<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>iBedeker &#187; Aleksander Masłowski</title>
	<atom:link href="http://ibedeker.pl/author/rzygacz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ibedeker.pl</link>
	<description>Serwis informacyjny i turystyczny Gdańska, Sopotu i Gdyni</description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Feb 2012 09:53:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Historyczne zawirowania przy ul. Lelewela</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-historyczne-zawirowania-przy-ul-lelewela/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-historyczne-zawirowania-przy-ul-lelewela/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 00:47:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[Danziger Bierbrauerei]]></category>
		<category><![CDATA[Kuźniczki]]></category>
		<category><![CDATA[Pola Strzyży]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Johanna Labesa]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Lelewela]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=32487</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiejsza ul. Lelewela to stara droga, niegdyś łącząca wieś Strzyża Górna z Nowymi Szkotami i majątkiem Brunshof, stanowiąca jednocześnie północną granicę dworskiego parku w Kuźniczkach (Kleinhammer). Jej łukowaty kształt wynika z podążania równolegle do nurtu nieco kiedyś meandrującej w tej okolicy Strzyży. Kiedy wrzeszczańskie drogi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dzisiejsza ul. Lelewela to stara droga, niegdyś łącząca wieś Strzyża Górna z Nowymi Szkotami i majątkiem Brunshof, stanowiąca jednocześnie północną granicę dworskiego parku w Kuźniczkach (Kleinhammer). Jej łukowaty kształt wynika z podążania równolegle do nurtu nieco kiedyś meandrującej w tej okolicy Strzyży.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3096.jpg" rel="lightbox[32487]"><img class="alignleft size-full wp-image-32490" title="ulica Lelewela" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3096.jpg" alt="" width="640" height="482" /></a>Kiedy wrzeszczańskie drogi stawały się ulicami szybko urbanizującego się przedmieścia i otrzymywały nazwy, nazwano ją imieniem Johanna Labesa, postaci bardzo zasłużonej i powszechnie szanowanej w Gdańsku, a obecnie niemal całkowicie zapomnianej, którą opisałem szerzej w <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="sobótka" href="http://ibedeker.pl/spacery/na-tropach-gdanskiej-sobotki-cz-i/">artykule poświęconym gdańskiej Sobótce</a></span></strong>, wraz z wyliczeniem zasług Labesa dla Gdańska i Wrzeszcza.</p>
<h3>Ulica Johanna Labesa</h3>
<p>Jako się rzekło, oryginalny przebieg <strong>ul. Johanna Labesa</strong> łączył Górną Strzyżę z Nowymi Szkotami, obejmował zatem drogę od dzisiejszego skrzyżowania ulicy Słowackiego i Alei Grunwaldzkiej, aż do dzisiejszego Placu Komorowskiego. Pierwszy wyłom w ciągłości ulicy poczyniono w 1870 r., kiedy to okolicę przecięła na dwie części linia kolei Hinterpommersche Bahn. Tory biegły początkowo na poziomie gruntu, dzieliły więc mniej stanowczo niż później, kiedy, jeszcze przed wybuchem I wojny światowej, rozpoczęto budowę nasypu kolejowego. Całość podzielonej przez torowisko ulicy nadal jednak zachowała swoją dotychczasową nazwę. Równolegle z dzieleniem ulicy przez tory kolejowe pojawił się przy niej najważniejszy dla tej części Wrzeszcza zakład przemysłowy, jakim był uruchomiony w 1873 r. browar należący do spółki Danziger Actien Bierbrauerei. Browar, którego adres brzmiał Labesweg 6/7, stał się na długo przedsiębiorstwem kształtującym gospodarcze życie okolicy, a z czasem spowodował nawet modyfikację przebiegu ulicy Labesa.</p>
