono jak pierogi, farsz z marszu już jest w środku, nadzienie ruchome i wydostające się, idźcie już też, kochajcie.</p>
<p><strong>Autor: Barbara Piórkowska</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Basia-anioł-44.jpg" rel="lightbox[27935]"><img class="size-full wp-image-27948  alignleft" title="Barbara Piórkowska / Fot. Joanna Pruszyńska" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Basia-anioł-44.jpg" alt="" width="256" height="346" /></a></p>
<blockquote><p><strong>Barbara Piórkowska</strong>. Utwory z niską zawartością głowy.</p>
<p>Pisarka, poetka, peformerka, absolwentka polonistyki na UG. Rocznik 1974. W 2010 roku ukazała się jej debiutancka, czytana w radiowej „Trójce” powieść pt. „<strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/relacje/barbara-piorkowska-i-gdansk-przez-pryzmat-kobiecosci/"title="szklanka na pająki" >Szklanka na pająki</a></span></strong>” - rzecz o Gdańsku napisana z perspektywy kobiety urodzonej w latach 70.</p>
<p>Pracowała w „Gazecie Wyborczej” w Gdańsku, przygotowywała w Londynie polską edycję pisma ,,The Sun'' dla emigracji.</p>
<p>Trenerka warsztatów twórczego pisania – m. in. na kolejnych edycjach Festiwalu Rozwoju Osobistego dla Kobiet Progressteron; organizatorka konkursów literackich dla dzieci i młodzieży.</p>
<p>Laureatka Nagrody gdańskich Bibliotekarzy <strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/relacje/barbara-piorkowska-laureatka-nagrody-pro-libro-legendo/"title="pro libro legendo" >Pro Libro Legendo za rok 2010</a></span></strong>, Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska dla Młodych Twórców za rok 2004, stypendystka Miasta Gdańska i Marszałka Województwa Pomorskiego. Nominowana do Nagrody Miasta Gdańska w Dziedzinie Kultury „Splendor Gedanensis” za rok 2010.</p>
<p>Wydała dwa tomy wierszy („Żyrafa” oraz „Lot anioła nad miastem”) oraz audiobook poetycki „Piękno” (w ramach serii Gdyńskiego Kwartalnika Artystycznego „Bliza”). Autorka tekstów do show poetyckich, m.in. do Golema praktycznego. O stwarzaniu i niszczeniu w weekend (wystawiony w Nowej Synagodze w Gdańsku) czy Lumpeksu poetyckiego (w ramach festiwalu Grassomania).</p>
<p><strong>Fot. Joanna Pruszyńska</strong></p></blockquote>
<p style="text-align: center;">........................................................................................</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/relacje/barbara-piorkowska-i-gdansk-przez-pryzmat-kobiecosci/"title="barbara piórkowska" >Relacja ze spotkania autorskiego w Filii Gdańskiej</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/barbara-piorkowska-utwory-z-niska-zawartoscia-glowy-wdziecznosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Anna Henschel &#8211; wspomnienia z ulicy Mariackiej</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/anna-henschel-wspomnienia-z-ulicy-mariackiej/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/anna-henschel-wspomnienia-z-ulicy-mariackiej/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Sep 2011 13:06:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Henschel]]></category>
		<category><![CDATA[Miastoprojekt]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia z ulicy Mariackiej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=27248</guid>
