<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>iBedeker &#187; Osobowości</title>
	<atom:link href="http://ibedeker.pl/category/osobowosci/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ibedeker.pl</link>
	<description>Serwis informacyjny i turystyczny Gdańska, Sopotu i Gdyni</description>
	<lastBuildDate>Tue, 29 May 2012 20:51:52 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>ALTER EGO JEJ lub JEGO : Agnieszka Kosko-Hołowczyc &#8211; ocalić od zapomnienia</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/alter-ego-jej-lub-jego-agnieszka-kosko-holowczyc-ocalic-od-zapomnienia/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/alter-ego-jej-lub-jego-agnieszka-kosko-holowczyc-ocalic-od-zapomnienia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Apr 2012 22:14:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Agnieszka Kosko - Hołowczyc]]></category>
		<category><![CDATA[Bożena Kaczyńska]]></category>
		<category><![CDATA[Felicjan Łada]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Tarnowski]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisława Pelczarska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=37284</guid>
		<description><![CDATA[Za zasługi dla środowiska kombatanckiego wręczono jej legitymację członkowską Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Jej praca magisterska otrzymała II nagrodę Ministra Edukacji Narodowej. Jest współautorką projektu „Ostatni świadkowie” - realizowanego przez Muzeum Stutthof. Zapraszam do kolejnej części ALTER EGO JEJ lub JEGO z Agnieszką Kosko-Hołowczyc. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Za zasługi dla środowiska kombatanckiego wręczono jej legitymację członkowską Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Jej praca magisterska otrzymała II nagrodę Ministra Edukacji Narodowej. Jest współautorką projektu „Ostatni świadkowie” - realizowanego przez Muzeum Stutthof.</strong><br />
<strong> Zapraszam do kolejnej części ALTER EGO JEJ lub JEGO z Agnieszką Kosko-Hołowczyc.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/016.jpg" rel="lightbox[37284]"><img class="alignleft size-full wp-image-37289" title="Agnieszka Kosko - Hołowczyc" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/016.jpg" alt="" width="640" height="421" /></a></p>
<p>Parę lat temu zadzwonił do niej dyrektor Muzeum <strong>Piotr Tarnowski</strong> i zaproponował napisanie scenariusza komiksu – <em>Zapis pamięci, opowieść więźnia</em>. Komiks miał powstać na podstawie życiorysu jednego z byłych więźniów obozu. Wybrano pana Felicjana Ładę, gdynianina. „Nikt nie zna go bardziej niż pani” – powiedział Dyrektor. To prawda. Przyjaźń Agnieszki z panem Felicjanem zaczęła się w 2001 roku. Jechała na jedną z uroczystości rocznicowych. W autokarze było jedno wolne miejsce, właśnie koło pana Felka. Zapytała, czy może się przysiąść. Pan Felicjan ucieszył się, bo wszyscy byli z rodzinami, a on był sam. Kiedy dowiedziała się więc, że to pan Felicjan ma być bohaterem komiksu - bardzo się ucieszyła. Wzięła się ostro do pracy. 6 stycznia 2009 roku wysłała ostatnią część scenariusza. Cztery dni potem urodził się synek Bartuś.</p>
<p><strong>Jak się to wszystko zaczęło?<br />
</strong>- Najzwyczajniej na świecie. Przeczytałam w szkole podstawowej „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego i od razu wiedziałam, że muszę wybrać studia, które umożliwią mi zgłębienie tematu historii drugiej wojny światowej. Ta książka mną wstrząsnęła, poruszyła do głębi. Po maturze złożyłam podania na socjologię i historię.</p>
<p><strong>Dostałaś się na oba kierunki. Wybrałaś jednak socjologię, dlaczego?<br />
</strong>- Wówczas wydawała mi się bardziej nowoczesna. Niekiedy trochę żałuję.</p>
<p><strong>I czym się zajęłaś na studiach?<br />
</strong>- Rozpoczęłam prace badawcze nad wspomnieniami kobiet – byłych więźniarek obozów koncentracyjnych. Nagrywałam ich wspomnienia, potem je analizowałam. Praca nosi tytuł: „<em>Pamięć wojny. Analiza narracyjna byłych polskich więźniarek obozów koncentracyjnych.</em>” Weszłam w środowisko kombatanckie, poznałam wspaniałych ludzi, nawiązałam przyjaźnie.</p>
<p><strong>W którym roku dostałaś legitymację Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej?<br />
</strong>- W 1997.</p>
<p><strong>Co się czuje w takiej chwili?<br />
</strong>- Wdzięczność. I dumę, że zna się tak wspaniałych ludzi. Radość, że moja praca została doceniona.</p>
<p><strong>Aga, ale twoi przyjaciele są w wieku naszych dziadków!<br />
</strong>- To nie ma znaczenia i nie wyklucza przyjaźni. Przede wszystkim jednak poznałam pana Felicjana Ładę, który będzie bohaterem komiksu. Z panem Felkiem znamy się już kilkanaście lat. Jest fascynującą i ciekawą osobą. Dzięki komiksowi poznają Go wszyscy.</p>
<p><strong>Już słyszę głosy – komiks? Dlaczego komiks? A nie „normalna” książka?<br />
</strong>- Jesteś nauczycielką, ja też. Obie doskonale wiemy jak ciężko jest zainteresować młodzież. Nie tylko historią, ale wszystkim. Większość z moich i Twoich uczniów po kolejną książkę o tematyce wojennej raczej nie sięgnie. A do komiksu zajrzy. Choćby z czystej ciekawości. Ponadto powstało przecież już parę komiksów historycznych – o Westerplatte, Sierpniu ’80, Akcji pod Arsenałem…. Są niezłe. Bardzo dobrze się sprzedają. Nie jesteśmy więc pionierami, ale z pewnością przecieramy szlaki.</p>
<p><strong>Komiks historyczny? Co to znaczy?<br />
</strong>- To znaczy, że oprócz scenek będzie też komentarz historyczny, wyjaśnienia, oryginalne dokumenty, zdjęcia, mapy. Czyli „poważna historia”, trochę „przemycona mimochodem”. Moim zdaniem to strzał w dziesiątkę. Zmieniają się czasy, więc musimy zmienić formy, żeby trafić do młodego pokolenia. Komiks już jest u rysowniczki, niedługo się ukaże.</p>
<p>Wszyscy wówczas poznają pana Felka. A Czytelniczki i Czytelnicy iBedekera mają zaszczyt poznać go teraz...</p>
<h3>Poznajcie bohatera</h3>
[[Pokaż jako pokaz slajdów]]
<p>Pan <strong>Felicjan Łada</strong>, urodził się w 1917 roku w Sosnowcu. Ojciec Felicjana, Stanisław Łada, został za działalność w PPS zesłany w na Syberię. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, w końcu lat dwudziestych XX wieku, cała rodzina przeniosła się na Wybrzeże do powstającego nowego wielkiego miasta – Gdyni. Ojciec podjął tam prace jako elektryk w warsztatach Marynarki Wojennej. W pracy tej, po godzinach swojej nauki, pomagał mu syn Felicjan.</p>
<h4><strong>Wypędzeni z Gdyni</strong></h4>
<p>Po wybuchu wojny i zajęciu Gdyni przez hitlerowców rodzina Ładów została przymusowo wysiedlona z Gdyni i musiała powrócić do Sosnowca. W czasie powtórnego pobytu w Zagłębiu ojciec z synami od wiosny 1940 roku aktywnie działali w Związku Walki Zbrojnej prowadząc działalność sabotażową i pomagając osobom zagrożonym. Jesienią 1940 roku rodzinie udaje się z powrotem wrócić do Gdyni, przemianowanej przez Niemców na Gotenhafen. Felicjan podejmuje tam pracę w firmie niemieckiej w jednej ze stoczni, następnie jest kreślarzem w niemieckich biurach administracyjnych miasta. Wykorzystując swoje stanowisko pracy i okoliczności Felicjan działa aktywnie w Związku Walki Zbrojnej Armii Krajowej i podziemnym harcerstwie – wykrada wojskowe instrukcje, kopiuje plany i mapy.</p>
<h4><strong>Aresztowanie i wyrok: KL Stutthof</strong></h4>
<p>Aresztowany 26 listopada 1942 roku w miejscu pracy w Gdyni przez gestapo. Zatrzymanie miało związek z rozpracowaniem struktur organizacji na Wybrzeżu, aresztowaniami objęto kilkaset osób – większość z nich po kilku tygodniach trafiła do Stutthofu. Poza Felicjanem w tej samej sprawie zatrzymano wówczas także jego ojca, brat Zdzisław już od 1941 roku przebywał w obozie koncentracyjnym we Flossenburgu.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/numer.jpg" rel="lightbox[37284]"><img class="alignleft size-full wp-image-37306" title="numer obozowy" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/numer.jpg" alt="" width="122" height="98" /></a>Felicjan Łada do KL Stutthof przybył 20 stycznia 1943 roku i otrzymał numer 18252.<br />
Od pierwszych dni pobytu w obozie starał się zaopiekować wycieńczonym ojcem. Fatalne warunki pobytu i traktowanie przez SS-manów sprawiły jednak, że w kwietniu 1943 roku ojciec Felicjana zmarł w Stutthofie. Jedynym pocieszeniem Felicjana była od tego okresu prowadzona nielegalnie korespondencja z matką. W czasie pobytu w Stutthofie Felicjan pracował większość czasu w obozowych warsztatach przy produkcji i reparacji broni, od lata 1944 roku był zaś kreślarzem w działających przy Stutthofie Niemieckich Zakładach Wyposażeniowych (DAW).</p>
<div id="attachment_37319" class="wp-caption alignleft" style="width: 266px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/portret1944.jpg" rel="lightbox[37284]"><img class="size-full wp-image-37319  " title="Portret pana Felicjana narysowany przez współwięźnia w Stutthofie w 1944 roku" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/portret1944.jpg" alt="" width="256" height="336" /></a><p class="wp-caption-text">Portret pana Felicjana narysowany przez współwięźnia w Stutthofie w 1944 roku</p></div>
<h4><strong>Ucieczka z marszu śmierci</strong></h4>
<p>Ewakuowany z obozu drogą pieszą 25 stycznia 1945 roku. Po kilku dniach wyczerpującego marszu wykorzystuje okazję i ucieka w Niestępowie na Kaszubach, gdzie okoliczna ludność polska udzielała pomocy więźniom KL Stutthof.</p>
<h4>Trudne lata powojenne</h4>
<p>Po wojnie zostaje w Gdyni i podejmuje pracę fizyczną w stoczniach Wybrzeża. Po pracy studiuje wieczorowo i nie bez szykan i problemów natury politycznej udaje mu się ukończyć studia na Politechnice Gdańskiej i uzyskać tytuł inżyniera. Z racji pochodzenia i działalności w okresie okupacji przydzielane mu stanowiska zawodowe nie były nigdy w pełni adekwatne do jego wykształcenia i możliwości. Wiele razy przesłuchiwany przez UB. Pracę zawodową zakończył stoczni gdańskiej po sierpniu 1980 roku przejściem na emeryturę.<br />
Aktywnie działał od 1945 roku w stowarzyszeniach byłych więźniów oraz organizacjach kombatanckich. Obecnie mieszka w Gdyni.</p>
<div id="attachment_37365" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/P1230231.jpg" rel="lightbox[37284]"><img class="size-full wp-image-37365 " title="Z rodzinnego albumu pana Felicjana" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/P1230231.jpg" alt="" width="576" height="432" /></a><p class="wp-caption-text">Z rodzinnego albumu pana Felicjana</p></div>
<p><strong>Nie znam pana Felka tak dobrze jak Ty, ale ilekroć z nim rozmawiam, nie czuję, że jest już po dziewięćdziesiątce! Nie zapomnę, jak parę lat temu był u nas na wigilii. Pojechaliśmy po niego do Gdyni, czekał elegancko ubrany. A ja – do dziś się z siebie śmieję i jest mi nieco głupio – trochę z nerwów, trochę z przejęcia – zaczęłam mówić do niego głośno, wolno i wyraźnie: Panie Felicjanie, samochód już czeka. Pewnie Pan jest głodny, bo dziś Wigilia (starsi ludzie zwykle poszczą), ale proszę jeszcze troszkę wytrzymać. Czeka na nas mnóstwo dobrego jedzenia, i barszczyk z uszkami i śledziki i pierożki…. I tak gadam, gadam, na co pan Felek mówi spokojnie: Wie pani, wydaje mi się, że w takim szczególnym dniu jak dziś, w dniu narodzin Chrystusa – kwestia jedzenia nie jest aż tak istotna. Jest wartością drugorzędną. Najważniejsze, że ludzie się spotykają, łamią opłatkiem… Zrozumiałam, że nie muszę z nim się „pieścić”. Że to normalny starszy pan, a nie zdziecinniały staruszek. Już w samochodzie pierwsze jego pytanie brzmiało…<br />
</strong>- Pewnie ile pali?</p>
<p><strong>Skąd wiesz?<br />
</strong>- Bo pan Felek się interesuje samochodami. Dlaczego Cię to dziwi? Jeszcze niedawno prowadził.</p>
<p><strong>Jak pracowało się nad scenariuszem?<br />
</strong>- Nie umiem tego określić. Nie powiem „ciężko”, bo to słowo ma w sobie ładunek negatywny, a dla mnie to był zaszczyt, przyjemność. Ale znów słowo „przyjemność” kojarzy się z czymś miłym, a ja konsultowałam z Felkiem wiele tragicznych, bolesnych scen, przykładowo śmierć Jego ojca w obozie. Powiem tak – pracowałam najlepiej jak umiałam. No i Bartuś grzecznie zaczekał z narodzinami do wysłania ostatniego maila.</p>
<p><strong>Zapytam może nieco naiwnie – co to właściwie jest scenariusz komiksu?<br />
</strong>- To jest wszystko. Każda scenka, każdy dialog, każdy podpis. Powstaje książka, którą dostaje rysowniczka. Teraz spotykam się z nią na konsultacje. Doglądam, sprawdzam, radzę. Każdą scenkę, każdy dialog zaakceptował też oczywiście pan Felicjan. I przekazał mi wiele cennych materiałów, dokumentów. Spędziliśmy tysiące godzin rozmawiając. Przypomniało mi to pisanie pracy magisterskiej i rozmowy z moimi respondentkami. O tym, co przeżyły będąc więźniarkami obozów.</p>
<p><strong>Wyobrażam sobie, jak trudno musi być ludziom o tym rozmawiać…<br />
</strong>- Tak, bardzo. Nieporównywalnie rzecz jasna i zupełnie z innego powodu trudno jest też badaczowi. Nie możesz przekroczyć ramy intymności świata Twojego rozmówcy. Jest pewna granica, kiedy należy powstrzymać ciekawość, chęć uzupełniania relacji. Niekiedy nie masz prawa pytać dalej. Musisz się zatrzymać, gdyż stawką jest dobro narratora, którego nie wolno skrzywdzić.</p>
<p><strong>Często jednak chciałoby się nagrywać dalej. Nawet nie chodzi o jakiś egoizm, na zasadzie „ale mam nagranie, nikt tego nie ma!”, ale o takie przeświadczenie, że jak nikt tego nie utrwali na taśmie, to ta historia umrze wraz z jej właścicielem…<br />
</strong>- Tak, ale nie wolno tego robić. Podczas nagrywania zawsze trzeba liczyć się z sytuacją, kiedy nawet w najmniej spodziewanym momencie narrator przerwie wypowiedź i oznajmi: "Proszę więcej nie pytać, więcej mnie nie odwiedzać, ani nie dzwonić!". I ma do tego prawo. Dobro rozmówcy jest nadrzędne i musisz to uszanować.</p>