<p>Ulica stanowiła przez dłuższy czas północną granicę miejskiej zabudowy Wrzeszcza, za którą rozciągały się tzw. <strong>Pola Strzyży</strong>, nazywane też Wielkim Placem Musztry, wykorzystywane przez pruskie, a z czasem niemieckie wojsko jako tereny ćwiczebne dla żołnierzy gdańskiego garnizonu. Tuż przed pierwszą wojną światową, w południowo-zachodnim narożniku tego rozległego terenu zlokalizowano pierwsze urządzenia służące uprawianiu nowej sztuki, jaką było lotnictwo. U zbiegu ulicy Labesa z torami wzniesiono hangar dla księcia Fryderyka Zygmunta Hohenzollerna, oficera wrzeszczańskich huzarów i pasjonata lotnictwa. Tak właśnie, od hangaru, szumnie nazwanego "Stacją lotniczą księcia Fryderyka Zygmunta Pruskiego" (Fliegerstation des Prinzen Friedrich Sigismund von Preussen), zaczęła sie – początkowo wojskowa – historia lotniska we Wrzeszczu, które istnieć miało aż do połowy lat 70. XX wieku. W celu zapewnienia komunikacji pomiędzy terenami placu musztry a Górnym Wrzeszczem zbudowano około roku 1914 wiadukt nad torami z wjazdem tuż za cmentarzem katolickim przy zachodnim końcu Labesweg, którego następcą jest wiadukt istniejący obecnie, prowadzący od skrzyżowania Grunwaldzkiej ze Słowackiego ku ulicy Kościuszki. Nowa droga, zaraz po przekroczeniu torów kolejowych zakręcała ku zabudowaniom "stacji lotniczej" i łączyła się z ulicą Labesa.</p>
<p>Na tym jednak nie skończyło się dzielenie ulicy na części. W 1923 r. uruchomiono nowe lotnisko, tym razem całkowicie cywilne, którego zabudowania umiejscowiono nieco dalej na północ, w rejonie kolejnego wiaduktu nad torami, dzisiaj noszącego imię braci Zygmunta i Józefa Lewoniewskich, pionierów polskiego lotnictwa. Około 1926 r. górnowrzeszczańską część ulicy Labesa włączono do nowopowstałej Ringstrasse (dzisiejszej Kościuszki), a zwolnione w ten sposób numery przeniesiono na osiedle po drugiej stronie torów, które powstało parę lat wcześniej jako inwestycja gminy miejskiej i w całości miało początkowo adres Labesweg 5.</p>
<p>Jakby dotychczasowego zamieszania w sprawie zachodniego końca ulicy Labesa było mało, w 1928 r. spółka<strong> Danziger Bierbrauerei</strong> dokupiła część terenu dawnego lotniska po jej północnej stronie, czyniąc w ten sposób część ulicy wewnętrzną drogą browaru. Na tej części w 1937 r. wzniesiono nowy budynek dyrekcji, umiejscowiony na środku dawnej ulicy. Konsekwencją tego faktu były dalsze zmiany w układzie numeracji. Browar miał odtąd adres Kleinhammerweg (dzisiaj Kilińskiego) 1-5, dawny adres Labesweg 6/7 zniknął zupełnie, a kolejny odcięty od całości odcinek ulicy otrzymał nową nazwę – Am Kleinhammerteich (dosł. Nad Stawem Kuźniczek – obecnie tylko Nad Stawem). Pozostałej części ulicy Labesa nie przenumerowano, ale najniższy numer jaki można zobaczyć przy obecnej ul. Lelewela to 8.</p>
<h3>Ulica Joachima Lelewela</h3>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3093.jpg" rel="lightbox[32487]"><img class="alignleft size-full wp-image-32492" title="ulica Lelewela" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3093.jpg" alt="" width="173" height="230" /></a>Powojenna nazwa ulicy upamiętnia Joachima Lelewela, polskiego historyka i polityka I połowy XIX w., który używał spolszczonej formy nazwiska, oryginalnie brzmiącego Lölhöffel von Löwensprung. Co ciekawe przedstawicielkę tej samej rodziny, panią Gertrud Waechter, z domu Lölhöffel von Löwensprung odnaleźć można w spisach mieszkańców z lat trzydziestych, jako właścicielkę domu przy pobliskiej ulicy Dekerta, wówczas Heilsbergerweg 6,</p>