		<description><![CDATA[Anna Henschel mieszka na ul. Mariackiej od 1958 r. Zajmuje mieszkanie o powierzchni 24,5 m kwadratowych. &#160; Organizatorzy Święta ulicy Mariackiej - "Mariacka pod Gwiazdami" zaproponowali byłym i dzisiejszym mieszkańcom ulicy Mariackiej spisanie wspomnień związanych z tą ulicą. Cały cykl nosi tytuł "Mieszkam na Mariackiej… [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Anna Henschel mieszka na ul. Mariackiej od 1958 r. Zajmuje mieszkanie o powierzchni 24,5 m kwadratowych.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_8247_2.jpg" rel="lightbox[27248]"><img class="alignleft size-full wp-image-27265" title="Anna Henschel" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_8247_2.jpg" alt="" width="290" height="314" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>Organizatorzy Święta ulicy Mariackiej - "<strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/zapowiedzi/10-wrzesnia-swieto-ulicy-mariackiej-czyli-mariacka-pod-gwiazdami/#ixzz1WjnZHmsX"title="Święto ulicy Mariackiej" >Mariacka pod Gwiazdami</a></span></strong>" zaproponowali byłym i dzisiejszym mieszkańcom ulicy Mariackiej spisanie wspomnień związanych z tą ulicą. Cały cykl nosi tytuł "Mieszkam na Mariackiej… mieszkałem na Frauengasse…". Odbudowująca Gdańsk <strong>Anna Henschel</strong> wspomina...</p></blockquote>
<p>Zacznę od tego, że Miastoprojekt, w którym pracowałam, wystąpił do ministerstwa o anulowanie mi nakazu pracy, po czym zostałam zwolniona. Zostałam bez zameldowania, bez nakazu pracy, bez mieszkania i bez pracy, więc w sytuacji - w tamtych czasach - beznadziejnej. Wyrzucona z pracy zostałam razem ze Stanisławem Michelem. Któregoś dnia Stanisław zabrał mnie na jakieś zebranie na Oruni, gdzie o swojej sytuacji opowiedziałam miłemu panu, siedzącemu za mną. Kiedy razem wracaliśmy z Oruni, ten pan, który się okazał radcą prawnym z Urzędu Miejskiego, zwrócił się do bardzo eleganckiej, ładnej pani i powiedział “Zosiu to sprawa dla Ciebie”. Zosia do była kierowniczką kwaterunku. Wysłała mnie do pani Winiarskiej, która zajmowała się meldunkami, a ta stwierdziła, że jako urodzona gdańszczanka to oczywiście mogę być tu zameldowana. Miałam się zwrócić do Towarzystwa Dawnych Gdańszczan, które przydzielało mieszkania po tych, którzy wyjeżdżali do Niemiec. Ja byłam rodzona w Gdańsku, więc zapisałam się do towarzystwa, ale wciąż nic nie dostawałam. Później się dowiedziałam, że oni czekali na łapówkę, ja jednak po pierwsze byłam bardzo biedna, a po drugie do głowy mi to nie przyszło.</p>
<h3>Mieszkanie na Mariackiej</h3>
<p>W końcu Miasto przydzieliło mi jeden pokój we wspólnym mieszkaniu we Wrzeszczu, przy ul. Batorego, które dzieliłam z jakąś starszą panią oraz prostytutką, będącą niezwykle uciążliwą sąsiadką. Kolejny raz pomogli mi życzliwi ludzie i w końcu otrzymałam samodzielne mieszkanie. Na ul. Mariackiej, w północnej pierzei. Pokój miał 19 m kwadratowych, a gdyby był o metr większy, przydział na to mieszkanie dostałaby jeszcze jakaś osoba. Opatrzność nade mną czuwała, byłam szczęśliwa z nowego gniazdka, o łącznej powierzchni 24,5 metra.<br />
Kiedy się w 1958 r. do niego wprowadzałam, przy odbiorze budynku był kierownik, który wyrzucił mnie z pracy. Nie krył zadowolenia z faktu, że w kamienicy nie będzie ciepła - kotłownia przy Żurawiu (niedawno zburzona), wciąż była w budowie.</p>
<p>Miałam radzieckie łóżko polowe, a w kącie stały dwie deski z cegłą - to była moja biblioteczka. Z czasem dokupiłam cztery malutkie, składane krzesełka, które były przydatne, kiedy przychodzili do mnie goście.</p>
<p>Kierownik kwaterunku bardzo się starała, żeby na Mariackiej było trochę lepsze towarzystwo. Niezupełnie jej się to udawało, ale sporo architektów i plastyków dostało tu mieszkania. Niestety, część południowej pierzei była zasiedlana później niż północna, a posadę kierownika zajmowała już inna osoba. Tam zamieszkali ludzie z wyburzanych budynków na Oruni.</p>
<p>Mariacka długi czas była nieoświetloną ulicą i nie pamiętam, żeby ktokolwiek z mieszkańców starał się to zmienić. Przedproża stały niezagospodarowane, z czasem rzeźbiarze dostawali je do swojej dyspozycji, a plastycy otrzymywali pracownie na poddaszach. Do sklepów chodziłam na ul. Chlebnicką, gdzie był mięsny i spożywczy. Na ul. Szerokiej były sklepy warzywnicze, pasmanterie, spożywcze i rybny.<br />