<p><strong>Miałaś taką sytuację?<br />
</strong>- Nie. Ale po nagraniach kilka pań wyznało: „nie wiem jak ja dałam radę pani to wszystko opowiedzieć…” Albo - „Ja nigdy na temat nie mówiłam, po raz pierwszy z panią się spotykam.”</p>
<p><strong>Pamiętam, że opowiadałaś, że starsi ludzie denerwują się, jak na rozmowę przychodzi ktoś kompletnie niezorientowany w temacie.<br />
</strong>- Tak jest rzeczywiście i zupełnie mnie to nie dziwi. Jako dziennikarka czy badaczka masz obowiązek wcześniej zapoznać się z tematyką rozmowy czy badania w możliwie najbardziej wyczerpujący sposób. Musisz się przygotować. Nie możesz mylić dat, pojęć. Brak przygotowania jest dla mnie brakiem szacunku do rozmówcy.</p>
<div id="attachment_37333" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/P1010616.jpg" rel="lightbox[37284]"><img class="size-full wp-image-37333 " title="Agnieszka z byłymi więźniarkami na terenie dawnego obozu KL Stutthof" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/P1010616.jpg" alt="" width="576" height="432" /></a><p class="wp-caption-text">Agnieszka z byłymi więźniarkami na terenie dawnego obozu KL Stutthof</p></div>
<p><strong> Czy respondentki nie dziwiły się, że jesteś taka młoda? Za młoda „na takie tematy”?<br />
</strong>- Młody wiek badacza może w pewnym sensie ułatwić porozumienie ze starszymi ludźmi. Doświadczyłam w wielu wypadkach bardzo życzliwego stosunku narratorek do mnie, które podkreślały, że zainteresowanie tą tematyką w moim wieku jest rzeczą cenną i dość rzadką. Z tego względu w pewien sposób niejako "dla mnie" starały się uszczegółowić narrację, poświecić mi więcej czasu. Byłam dla nich przedstawicielką "polskiej młodzieży", dzięki czemu mogły przekazać całemu pokoleniu "sens tamtych dni". Moje zainteresowanie historią drugiej wojny światowej spowodowało, że stałam się "osobą znajomą", traktowaną jako "nasza, polska dziewczyna". Ale początkowo niezwykle trudno było pozyskać ich zaufanie. Wyobraź sobie, że masz osiemdziesiąt parę lat i odbierasz telefon od młodej, nieznanej ci dziewczyny. I masz jej odpowiedzieć o najcięższych latach swojego życia…</p>
<p><strong>Ale ty w ten sposób nie dzwoniłaś…<br />
</strong>- Nie. To znaczy dzwoniłam oczywiście, ale wcześniej prosiłam swoje rozmówczynie o „zapowiedzenie” mnie u kolejnej pani. O taką rekomendację, pomoc. I wówczas pierwsza rozmowa przez telefon wyglądała inaczej. Byłam „tą miłą Agnieszką, która pisze ciekawą pracę”, a nie kimś anonimowym, który nie wiadomo do końca w jakim celu chce nagrać ich wspomnienia.</p>
<p><strong>Co jeszcze sprawiło ci trudność?<br />
</strong>- Konieczność ograniczenia liczby respondentek. Musiałam dokonać wyboru. To odwieczny problem każdego badacza. Nie zbadasz wszystkiego. Przynajmniej w tej pracy. Odkryłam też wiele wątków, które chciałabym jeszcze zbadać. Rozumiesz, im dalej w las… Wiele problemów tylko zasygnalizowałam. Na przykład napisać coś tylko i wyłącznie o paniach, takich jak Waleria Peitsch, które urodziły w obozach dzieci. Opisać ich losy….</p>
[[Pokaż jako pokaz slajdów]]
<p>Na szczęście nagrania, które mam, dają mi możliwość wielokrotnego opracowania, tak więc perspektywa podjęcia nowej analizy pozostaje dla mnie otwarta. No i rzecz jasna wysłuchanie tak dużej ilości relacji o niewyobrażalnym cierpieniu ludzkim nie było łatwe. Po jednym z nagrań zupełnie się załamałam. Pożegnałam się z rozmówczynią, wyszłam na klatkę. Usiadłam na schodach i nie mogłam iść dalej. Nie mogłam wstać. Po prostu. Nie dałam rady wykonać żadnego ruchu. Zadzwoniłam do Przemka, żeby po mnie przyjechał.</p>
<p><strong>Po obronie pracy twoje kontakty z rozmówczyniami w naturalny sposób uległy rozluźnieniu...<br />
</strong>- Niekoniecznie. Z większością respondentek jestem nadal w kontakcie. W paru przypadkach nasze kontakty przybrały bardzo ciepły, przyjacielski wymiar. Jestem zapraszana na rocznice, wigilie, różne uroczystości… Nie zapomnę nigdy – jak wiele z nich przyszło na mój ślub. A pani <strong>Stanisława Pelczarska</strong> „Mila” - aż z Warszawy. Zupełnie niespodziewanie! Zaprosiłam ją, ale nawet nie marzyłam o tym, że rzeczywiście przyjedzie! Jak zobaczyłam ją pod kościołem, myślałam, że zemdleję. Pamiętasz co powiedziała?</p>
<p><strong>Doskonale. Pani Agnieszko, przeżyłam wojnę, Powstanie Warszawskie, komunę – więc mam się przestraszyć tych parę godzin w pociągu?! A wesele to gdzie będzie? I była na weselu!<br />
</strong>- Była! Niesamowite.</p>
<div id="attachment_37341" class="wp-caption alignleft" style="width: 280px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/017.jpg" rel="lightbox[37284]"><img class="size-full wp-image-37341    " title="Pani Stanisława Pelczarska, pseudonim „Mila”, uczestniczka zamachu na kata Warszawy Kutscherę, odznaczona Orderem Virtuti Militari" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/017.jpg" alt="" width="270" height="221" /></a><p class="wp-caption-text">Pani Stanisława Pelczarska, pseudonim „Mila”, uczestniczka zamachu na kata Warszawy Kutscherę, odznaczona Orderem Virtuti Militari</p></div>
<p><strong>Żałujesz czegoś?<br />
</strong>- Bardzo żałuję, że większość respondentek po raz pierwszy to właśnie mi miała okazję powierzyć swoje wspomnienia. Dotychczas nikt je o nie nie pytał! A przecież jeszcze kilkanaście lat temu takie badanie byłoby zapewne pełniejsze, obszerniejsze, wiele pań było w zdecydowanie lepszej kondycji fizycznej i psychicznej…</p>
<p><strong>A co cię zaskoczyło?<br />
</strong>- U moich narratorek zaskoczył mnie zadziwiający brak postawy roszczeniowej wobec życia, wzięcia "odwetu" za lata uwięzienia, zniszczoną młodość. Mimo iż ich rozrachunek z historią nigdy nie zostanie wyrównany, nie żaliły się. Nie oczekiwały i nie chciały żadnych oznak litości, czy współczucia. Nie porównywały swego losu do tych, którzy nie przekroczyli nigdy bram obozowych, a jedynie do tych, którzy nie doczekali się za nimi upragnionego wyzwolenia...</p>
<p><strong>…<br />
</strong>- I wszystkie poznane przeze mnie narratorki nie dbały o rozgłos, we wspomnieniach umniejszały swą rolę, zaangażowanie w ruch oporu, a podkreślały pełne poświecenia postawy innych. W czasie wojny większość pań była mniej więcej w moim wieku, sądziłam więc, że ta zbieżność będzie powodowała porównywanie ich losu z moim szczęśliwym życiem w wolnej Polsce.</p>
<p><strong>Na zasadzie „Wy to macie teraz raj”…<br />
</strong>- Właśnie. A takie słowa nie padały, takie analogie jednak nie powstały, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu. Narratorki pod koniec wywiadów wręcz podkreślały obecną ciężką sytuację młodych ludzi w Polsce w obliczu grożącego bezrobocia i trudności gospodarczych kraju. To "zwrócenie się ku innym", troska o drugiego, a umniejszanie swego cierpienia i ciężkiego losu wydaje się być szczególnie charakterystyczna dla osób, które w swym życiu przeszły wyjątkowo ciężką drogę.</p>
<p><strong>A jak sądzisz, co jest dla nich najcięższe?<br />
</strong>- Uważam, że jedną z najcięższych i najbardziej bolesnych zagadek, jakie nie dawały i nie dają nadal byłym więźniom spokoju, jest pytanie: "jak to się stało, że JA przeżyłem, dlaczego akurat JA?". To męczy ich od momentu uwolnienia. Dla każdego kto przeżył obóz, nadchodzi chwila, gdy patrząc za siebie, nie może po prostu zrozumieć, jak mógł wytrzymać to wszystko. Jedna z moich respondentek z obozu Birkenau – pani <strong>Bożena Kaczyńska</strong> – mieszkająca w Gdańsku przy ulicy Kotwiczników (grająca w orkiestrze obozowej) tak o tym pisała we swych wspomnieniach:</p>
<blockquote><p>Maniactwa i natręctwa poobozowe nękały mnie jeszcze w ciągu wielu, wielu lat. Ustawicznie prześladował mnie koszmarne sny, jaskrawo przypominające mi moment aresztowania, więzienia, przesłuchania, pobyt w celi śmierci. Na wpół na jawie, na wpół we śnie słyszę stuk butów na więziennym korytarzu. Stuk, który głośnym echem odbija się, rozchodzi się po całym pomieszczeniu i dociera do mnie. Nie oczekuję niczego tylko chwili egzekucji, chwili śmierci. Już idą - to już po mnie...</p></blockquote>
<p><strong>Możemy już teraz zdradzić, że planujemy napisać wspólnie wspomnienie o pani Kaczyńskiej, które ukaże się na stronach iBedekera?<br />
</strong>- Tak, jasne. To była poza wszystkim bardzo piękna kobieta, zawsze elegancko ubrana. Często spotykałam ją kiedy byłam z grupą. Zawsze podchodziła. Zagadywała sympatycznie. Jeśli akurat oprowadzałam Niemców - to po niemiecku. Niezwykłe to.</p>
<p><strong>Kiedy ja jeszcze nie wiedziałam jak ta pani się nazywa, ale wiedziałam, że występuje w Twojej pracy, to w myślach nazywałam ją „panią Laleczką”.<br />
</strong>- Pamiętam. Odeszła w dzień katastrofy smoleńskiej, 10 kwietnia dwa lata temu.</p>
<div id="attachment_37340" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/P1200317.jpg" rel="lightbox[37284]"><img class="size-full wp-image-37340 " title="Pani Bożena Kaczyńska ogląda zdjęcie synka Agnieszki – Bartusia" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/P1200317.jpg" alt="" width="576" height="432" /></a><p class="wp-caption-text">Pani Bożena Kaczyńska ogląda zdjęcie synka Agnieszki – Bartusia</p></div>
<p><strong>Często zastanawiałam się, jak ona mogła po tym wszystkim co przeszła normalnie żyć?<br />
</strong>- Ona nie żyła normalnie. To nie było normalne życie. Odpowiem jej własnymi słowami:</p>
<blockquote><p>Przy szczelnie zasłoniętych oknach - ubrana jak na wyjście - siedziałam - na wszelki wypadek, a może zdążę uciec? Ale ja nigdzie nie pójdę, gdyż właśnie tam dokąd bym się udała, czyha na mnie nieszczęście. Jakie? Nie wiem, ale ja to przeczuwam... (...) Czasami wybiegam na ulicę między ludzi. Zastanawiam się którą stroną chodnika będzie bezpieczniej iść, od strony jezdni? A może najechać na mnie samochód! Kto mnie zapewni, że nie wtargnie z jezdni na chodnik? Idąc przy budynkach - może coś spaść na głowę, z okna lub balkonu. A może nawet runąć cały balkon, dlaczego nie może runąć? (...) Ludzie idą uśmiechnięci, cieszą się. Z czego? Jak to można się cieszyć? Bardzo żal mi tych uśmiechniętych ludzi. Oni nie wiedzą, co ich za chwilę czeka, gdyby oni tak jak ja przeczuwali to, co ma się za chwilę wydarzyć, z całą pewnością chodziliby skuleni, trwożliwi, milczący, nieznanym nieszczęściem przerażeni. Tylko ja jedna przeczuwam to nieszczęście... (...) Na ulicy idzie ktoś za mną w drewniakach. Jeśli w drewniakach to oczywiście więzień, bo jaki inny dureń mógł włożyć to przeklęte obuwie? Jak można śmiać się idąc w drewniakach?…</p></blockquote>
<p><strong>….<br />
</strong>- Wszystkie urazy spowodowane przejściami więziennymi i obozowymi niezwykle przeszkadzały w rozpoczęciu normalnego życia po wojnie, już na wolności. Dominujące było przeświadczenie czyhającego wszędzie nieszczęścia, zagrożenia. I niemożność zapomnienia. Inna pani wspomina:</p>
<blockquote><p>Na początku, ja po prostu nie umiałam się rozbawić przez pierwsze dwa lata, przecież byliśmy młodzi, więc próbowaliśmy jakoś żyć, mimo okropnych czasów, ale właśnie przez jakieś dwa lata nie umiałam się rozbawić - w najlepszym towarzystwie, z najlepszym alkoholem, z Bóg wie czym! - nie!, a potem już jakoś to...</p></blockquote>
<p><strong>Zapytam może głupio – czy z tamtych potwornie ciężkich lat wyniosły cokolwiek dobrego?<br />
</strong>- Tak. Niejednokrotnie przyjaźń, czy nawet miłość. "Tam" można było zawieść się na największej dotychczas przyjaźni czy miłości lub odwrotnie - zyskać je obie. I wówczas przypieczętowane cierpieniem, bólem i wyrzeczeniami mocniejsze były niż wszelkie słowa. Zacytuję jedną z moich rozmówczyń:</p>
<blockquote><p>Jeśli w takich warunkach znajdzie się przyjaciela, to przyjaciel ten nigdy nie zawiedzie. Można na nim zawsze polegać, zawsze na niego liczyć. Przyjaźń wyniesiona z tamtych czasów jest dla nas najcenniejszym i nigdy nieprzemijającym skarbem. Jest jakby okruchem diamentu, podjętym z popiołów tamtych lat</p></blockquote>
<p><strong>Piękne słowa. Dziękuję, siostro. Czekam na komiks i życzę panu Felicjanowi dużo sił i zdrowia.</strong><br />
- Dziękuję, przekażę. Na koniec piękna deklaracja pani Barbary Enkelking, do której się przyłączam:</p>
<p><em>Gdzie mogą znaleźć schronienie ci, którzy ocaleli, którzy na co dzień znoszą ból pamięci, jakiego nie jesteśmy w stanie ani do końca zrozumieć, ani udźwignąć?</em><br />
<em> Myślę, że ich schronieniem, a także schronieniem dla tych, którzy zginęli, jest tylko jedno miejsce: NASZA PAMIĘĆ.”</em></p>
<blockquote><p><strong><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" rel="lightbox[37284]"><img class="alignleft size-full wp-image-34941" title="Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" alt="" width="97" height="104" /></a>Autor: Magda Kosko - Frączek</strong> - nauczycielka, wykładowczyni, doktorantka, tłumaczka, przewodniczka, od niedawna mama Andrzejka, zwanego Dzidziuchem:)<br />
Napisz do autorki: magda.kosko@wp.pl</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/alter-ego-jej-lub-jego-agnieszka-kosko-holowczyc-ocalic-od-zapomnienia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z gdańskiej szuflady : Z notatnika przewodnika cz. VI</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-notatnika-przewodnika-cz-vi/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-notatnika-przewodnika-cz-vi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 21:19:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[pilot]]></category>
		<category><![CDATA[przewodnik]]></category>
		<category><![CDATA[z notatnika przewodnika]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=37190</guid>