<p>Dzisiejsza ul. Lelewela to po prostu jedna z dolnowrzeszczańskich ulic, ani szczególnie piękna, ani zaopatrzona w atrakcje turystyczne, poza, rzecz jasna, domem rodzinnym noblisty <strong>Güntera Grassa</strong> (i powieściowego dobosza Oskara), dzięki któremu o Gdańsku, Wrzeszczu i ulicy Labesa przeczytał cały cywilizowany świat. Najbardziej zachodnia część ulicy to dziś zjazd ku galerii handlowej i rondo tuż obok niej. Kolejny odcięty tuż przed wojną fragment to osiedle uroczych domków, nazywanych "indiańską wioską", które w najbliższym czasie może przestać istnieć. Co będzie z dawnym browarem, stawem, który dał nową nazwę fragmentowi dawnej Labesweg, i w ogóle jak potoczą się dalsze – dostatecznie już skomplikowane topograficzne losy tego miejsca – to pokaże czas.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>

<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-historyczne-zawirowania-przy-ul-lelewela/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Ulica Wajdeloty cz. II</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-ii/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Dec 2011 15:35:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Wajdeloty]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31804</guid>
		<description><![CDATA[Opowieści o domach i ludziach związanych z ulicą Wajdeloty we Wrzeszczu ciąg dalszy... Budynki po obu stronach skrzyżowania z dawną Hertastrasse, dzisiejszą Konrada Wallenroda, noszące numery 7 i 8, były początkowo własnością Adolfa Witta, organmistrza, znanego między innymi z przebudowy organów w Kaplicy św. Anny. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Opowieści o domach i ludziach związanych z ulicą Wajdeloty we Wrzeszczu ciąg dalszy...</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" rel="lightbox[31804]"><img class="alignleft size-full wp-image-31527" title="Ulica Wajdeloty" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" alt="" width="640" height="478" /></a></p>
<p>Budynki po obu stronach skrzyżowania z dawną Hertastrasse, dzisiejszą Konrada Wallenroda, noszące numery 7 i 8, były początkowo własnością Adolfa Witta, organmistrza, znanego między innymi z przebudowy organów w Kaplicy św. Anny. Z czasem właścicielem kamienicy pod numerem 8 i sąsiedniej pod numerem 9 stał się Feliks Grzenkowski, prowadzący sklep kolonialny i delikatesy. Tamże (pod ósemką) mieściła się pralnia o dumnej nazwie "Berlińska" – własność pani Luise Palochowski. Najciekawszą jednak postacią związaną z domem przy Wajdeloty 8 jest z pewnością Otto Herdemertens. Rodzina Herdemertensów wprowadziła się na Marienstrasse około roku 1904. Początkowo mieszkali pod numerem 24, z czasem jej część przeniosła się pod numer 8. Tam właśnie mieszkał w latach 20. Otto Herdemertens, zwany mistrzem gdańskiej akwareli.<br />
<a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Herdemertens.jpg" rel="lightbox[31804]"><img class="alignleft size-full wp-image-31812" title="Herdemertens" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Herdemertens.jpg" alt="" width="104" height="149" /></a>Urodził się w 1891 r. we Wrzeszczu, a sztuki malarskiej uczył się w gdańskiej Kunst- und Gewerbeschule. Malował chętnie miejskie pejzaże, ale równie często morskie wybrzeże, portretując plaże i życie rybaków znad Zatoki Gdańskiej i Mierzei Kurońskiej. Bardzo częstym motywem jego twórczości, zarówno z czasów gdańskich, jak i później, po opuszczeniu Miasta tuż przed końcem wojny, były gdańskiej zaułki i charakterystyczne obiekty architektoniczne. Zmarł w 1960 r. w Hamburgu. Jego prace były nie tak dawno obiektem wystawy w Domu Uphagena. Załączony obrazek pochodzi ze strony <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="mhmg" href="http://www.mhmg.gda.pl/" target="_blank">Muzeum Historycznego Miasta Gdańska</a></span></strong>.</p>