Specjalnie nie interesowałam się życiem ulicy, sąsiadów. Całe życie bardzo dużo pracowałam, jedynie od milicjantów czasami się dowiadywałam o ulicznych ekscesach, na przykład o garażu z jedną pryczą, wynajmowanym na godziny.</p>
<p>Znaczna część mieszkańców naszej ulicy korzystała z usług stomatologicznych doktor Kobzdej. Siedzenie u niej na fotelu dentystycznym dostraczało wielu przeżyć, nie tylko natury medycznej, bowiem jej syn, nieżyjący już Darek, wdrapywał się na kratę okienną i rozśmieszał pacjentów tzw. głupimi minami. Tak, to są niezapomniane przeżycia.</p>
<h3>Oszczędności na Mariackiej</h3>
<p>W wielu mieszkaniach na Mariackiej pospadały sufity , ponieważ ci co je robili, oszczędzali na cemencie i nie zrobili porządnej szprycy. Szpryca to warstwa tynku, która zawiera dużo cementu i jest szorstka. Reszta tynku się na tym trzyma. Pewnego dnia zaczął mi się sypać przez szparę w suficie lepik. Przez rok starałam się przekonać administrację, że to jest niebezpieczne, ale panie urzędniczki udowadniały mi, architektowi, że się mylę.</p>
<p>Sufit oczywiście spadł. W dwóch ratach. Potłukł mi meble i naczynia. To się zdarzyło w ciągu dnia. Mógł mnie zabić, bo spadło ok. 2 m kwadratowych tynku. Kolega się śmiał, że powinnam chodzić po domu w kasku. W tym roku mija 25 lat od tego wydarzenia, moje mieszkanie wciąż "zdobi" wyrwa w suficie.</p>
<p>Nie, nie jest tak, że jestem jakoś szaleńczo związana z Mariacką, ale z Głównym Miastem owszem. Lubię to miejsce o każdej porze roku. No, może poza sierpniem, kiedy hałas jest nie do wytrzymania.</p>
<p><strong>Wysłuchała i spisała Ewa Kowalska</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/osobowosci/swieto-ulicy-mariackiej-stanislaw-michel-i-jego-wspomnienia/#axzz1XXYTsZx3"title="Stanisław Michel" >Wspomnienia Stanisława Michela</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/anna-henschel-wspomnienia-z-ulicy-mariackiej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sławomir Łosowski i jego wspomnienia z ulicy Mariackiej</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/slawomir-losowski-i-jego-wspomnienia-z-ulicy-mariackiej/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/slawomir-losowski-i-jego-wspomnienia-z-ulicy-mariackiej/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Sep 2011 10:46:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Alfons Łosowski]]></category>
		<category><![CDATA[święto ulicy Mariackiej]]></category>
		<category><![CDATA[Sławomir Łosowski]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Mariacka]]></category>
		<category><![CDATA[wspomnienia z ulicy Mariackiej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=27082</guid>
		<description><![CDATA[Sławomir Łosowski od najmłodszych lat spędzał czas w pracowni rzeźbiarskiej swojego ojca. Dzisiaj wspomina ją z rozrzewnieniem. Organizatorzy Święta ulicy Mariackiej - "Mariacka pod Gwiazdami" zaproponowali byłym i dzisiejszym mieszkańcom ulicy Mariackiej spisanie wspomnień związanych z tą ulicą. Cały cykl nosi tytuł "Mieszkam na Mariackiej… [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<p><strong>Sławomir Łosowski od najmłodszych lat spędzał czas w pracowni rzeźbiarskiej swojego ojca. Dzisiaj wspomina ją z rozrzewnieniem.</strong></p>
<div id="attachment_27085" class="wp-caption alignleft" style="width: 305px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/MG_0731-fotLookGawronski.jpg" rel="lightbox[27082]"><img class="size-full wp-image-27085      " title="Sławomir Łosowski / Fot. Łukasz Gawroński" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/MG_0731-fotLookGawronski.jpg" alt="" width="295" height="442" /></a><p class="wp-caption-text">Sławomir Łosowski / Fot. Łukasz Gawroński</p></div>