		<description><![CDATA[Zapraszam do lektury drugiej części felietonu o pilotkach i pilotach - z lekkim przymrużeniem oka:) Pilot Nudziarz (beznadziejny przypadek) Chyba jeden z najgorszych rodzajów pilotów, bo przecież na wycieczce głównie chodzi o to, żeby było ciekawie. A z nim nie jest. Nie jest i już. Nudziarz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Zapraszam do lektury drugiej części felietonu o pilotkach i pilotach - z lekkim przymrużeniem oka:)</strong></p>
<h3><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/koniec-kw-011.jpg" rel="lightbox[37190]"><img class="size-full wp-image-37192 alignleft" title="Fot. Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/koniec-kw-011.jpg" alt="" width="640" height="480" /></a>Pilot Nudziarz (beznadziejny przypadek)</h3>
<p>Chyba jeden z najgorszych rodzajów pilotów, bo przecież na wycieczce głównie chodzi o to, żeby było ciekawie. A z nim nie jest. Nie jest i już. Nudziarz przemierzając z grupą niezwykle ciekawe miejsca - nawet ich nie zauważa. On odczytuje z pożółkłego zeszycika fragmenty swojego artykułu sprzed lat, który zamieściła gazetka „O czym szepcą żurawie”.</p>
<p>Nudziarz pozostaje niewzruszony, nawet gdy ulicą Długą maszeruje parada Kaszubów w ludowych strojach, z instrumentami, chorągwiami, dziećmi sypiącymi kwiatki i ulotki – nic to. Przecież teraz omawia ze szczegółami fasadę kamienicy numer 5!</p>
<p>Neptun wraca po liftingu, w Gdańsku gości Dieter Schenk, Sonia Tusk oprowadza swojego brata, iBedeker organizuje fioletowy happening - nieważne!</p>
<p>Duży błąd – jeszcze z kursu pamiętam dobrą radę pana Wojciecha – mów o tym, co widzisz. Jeśli ze swojego biura wychodzi właśnie Lech Wałęsa – przerywasz swój wywód i wołasz – panie Prezydencie! Dzień dobry! Starasz się go na moment zatrzymać. Zwracasz się szybko do grupy – mają państwo zaszczyt poznać…. Ludzie są wdzięczni i przeszczęśliwi! Wałęsa odmachuje, na chwilę przystaje, zagaduje, błyskają flesze aparatów. Fajnie? Fajnie.</p>
<p>Bardzo często turyści dziwią się, że Lech Wałęsa jest niski i wcale znów nie taki gruby. Gdzie Wałęsa? Tam Wałęsa? Ten pan to Lech Wałęsa? Nieeee, przecież Wałęsa jest wyższy i grubszy! No cóż, Niemcy może mają odniesienie do niezapomnianego kanclerza Helmuta Kohla, ale faktem jest też, że telewizja dodaje nam wszystkim jakieś 10 kilo. Może z wyjątkiem Claudii Schiffer, Doroty Gardias i Anity Werner - bo im akurat dziwnie nie:)</p>
<p>Pilot Nudziarz nie zwróci uwagi ani na Wałęsę, ani pewnie nawet na samego Kohla, nie zauważy Panienki z Okienka, nie pozdrowi nowego gdańskiego pirata Krzysztofa. Nie zareagowałby nawet, gdyby Günter Grass zaczepił go na Mariackiej i poprosił o trochę tytoniu do swojej fajki. Albo wręczył mu swój najnowszy wiersz. Nudziarz omawia akurat fragment przedproża, długo i zawile – i nic, ani nikt mu w tym nie przeszkodzi.</p>
<p>Wyjeżdżając z Oliwy w kierunku Sopotu zamiast zacząć już przybliżać turystom sławny przedwojenny kurort - Nudziarz omawia osiedle Ludolfino. Stojąc na molo – nie pokazuje Grand Hotelu, Helu, Gdyni i Westerplatte – lecz skupia się na etymologii nazwy Sopot. Często z przepastnej torby wyciąga maleńkie rysuneczki, aby pokazać je grupie. A że grupa jest liczna, a obrazek wielkości pocztówki – widzą go zaledwie dwie niedosłyszące panie z przodu, innych ludzi to po prostu nie obchodzi.</p>
<p>Nudziarze mają niesamowitą zdolność stawania z grupą w miejscach najmniej nadających się, posiadają również przyrząd do wykrywania tłumu. Będą blokowali ciasne przejścia, bramy, mosty, stawali przed toaletą (której nie zauważą), albo przy ruchliwym skrzyżowaniu (z obowiązkowym sygnałem dla niewidomych). Westchną, przymkną oczy i zaczną snuć swą opowieść, która nikogo, łącznie z nimi samymi – nie wciągnie i nie zainteresuje (i nie dziwota).</p>
<p>Myśląc o Pilocie Nudziarzu (beznadziejny przypadek) przypomina mi się dowcipny obrazek z Kwejka krążący niedawno w necie: nudni ludzie, proszę bądźcie nudni gdzie indziej!</p>
<p>Gwoli sprawiedliwości – nudziarze zdarzają się w każdej profesji. Ksiądz nudziarz w święta Wielkiej Nocy zanudza na temat przykazania „nie kradnij”, zamiast ciekawie opowiadać o fenomenie zmartwychwstania. Nudny nauczyciel historii nie zająknie się w połowie kwietnia o Katyniu, chociaż i czas i tematyka zajęć by mu to umożliwiały. I któż z nas nie wynudził się chociaż raz w życiu na randce?</p>
<p>Wszyscy nudziarze mają bowiem wspólną cechę – gapowatość, niestosowność, brak polotu i niezwykle działa im na nerwy Pilot Wesołek:)</p>
<h3>Pilot Wesołek</h3>
<p>Jego kawały mają brody niczym niezapomniany Gustaw Holoubek w roli senatora Kisiela w Ogniem i Mieczem. Dłuższe mieli chyba tylko rosyjscy bojarzy. Wesołek jest nieco rubaszny (lecz rzadko przekracza granicę dobrego smaku), lekko grubszy, często nosi wesołe krawaty i ma kawał na każdą okazję. Okrasza nim właściwie co drugie wypowiadane przez siebie zdanie. Uwielbia komedie typu Głupi i Głupszy, 13 Posterunek i zna na pamięć wszystkie filmy z Jimem Careyem.</p>
<p>Jeśli grupa jest na luzie, albo imprezuje już od rana (a zdarza się to, zdarza, szczególnie w przypadku wyjazdów integracyjnych koleżanek i kolegów z pracy) - będzie z Pilota Wesołka bardzo zadowolona. „Przynajmniej nie jest smutasem”, „wesoły chłop”, „uśmieliśmy się, że hej!”! Gorzej, jeśli Wesołek trafi przez niedopatrzenie do autokaru wypełnionego okularnikami z tytułami naukowymi od doktora wzwyż.</p>
<p>Co ciekawe, Wesołka rzadko śmieszy Kabaret Starszych Panów, Jacek Poniedzielski (nie mylić z Poniedziałkiem), czy Klub Pickwicka. Nie śmieszą go również kawały opowiadane przez innych. Za to szczerze śmieje się z własnych dowcipów. Pilot Wesołek w życiu prywatnym uwielbia wesela, na których bierze udział we wszystkich konkursach, szczególnie chętnie w tych z jajkiem w nogawce. Żona Wesołka (jeśli ją ze sobą zabiera) jest przeważnie cicha, małomówna i bezbarwna. Rzadko śmieje się z jego dowcipów i sprawia wrażenie stale zmęczonej. I nie cierpi konkursów, z jajkiem, czy bez.</p>
[[Pokaż jako pokaz slajdów]]
<h3>Pilot „Opowiadam o sobie – więc jestem”</h3>
<p>Ten człowiek stale mówi o sobie. Nie pytany, nie proszony, nie zachęcany. Przy Bramie Mariackiej nie omawia herbów, tylko opowiada o tym, że jako dziecko znalazł w niej gumową figurkę Gucia. Przy Żurawiu wspomina swoją studniówkę, z którą przegrywa zarówno Żuraw, jak i statek piracki Czarna Perła, który akurat podpłynął (a oprowadza ludzi, z których każdy ma aparat). Idąc Długą skarży się na wysoki czynsz, jaki opłaca mieszkając tam gdzie mieszka, a w kościele Mariackim narzeka na profesora, u którego pisał licencjat. Jadąc koło stoczni i Placu Solidarności rozpisuje się nad kuchnią matki swojej dziewczyny, a przejeżdżając obok stadionu - informuje kto w jego rodzinie nie lubi kaszubskich haftów.</p>
<p>Turyści najpierw pragną go zabić, potem już machają ręką i tylko się znacząco uśmiechają.</p>
<p>Opowiadacz zaznajamia grupę dokładnie i ze szczegółami z historią swej (przeważnie bardzo licznej) rodziny. Niestety ten typ niezwykle rzadko posiada dar krasomówstwa. Jest za to dokładny, skrupulatny i w swoich opowieściach niezwykle męczący. Jego wywody są dla słuchaczy równie pasjonujące, co dla gimnazjalistów opisy przyrody w Nad Niemnem. Ratunku! Ewakuacja! Tak nie można! Owszem, miło jest wtrącić dwa, trzy razy na dzień (na dzień, kochani, na dzień!) krótką, wesołą, pasującą historyjkę (może być rodzinna) – ale koniecznie związaną z tematem! Informacje o nas mają być jak przyprawy – dawkowane ostrożnie i zaostrzające apetyt. Nie można serwować grupie michy (nomen omen) - pieprzu!</p>
<h3>Alternatywna Trzpiotka</h3>
<p>Pilotka Trzpiotka podbiega, podskakuje i chichocze się tak samo opowiadając o Dylu Sowizdrzale i nagrodzie Nobla dla Lecha Wałęsy. Trzpiotka jest stale roztrzepana i rozkojarzona. W Katarzynie szuka bursztynowego ołtarza, a w Mikołaju płyty nagrobnej admirała Dickmana. Zrobiła sobie w domu kanapki, ale zostawiła je na pralce, więc narzeka, że jest głodna. Miała wziąć kartę miejską, ale w ostatniej chwili zmieniła torebki, a karta w starej została. Musi więc kupić bilet, a że przed kioskiem jest kolejka, Trzpiotka spóźnia się na spotkanie z grupą. Chciała pokazać turystom dom rodziny Wałęsów i nawet specjalnie pokierowała autokar na Polanki, ale zajęta szukaniem balsamu do ust w torebce (motyla noga, też został w starej!) – w sumie go nie pokazała, bo dawno minęła. Wyleciało jej z głowy, że 15 sierpnia w godzinach przedpołudniowych w katedrze oliwskiej nie ma koncertów, zapomniała też wspomnieć, ze każda publiczna toaleta jest płatna.</p>
<p>Wygląd Trzpiotki to skrzyżowanie dzieci kwiatów (jeans, kwieciste koszule) - z oazą (długie spódnice, skórzane torby), ręcznie dziergane swetry (zimą szaliki, rękawiczki i czapki) i obowiązkowo wesoła fryzura. Pilotka Trzpiotka często bardzo pobieżnie czyta program grupy, czasem samowolnie zamienia „nudne i oklepane” punkty zwiedzania na „wreszcie coś ciekawego”, „innego niż zwykle”.</p>
<p>Napiszę brutalnie – dopóki Trzpiotka jest młoda i ładna, jej zachowanie niektórym grupom może nawet się podobać – dziewczę ma bowiem dużo wdzięku, świeżości i radości życia. Ot, oprowadzała nas wesoła studentka, taka roztrzepana, ale było z nią przesympatycznie. Pokazała nam miejsca nie opisane w żadnym przewodniku, weszliśmy nawet do ASP (Trzpiotki często tam właśnie studiują), albo na plener rzeźbiarski. Co prawda z tego wszystkiego nie byliśmy pod Neptunem, ale co tam, znajdziemy go w czasie wolnym.</p>
<p>Pamiętajmy, że to co dla nas – gdańszczan może pod koniec września wydawać się oklepane i nudne – jest dla turystów z Zambrowa koło Łomży niezwykle ciekawe! I koniec.</p>
<p>Przyszło mi do głowy właśnie ciekawe porównanie. Lubimy jak zespół muzyczny na weselu gra szlagiery, czy wolimy się bawić przy ich własnych, nikomu nieznanych kawałkach? Nawet, jeśli są ciekawe, to na Boga – nie teraz!! Ma być Krawczyk i Rodowicz, OMD i Presley. I to zawsze ludziom się podoba.</p>
<p>Owszem, zespół może zapowiedzieć parę razy, że kolejny utwór będzie ich własny, napisany specjalnie…. Jasne! Ale potem goście znów chcą szaleć przy Bade River of Babylon…. („Tiger” w oryginale),:) Jumaha, jumasol (You’re my heart, you’re my soul…)- Modern Talking. I – muszę to dodać – Its tu fajen kansa! (It’s the final countdown)- Europe:)</p>
<p>Jeśli na zwiedzanie mamy dwie godziny, nie można marnować czasu na śmichy – chichy i dowcipne anegdotki. Wówczas nie tylko nie spodobają się turystom, ale dodatkowo ich wkurzą. Chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o zniszczeniach i odbudowie Gdańska, a zamiast rzeczowego wykładu serwuje im się chichoty i ciągnie w dziwne miejsca. Aż chce się powtórzyć za Fredrą „znaj proporcje mocium panie”.</p>
<p><em>Fotografie autorki.</em><br />
<em> W następnej części: Pilot Politykier – Indoktrynator, Pilotka Kokietka, Pilot Magister oraz Pilot Czopek (zwany również Podlizywaczem):) Zapraszam!</em></p>
<blockquote><p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" rel="lightbox[37190]"><img class="alignleft size-full wp-image-34941" title="Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" alt="" width="97" height="104" /></a><strong>Autor: Magda Kosko - Frączek</strong> - nauczycielka, wykładowczyni, doktorantka, tłumaczka, przewodniczka, od niedawna mama Andrzejka, zwanego Dzidziuchem:)<br />
Napisz do autorki: magda.kosko@wp.pl</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-notatnika-przewodnika-cz-vi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trudne gdańskie rozmowy cz. II</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/trudne-gdanskie-rozmowy-cz-ii/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/trudne-gdanskie-rozmowy-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Apr 2012 17:17:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Magda Kosko-Frączek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[gdańskie rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[Magda Kosko-Frączek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=37071</guid>
		<description><![CDATA[Nie wie pani czasem, jak można stąd dojechać do Lublina? - pyta nagle pani K. Przed chwilą zwiedzałyśmy Gdańsk, teraz siedzimy w kawiarni. Pani K. musi być dobrze po siedemdziesiątce, ale wygląda dużo młodziej. Ma krótko ścięte siwe włosy, spodnie, gruby sweter i trzęsące się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Nie wie pani czasem, jak można stąd dojechać do Lublina? - pyta nagle pani K. Przed chwilą zwiedzałyśmy Gdańsk, teraz siedzimy w kawiarni. Pani K. musi być dobrze po siedemdziesiątce, ale wygląda dużo młodziej. Ma krótko ścięte siwe włosy, spodnie, gruby sweter i trzęsące się dłonie. Możemy zaraz przejść się na dworzec – proponuję - a po co pani właściwie Lublin? Pani K. patrzy przed siebie w jakiś niewidzialny punkt . Może wizyta tam dobrze mi zrobi. Na poczucie winy i odkupienie.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Obraz-008.jpg" rel="lightbox[37071]"><img class="alignleft size-full wp-image-37081" title="Fot. Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Obraz-008.jpg" alt="" width="640" height="480" /></a>Mój ojciec był wiernym żołnierzem Hitlera – mówi cicho. Urodziłam się w Lublinie, gdzie został oddelegowany wraz z mamą i moim starszym rodzeństwem. Miałam parę lat, a tak wiele pamiętam. Nieprawdopodobne, a jednak. Pamiętam ogród, krzewy różane, taras, dzień - w którym użądliła mnie pszczoła. I moją żydowską piastunkę. Bardziej jej zapach – taką mieszankę świeżo wypranej pościeli i ziół. Miała pani żydowską piastunkę? - pytam – to dość nietypowe jak na… Tak, wiem, jak na rodzinę służącą Hitlerowi – dokańcza szybko moją myśl. Ojciec początkowo o jej pochodzeniu po prostu nie wiedział. To była pani z Lublina, ktoś ją rodzicom polecił. Podobno bardzo mnie kochała, nie miała własnych dzieci. Pięknie mi śpiewała, również po polsku. Mama i bracia opowiadali, że byłam bardzo chorowita. I ta piastunka mnie wielokrotnie domowymi sposobami leczyła, właściwie to parę razy odratowała. Raz poraził mnie piorun, lekarza nie było, więc zakopała mnie do ramion w chłodnej ogrodowej ziemi. I pewnie to uratowało mi życie. I proszę sobie wyobrazić, że mimo tego oddania i pracy dla nas – ojciec, który był już wówczas szychą - któregoś dnia wysłał ją do obozu. Po prostu wpisał na listę transportu. Tam, w Majdanku ją zabito. Skąd pani to wszystko wie? – pytam. I co właściwie robi pani w Gdańsku? Przyjechałam, bo z Gdańska pochodzi cała rodzina ze strony mojego męża. On nigdy nie był w Gdańsku, choć tu się urodził. Parę lat temu umarł, więc jestem tu jakby w jego imieniu, znalazłam nawet ulicę, na której mieszkali. A na której? Na Kleinhammerweg. Teraz to Kilińskiego - mówię. Wiem, jestem przygotowana – pani K. wskazuje na ciężką skórzaną torbę pełną książek. I uśmiecha się, chyba pierwszy raz od początku naszej rozmowy. Pani K. od kilkunastu lat interesuję się historią swojej rodziny. Wcześniej nie miała czasu, pracowała, dzieci były małe. Teraz musi prawie siłą zmuszać starszych braci do zwierzeń. Bo nie chcą mówić, mama też nie chciała.</p>