<p>Po przeciwnej stronie ulicy, pod numerem 22a, oprócz przedsiębiorstwa Danziger Hozindustrie G.m.b.H., mieściły się siedziby dwóch interesujących firm. Pierwszą były biuro techniczne i warsztaty naprawcze gdańskich zakładów Siemensa, których centrala znajdowała się w Poznaniu, a gdański oddział zajmował się instalacjami niskiego i wysokiego napięcia.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/AB1931MotorSport.jpg" rel="lightbox[31804]"><img class="alignleft size-full wp-image-31814" title="Motor-Sport" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/AB1931MotorSport.jpg" alt="" width="631" height="302" /></a>Drugą była firma Motor-Sport braci Adalberta i Hansa Franzkowskich – generalny przedstawiciel motocyklowego potentata – amerykańskiej firmy Harley-Davidson. Tuż obok, pod numerem 22 znajdowała się restauracja Zur Marienhütte, a innym nawiązaniem do miana ulicy była nazwa sklepu chemicznego Mariendrogerie pod numerem 28.</p>
<p>Pod numerem 24, tam gdzie teraz znajduje się pizzeria Ósemka, znajdował się przez długie lata sklep mięsny rzeźnika o uroczym jak na jego profesję nazwisku Lagodni. Tuż obok, w kamienicy o numerze 25 mieszkał przez pewien czas Erich Volmar, historyk sztuki i architekt, ostatni konserwator zabytków Gdańska przed rokiem 1945. Urodzony w Gdańsku w 1887 r. studiował w Monachium i na Politechnice Gdańskiej, funkcję konserwatora objął w 1939 r. Wspólnie z profesorem Willim Drostem zainicjował i przeprowadził ogromną akcję dokumentacji gdańskich zabytków, a następnie, w obliczu zbliżającego się frontu, ich ewakuacji, dzięki czemu znaczna ich część ocalała. W Mieście pozostał do końca, oglądając koszmar Wielkanocy 1945 r., a kiedy stało się to możliwe, podjął współpracę z polskimi władzami konserwatorskimi, polegającą na zwożeniu do Gdańska ewakuowanych i ukrytych uprzednio dzieł sztuki i elementów wyposażenia gdańskich zabytków. W ten sposób wróciły, początkowo do składnic konserwatorskich, a następnie na swoje miejsce takie obiekty jak Piękna Madonna, Fontanna Neptuna, czy wspaniały wystrój Czerwonej Sali w Ratuszu Głównego Miasta. Mimo tych małych sukcesów nie wierzył w możliwość odbudowy rodzinnego Miasta, któremu poświęcił wiele lat życia zawodowego. Wyjechał z Gdańska w 1946 r. i przez pewien czas pracował jako konserwator zabytków w Berlinie, a następnie w Würzburgu, gdzie zmarł w 1975 r.</p>
<p>Miejscem wyjątkowo urokliwym jest okrągły plac u skrzyżowania ulicy Wajdeloty z ulicą Aldony, ze starym, częściowo zniszczonym przez burzę kasztanowcem. Obecnie pozbawiony nazwy, przed wojną nazywany był Marienplatz. Domy stojące wokół niego zaliczano, podobnie jak dzisiaj, do Marienstrasse.</p>
<p>W kamienicy pod numerem 4, tam gdzie obecnie zielenieje sklep z ziołami była kiedyś piekarnia. Należała najpierw do Friedricha Wichmanna, a później, w latach 30. i aż do końca wojny do Brunona Wilmsa. Sąsiedni dom, numer 5 był przed wojną własnością pani Olimpii Daniłow i Piotra Daniłowa, dawnego pułkownika armii carskiej. Oboje byli przedstawicielami około dwutysięcznej rosyjskiej mniejszości w Gdańsku, składającej się głównie z dawnej rosyjskiej inteligencji, środowisk urzędniczych, wojskowych i ziemiańskich, którzy opuścili ojczyznę, uchodząc przed bolszewickim terrorem. W II połowie lat 30. w kamienicy umieszczono także ośrodek pomocy społecznej NSDAP – wygodne (ale i sprawne) narzędzie pozyskiwania dla nazistów głosów biedniejącego społeczeństwa.</p>
<p>Z przymrużeniem oka można stwierdzić, że dawny Marienplatz był również w pewnym sensie mikrokolonią ukraińską. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że składająca się ze studentów Politechniki Gdańskiej ukraińska mniejszość w Mieście liczyła około 100 osób, to 3% tej mniejszości mieszkało właśnie przy Marienplatz. Byli to studenci Oleksander Zgorlakiewycz, członek korporacji studenckiej Czernomorje (pod nr 2), oraz jego koledzy Mykoła Jarymowycz (nr 3) i Wołodymir Koczerkiewycz (nr 27). Sąsiadami tego ostatniego byli w latach 30. Maria i Kazimierz Wiłkomirscy, rodzeństwo słynnej Wandy Wiłkomirskiej, którzy przebywali w Gdańsku, gdzie pracowali jako nauczyciele muzyki i animatorzy polskiego życia muzycznego. Kazimierz pełnił w latach 1934-1939 stanowisko dyrektora konserwatorium Polskiej Macierzy Szkolnej w Gdańsku, w którym Maria uczyła muzyki.</p>