<blockquote><p><em>Organizatorzy Święta ulicy Mariackiej - "<strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/zapowiedzi/10-wrzesnia-swieto-ulicy-mariackiej-czyli-mariacka-pod-gwiazdami/#axzz1X9npRLee"title="Mariacka pod Gwiazdami" >Mariacka pod Gwiazdami</a></span></strong>" zaproponowali byłym i dzisiejszym mieszkańcom ulicy Mariackiej spisanie wspomnień związanych z tą ulicą. Cały cykl nosi tytuł "Mieszkam na Mariackiej… mieszkałem na Frauengasse…". Do wspomnień dołączył swój głos <strong>Sławomir Łosowski</strong> - kompozytor i lider zespołu Kombi, prywatnie syn gdańskiego rzeźbiarza - Alfonsa Łosowskiego.</em></p></blockquote>
<p>Na ulicy Mariackiej bywałem stosunkowo często, ponieważ mój tata miał tam pracownię rzeźbiarską. Nie pamiętam w którym roku ją otrzymał, być może miałem trzy, a może pięć lat. Pamiętam natomiast, jak tuż po jej przydzieleniu zlikwidował zajmujące sporo miejsca schody na antresolę, a w ich miejsce zamontował proste, strome schody okrętowe. Oczywiście wszyscy bali się po nich chodzić, ja jako mały chłopak nie miałem żadnych oporów. Uwielbiałem z góry przyglądać się pracy ojca.</p>
<p>Wpisał mi się w pamięć obrazek, kiedy tata wykonywał figurę św. Antoniego do pobliskiej Bazyliki Mariackiej. Z wielkim zainteresowaniem obserwowałem ręce taty, a z przydzielonej mi gliny wykonywałem rzeźbę konkurencyjną. Tata dawał mi również papier i wszelkie materiały do rysowania, gorszymi moimi pracami palił w piecu, a lepsze odkładał. Do dzisiaj dotrwało około dwóch tysięcy moich rysunków.</p>
<h3>Życie towarzyskie na Mariackiej</h3>
<p>Pracownię licznie odwiedzali taty znajomi, przyjaciele, artyści, naukowcy i zwykli ludzie, z którymi się zaznajamiał. Zapraszał ich na wspomnianą antresolę, na której stał stół i kilka krzeseł - tam toczyło się życie towarzyskie. Zdarzało się, że latem zachodzili do wnętrza turyści. Rozglądali się i nie widzieli żywej duszy, bowiem antresola była tak wysoka, że na pierwszy rzut oka nie było jej widać. Wtedy, nagle, padało nad ich głowami - "SŁUCHAM".</p>
<p>W najbliższym sąsiedztwie były też pracownie innych artystów. Czasami tata wspólnie z nimi coś robił, z niektórymi się kolegował, ale z moich obserwacji wynikało, że trzymał się jedynie z kilkoma osobami. Ulicę tworzyły niewielkie grupy, nie było tam mowy o jakimś wybujałym, wspólnym życiu towarzyskim.</p>
<p>Tacie udało się wywalczyć u konserwatora, żeby na jego przedprożu nie stawiano balustrady. Pracownia była niewielka, toteż powierzchnia "magazynowa" na zewnątrz była mu bardzo przydatna. Przedproże stopniowo zamieniało się w galerię sztuki, którą stanowiły kamienne rzeźby. Te drewniane, z oczywistych powodów, pozostawały wewnątrz, kamiennym, a więc ciężkim, nie groziła nieuprawniona zmiana właściciela.</p>
<h3>Delegacje na Mariackiej</h3>
<p>Wszystkie zagraniczne delegacje nasze władze zapraszały na Długi Targ i ul. Mariacką, bo chyba tylko one nadawały się wtedy do pokazywania. Przypominam sobie jak ojciec opowiedział nam o wizycie Breżniewa. Było to chyba tuż zakończeniu konfliktu nad rzeką Ussuri. Będąc w Polsce przybył do Gdańska i jego skierowano na Mariacką. Podczas spaceru cała oficjalna delegacja wstąpiła do pracowni mojego taty. Tłumacz opowiadał sekretarzowi o zasługach mojego ojca na rzecz odbudowy Gdańska. Breżniew, wysłuchawszy opowieści, wyjął z kieszeni zawieszkę na agrafce z podobizną Lenina i przypiął mojemu tacie na piersi. Jaka była reakcja? Tata po rosyjsku mu "odparował", że na drugiej piersi dobrze by wyglądał Mao Zedong. Zrobiło się bardzo wesoło, ale cała historia mogła się źle skończyć.<br />