<h3>Mama milczała</h3>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/wielkanoc-093.jpg" rel="lightbox[37071]"><img class="alignleft size-full wp-image-37082" title="Fot. Magda Kosko - Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/wielkanoc-093.jpg" alt="" width="230" height="173" /></a>Mój ojciec zginął pod koniec wojny. Mama z nami wyjechała do Niemiec. O ojcu prawie nie mówiła, było to typowe w okresie powojennym w Niemczech – taka zmowa milczenia. Nikt nic nie mówił, nie odpowiadał na pytania o wojnę. W sumie nie dziwię się wcale. Zachowało się parę zdjęć ojca, w mundurze SS. Postawny, przystojny mężczyzna. Wiem, że na sumieniu ma śmierć wielu setek osób. Im bardziej się wgłębiam w przeszłość mojej rodziny, tym częściej myślę, że może to i lepiej, że zginął? Bo jak tu po wojnie traktować takiego ojca? Co z tego, że dla nas był dobry? Że niczego nam nie brakowało? Pewnie i tak by został skazany – mówię. Pewnie tak… Próbowała pani rozmawiać z mamą o tym? Owszem, wielokrotnie. Napotykałam na opór, mur nie do przebicia. Bracia też niechętnie mówili cokolwiek. Teraz nie mają wyjścia, zmuszam ich do wspomnień (smutny uśmiech). Obaj jeszcze żyją i nijak nie mogą pojąć, dlaczego chcę jechać do Lublina. Naszego domu pewnie już nie ma, ale znajdę przynajmniej ulicę, przy której stał. Może pozostały jakieś resztki ogrodu. Nie wiem co mnie tam pcha, ale czuję że powinnam. I do obozu też się wybieram. Jestem to winna Cyli. Tak właśnie miała na imię.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h3><em>Meine deutsche Mutter</em></h3>
<p>Ta książka Niklasa Franka, przez długie lata dziennikarza Sterna, nie jest ani wielką literaturą, ani książką stricte historyczną. Jest bardzo osobistym wspomnieniem najmłodszego syna generalnego gubernatora Hansa Franka. Ojciec dziennikarza był zbrodniarzem i zaangażowanym nazistą. Znany jest fragment wywiadu, przeprowadzonego z gubernatorem dla "<em>Völkischer Beobachter</em>" z 12 lutego 1940 r. Na pytanie, jaka jest różnica między Protektoratem Czech i Moraw a Generalną Gubernią, Frank odpowiada:</p>
<blockquote><p>Ujmę to obrazowo. W Pradze na przykład rozlepiono wielkie czerwone plakaty, które obwieszczały, że oto dzisiaj zostało rozstrzelanych siedmiu Czechów. Pomyślałem sobie: Gdybym chciał wywiesić jeden plakat zawiadamiający o każdych siedmiu rozstrzelanych Polakach, to lasów całej Polski nie wystarczyłoby na ich wydrukowanie.*1</p></blockquote>
<p>Książka Niklasa jest totalną krytyką obojga rodziców, matki w szczególności. (o ojcu napisał osobną książkę). <em>Meine deutsche Mutter</em> wzbudziła żywiołowe dyskusje w Niemczech – czy wypada, czy można tak krytycznie pisać o własnych rodzicach? Powstały dwa obozy – jednych, którzy mówili – że to się nie godzi, że to przeciw czwartemu przykazaniu, że to „jednak rodzice”, że to niesmaczne. Takie kalanie własnego gniazda. Wstyd. Drudzy uważali, że to po prostu prawda, jak można się jej wstydzić? Dosyć milczenia, dosyć kłamstw, półprawd. I to nie kalanie własnego gniazda, bo ono jest po stokroć już skalane i bynajmniej nie z winy tych, którzy o tym mówią.</p>
<h3>O rodzicach bez cenzury</h3>
<p>Niklas Frank jest bezlitosny. Na pierwszej stronie czytamy o jego wizycie w szpitalu w 1959 roku u bardzo chorej już matki:</p>
<blockquote><p>Leżała w oddzielny pokoju i tylko Bóg raczy wiedzieć, jak jej się udało to zorganizować. Prawdopodobnie w zarządzie kliniki był jakiś stary nazista.(…) Rozpoznanie: osłabienie mięśnia sercowego po przebytym zawale, woda w kolanach, otyłość. Podwójny, owłosiony podbródek. Gdy zajrzałem przez uchylone drzwi, spała. Ale usta miała uszminkowane. – Dziś przyjdzie mój najmłodszy. Zrobił właśnie maturę i będziemy świętować razem jego dwudzieste urodziny, więc muszę ładne wyglądać – powiedziała do pielęgniarki i zbyt przesadnie uszminkowała usta. Przez całe życie nie udało jej się być przyzwoitą. Od wybielonej pościeli odcinała się nadmiernie upudrowana, zaróżowiona twarz. *2</p></blockquote>
<p>Ojciec Franka – Hans na siedzibę wybrał sobie Wawel. Mówił do żony, że została „królową Polski”. Jako „królowa” -</p>
<blockquote><p>Brigitte musiała poznać swoje nowe królestwo. Przybyłym na krótko przyjaciółkom zaprezentowała pałac w Krzeszowicach, niegdyś własność hrabiego Potockiego, któremu na szczęście udało się uciec; Frankowie spędzali tam weekendy. Brigitte pokazała ciągle trajkoczącym damom Belweder w Warszawie, a na zakończenie zawiozła je do Krynicy, gdzie znajdowała się kolejna rezydencja nowego władcy. Rozradowane panie szybko przyzwyczaiły się do widoku obdartych, człapiących lub uciekających Żydów z ich żółtą gwiazdą, naszytą na ramieniu.*3</p></blockquote>
<p>Jej mąż Hans zwykł był mawiać „że uczyni wkrótce Krakowa najbardziej oczyszczone z Żydów miasto, aby można tu było wreszcie oddychać prawdziwym, niemieckim powietrzem. Brigitte, żądna wrażeń, podobnie jak setki innych żon niemieckich dygnitarzy, podróżowała po okupowanym kraju. (…) Wszystkie one cieszyły się z solidnie wyposażonych mieszkań lub domów, z których wcześniej wypędzeni zostali żydowscy lub polscy właściciele. Brigitte stenografowała w swoim notatniku: Tak, teraz niemieckim kobietom tylko żyć i nie umierać.”</p>
<p>Byliśmy przerażająco zbrodniczą rodziną rabusiów – przyznał Niklas w jednym z prasowych wywiadów. W innym słusznie się zastanawia:</p>
<blockquote><p>Czy moi rodzice byli dla mnie miłą parą, z tą jedną wadą, że pozostawili po sobie kilka stosów trupów? Nie, dla mnie te stosy trupów określają moich rodziców.*4</p></blockquote>
<p>Co łączy Niklasa - pisarza i dziennikarza Sterna z panią K.? Poczucie winy i pragnienie odkupienia.</p>
<h3>Zadośćuczynienie</h3>
<p>Dla najmłodszego syna Franka książki o rodzicach to z pewnością rodzaj terapii, próba poradzenia sobie z historią własnej rodziny. Niklas pisze książki, a pani K. jedzie do Lublina. Poszuka domu, w którym mieszkała, i ogrodu, w którym Cyla uratowała jej życie. Potem pojedzie do muzeum w Majdanku. Co jeszcze może zrobić? Jak może odkupić winy ojca? I czy w ogóle musi to robić? Czy dzieci w jakiś niezrozumiały, niepojęty sposób - odpowiadają za winy swoich rodziców? Nie! Ale łatwo to napisać, trudniej z tym żyć.</p>
<p><em>Po dwóch tygodniach od rozmowy z panią K. otrzymałam od niej maila. Była w Lublinie, odnalazła dom, ogród wyglądał jak dawniej. W Majdanku też była. Co zaskakujące, jeszcze tego lata do Lublina wybiera się jeden z jej starszych braci. „Przetarłam szlaki” – napisała.</em></p>
<p>****</p>
<p><em>1. WWW.wyborcza.pl, Hans Frank na Wawelu</em><br />
<em> 2. Niklas Frank, Moja niemiecka matka, Warszawa 2006, s. 9</em><br />
<em> 3. Tamże, s.234 – 235.</em><br />
<em> 4. Dieter Schenk, Hans Frank, Kraków 2009, s.404.</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" rel="lightbox[37071]"><img class="alignleft size-full wp-image-34941" title="Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" alt="" width="97" height="104" /></a><strong>Autor: Magda Kosko - Frączek</strong> - nauczycielka, wykładowczyni, doktorantka, tłumaczka, przewodniczka, od niedawna mama Andrzejka, zwanego Dzidziuchem:)<br />
Napisz do autorki: magda.kosko@wp.pl</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"> <strong style="text-align: center;"><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://ibedeker.pl/obiekty/kurt-gradler-w-progach-gdanskich-szkol-autonomicznych/"title="Kurt Gradler"  target="_blank">Kurt Gradler w szkole na Osieku</a> - wspomnienia</span></strong></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/trudne-gdanskie-rozmowy-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z gdańskiej szuflady : Z notatnika przewodnika cz. V</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-v/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-v/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Apr 2012 22:43:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Magda Kosko-Frączek]]></category>
		<category><![CDATA[pilot]]></category>
		<category><![CDATA[przewodnik]]></category>
		<category><![CDATA[z gdańskiej szuflady]]></category>
		<category><![CDATA[z pamiętnika przewodnika]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=36857</guid>
		<description><![CDATA[Przewodnicy są od zawsze myleni z pilotami. Aaaa – jesteś przewodnikiem! Jak fajnie! Jeździsz z grupami do ciepłych krajów! Nie. Nie? Nie, oprowadzam po Trójmieście. Aaaa. A to jakąś szkołę trzeba skończyć? Nie, kurs. Ale on pewnie po niemiecku jest? Oczywiście, prowadzony dodatkowo w dialekcie bawarskim, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Przewodnicy są od zawsze myleni z pilotami. Aaaa – jesteś przewodnikiem! Jak fajnie! Jeździsz z grupami do ciepłych krajów! Nie. Nie? Nie, oprowadzam po Trójmieście. Aaaa. A to jakąś szkołę trzeba skończyć? Nie, kurs. Ale on pewnie po niemiecku jest? Oczywiście, prowadzony dodatkowo w dialekcie bawarskim, a szef kursu ma obowiązkowo krótkie spodenki i kapelusz z piórkiem!:) hej!</strong></p>
<div id="attachment_36876" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/17042012057.jpg" rel="lightbox[36857]"><img class="size-full wp-image-36876 " title="Twierdza Wisłoujście" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/17042012057.jpg" alt="" width="576" height="324" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. Towarzysz Mąż</p></div>
<p>Praca pilota jest o wiele trudniejsza niż praca przewodnika. Jaka to niekiedy ulga pożegnać po paru godzinach pracy skwaszoną, ze wszystkiego niezadowoloną grupę, której członkowie mają miny jakby stale czuli jakiś niemiły zapach. Do widzenia! Pa, pa! Nareszcie – myślę sobie przyśpieszając kroku. Pilot jednak ma o wiele gorzej, on z nimi zostaje…</p>
<p>Niedługo minie 20 lat, od kiedy jestem przewodniczką. Pracowałam z różnymi pilotami. Jak w każdym zawodzie są i gwiazdy, i mistrzowie, porządni rzemieślnicy i przeciętniacy, kompletnie beznadziejni i nie nadający się. Wyróżniłam kilka typów.</p>
<p>Zapraszam do lektury z lekkim przymrużeniem oka:)</p>
<h3>Pilotka opiekunka</h3>
<p>Skrzyżowanie Anny Dymnej z ukochaną przedszkolanką. Jej cechą jest nieustanne, często przesadne i niczym nieuzasadnione dbanie o grupę. Na każdym kroku dogadza, głaszcze, wyciera nos. Uwaga, pies! Uwaga, próg! Oooosa, Osa! Kochani, jutro wszyscy zabieramy ciepluchne pulowerki – bo? Bo? Brawo, zgadł pan, tak! Bo po południu na starówce może być chłodno! Pilotka Opiekunka mówi do grupy jak do dzieci, a starszych wiekiem gości nierzadko prowadzi pod rękę. Chętnie przechowuje im różne rzeczy, kupuje i nakleja znaczki. Starszym paniom poprawia kurtki, wiekowym panom pomaga zawiązać krawat, a z marynarek strzepuje niewidzialne pyłki. Ludzie przeważnie ją kochają i mówią o niej: nasza Alinka.</p>
<p>Magda, jak ja tego nie cierpię! – mówi znajoma pilotka ze Szwajcarii – takiego pieszczenia się z dorosłymi, jakby – kurza melodia – dziećmi byli… W domu to poważni ludzie, prowadzą firmy, zajmują stanowiska, mają karty kredytowe i nawet znają do nich PINy! A na wycieczce pilot mówi do nich jak do dzieci! Tu ma pani widelczyk, a tu nożyk… Widelczyk do buzi, nie do oka… ! Dla mnie - koszmar!</p>
<p>Przesadzasz! – śmieję się - może oni tak lubią? Może właśnie tego chcą? Niedoczekanie! - B. zapala kolejnego papierosa – jestem dorosła, oni też, więc rozmawiam z nimi jak z dorosłymi. Oczywiście, służę pomocą, ale nie traktuję ich jak przedszkolaków. Nie ma mowy! A wiesz dlaczego tylu mocno starszawych turystów wykupuje wycieczki właśnie do Polski? Nie? To ja ci powiem dlaczego! (papieros) - bo rozeszła się opinia – że Polak zawsze przytuli. Możesz prawie nie chodzić, a i tak się tobą zaopiekują. W innym kraju gość usłyszałby od razu – gdzie z tą kulą na Giewont? A w Polsce pilot to ci jeszcze tę kulę poniesie, tyle ci powiem! Po rozmowie z B. już nie wiem, czy mam być dumna, czy powinnam się czegoś wstydzić?</p>
<p>B. jest przykładem innego typu pilotki, a mianowicie -</p>
<h3>Pilotka sierżant</h3>