<p>Właścicielem kamienicy przy placu oznaczonej numerem 26 był Anastazy Wika-Czarnowski, dyrektor polskiego urzędu pocztowego nr 3 nad Martwą Wisłą, zwanego "Pocztą Zamorską". Wśród lokatorów tego domu, znajdujemy w 1924 r. praktykanta pocztowego nazwiskiem Alfons Flisykowski. To późniejszy naczelnik Polskiego Urzędu Pocztowego nr 2 (na Dworcu Głównym) i obrońca Poczty Polskiej w 1939 r., po śmierci Konrada Guderskiego dowodzący obroną. Mimo, że udało mu się uciec z oblężonego budynku poczty tuż przed jej kapitulacją, został schwytany, a następnie rozstrzelany na Zaspie.</p>
<p>Jak widać z powyższej opowieści, ulica Wajdeloty jest nie tylko urodziwa, ale była w swojej z górą stuletniej historii miejscem zamieszkania wielu ciekawych ludzi. To jedna z nielicznych ulic, które mają własne stowarzyszenie. <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="wajdeloty" href="http://www.wajdeloty.org/" target="_blank">"Wspólnota Lokalna Wrzeszcz Wajdeloty"</a></span></strong> jest inicjatywą, która stawia sobie liczne zadania społeczne i kulturalne, a promuje swoją ulicę, urządzając m.in. "Święto Ulicy Wajdeloty". Nasz <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="spacer" href="http://ibedeker.pl/spacery/spacer-po-dolnym-wrzeszczu-czyli-jak-deszcz-przestraszyl-sie-ibedekerowiczow/">iBedekerowy spacer po Dolnym Wrzeszczu</a></span></strong> został również zarejestrowany w aktualnościach prezentowanych na stronie stowarzyszenia.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="wajdeloty" href="http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-i/">Ulica Wajdeloty cz. I</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przedwojenna gdańska wigilia</title>
		<link>http://ibedeker.pl/relacje/przedwojenna-gdanska-wigilia/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/relacje/przedwojenna-gdanska-wigilia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Dec 2011 20:27:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Pflaumenmann]]></category>
		<category><![CDATA[wigilia]]></category>
		<category><![CDATA[Wolne Miasto Gdnska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31795</guid>
		<description><![CDATA[Dwudziestoletni okres między dwiema wojnami światowymi zaznaczył się w historii Gdańska okresem Wolnego Miasta, tworu, co do którego charakteru i istnienia trwają spory, które zapewne nigdy się nie zakończą. Dziewiętnaście wigilii, które miały miejsce w tym okresie wyglądało podobnie, chociaż ich wystawność i jakość prezentów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dwudziestoletni okres między dwiema wojnami światowymi zaznaczył się w historii Gdańska okresem Wolnego Miasta, tworu, co do którego charakteru i istnienia trwają spory, które zapewne nigdy się nie zakończą. Dziewiętnaście wigilii, które miały miejsce w tym okresie wyglądało podobnie, chociaż ich wystawność i jakość prezentów gwiazdkowych mocno zależała od tego, w którym z tych 19 lat wigilia przypadała.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Pocztowka03.jpg" rel="lightbox[31795]"><img class="alignleft size-full wp-image-31797" title="wigilia w Gdańsku" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Pocztowka03.jpg" alt="" width="269" height="384" /></a></p>
<p>Gdańskie obyczaje świąteczne odzwierciedlały w znacznym stopniu historię społeczną i skład etniczny mieszkańców Wolnego Miasta. Pod wieloma względami gdańska wigilia była taka sama jak w dużych miastach w Niemczech, a gdański robotnik, urzędnik, czy kupiec, świętował podobnie jak jego odpowiednik w Lubece, Berlinie, czy Królewcu. Różnice, dokładnie tak samo jak dzieje się to teraz, wynikały z czynników takich jak wyznanie, korzenie etniczne i zamożność.</p>