Jedno jest pewne - charakteru mojemu tacie nie można było odmówić.</p>
<h3>Ulica nie tylko dla artystów</h3>
<p>Często wędrowałem z ojcem po zakamarkach Głównego Miasta, pamiętam kamienice na Mariackiej i sąsiednich ulicach ze świeżej, czerwonej cegły. Z tego co potem się dowiedziałem , w tych domach lokowano dużo "zasłużonych" dla PRL-u osób. Pracownicy Milicji i UB wszędzie otrzymywali mieszkania, również na Mariackiej, zresztą zasada był prosta - im bardziej ktoś pracował dla komuny, tym większe miał przywileje.</p>
<p>Kiedy byłem już starszym chłopakiem, czyli mniej więcej w liceum, to pracownia taty była już mocno, mocno napakowana rzeźbami. One się tam ledwo mieściły, można powiedzieć, że się wręcz wylewały na zewnątrz. W latach 60. ojciec przestał kuć w kamieniu na ul. Mariackiej, tu pracował już jedynie w drewnie. Granit obrabiał w różnych innych miejscach. Podczas remontu kościoła św. Brygidy, ksiądz Jankowski udostępnił mu do pracy cześć przyległego do świątyni placu.</p>
<p>Kiedy tata wyjeżdżał poza Gdańsk, zostawiał mi klucze do pracowni, a ja miałem jej doglądać. Byłem odpowiedzialnym chłopakiem, harcerzem, toteż nałożone na mnie obowiązki wykonywałem sumiennie. Kiedy tam "rządziłem" bywało czasem wesoło, ale że podobnie jak ojciec jestem abstynentem, toteż do żadnych ekstremalnych sytuacji nie dochodziło. Natomiast dwa - trzy razy umówiłem się tam na randkę z moją przyszłą żoną.</p>
<p>Mówiąc szczerze, tata tak się wpisał w tę pracownię, że kiedy umarł ciężko mi było tam przebywać. Zanim jednak umarł, prosił, żebym po jego śmierci pomógł załatwić przydzielenie jej młodemu artyście, z którym się przyjaźnił. Napisałem pismo do Miasta i udało się. Wewnątrz pozostało jeszcze trochę prac taty najednej ze ścian, w formie pamiątki.</p>
<p>Bardzo lubiłem przebywać na Mariackiej, ale kiedy w dorosłym życiu jeździłem na Zachód i widziałem, jak tam dopieszczają zabytkowe miejsca, to było mi przykro, że u nas nie było ani środków, ani chęci na to. Faktem jest, że w naszych ówczesnych warunkach byłoby to trudne, bo przecież kamienice na Mariackiej, to była kiedyś głównie mieszkaniówka, a w tych mieszkaniach mieszkali różni ludzie... Dzisiaj to się zmienia na lepsze.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/osobowosci/swieto-ulicy-mariackiej-stanislaw-michel-i-jego-wspomnienia/#axzz1X9npRLee"title="stanisław michel" >Wspomnienia Stanisława Michela</a></span></strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/osobowosci/swieto-ulicy-mariackiej-urszula-duszenko-i-jej-wspomnienia/#axzz1WpIFIQK9"title="urszula duszeńko" >Wspomnienia Urszuli Duszeńko</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: center;">.........................................................................................................................................</p>
</div>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/zapowiedzi/10-wrzesnia-swieto-ulicy-mariackiej-czyli-mariacka-pod-gwiazdami/#axzz1X9npRLee"title="Święto ulicy Mariackiej" > Święto ulicy Mariackiej - program</a></span></strong></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/slawomir-losowski-i-jego-wspomnienia-z-ulicy-mariackiej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Święto ulicy Mariackiej &#8211; Urszula Duszeńko i jej wspomnienia</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/swieto-ulicy-mariackiej-urszula-duszenko-i-jej-wspomnienia/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/swieto-ulicy-mariackiej-urszula-duszenko-i-jej-wspomnienia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Sep 2011 18:13:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Frauengasse]]></category>