<p>Proszę państwa przedstawiam program dnia, kto nie słucha, jego strata! Nie będę powtarzać! Jest wiele innych ciekawszych tematów, które chciałabym państwu dziś przedstawić. To już mówiłam, kto nie uważał!? Tracimy czas! Wczoraj ostrzegałam, że w Malborku jest dużo chodzenia, kto idzie z nami na zamek musi liczyć się ze zmęczeniem. Tak, będzie dużo schodów. Jak państwo nie przestaną rozmawiać, ja przestanę opowiadać. I bardzo proszę przestać narzekać i krytykować. Nie zapominajcie państwo o jednym - my, Polacy, mamy za sobą ponad czterdzieści lat komuny. W stosunku do zachodu Europy mamy więc niezawinione opóźnienie. Ale nadrobimy je, bez obaw! Potrzeba nam jednak jeszcze trochę czasu. Proszę doceniać sukcesy, zamiast wytykać niedociągnięcia. Myśmy odbudowali Gdańsk bez Planu Marshalla, tak, drodzy państwo, bez! Jeśli państwu nie smakuje kawa, bo nie jest taka jak w domu, to proszę następnym razem w nim po prostu zostać.</p>
<p>Ten typ pilota znakomicie sprawdza się w przypadku grup młodzieży. Często w podobną rolę wciela się nauczycielka, czy nauczyciel. To lubię, bo cenię nauczycieli chcących współpracować z przewodnikiem. Uczniowie będą oddaną drużyną pilota lub nauczyciela „sierżanta” pod jednym warunkiem. Musi mieć charyzmę, musi być ciekawy, musi porwać ludzi. Osobiście lubię ten typ pilota, jeśli utrzymywanie dyscypliny w grupie ma wyraźny dla wszystkich cel – chęć podzielenia się wieloma ciekawymi informacjami. Żandarm trzyma ich w ryzach i musztruje, bo chce żeby jak najwięcej skorzystali. Ucisza maruderów, jest energiczny i ma „to coś”, co powoduje, że turyści zapominają o zmęczeniu. Kolejny punkt programu ich nie załamuje, a jest obietnicą ciekawej przygody. Jednak musztra dla samej musztry - mija się z celem.</p>
<h3>Pilot Lekkoduch</h3>
<p>Spokojnie, zdążymy pani Madziu! Pali się? Najpierw może popłyniemy statkiem, tym pirackim, dobrze? Po ile tam bilety tam są? Zarezerwował pan wcześniej rejs? – pytam ostro – jest środek sezonu. Nie? No to jest problem, bo nie będzie miejsc. Nie będzie? (pan lekkoduch robi minę małego dziecka), jak to nie będzie? Nie ma pani tam znajomości? Mam, ale…. Słuchajcie kochani! – Lekkoduch krzyczy w stronę grupy - Pani Madzia zaraz załatwi nam bilety! Będziemy piratami! Hurra! Ahoj przygodo!</p>
<p>No nic, dzwonię: panie Adamie, mam problem. 40 osób. Wszystko zajęte? Nie, nie zarezerwowali... Rozumiem – jest sezon i jarmark do tego. Trudno, sami sobie winni. Dzięki, pa. Odwracam się w stronę Lekkoducha, ale już go nie ma! Stoi z grupą w kolejce po gofry, śmieje się i macha do mnie, kreśląc tajemnicze znaki. Domyślam się, że chce się dowiedzieć, czy i dla mnie kupić gofra. I z czym. Śmieję, odmachuję, że nie chcę i idę na chwilę ochłonąć. Wtem niespodziewanie oddzwania pan Adam ze statku. Wycofała się właśnie grupa rosyjska! Możemy popłynąć o 12. Pilot Lekkoduch i jego gofrowa drużyna są przeszczęśliwi – znów się udało!</p>
<p>Program zwiedzania grup Lekkoducha jest przeważnie bardzo napakowany i dziwnie ułożony. Do tego Lekkoduch ma często śmieszne pomysły – jak za dwadzieścia czwarta wyjedziemy z Gdańska – to na koncert w Oliwie na pewno zdążymy! Spoko loko – pico bello! Hej, ho! Nie da sobie przemówić do rozsądku, że wyjechawszy spod Novotelu za dwadzieścia czwarta – o godzinie czwartej będzie się (przy dobrych wiatrach) gdzieś na wysokości LOTu.</p>
<p>Pilot Lekkoduch sprawdza się pracując dla ludzi podobnych do niego. Jest niebywałym farciarzem i mistrzem improwizacji. Udają mu się rzeczy, o których inni marzą. Lekkoduch działa wg dewizy - najważniejsze, że jesteśmy w fajnym miejscu, jest piękna pogoda, więc po co się spinać? Trochę więcej luzu pani Madziu! (Madzi nie cierpię, ale jeszcze bardziej nienawidzę Magdzi) Co pani taka poważna?! Jak się nawet na ten koncert nie zdąży, to się park ludziom pokaże! A że pada? Nie jesteśmy z cukru, ha, ha!</p>
<h3>Pilot Boi Dudek</h3>
<p>Zawsze mi go żal. Boi się grupy, co ludzie wyczuwają w trybie natychmiastowym. Nie zna miasta, nie zna zbyt dobrze programu, nie wie co gdzie i za ile. Boi się powiedzieć turystom, że wstęp do kościoła Mariackiego jest płatny. A propos – mam dosyć wysłuchiwania bzdur – że nigdzie na świecie nie jest pobierana opłata za wstęp do kościołów. Jest to nieprawda, większość świątyń, które zwiedzałam były płatne. Koniec, kropka. Pomodlić się można było oczywiście za darmo, ale tylko w określonym miejscu. Dalej trzeba było zapłacić i tyle.</p>
<p>Pilot Boi Dudek żyje w wiecznym strachu i poczuciu winy. Czuje się winny, że przed południem w niedzielę w kościele jest msza i możemy zwiedzić go tylko z zewnątrz. Cierpi, kiedy pada deszcz. Przeprasza wszystkich, że muszą chodzić po kocich łbach, że latem jest gorąco, zimą zimno. Bierze na siebie fakt, że kelner nie ma drobnych, a poczta późnym wieczorem jest zamknięta.</p>
<p>Boi Dudek nie lubi swojej pracy, jest zmęczony i przerażony już z samego rana. Często nie zna dobrze języka, przez co czuje się jeszcze mniej pewnie. Słabą znajomość języka stara się ukryć poprzez odzywanie się tylko wtedy, kiedy jest to absolutnie konieczne. Woli nie zjeść śniadania, niż spożywać je w towarzystwie ludzi ze swojej grupy. Pewnie przysiądą się od razu i pomiędzy łykiem kawy, a gryzem kanapki zapytają o system szkolnictwa w Polsce i o to, czy rząd Donalda Tuska zamierza wprowadzić walutę euro. I wszyscy wlepią w biedaka zaciekawione spojrzenia.</p>
<p>Na nadmiernie ciekawych zakłócaczy czasu wolnego mam niezawodny sposób – informuję uprzejmie, że poruszana kwestia będzie omawiana w niedalekiej przyszłości. „Natenczas” proszę o cierpliwość, gdyż z pewnością INNI z grupy również będą zainteresowani tematem.</p>
<p>Strachliwość i małą fachowość Boi Dudka zauważają wszyscy w grupie, łącznie z kierowcą. I wedle powiedzenia, że na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą – ochrzaniają go nawet za pogodę, a co tam!</p>
<h3>Pilot Mądrala</h3>
<p>Już rano mam dziwne wrażenie, że mnie nie lubi. Omawia program bez cienia uśmiechu (u niego na uśmiech trzeba zasłużyć). Często przerywa czytanie programu i patrzy mi poważnie w oczy. Wiem, na co czeka. Czeka, żebym zaprotestowała, powiedziała, że czegoś się nie da. Albo, że mam czas tylko do 10.30, bo potem np. idę z siostrą kupić buty. Niedoczekanie kolego, przejrzałam cię! Dostaniesz miły uśmiech, jeden zero dla mnie!</p>
<p>Podczas zwiedzania im bardziej podobam się grupie, tym bardziej on jest skwaszony. Podchodzi i mówi – kiedyś zwiedzałem Gdańsk z panem Hubertem, ten to oprowadzał! Mistrz, istny mistrz! Jest jednym z najlepszych przewodników po Gdańsku, jakich znam! Zna go pani? Nie. Nie? Bardzo żałuję, że nie mógł nas oprowadzać… No cóż...</p>
<p>Pilot Mądrala często się wtrąca – jest pani pewna, że Schleswig Holstein przycumował właśnie na Zakręcie Pięciu Gwizdków? Nie jestem pewien, pan Hubert mówił…. No nie wiem, czy Dom Zarazy jest na pewno w Oliwie? On chyba jednak we Wrzeszczu jest! Myli się pani, Grass nie miał rodzeństwa! W końcu Mądrala wyciąga z kamizelki przewodnik. A kamizelkę ma niczym pan Anatol, tylko wełnianych papuci brak. (kto wie, z czego to?:)) Myśli, że nie widzę, jak szuka jakiegoś szczególiku, o który od niechcenia zaraz mnie zapyta. Pod koniec żegna się chłodno i krótko, rzadko dziękuje za ciekawe zwiedzanie. No cóż, nie byłam panem Hubertem, o ile on w ogóle istnieje.</p>
<p><em>W następnej części między innymi – Pilot „Opowiadam o sobie – więc jestem”, Pilot Wesołek, Pilot Nudziarz (beznadziejny przypadek) i Pilotka Trzpiotka:) Zapraszam</em>!</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" rel="lightbox[36857]"><img class="alignleft size-full wp-image-34941" title="Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" alt="" width="97" height="104" /></a>Autor: Magda Kosko - Frączek</strong> - nauczycielka, wykładowczyni, doktorantka, tłumaczka, przewodniczka, od niedawna mama Andrzejka, zwanego Dzidziuchem:)<br />
Napisz do autorki:<em> magda.kosko@wp.pl</em></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-v/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>32</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kto zostanie gdańskim piratem?</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/kto-zostanie-gdanskim-piratem/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/kto-zostanie-gdanskim-piratem/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Apr 2012 07:27:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Centrum Hewelianum]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[konkurs]]></category>
		<category><![CDATA[pirat gdański]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=36196</guid>
		<description><![CDATA[Pirat z Karaibów! Pirat z Karaibów! - krzyczały dzieciaki hasające po forcie Góry Gradowej, na widok... pruskiego żołnierza, w towarzystwie którego grupa turystów zwiedzała Centrum Hewelianum. Pirat z Karaibów? A dlaczego nie pirat z Gdańska? - pomyślałam. W drugi dzień świąt wielkanocnych na portalu trójmiasto.pl [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pirat z Karaibów! Pirat z Karaibów! - krzyczały dzieciaki hasające po forcie Góry Gradowej, na widok... pruskiego żołnierza, w towarzystwie którego grupa turystów zwiedzała Centrum Hewelianum. Pirat z Karaibów? A dlaczego nie pirat z Gdańska? - pomyślałam.</strong></p>
<div id="attachment_36770" class="wp-caption alignleft" style="width: 286px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_9761.jpg" rel="lightbox[36196]"><img class="size-full wp-image-36770   " title="Pirat Gdański Andrzej Sulewski" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_9761.jpg" alt="" width="276" height="243" /></a><p class="wp-caption-text">Kto zastąpi pirata Andrzeja?</p></div>
<p>W drugi dzień świąt wielkanocnych na portalu trójmiasto.pl ukazał się artykuł "Krakus zostanie gdańskim piratem?", zaskakujący informacją o przystąpieniu do konkursu na gdańskiego pirata mieszkańca... Krakowa.<br />
- Niechybnie redakcja pomyliła lany poniedziałek z prima aprilisem - pomyślałam.<br />
Ale nie, rzeczywiście krakus postanowił zadbać o promocję Gdańska.</p>
<p>Skoro jednak redakcja trójmiasto.pl o krakowskim kandydacie...</p>
<h3>Ad vocem</h3>
<p>Jego pradziadek był kolejarzem w Wolnym Mieście Gdańsku. On sam urodził się trzydzieści pięć lat temu w Gdyni. Dwa pierwsze lata mieszkał w Sopocie, a całe jego świadome życie jest związane z Gdańskiem.</p>
<p>Zafascynowany historią, od dziesięciu lat współtworzy grupy rekonstrukcyjne. Samodzielnie produkuje historyczne stroje, szefuje Projektowi Historycznemu Garnison Gdańsk. Od 2009 roku współpracuje z Centrum Hewelianum - organizuje imprezy historyczne i prowadzi zajęcia edukacyjne dla dzieci, jest przewodnikiem po forcie Góry Gradowej.<br />
Dużo czyta. Przede wszystkim interesuje go beletrystyka o tematyce historycznej (historia starożytnego Bliskiego Wschodu, Polski, Gdańska, Royal Navy) i marynistycznej. Pasjonuje go muzyka filmowa i klasyczna, historia architektury i modelarstwo. Eh, długo by wymieniać...</p>
<p>Poznałam go w czerwcu 2010 r. podczas wizji lokalnej Szańca Jezuickiego, w której brali udział przedstawiciele władz miasta, członkowie lokalnych społeczności i radni. Ubrany w pruski strój 52. Regimentu Piechoty, dowodził grupą rekonstrukcyjną i dzielnie walczył z... niemiłosiernym upałem. Nie dał po sobie poznać, że cokolwiek mu doskwiera.<br />
Jest kulturalny, towarzyski, dowcipny i posługuje się ładną polszczyzną. Los dał mu zdolności aktorskie i cechy przywódcze.</p>
<p>Ma w sobie coś z “Pirata z Karaibów” i w moim pojęciu może być doskonałym następcą, ale nie naśladowcą (sic!), znanego przez lata “Pirata z Gdańska”. A że jest młody i przystojny?  To akurat gdańszczanie, a zwłaszcza gdańszczanki na pewno mu wybaczą;)</p>
<p>Taki jest "mój" kandydat na gdańskiego pirata. Kandydat, za którego powodzenie z całej siły trzymam kciuki. A krakus? Niechaj dalej wciela się w lajkonika, my, gdańszczanie, swojego kandydata mamy...</p>
<p>A jak Państwu podoba się "mój" pirat? Dodam, że to człowiek z krwi i kości, a nie wytwór fantazji. On naprawdę istnieje:)</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;">O konkursie na pirata na <strong><span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.gdansk.pl/nasze-miasto,512,21536.html" rel="nofollow" title="gdańsk"  target="_blank">oficjalnej stronie Miasta Gdańska</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/kto-zostanie-gdanskim-piratem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ALTER EGO JEJ lub JEGO &#8211; Joanna Kauder i jej pracownia</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/alter-ego-jej-lub-jego-joanna-kauder-i-jej-pracownia/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/alter-ego-jej-lub-jego-joanna-kauder-i-jej-pracownia/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Apr 2012 23:26:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Kauder]]></category>
		<category><![CDATA[Magda Kosko-Frączek]]></category>
		<category><![CDATA[scrapbooking]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=36054</guid>
		<description><![CDATA[Drogie Czytelniczki i Czytelnicy iBedekera! Rozpoczynamy nowy cykl - ALTER EGO JEJ lub JEGO, którym będą wywiady z przewodniczkami i przewodnikami. Ich tematem nie będzie jednak przewodnictwo, ale pasja, zainteresowania. Poznamy ich z nieznanej nam strony. Autorką cyklu jest Magda Kosko - Frączek. Stary dom [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Drogie Czytelniczki i Czytelnicy iBedekera! Rozpoczynamy nowy cykl - ALTER EGO JEJ lub JEGO, którym będą wywiady z przewodniczkami i przewodnikami. Ich tematem nie będzie jednak przewodnictwo, ale pasja, zainteresowania. Poznamy ich z nieznanej nam strony. Autorką cyklu jest Magda Kosko - Frączek.</strong></p>
<div id="attachment_36061" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/wywiad-023.jpg" rel="lightbox[36054]"><img class="size-full wp-image-36061 " title="Joanna Kauder" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/wywiad-023.jpg" alt="" width="576" height="432" /></a><p class="wp-caption-text">Joanna Kauder w pracowni</p></div>