<p>Uroczystą atmosferę w Mieście zapewniała przede wszystkim natura. Nie zdarzały się wtedy święta bez śniegu. Wieże kościołów, dachy domów, przedproża, ulice... wszystko pokryte było grubą zwykle warstwą mroźnego puchu i to już najczęściej od połowy grudnia. Kiedy spadał śnieg, mimo najkrótszych dni w roku, nagle robiło się jaśniej, czyściej i bardziej uroczyście. Atmosferę podkreślały specjalne adwentowe chorały grane na przemian przez karylion na wieży Ratusza (o pełnych godzinach) i na Kościele św. Katarzyny (w pół do każdej godziny). Trudno było nie ulec magii śnieżnej bieli i pięknych dźwięków dzwonów. Adwent zaczynał się odegraniem z wieży Kościoła Mariackiego przez puzonistów chorału "Jak mam Cię przywitać" na cztery strony świata.</p>
<p>Ostatni tydzień adwentu rozpoczynał na dobre świąteczne przygotowania. Oprócz sprzątania, które właściwie powinno już być wtedy zakończone, zaczynało się pieczenie i gotowanie. Charakterystyczne zapachy jabłek pieczonych w duchówkach, pierników, siekanych orzechów i fig, rozchodziły się z kuchni po mieszkaniach. W wielu gdańskich rodzinach ten właśnie jedyny raz w roku produkowano samodzielnie marcepan, z którego formowano charakterystyczne, obtoczone w kakaowym proszku kulki, zwane "kartofelkami".</p>
<p>Dzieci, żeby nie przeszkadzały w kuchni, a zwłaszcza nie podjadały świątecznych smakołyków, zaganiano do przygotowywania ozdób choinkowych, które wówczas miały przeważnie charakter nietrwały lub zgoła jednorazowy. Papierowe łańcuchy, złocone orzechy, bibułkowe ozdoby – wszystko to powstawało prawie każdego roku na nowo. Szklane bombki pojawiały się już wprawdzie, ale jako że były dość drogie, tylko w niektórych domach zdobiły świąteczne drzewka. Gdańską ozdobą adwentową był opisywany szczegółowo na łamach iBedekera w zeszłym roku <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="pflaumenmann" href="http://ibedeker.pl/na-goraco/w-kregu-gdanskiej-tradycji-adwentowy-ludzik-sliwkowy/">Pflaumenmann – śliwkowy kominiarz</a></span></strong>.</p>
<p>Zjawisko przedświątecznego szału zakupowego dopiero powoli się pojawiało, dotyczyło jednak jedynie zamożnej części społeczeństwa, która zawsze istniała, w historii Wolnego Miasta miała jednak przeważnie tendencje do kurczenia się, niż poszerzania. Przejawem początków komercjalizacji świąt było wydłużenie godzin handlowych do ósmej wieczorem. Istniał już świąteczny wyścig w dziedzinie wspaniałości dekoracji sklepowych witryn, które bogatych zachęcały do wstąpienia do sklepu, biedniejszym pozwalało przynajmniej nacieszyć oczy nie oglądanymi na co dzień wspaniałymi aranżacjami. Nikogo nie dziwił rządek biedniej ubranych malców rozpłaszczających nosy na szybach wystaw, głośno komentujących ten czy inny element dekoracji.</p>
<p>Normalny, czyli niezbyt zamożny, lub wręcz biedny Gdańszczanin sam robił gwiazdkowe prezenty dla bliskich. Prezent ofiarowany na gwiazdkę nie musiał być wcale nowy. Powszechną praktyką było na przykład przedświąteczne naprawianie i odświeżanie starych zabawek, które odnowione mogły przecież dalej cieszyć jeśli nie swoich dawnych właścicieli, to ich młodsze rodzeństwo. Było to zadanie ojców, którzy mogli oczywiście wykazać się umiejętnościami i inwencją, budując dla dzieciarni dom z piernikowych prefabrykatów upieczonych przez mamę, albo wręcz spędzić długie godziny w zamkniętej komórce konstruując domek dla lalek lub coś równie wspaniałego. W tym czasie mamy zasiadały do drutów lub szydełek, produkując masowo skarpetki, szaliki, czapki i rękawiczki dla całej rodziny, które też stawały się prezentami, choć może nie tak entuzjastycznie przyjmowanymi jak zabawki.</p>