		<category><![CDATA[Mariacka pod Gwiazdami]]></category>
		<category><![CDATA[święto ulicy Mariackiej]]></category>
		<category><![CDATA[Urszula Duszeńko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=26873</guid>
		<description><![CDATA[Malarka Urszula Duszeńko, była asystentka prof. J. Studnickiego, mieszka na ul. Mariackiej ponad pół wieku. Nie wyobraża sobie życia w innym miejscu. &#160; Organizatorzy Święta ulicy Mariackiej - "Mariacka pod Gwiazdami" zaproponowali byłym i dzisiejszym mieszkańcom ulicy Mariackiej spisanie wspomnień związanych z tą ulicą. Cały [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Malarka Urszula Duszeńko, była asystentka prof. J. Studnickiego, mieszka na ul. Mariackiej ponad pół wieku. Nie wyobraża sobie życia w innym miejscu.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0820_2.jpg" rel="lightbox[26873]"><img class="alignleft size-full wp-image-26923" title="Urszula Duszeńko" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0820_2.jpg" alt="" width="311" height="271" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>Organizatorzy Święta ulicy Mariackiej - "<strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/zapowiedzi/10-wrzesnia-swieto-ulicy-mariackiej-czyli-mariacka-pod-gwiazdami/#axzz1WGE8AW4M"title="święto ul. mariackiej" >Mariacka pod Gwiazdam</a></span></strong>i" zaproponowali byłym i dzisiejszym mieszkańcom ulicy Mariackiej spisanie wspomnień związanych z tą ulicą. Cały cykl nosi tytuł "Mieszkam na Mariackiej… mieszkałem na Frauengasse…". Na apel odpowiedziała <strong>Urszula Duszeńk</strong>o - malarka, była asystentka prof. J. Studnickiego i żona rzeźbiarza, który wyrzeźbił pomnik Marii Konopnickiej oraz współtworzył <strong>Pomnik Obrońców Wybrzeża</strong> na Westerplatte.</p></blockquote>
<p>Na ul. Mariacką wprowadziliśmy się w 1959 roku. Wcześniej mieszkaliśmy we Wrzeszczu, a kiedy mąż zaczął pracę w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (dzisiaj Akademia Sztuk Pięknych), dostał mieszkanie przy ul. św. Ducha, obok sklepu monopolowego. Mieszkanie było urocze, ale dla nas za małe, toteż z radością przyjęliśmy propozycję jego zamiany ze znajomym grafikiem, dla którego pracownia na parterze ul. Mariackiej, o powierzchni 140 m2, stała się za duża i szukał mniejszego locum.</p>
<p>Mieszkanie nie nadawało się do natychmiastowego zamieszkania, ponieważ stały tu potężne maszyny graficzne, których fundamenty były zakotwiczone w piwnicy. Mąż jednak kochał takie wyzwania i przebudował dwa ogromne, wąskie hangary na piękne mieszkanie z antresolą i pracownię malarską dla mnie. Mieszkania na parterze, przeznaczone dla artystów, były bardzo wysokie, ze względu na specyfikę wykonywanej pracy, ale najczęściej były ciepłe, bo wyposażone w ogromną ilość grzejników.</p>
<p>Pamiętam, że kiedy po wprowadzeniu się wyjrzałam przez okno, nie było już tragicznie. Wcześniej całe Śródmieście było zniszczone aż do piwnic, a Mariacka to była jedna sterta cegieł.  Trzy, może cztery lata później, Miasto posadziło wzdłuż szeregu naszych kamienic, od strony ul. św Ducha, rząd gałązek. Dzieci je nieustannie niszczyły, nie sposób było im wytłumaczyć, że mają z tego wyrosnąć drzewa. Aż dziw bierze, że nam, dorosłym mieszkańcom, udało się jednak uchronić je przed ostatecznym zniszczeniem. Dzisiaj tworzą piękny zieleniec, który niestety może zostać zlikwidowany w związku z planem odtworzenia kamienic  w ciągu ul. św. Ducha. Aż żal serce ściska na myśl, że Miasto pozwala deweloperom tak niszczyć klimat stworzony po wojnie na terenie Głównego Miasta i jego zielone płuca.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0827.jpg" rel="lightbox[26873]"><img class="alignleft size-full wp-image-26938" title="ul. św. Ducha" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0827.jpg" alt="" width="640" height="427" /></a></p>