<p>Stary dom z ogrodem. Niby w centrum, a jednak na uboczu. Wchodzę po schodach. W progu wita mnie Aśka, stanowczo zakazuje zdjęcia butów (to lubię) i wręcza kubek z kawą. Chodź, pokażę ci pracownię!</p>
<p>Siedzimy w słonecznym pokoju pełnym staroci, pięknych mebli i starych świętych obrazów. Są tu stuletnie pamiątki komunijne, obrazki z okazji chrztu świętego i liczne sceny biblijne. Dawno zbierasz takie świątki? – pytam. Od zawsze, fascynują mnie – mówi Joanna – widzisz tylko małą część zbioru, reszta ozdabia inne pokoje.<br />
Główne miejsce w pracowni zajmuje stół i to on najbardziej przyciąga wzrok. Stoi na nim mnóstwo dziwnych sprzętów oraz stos plastikowych, kolorowych pojemniczków.<br />
To tutaj Joanna Kauder oddaje się swojej pasji – <strong>scrapbookingowi</strong>.</p>
<p><strong>Co to za narzędzia dentystyczne?<br />
</strong>- To wykrojniki, a to punchery. A tam dalej stempelki.</p>
<p><strong>Stempelki wyglądają stempelkowo, miałam kiedyś mini pocztę, to poznaję, ale co to są te punchery?<br />
</strong>- Mini pocztę też miałam! (śmiech), a punchery to takie dziurkacze do wycinania różnych wzorów i kształtów. Trzeba mieć ich parę.</p>
<p><strong>Drogie „toto”?<br />
</strong>- Różnie, niektóre i owszem. Ale bez nich ni w ząb. Zobacz, co to jest. (Aśka pokazuje mi kawałek tekturki wielkości znaczka pocztowego)</p>
<p><strong>Śmieć. Kawałek karteczki</strong>.<br />
- No oszalała kobieta! Śmieć! To bardzo przydatny kawałek brystolu, który zaraz będzie gałązką. Spójrz – ciach! I co widzisz?</p>
<p><strong>Gałązkę.<br />
</strong>- Właśnie, gałązkę. Na tym właśnie polega idea scrapbookingu. Wykorzystujesz każdy kawałek papierka, złotka, tasiemki, wyczarowujesz coś z niczego.</p>
<p><strong>Ale po co mi taka gałązka?<br />
</strong>- Do tworzenia różnych pięknych rzeczy, kartek, zakładek, zaproszeń, albumów… Wszystko najpierw obmyślasz, potem naklejasz, przycinasz, kolorujesz, ozdabiasz.</p>
<p><strong>Trzeba być takim zbieraczem, magazynierem…<br />
</strong>- Owszem, taką sroką! Żeby się nie pogubić co gdzie masz, wszystko musi być uporządkowane. W pudełkach, kartonikach, szufladkach. O – tu mam guziki, tu kokardki. A tutaj kolorowe karteczki. Tam są naklejki, a tu tekturki. Część rzeczy oczywiście kupuję. Głównie przez internet.</p>
<p><strong>Ma się jakby wieczny bałagan!<br />
</strong>- Wprost odwrotnie! To może wyglądać na taki wieczny bałagan, ale to jest naprawdę uporządkowane. Nie wolno mieć bałaganu, bo się nic nie znajdzie.</p>
[[Pokaż jako pokaz slajdów]]
<p><strong>Moja trzyletnia siostrzenica Emilka z chęcią by się z Tobą zaprzyjaźniła. Twoja pracownia to istny raj dla dziewczynek. Same skarby</strong>.<br />
- Oczywiście, że tak! A wiesz, że idea scrapbookingu rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych? Amerykanki ozdabiają albumy, zakładki, ramki do zdjęć, listy. W co trzecim domu znajdziesz coś wykonanego tą metodą. Potrafię rozpoznać które kartki wykonała Amerykanka, które Szwedka, a które Niemka.</p>
<p><strong>Żartujesz teraz!<br />
</strong>- Nie. Amerykanki preferują styl, który nazywam dziewczęco – naiwnym. Ich kartki i albumy są słodkie, bardzo kolorowe, lekko kiczowate, ale ładne. Niemki są skromne i oszczędne, ich karteczki mają niewiele ozdób. Lubią minimalizm, spokojne kolory. Nie znajdziesz nic przypadkowego, nie ma tłoku. Skandynawki są znów bardzo romantyczne, używają wielu pasteli, rozmazanych, rozwodnionych barw. Jest wiele motywów kwiatowych i vintagowych.</p>
<p><strong>Kiedy masz najwięcej zamówień?<br />
</strong>Przed Bożym Narodzeniem oczywiście. Kartki zaczynam przygotowywać już w sierpniu.</p>
<p><strong>Czy ktoś kiedyś zamówił u Ciebie nietypową kartkę – np. dla kogoś, komu właśnie umarł ktoś bliski?<br />
</strong>- Nie, ale widziałam wiele takich kartek w Niemczech.</p>
<p><strong>Co można napisać na tak smutnej kartce?<br />
</strong>- Jak to co? JESTEM Z TOBĄ. U nas w ogóle ludzie często boją się zadzwonić, czy odwiedzić kogoś w żałobie. Uważamy, że to nie wypada, nie czas, że bliscy zmarłego woleliby być sami. Nie rozumiem i nie lubię takiego zachowania. A skąd niby ta pewność? Nie lepiej samemu się przekonać? Powiedzieć coś miłego, zapewnić, że się myśli i jest gotowym porozmawiać, wysłuchać, pójść na spacer. Albo chociaż posiedzieć i pomilczeć razem.</p>
<p><strong>Czego jeszcze nie lubisz?<br />
</strong>- Nie znoszę, kiedy ludzie dziwią się że mi się po prostu czegoś chce. Idę na siłownię – chce ci się? Mam grupę – o rany, współczuję! Położyłam się późno, bo siedziałam w pracowni – biedna! Mam jutro zajęte popołudnie, wielu uczniów na korepetycjach – no nie mów! Rozumiem więc, że niektórym się nie chce – ale niech potem nie narzekają, że nic nie mają !</p>
<p><strong>To takie polskie to narzekanie?<br />
</strong>- No coś ty, absolutnie nie. To nie jest ani polskie, ani niczyje inne. Narzekanie nie ma narodowości – to cecha charakteru. Znam wiele zadowolonych z życia i ciężko pracujących Polek i Polaków. I paru takich, którym „nic się nie opłaca” i już od rana są zmęczeni.</p>
<p><strong>Boisz się deregulacji?<br />
</strong>Ja nie, ale rozumiem przewodniczki i przewodników, którzy się boją. Moi klienci nie zrezygnują z moich usług, z tego powodu, że ktoś będzie o 10 euro tańszy. Niemcy cenią fachowców z licencją. Uprawnienia dla nich bardzo dużo znaczą. Bardzo wątpię, czy powierzyliby oprowadzanie wymagającej grupy komuś bez papierów. To byłoby mało profesjonalne.</p>
<p><strong>Nawet profesorowi, znawcy historii Gdańska?<br />
</strong>Ale czy tacy znawcy wiedzą jak pracować na ulicy z pięćdziesięcioosobową grupą turystów? Zaprowadzą do toalety albo kantoru? A poza tym, pokaż mi profesora który miałby ochotę to robić? Wykład wykładem, ale cała reszta? Nie mogę sobie tego wyobrazić, więc śpię spokojnie:)</p>
<p><strong>Długo byłaś za granicą.<br />
</strong>- Tak, uzbierało się prawie 20 lat!</p>
<p><strong>Masz ochotę czasem tam wrócić?<br />
</strong>- Dziś tylko i wyłącznie jako turystka. Tu jestem szczęśliwa. Teraz jest najlepiej!</p>
<p>(po powstaniu wywiadu przychodzi mail: Madziu, świat oszalał! Dziś dostałam zamówienie na kartkę rozwodową! Boskie, co?:) )</p>
<blockquote><p><strong>Niedyskretnik</strong></p>
<p>ANTONI – Święty - bo ze mną wytrzymuje<br />
MAREK - Syn - sens egzystencji<br />
DOM - najukochańsza ruina - ale dzięki niej jestem ekspertem remontowym<br />
PASJA - dużo ich - czytanie, nauczanie, gotowanie, tworzenie, spanie<br />
ANIOŁY – zbieram, ale nie każdego wpuszczam do domu<br />
PIENIĄDZE - uspokajają<br />
JA NA STAROŚĆ - piękna, zgrabna i dalej chodząca do Spatifu;)<br />
MOJE WŁOSY - po 20 latach rudości, cofnęłam się do lat młodzieńczych - kolorem:)<br />
GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS - a po co ? teraz jest najlepiej !<br />
LUBIĘ W SOBIE - siebie</p></blockquote>
<p><strong>Rozmawiała: Magda Kosko - Frączek</strong></p>
<blockquote><p><strong><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" rel="lightbox[36054]"><img class="alignleft size-full wp-image-34941" title="Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" alt="" width="97" height="104" /></a></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Magda Kosko - Frączek</strong> - nauczycielka, wykładowczyni, doktorantka, tłumaczka, przewodniczka, od niedawna mama Andrzejka, zwanego Dzidziuchem:)<br />
Napisz do autorki: magda.kosko@wp.pl</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/alter-ego-jej-lub-jego-joanna-kauder-i-jej-pracownia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trudne gdańskie rozmowy cz. I</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/trudne-gdanskie-rozmowy-cz-i/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/trudne-gdanskie-rozmowy-cz-i/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Apr 2012 20:59:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Magda Kosko-Frączek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Adolf Hitler]]></category>
		<category><![CDATA[Faszyzm]]></category>
		<category><![CDATA[gdańskie rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[Paweł Klamrau]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=35980</guid>
		<description><![CDATA[Moi rodzice proszę pani byli przeciwko Hitlerowi! Oni „tego wszystkiego” wcale nie popierali! Miałam w Gdańsku wiele koleżanek Polek. Przychodziły do mnie się pobawić, zimą do domu, a latem do ogrodu. Nasi polscy sąsiedzi często wstępowali na kawę, a mama to nawet szyła sobie sukienki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Moi rodzice proszę pani byli przeciwko Hitlerowi! Oni „tego wszystkiego” wcale nie popierali! Miałam w Gdańsku wiele koleżanek Polek. Przychodziły do mnie się pobawić, zimą do domu, a latem do ogrodu. Nasi polscy sąsiedzi często wstępowali na kawę, a mama to nawet szyła sobie sukienki u polskiej krawcowej. Także moja rodzina nie miała z narodowym socjalizmem nic wspólnego!</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/orłowo-064.jpg" rel="lightbox[35980]"><img class="alignleft size-full wp-image-35990" title="korzenie" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/orłowo-064.jpg" alt="" width="640" height="480" /></a>Niechże pani już przestanie – wtrąca się starszy pan - denerwuje mnie, że każdy z nas Niemców teraz mówi, że za Hitlera działał w ruchu oporu, a ci, którzy akurat nie działali, ukrywali w piwnicach Żydów. Skoro niby wszyscy byliśmy przeciw, to kto był właściwie za?</p>
<p>Nic nie wiedzieliśmy, widziało się też niewiele, a bieżącą polityką to się po prostu nie interesowaliśmy – można usłyszeć nader często z ust pochodzących z Gdańska Niemców.</p>
<p>Czy jednak rzeczywiście? Dokumenty i zdjęcia archiwalne świadczą o czymś zgoła innym. Widzimy setki rozentuzjazmowanych twarzy, liczną obecność niemieckich Gdańszczan na wiecach, dającą się zauważyć fanatyczną aprobatę usłyszanych sloganów. „<em><strong>Adolf Hitler</strong> był dla większości żyjących tu Niemców pierwszym po Bogu. A ci, którzy myśleli inaczej też musieli w tym uczestniczyć, bowiem kto w tym nie uczestniczył, był „INNY”, a więc naznaczony piętnem podejrzanego, lub nawet wroga, zgodnie z zasadą totalitaryzmu: „kto nie jest z nami, jest przeciwko nam</em>”.[1]</p>
<p><strong>Faszyzm</strong> dążył do wykształcenia mas bezwzględnie podporządkowanych i szczerze oddanych. Manipulowanie jednostką i całymi grupami społecznymi było przecież kluczowe dla ideologii faszystowskiej. Społeczeństwo było poddawane indoktrynacji i „praniu mózgu”, aby bez większych skrupułów wcielało w życie założenia narodowego socjalizmu. Hans Lothar Fauth, członek gdańskiego Hitlerjugend: <em>„Dla mnie istniała wówczas jasna i prosta hierarchia: na samej górze był Pan Bóg, potem Adolf Hitler, a po nim moi rodzice. Nie mogłem wprost tego znieść, gdy ktoś w mojej rodzinie wyrażał się krytycznie o Hitlerze”</em>. [2]</p>
<h3>Bierni uczestnicy wydarzeń?</h3>
<p>Oprócz katów i ofiar, o których napisano już mnóstwo prac - jest jeszcze spora grupa ludzi pozornie nie zaangażowanych bezpośrednio w zbrodniczy system. Zwykli, normalni ludzie - aptekarze, krawcowe. Ludzie pozornie wyłączeni z polityki, żyjący swoim życiem.<br />
Część z nich to cisi zwolennicy nazizmu, część to osoby, które udawały, że nic się nie dzieje. Mistrzowie odwracania głowy i mistrzynie nie wtrącania się. Dzisiaj ten anonimowy tłum chętnie przedstawia się jako ofiary polityki Hitlera. I właśnie ów tłum mnie bardzo interesuje.</p>
<p>Uważam, że brak bezpośredniego uczestnictwa w zbrodniach i prześladowaniach gdańskich, polskich sąsiadów wcale niemieckich Gdańszczan nie usprawiedliwia. Rzekoma niewiedza też nie, może z uwzględnieniem jednej okoliczności – młodego wieku.<br />
Ludzie, z którymi rozmawiałam na potrzeby pracy doktorskiej, urodzili się najwyżej paręnaście lat przed wojną, często w jej trakcie. Jako dzieci rzeczywiście mogli nic nie wiedzieć, jako nastolatki nie wiedzieć wszystkiego.</p>
<h3>Karuzela wspomnień</h3>
<p>W zebranych przeze mnie relacjach świadków wydarzeń zarysowują się cztery grupy wypowiedzi. Pierwsza, dość naiwna, to wspomnienia wg motta:</p>
<blockquote><p>Nic nie wiedziałem, nic nie słyszałem, po wojnie się szczerze zdziwiłem</p></blockquote>
<p>Druga, już odważniejsza, choć ostrożna to:</p>
<blockquote><p>U mnie w domu o tym się nie mówiło, wiedziało się coś ogólnie, ale nie zgłębiało tematu</p></blockquote>
<p>Trzecia, dla badaczki niezwykle ciekawa:</p>
<blockquote><p>Wiedziałem, ale bałem się w jakikolwiek sposób reagować, było to ponad moje siły. W sercu współczułem ofiarom. Bałem się, że w razie głośnego protestu zostanę aresztowany.</p></blockquote>
<p><strong>Paweł Klamrau</strong>, przedwojenny pracownik stoczni Schichau: „<em>Niech Pan sobie wyobrazi sytuację, gdybym za czasów Adolfa chciał płynąć pod prąd. Każdy musiał brać w tym udział. Żyje się dalej, nie będąc bohaterem”</em>. [3]</p>
<p>W końcu, co najtrudniej wyznać:</p>
<blockquote><p>Wszystko wiedzieliśmy i popieraliśmy</p></blockquote>
<p>Takich wyznań jest najmniej. Potrzeba do nich wielkiej odwagi, czegoś na kształt masochizmu w ostatnich latach życia.</p>
<p>W ocenie społeczeństwa niemieckiego czasów Hitlera bardzo łatwo wpaść w pułapkę uproszczeń. Nierzadko przypisuje się prostym ludziom całą winę za bezkrytyczne poparcie dla Hitlera, a w konsekwencji odpowiedzialność za popełnione w imię nazizmu zbrodnie. <em>„We wszystkich ustrojach totalitarnych jednostka nieuchronnie kompromituje się przez to, że bierze udział w akcjach zbiorowych. Akcje te wiążą ją na śmierć i życie z partią, człowiek staje się współuczestnikiem i współwinowajc</em>ą.” [4]</p>