<p>W powojennych czasach osoba decydująca o zasiedlaniu  Śródmieścia, próbowała przeforsować pomysł stworzenia na ul. Mariackiej enklawy gdańskiej inteligencji. Niestety, zostało to uznane za niedemokratyczne, pomysłodawczyni straciła miejsce pracy, a niemal całe Główne Miasto zostało oddane robotnikom. Z czasem doszło do wymiany struktury mieszkańców i dzisiaj, w dużej części ulicę zamieszkuje inteligencja.</p>
<p>Integralną częścią naszego mieszkania było przedproże. Wychodziło się na nie z salonu. Spędzaliśmy tam czas tak, jak robili to dawni gdańszczanie. Popijaliśmy herbatę, przyjmowaliśmy gości, urządzaliśmy kameralne koncerty. Niestety, w którymś momencie władza powiedziała - STOP i zabrała nam przedproże. W jakim celu? Trudno powiedzieć. Efekt jest taki, że niedoinwestowane umierają w oczach, a turyści ze zdziwieniem je fotografują. Gdyby nam, mieszkańcom zostawili te przedproża zapewniam, że dzisiaj zupełnie inaczej by wyglądały.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0824.jpg" rel="lightbox[26873]"><img class="alignleft size-full wp-image-26940" title="przedproże na ul. Mariackiej" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/IMG_0824.jpg" alt="" width="640" height="427" /></a>Utkwiło mi w pamięci wydarzenie związane z dziecięcymi zabawami na naszej ulicy. Któregoś dnia, kiedy padał ulewny deszcz, a my przyjmowaliśmy w salonie gości (drzwi od przedproża były otwarte), usłyszeliśmy  śmiech i krzyki dobiegające z ulicy. Pobiegłam zobaczyć co się wydarzyło. We wszystkich oknach południowej pierzei stali nasi sąsiedzi i patrzyli na potężną, brudną kałużę, w której nasz czteroletni wówczas synek... uczył się pływać. Był przeszczęśliwy.</p>
<p>Mariacka jest dobrym miejscem do mieszkania. Owszem, zdarza się, że od świtu do późnej nocy ktoś nam tu pod oknami gra na jakimś instrumencie, albo, co gorzej, udaje, że gra, ale wbrew pozorom, w mieszkaniu jest cicho. Problemem natomiast jest mycie okien. Ponieważ są szalenie wysokie, samodzielne ich wyczyszczenie jest niemożliwe. Dawniej przyjeżdżały ekipy stawiające specjalne rusztowania, z których wykonywano usługę. Dzisiaj stosuje się drabiny i sprzęt na wysięgnikach.</p>
<p>Pracownie na ulicy Mariackiej, w wysokich parterach kamienic, artyści otrzymywali za darmo. Z czasem część z nich była zaaranżowana jako pracownia z mieszkaniem. Nasi goście z Zachodu, którzy niezmiernie rzadko tu przyjeżdżali, ale zdarzało się, dziwili się, że Miasto dało nam tak piękne lokum. Po latach była możliwość wykupienia tych lokali, z czego większość z nas oczywiście skorzystała.</p>
<p>Lubię to miejsce na ziemi, mieszkam tu ponad pół wieku, i nie wyobrażam sobie mieszkania w innym miejscu niż ulica Mariacka.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/osobowosci/swieto-ulicy-mariackiej-stanislaw-michel-i-jego-wspomnienia/#axzz1WpIFIQK9"title="wspomnienia stanisława Michela" >Wspomnienia Stanisława Michela </a></span></strong></p>
</blockquote>
<p style="text-align: center;">.................................................</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><a href="http://ibedeker.pl/zapowiedzi/10-wrzesnia-swieto-ulicy-mariackiej-czyli-mariacka-pod-gwiazdami/#axzz1WGE8AW4M"title="święto ulicy mariackiej" ><strong><span style="text-decoration: underline;">Święto ulicy Mariackiej </span></strong></a></p>
</blockquote>
<p style="text-align: left;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/swieto-ulicy-mariackiej-urszula-duszenko-i-jej-wspomnienia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