<h3>Skazałam się na dożywocie</h3>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/215715_202747613098948_100000911326869_555925_3706728_n.jpg" rel="lightbox[35980]"><img class="alignleft size-full wp-image-35991" title="droga krzyżowa" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/215715_202747613098948_100000911326869_555925_3706728_n.jpg" alt="" width="230" height="208" /></a>Pamiętam konferencję na temat dyktatury nazistowskiej, zorganizowaną w Schwerinie. Jednym z punktów programu było spotkanie ze starszą panią. Jako nastolatka mieszkała z rodzicami niedaleko obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Usiadła przed nami i powiedziała – <em>moja rodzina należała do tych, którzy politykę Hitlera w stu procentach popierali. W naszym gospodarstwie pracowali więźniowie. Wszystko wiedzieliśmy i widzieliśmy. Jako nastolatka byłam dumna, że jestem Niemką i zarazem pełna pogardy dla więźniów. Nie traktowaliśmy ich dobrze. Widziałam, jak są wychudzeni, nieludzko zmęczeni. Nie, nie było mi ich żal, to mnie nie obchodziło. Nie byli dla mnie w pełni ludźmi.</em></p>
<p><em>Dzisiaj przychodzę na różne spotkania, siadam i odpowiadam na setki pytań. Tak, jest to dla mnie wielkie obciążenie psychiczne, teraz mam wielkie wyrzuty sumienia. Jednak przychodzę i opowiadam o tym. Jest to czymś w rodzaju kary ode mnie dla mnie, kary, którą sama na siebie nałożyłam. Kary dożywocia. Przychodzę do państwa, bo nie mogę znieść, kiedy większość moich rodaków mówi teraz – nic nie wiedziałem, nic nie słyszałem. Bzdura! Większość z nas ten cały system popierała, a z pracy więźniów czerpaliśmy profity. Taka jest prawda. I proszę nie wierzyć, że było inaczej! </em>[5]</p>
<h3>Niezrozumiane gratulacje</h3>
<p>Któregoś październikowego wieczoru siedzimy z Moniką i Bernhardem oglądając wiadomości. Właśnie podano laureatów nagrody Nobla w dziecinie fizyki i chemii! W obu dziedzinach wyróżnieni zostali między innymi właśnie Niemcy. Gratulacje! Z uznaniem kiwam głową. Monika i Bernhard patrzą na mnie jakby nie rozumiejąc. Dlaczego nam gratulujesz? Bo Wasi dostali Nobla! Ale oni nie są nasi! Jak to nie są Wasi? Są Niemcami, tak? Wy też! Nagroda więc dostała się właśnie wam. Stąd moje gratulacje. Ale oni nie są stąd! Wiem, że nie są! (zaczynam się śmiać) - Monika, ale czy nie rozumiecie, o co mi chodzi? Jesteście obywatelami kraju, z którego wyróżniono kilku naukowców - za kawał dobrej roboty. Nie cieszysz się, że to WY właśnie dostaliście tę nagrodę?</p>
<p>Nie – mówi Monika - jest mi zupełnie obojętne, czy dostał ją Włoch, Polak, Francuz, czy Niemiec. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Nie utożsamiam się z nimi, nie jestem dumna. Mogłabyś mi pogratulować, gdybym to ja ją dostała. Albo ja – wtrąca Bernhard.</p>
<p>Nie rozumiemy się, ale zrobiło się późno, żegnam się, do jutra, dobranoc.</p>
<h3>Monika wyjaśnia</h3>
<p>Następnego dnia przy śniadaniu: wiesz, wczoraj długo z Bernhardem rozmawialiśmy o twoich gratulacjach. Ja rozumiem o co ci chodziło, ale teraz posłuchaj, posłuchaj, żeby zrozumieć. My jesteśmy pokoleniem urodzonym po wojnie, pod koniec lat czterdziestych. Z narodowym socjalizmem nie mamy więc nic wspólnego. Od dzieciństwa jednak jako Niemcy musieliśmy się z nim zmierzyć. To cholerne brzemię towarzyszy nam przez całe życie. Nasi rodzice i dziadkowie byli zagorzałymi zwolennikami polityki Hitlera. Przeżywaliśmy więc katusze otoczeni rozmowami o tym w szkołach, a milczeniem w domach. Baliśmy się zadawać pytania rodzicom! Żeby więc żyć i nie zwariować - i Bernhard i ja musieliśmy się odciąć od własnego narodu, przestać się z nim w jakimś sensie utożsamiać. Wyłączyć się. Odejść od tego przeklętego hitlerowskiego sloganu – jeden naród, jedna Rzesza… Jesteśmy Moniką i Bernardem, a nie „jedną Rzeszą”! Nie chcemy być jednym narodem z tamtymi mordercami, bo gdybyśmy byli – ponosilibyśmy przeogromną współwinę. Nie poradzilibyśmy sobie z nią... Więc skoro nie chcemy identyfikować się z tym narodem, to nie mamy prawa też do wspólnej z nim radości. Niech każdy odpowiada za siebie. Czy rozumiesz nas teraz? Rozumiem.</p>
<p><em>Śródtytuł „Karuzela wspomnień” wypożyczyłam od Kazika Staszewskiego</em></p>
<p><em><strong>Przypisy:</strong></em><br />
<em> 1. - Pod znakiem swastyki, Gdańsk 1943 – 1944, Gdańsk 2006, s. 7</em><br />
<em> 2. - Tamże</em><br />
<em> 3. - Tamże</em><br />
<em> 4. - Carl J.Burckhardt, Moja misja w Gdańsku 1937 – 1939, Warszawa 1970, s. 50</em><br />
<em> 5. - Cytat z materiałów własnych autorki</em></p>
<blockquote><p><strong><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" rel="lightbox[35980]"><img class="alignleft size-full wp-image-34941" title="Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" alt="" width="126" height="135" /></a>Autor: Magda Kosko - Frączek</strong> - nauczycielka, wykładowczyni, doktorantka, tłumaczka, przewodniczka, od niedawna mama Andrzejka, zwanego Dzidziuchem:)<br />
Napisz do autorki: magda.kosko@wp.pl</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/trudne-gdanskie-rozmowy-cz-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z gdańskiej szuflady : Z notatnika przewodnika cz. IV</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-iv/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-iv/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Apr 2012 15:40:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Magda Kosko-Frączek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[z gdańskiej szuflady]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=35519</guid>
		<description><![CDATA[Proszę pani – chciałbym się pożegnać, nie daję rady – starszy pan chce odłączyć się w trakcie zwiedzania – czy w pobliżu jest postój taksówek? Pojechałbym już do hotelu. Czy wezwać pogotowie? – pytam - źle się pan czuje? Nie, po prostu jestem wykończony. Muszę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Proszę pani – chciałbym się pożegnać, nie daję rady – starszy pan chce odłączyć się w trakcie zwiedzania – czy w pobliżu jest postój taksówek? Pojechałbym już do hotelu. Czy wezwać pogotowie? – pytam - źle się pan czuje? Nie, po prostu jestem wykończony. Muszę się położyć. Rozumiem, zadzwonię po taksówkę, proszę tu usiąść i poczekać. Auto zaraz podjedzie. Tu jest moja wizytówka, jeśli pan poczuje się gorzej, proszę zadzwonić. Dziękuję pani. Piękne zdjęcia ostatni raz zrobiłem, to będę miał. No pewnie!  </strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4667.jpg" rel="lightbox[35519]"><img class="alignleft size-full wp-image-35526" title="Gdańsk" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4667.jpg" alt="" width="640" height="470" /></a>Nie przerywam zwiedzania, ale specjalnie przedłużam trasę w kierunku Żurawia, żeby mieć go na oku. Usiadł przy Bramie Chlebnickiej, czeka. O, podjechała taksówka, dziadek wsiadł. Jeśli nie zadzwoni – znaczy dotarł do hotelu. Ale po kwadransie dzwonię na wszelki wypadek jeszcze do hotelowej recepcji. Tak, dotarł, wziął klucz do pokoju. Zadzwonią zaraz do niego i sprawdzą jak się czuje. Czyli wszystko w porządku. Tacy starsi, schorowani ludzie - myślę sobie - nie powinni jechać sami na tak długą podróż. Szczególnie w środku lata. Gdyby nie był sam, pewnie żona, czy syn zostaliby razem z nim, zawsze to raźniej i bezpieczniej. (lubię słowo „raźniej” , jest jakby nie z naszych czasów )</p>
<p>Szkoda, że biura podróży – i polskie i zagraniczne - coraz rzadziej zatrudniają pilota, który towarzyszy grupie na całej trasie. Ograniczają wydatki. Rozumiem, ale nie podoba mi się to. W takiej sytuacji pilot zostałby z dziadkiem, a ja mogłabym spokojnie skupić się na oprowadzaniu.</p>
<h3>Niemiłe zaskoczenie</h3>
<p>Po chwili okazuje się, że dziadek absolutnie nie był sam! W grupie są jego żona oraz syn z synową! Żona to chudziutka, starsza pani, ale syn to zażywny pięćdziesięciolatek, o dość prostackiej twarzy i fryzurze typu Vokuhila*.<br />
Nawet przez moment nie wykazali chęci pomocy, opieki, czy troski. Wstyd! Nie chodzi nawet o powrót z nim do hotelu, ale choćby o wspólne poczekanie na taksówkę. Udawali po prostu, że go nie znają. Nawet nie szli obok niego. Dziadek dreptał sam, robiąc ogony i ledwo nadążając za grupą. Robił też dużo zdjęć, jak na starszą osobę przystało – wolno i dokładnie. Nowym, pięknym sprzętem. Ten aparat nawet trochę do niego nie pasował. Cóż, nie ma jak kochająca się rodzinka – myślę sobie. Swoją drogą – nieźle się bunkrowali. Ale dlaczego?</p>
<h3>Chciał jechać, to teraz ma!</h3>
<p>Sam sobie winien – po co się pchał do Gdańska! – żona, syn i synowa rozmawiają między sobą – mówiłem mu, że nie da rady, że program męczący, że gorąco, tłok i jarmark. Ale on swoje – nach Danzig, nach Danzig!… To niech siedzi w hotelu! No trudno, żebym JA rezygnował ze zwiedzania, bo ON nie daje rady! ( syn jest oburzony) - Co za uparciuch! Nic tylko ta wycieczka się liczyła! I to od lutego tak! Ty widziałaś, ile on sobie książek wiosną kupił? I map? Widziałam! (teraz synowa) I ten aparat jaki drogi sobie kupił!</p>
<p>Bo tata przecież jest z Gdańska – żona próbuje usprawiedliwić męża – wiecie, jak bardzo chciał tu jeszcze przyjechać. Mówił, że to już ostatni raz. Jako nastolatek był.… Mamo! – synowa przerywa - nie będziemy go niańczyć! Dorosły jest, wiedział co robi. Czytał program? Czytał! To po co się pchał? Ciekawe jak sobie jutro da radę w Malborku, haha! Ale ojciec mówił, że na Malborku mu nie zależy, że zostanie w…. Mamo! Znów go bronisz! On jest obciążeniem dla nas wszystkich!</p>
<h3>Kara dla dziadka</h3>
<p>Udaję, że nie słyszę tej dość nieprzyjemnej rozmowy i myślę sobie – w sumie logiczna argumentacja – dziadek mimo sprzeciwu rodzinki też wykupił sobie wycieczkę. Oj, jaka zbrodnia! Rodzinka wolała, żeby tylko pomachał autokarowi, przekonywała, że taka podróż to w jego wieku głupota, nawet obiecywali, że mu pocztówkę z Żurawiem kupią. Uparł się, dziadek jeden, czym ich nawet wszystkich lekko zaskoczył. Co za zawziętus! Ale bardziej niż zaskoczył - zdenerwował, więc za karę mu nie pomagają. Niech to zapamięta i już.</p>
<h3>Wszyscy równi bez względu na wiek</h3>
<p>Wielokrotnie miałam wrażenie, że my, Polacy jakoś częściej sobie pomagamy. Na starszą osobę się czeka, podaje rękę, ustępuje miejsca w tramwaju. Na zachodzie Europy nie zawsze. Raczej rzadziej…. Starsi ludzie też już tego nawet nie wymagają, przyzwyczajeni do równego traktowania każdego, niezależnie od wieku.<br />
Często obserwuję oprowadzając, że osoby starsze, słabsze, niepełnosprawne – boją się jak ognia jednego – zarzutu ze strony pozostałych, że przez ich niedołęstwo, powolne chodzenie - inni czegoś tam nie zobaczyli. Mówią - nie chcę obciążać innych swoją osobą – jak nie dam rady – odłączę się.</p>
<p>Niesprawiedliwym byłoby jednak uogólnianie tematu. Nie każdy Polak pomaga starszym, i nie każdy Niemiec, czy Holender zawsze musi radzić sobie sam. Faktem jednak jest, że wiele rodzin na zachodzie chętnie zatrudnia opiekunkę z Polski do opieki nad leżącą już mamą, czy zniedołężniałym dziadkiem. Niemcy lubią i doceniają polskie opiekunki, nie tylko ze względu na finanse. Znam wiele pań i panów pracujących w ten sposób w Niemczech. Wszyscy mówią to samo – moi podopieczni są przede wszystkim niezwykle samotni. Bardziej od przysłowiowej szklanki wody potrzebują zainteresowania i rozmowy.</p>
<h3>Kawałek krakowskiej dla mamy…</h3>
<p>Jak pisałam, nie wolno uogólniać, to zawsze jest krzywdzące. Moja koleżanka Monika spod Stuttgartu dwa razy dziennie odwiedza swoją mocno starszą już mamę. Przynosi zakupy, ale nie podaje ich w drzwiach. Wchodzi, rozmawia, panie wspólnie gotują. Ponieważ mama przepisała mieszkanie wnuczce – w podziękowaniu za to Monika wraz z mężem opłacają jej czynsz. Wnuczka studentka regularnie pucuje mieszkanie babci oraz uczy ją surfować po sieci. Dlaczego płacicie mamie czynsz? – pytam. Żeby zostawało jej trochę pieniędzy na przyjemności. „Przyjemności” – słowo jakby niepasujące do osoby prawie nie wychodzącej już z domu… Mama szyje namiętnie kapy, takie patchworkowe. Zamawia przez internet piękne materiały, nie są tanie… - kończy temat Monika i przeprasza na moment. Poleci do mamy zanieść kawałek kiełbasy krakowskiej, prosto z Polski.</p>
<p><em>* Vokuhila – piękna fryzura, całkiem niedawno jeszcze niezwykle modna. Nazwa to pierwsze dwie litery czterech wyrazów – VORNE KURZ (z przodu krótko), HINTEN LANG ( z tyłu długo). I – jak śpiewał Kazik – wąsy na przedzie. Proszę wrzucić w wyszukiwarkę i zaznaczyć opcję GRAFIKA. Pojawi się wiele ciekawych zdjęć.</em></p>
<blockquote><p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" rel="lightbox[35519]"><img class="alignleft size-full wp-image-34941" title="Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" alt="" width="161" height="173" /></a><strong>Autor: Magda Kosko - Frączek</strong> - nauczycielka, wykładowczyni, doktorantka, tłumaczka, przewodniczka, od niedawna mama Andrzejka, zwanego Dzidziuchem [:)]</p>
<p>Napisz do autorki: magda.kosko@wp.pl</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-iv/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>23</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z gdańskiej szuflady : Z notatnika przewodnika cz. III</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-iii/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-iii/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Mar 2012 22:54:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[przewodniczka]]></category>
		<category><![CDATA[restauracja]]></category>
		<category><![CDATA[z gdańskiej szuflady]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=35276</guid>
		<description><![CDATA[Tak, proszę pani, tak! Wszystko będzie tak, jak ustalamy. Oczywiście. Tak, tak! Do jutra! Miłego dnia! Jak wspaniale – myślę sobie – i odkładam słuchawkę. Jutro będzie miły dzień! Moja 45 osobowa grupa poprosiła mnie o pomoc w zorganizowaniu obiadu w trakcie zwiedzania. Zamówiłam im [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Tak, proszę pani, tak! Wszystko będzie tak, jak ustalamy. Oczywiście. Tak, tak! Do jutra! Miłego dnia! Jak wspaniale – myślę sobie – i odkładam słuchawkę. Jutro będzie miły dzień! Moja 45 osobowa grupa poprosiła mnie o pomoc w zorganizowaniu obiadu w trakcie zwiedzania. Zamówiłam im więc wspaniały obiad w całkiem niezłym lokalu. I frytki do tego.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_9520.jpg" rel="lightbox[35276]"><img class="alignleft size-full wp-image-35287" title="Gdańsk" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_9520.jpg" alt="" width="640" height="427" /></a>Ułożyliśmy z panem Obiecankiem, przedstawiającym się jako menadżer lokalu - trzy zestawy obiadowe – zupa, drugie danie, ciasto i kawa lub czasopisma (a nie, - herbata). Wszystko razem za 40 zł od osoby. Dla cudzoziemca cena to naprawdę niewysoka. A więc rano odczytam turystom trzy propozycje, każdy się zastanowi co i jak i parę minut po dziewiątej powinnam już wszystko wiedzieć. Zadzwonię więc do restauracji i podam zaszyfrowaną wiadomość: jedynka – 13, dwójka – 12, a trójka 20.</p>
<p>Będziemy o 13, do zobaczenia, papa! Europa, kochani, Europa!</p>
<h3>Grupa? Jaka grupa?</h3>
<p>Następnego dnia wiedząc już kto rybę, a kto szaszłyk - dzwonię pod podany numer. Cisza. Pewnie dekorują salę, myślę sobie – kwiatami! Bo jest jeszcze dość wcześnie. Po kwadransie dzwonię ponownie. Cisza. Dzwonię potem jeszcze trzykrotnie - nikt nie odpowiada. Może pomyliłam numer! Tak, z pewnością pomyliłam numer! Aga? Hej, jesteś jeszcze w domu? Super, sprawdź mi proszę w necie numer lokalu XY! I napisz esemesem, dzięki!, papa. Nie, nic się nie stało, papa. Po chwili przychodzi siostrzany sms – numer się zgadza. Robię się nerwowa, bo dochodzi już 10. 30.</p>
<p>Cały czas oczywiście równolegle trwa zwiedzanie, z Placu Solidarności idziemy właśnie do kościoła Św. Brygidy. Dzwonię ponownie. Hallo? Nareszcie! No witam, witam, tu przewodniczka dzisiejszych państwa gości, a więc – ryba – 13… Hallo!? Jaka ryba? Kto mówi? Dzień dobry, tu przewodniczka Państwa gości! 45 osób na dziś, dzwonię zgodnie z umową, żeby podać…. Ale my nie mamy dziś żadnej grupy! Jak to nie macie, macie, moją! Ja nic nie wiem, niech pani poczeka chwilkę. Marek! – (słyszę) – Marek, pani mówi, że dziś do nas z grupą przychodzi! Hallo? Dzień dobry - słucham panią? Proszę pana, dzisiaj u was mam obiad, tzn. moja grupa ma obiad – 45 osób. Z panem Obiecankiem ustaliłam trzy propozycje, miałam zadzwonić podać szczegóły… Propozycje? Ja nic nie wiem! Z kim? A, z nim! Nie, nic nie przekazał! Pana Obiecanka dziś nie ma w pracy, urlop jednodniowy wziął. Egzamin chłopak zdaje! Na prawko!</p>
<h3>Trzeba działać!</h3>
<p>To wspaniale! Życzę mu w tym momencie, żeby przed maską auta spotkała się demonstracja Młodzieży Wszechpolskiej, wymieszana z Ruchem Kolorowej Tęczy, jeśli taki ruch w ogóle istnieje! Niech nagle zza rogu wymaszeruje Klub Miłośników Ziemi Gaja, który - co skwapliwie przyznają jego władze - jest nieustannie mylony z ruchem mniejszości seksualnych. Niech mu się gaz z hamulcem pomyli, niech egzaminator okaże się ojcem dziewczyny, którą niedawno rzucił – i do tego - LEGO mu w stopę!</p>
<p>Ale nic to, trzeba działać. Więc działamy. Proszę podać co tam pani ma? – pan Marek chce ratować sytuację. Jakie to są propozycje? 12 pstrągów? Nieee, tyle to nie będzie…. Mizerii też nie ma. Mogę zaoferować buraczki. A jakie miało być mięso? Nie, nie mamy... Mogę w zamian….</p>
<p>Nie będzie więc praktycznie niczego z naszych starannie wyszukanych, przemyślanych propozycji. Niczego. Muszę się wykrzyczeć - Aaaaaaaaaaaa! Aaaaaaaaaaaaa!</p>
<h3>Zupełnie nowe menu</h3>
<p>Pomiędzy zwiedzaniem kościoła, a podejściem pod tablicę poświęconą Erichowi Brostowi ustalamy więc trzy zupełnie nowe propozycje. Pod Neptunem odczytuję je gościom, Przepraszam, przeliczam, znów dzwonię… Mam dosyć. DOSYĆ!! W myślach obiecuję sobie, że nigdy więcej…. Przypomina mi się pewien letni dzień wiele lat temu, kiedy nawaliła jedna knajpka na Kaszubach i własny ojciec mój, z rodzonymi siostrami robili dla mojej grupy grilla nad jeziorem w Ostrzycach. Z kaszubskimi tańcami i śpiewem! Do dziś jest to jedna z lepszych anegdotek rodzinnych. Uwielbiamy jak przy stole pojawia się ktoś nowy - kto ów historyjki nie zna. Można więc opowiedzieć ją po raz kolejny…</p>
<p>Tym razem jednak nie jest wesoło. Jestem zmęczona, zła. Udaję jednak, że wszystko jest w najlepszym porządku. Przed grupą oczywiście. Przed panem Markiem nic nie ukrywam.</p>
<h3>Marzę, żeby ten dzień się jak najszybciej skończył…</h3>
<p>Wspominając dziś ten nerwowy wtorek myślę sobie, że niektórzy mogą pomyśleć – o co właściwie chodzi? Ostatecznie nowe propozycje były smaczne, turyści zadowoleni, koniec końców – czy to wielka różnica, czy ktoś zje rybę, czy jajko? O co chodzi? O wzajemne szanowanie swojego czasu. Jeśli spotykamy się, żeby coś ustalić i dajemy sobie słowo, to ono zobowiązuje.</p>
<p>W większości restauracji, które odwiedziłam z turystami było wszystko w porządku. Kelnerzy mili, znający języki, serwowali potrawy zgodnie z wcześniejszym ustaleniem. Wegetarianie nie stanowili problemu, tak samo jak płatność kartą, w euro, czy dolarach. Dobra rada dla młodych, niedoświadczonych przewodników – jeśli zamawiacie obiad dla grupy należy zawsze zorientować się, ilu turystów nie je mięsa. Niektórzy nie jedzą także ryb. Jeszcze inni są uczuleni na przeróżne potrawy. Takie informacje należy zdobyć na tyle wcześniej, żeby kucharz zdążył wszystko przygotować. Nie można zaskakiwać go dopiero w lokalu.</p>
<p>Mam też następujące spostrzeżenie – często posiłek wegetariański jest ciekawszy, ładniejszy i wygląda na smaczniejszy. Na talerzu jest bogato i kolorowo. Wówczas następuje cudowne rozmnożenie osób nie jedzących mięsa! Nagle ci od kotleta stanowią mniejszość! I też chcą spróbować wegetariańskiej kuchni! Nie kochani, każdy dostaje to, na co sobie zasłużył:)</p>
<blockquote><p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" rel="lightbox[35276]"><img class="alignleft size-full wp-image-34941" title="Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" alt="" width="97" height="104" /></a><strong>Autor: Magda Kosko - Frączek</strong> - nauczycielka, wykładowczyni, doktorantka, tłumaczka, przewodniczka, od niedawna mama Andrzejka, zwanego Dzidziuchem [:)]<br />
Napisz do autorki: magda.kosko@wp.pl</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-iii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z gdańskiej szuflady : Z notatnika przewodnika cz. II</title>
		<link>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-ii/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Mar 2012 07:43:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Kowalska</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobowości]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[Jurek Świgost]]></category>
		<category><![CDATA[program]]></category>
		<category><![CDATA[przewodnicy]]></category>
		<category><![CDATA[turysta]]></category>
		<category><![CDATA[z notatnika przewodnika]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=35168</guid>
		<description><![CDATA[Poczekaj! – Jurek Świgost łapie mnie za rękę – zawsze najpierw daj im się wypowiedzieć. Jak skończą, my powiemy swoje… Stoimy z Jurkiem w recepcji hotelu Marina. Piętnaście lat temu. Sympatyczny szef niemieckiej grupy mówi, co ma w programie. Oho! – prawie całą północną Polskę! [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Poczekaj! – Jurek Świgost łapie mnie za rękę – zawsze najpierw daj im się wypowiedzieć. Jak skończą, my powiemy swoje…</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_7776.jpg" rel="lightbox[35168]"><img class="alignleft size-full wp-image-35184" title="Gdańsk" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_7776.jpg" alt="" width="640" height="427" /></a>Stoimy z Jurkiem w recepcji hotelu Marina. Piętnaście lat temu. Sympatyczny szef niemieckiej grupy mówi, co ma w programie. Oho! – prawie całą północną Polskę! Przy czym zastrzega, że koło 12.30 powinni już wyjeżdżać z Gdańska, bo muszą dziś jeszcze dotrzeć na Mazury. A po drodze jeszcze Malbork. Chcę od razu protestować, ale Jurek mnie powstrzymuje. Czekamy, aż pan kierownik skończy prezentację programu. Potem Jurek mówi spokojnie – bardzo proszę teraz wybrać z tego co pan przeczytał - dwie rzeczy. Wie bitte?!!</p>
<p>- Zawsze musisz najpierw pozwolić wygadać się szefowi grupy – radzi Jurek – niech czuje się ważny – więc słuchaj uważnie tego, co mówi. Ty i tak wiesz swoje, ale nie przerywaj mu.<br />
Zapamiętałam. Potem wielokrotnie wysłuchiwałam zupełnie bzdurnych, nierealistycznych prezentacji programów grup. Ich autorzy układali je jeżdżąc palcem po mapie, gołym okiem widać, że nigdy nie byli w Trójmieście. Programy nie uwzględniały ani czasów przejazdów, ani korków, ani przerw.</p>
<h3>Turysta jak dziecko</h3>
<p>- Dlaczego macie aż tyle w programie? - pytam szefową niemieckiej grupy. Koło 15 turyści robią się zmęczeni i niezadowoleni, do tego zaczynają być głodni. A tu tłok, upał i jarmark. Już widzą, że nie będzie czasu na spokojne przyjrzenie się miastu, posiedzenie w letnim ogródku przy kawie i pogapienie się na ludzi. Nie będzie chwili oddechu, pocztówki kupią w biegu. O bursztynach i kaszubskich haftach mogą pomarzyć. Są więc źli, tak jak dziecko, któremu w sklepie z zabawkami zapowiedziano, że owszem – przejdziemy przez sklep, ale nie wolno się zatrzymywać, nie można też niczego dotknąć, a mama nic nie kupi, choć pieniądze w sumie ma…</p>
<h3>Program słabiej się sprzeda...</h3>
<p>- Wiem, że ten program jest przeładowany – mówi cicho niemiecka pilotka – między nami – też mi się nie podoba, widzę, że ludzie są zmęczeni. Ale – wie Pani – jak w katalogu będzie tylko Gdańsk – to program słabiej się sprzeda. A jak dodamy Westerplatte, Oliwę, Sopot i Gdynię – to turysta będzie miał wrażenie, że dostaje więcej, w tej samej cenie. W domu przeglądając katalog nikt nie myśli o upale, tłoku, korkach i spuchniętych nogach. No i przede wszystkim o swoim wieku.</p>
<p>Najbardziej nie lubię takiej sytuacji – mówi koleżanka przewodniczka – kiedy widzę, że ludzie są tak zmęczeni, że nikt, absolutnie nikt, nie ma ochoty na dalsze zwiedzanie. Bo ono za długo trwa. Ludzie marzą o chwili odpoczynku – panie o poszperaniu w bursztynach, panowie o zimnym piwku nad Motławą, dzieci – o kiczowatych pamiątkach. Ludzie sądzą, że to ja jestem winna, zaczynają mnie nagle wyraźnie nie lubić. W zeszłym sezonie po raz pierwszy miałam taką sytuację, że ludzie odwracali się do mnie tyłem! Było mi niezwykle przykro, bo bardzo się starałam. Miałam ochotę powiedzieć – wiecie co – pa! Koniec! Ja idę, papa!</p>
<p>- Nie mogłaś zrobić przerwy? – pytam.<br />
- Zrobiłam, oczywiście, że zrobiłam, nawet dwie. Ale program był tak przeładowany, że nie mogły trwać zbyt długo. Nie wyrobilibyśmy się przed północą…</p>
<h3>Kto układa programy zwiedzania?</h3>
<p>Kto pisze takie programy? Kto potrafi trzydniowy program upchnąć w jeden dzień? Ufoludki? Nie, pracownicy biur podróży, którzy często nigdy nie byli w Trójmieście. Chcą dobrze. Chcą, żeby turyści „skoro już są” zobaczyli jak najwięcej, żeby „wiedzieli, za co zapłacili”. Więc dorzucają lekką ręką jeszcze „Wrzeszcz szlakiem Güntera Grassa”, a co tam!</p>
<p>Powinniśmy reagować. Sama często mówię turystom – jeśli Państwo uważają, że program jest przeładowany, proszę po powrocie napisać maila do biura. Nie skargę, tylko informację, że lepsze jest wrogiem dobrego, że czasem mniej oznacza więcej. Ja sama nie mogę zbytnio tutaj nic zmienić, bo taki program zwiedzania u mnie zamówiono.</p>
<p>Przewodnicy nie powinni na własną rękę skracać programu zwiedzania, bo turyści zawsze się poskarżą. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy program jest kompletnie nierealny, albo zaistnieją niespodziewane okoliczności, takie jak wypadek, demonstracja (tu uśmiechają się koleżanki i koledzy z Warszawy), albo przemarsz wojsk (grup rekonstrukcyjnych - na szczęście ).</p>
<p>Doświadczeni przewodnicy wiedzą, że nawet jeśli 99% grupy chce z czegoś zrezygnować, a jeden pan mówi: w sumie to mogłoby być ciekawe! – to nie można tego nie zobaczyć. Goście wrócą do domów, odpoczną, przejrzą program – i zauważą, że czegoś nie było! I już siadają do komputera, aby napisać skargę i może odzyskać trochę pieniędzy?</p>
<p>Bardzo lubię, kiedy biura na początku roku piszą do mnie:</p>
<p>– Hej Magducha, tu Kraków, przesyłamy Ci puzzle, poszczególne punkty programu, które interesują klienta. Ułóż z nich proszę dwa dni w Trójmieście. Wyrzuć co trzeba, dodaj co konieczne.<br />
Albo dzwoni Jürgen z Berlina:</p>
<p>- Pania Magda, czeszcz! Ja pytam, czy tscheba Artushof zobatschisch, czy nie tscheba? (bo Jürgen się uczy polskiego).</p>
<blockquote><p><strong><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" rel="lightbox[35168]"><img class="alignleft size-full wp-image-34941" title="Magda Kosko-Frączek" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/madzia.jpg" alt="" width="97" height="104" /></a>Autor: Magda Kosko - Frączek</strong> - nauczycielka, wykładowczyni, doktorantka, tłumaczka, przewodniczka, od niedawna mama Andrzejka, zwanego Dzidziuchem [:)]<br />
Napisz do autorki: magda.kosko@wp.pl</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/osobowosci/z-gdanskiej-szuflady-z-notatnika-przewodnika-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