<p>Tradycyjnymi miejscami sprzedaży choinek były Targ Sienny, przy Wieży Więziennej, na Placu Dominikańskim przy Hali Targowej, przed Zbrojownią i na Szopach. Zakup choinki jako zadanie odpowiedzialne, spoczywał na głowie rodziny, która zresztą chętnie wymykała się w tym celu z domu, uchodząc przed świątecznym terrorem małżonki. W wybieraniu choinki rzadko przeszkadzał kieliszeczek machandla, mimochodem wychylony w knajpce w drodze po drzewko. Im więcej wypiło się po drodze tym ładniejsze wydawały się choinki oferowane na placach. Dwie wielkie choinki ustawiało Miasto przed Dworem Artusa.</p>
<p>W adwentowe niedziele można było spotkać w miejskich bramach i innych ludnych, a osłoniętych od wiatru miejscach kolędników. Były to dzieci małe, a nawet bardzo małe, które dzierżąc w zmarzniętych dłoniach mniej lub bardziej kunsztownie wykonane szopki, zawodziły adwentowe pieśni, licząc na datki przechodniów. Zarobione w ten sposób pieniądze wypadało (przynajmniej w większej części) przeznaczyć na drobne upominki dla rodziny i pod tym hasłem owa forma młodocianej pracy okołoświątecznej była w Mieście akceptowana. Inną formą kolędowania był "Brummtopf" – drewniana beczułka z przeciągniętym przez denko łańcuchem, wydająca charakterystyczny warczący dźwięk. Z Brummtopfem chodziły w trakcie adwentu od domu do domu grupy młodzieży, śpiewając rozmaite warianty pieśni "Wir kommen aus dem Sonnenland".</p>
<p>Nadejście gwiazdki obwieszczała muzyka. Po zapadnięciu zmroku 24 grudnia ulicami Gdańska przeciągały kapele puzonistów ubranych w czarne peleryny i cylindry, grając kolędy. W wielu domach czekano właśnie na dźwięk puzonów, jako na sygnał do rozpoczęcia wigilii.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/relacje/przedwojenna-gdanska-wigilia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Ulica Wajdeloty cz. I</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-i/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-i/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 22:56:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[Dolny Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[Kleinhammer]]></category>
		<category><![CDATA[klub sportowy "Start"]]></category>
		<category><![CDATA[Kuźniczki]]></category>
		<category><![CDATA[Marienstrasse]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Wajdeloty]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31525</guid>
		<description><![CDATA[Uznawana za najładniejszą w Dolnym Wrzeszczu, ulica Wajdeloty, ma wprawdzie niezbyt długą i pozbawioną szczególnego dramatyzmu, ale jednak całkiem ciekawą historię. Oto opowieść o domach i ludziach z nią związanych.  Zacząć wypada od nazw. Tej współczesnej i tej historycznej, obie bowiem sprawiają pewne trudności. Słyszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Uznawana za najładniejszą w Dolnym Wrzeszczu, ulica Wajdeloty, ma wprawdzie niezbyt długą i pozbawioną szczególnego dramatyzmu, ale jednak całkiem ciekawą historię. Oto opowieść o domach i ludziach z nią związanych. </strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" rel="lightbox[31525]"><img class="alignleft size-full wp-image-31527" title="Ulica Wajdeloty" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" alt="" width="640" height="478" /></a></p>
<p>Zacząć wypada od nazw. Tej współczesnej i tej historycznej, obie bowiem sprawiają pewne trudności. Słyszy się czasem o ulicy "tej" Wajdeloty (podobnie jak o "Leczkowej"), co wskazuje, że świadomość znaczenia nazwy nie jest oczywista. Postać wajdeloty, litewsko-żmudzko-pruskiego wróża, wieszcza lub czarownika, wprowadził do polskiej kultury również wieszcz, Adam Mickiewicz, czyniąc jednym z bohaterów poematu "Konrad Wallenrod" Halbana, z zawodu właśnie wajdelotę. Cała zresztą południowa część Dolnego Wrzeszcza została po II wojnie światowej obdarzona nazwami ulic nawiązującymi do mickiewiczowsko-sienkiewiczowskiej narodowej mitologii.</p>
<p>Dawna nazwa ulicy brzmiała <strong>Marienstrasse</strong>. Niektórzy próbują tłumaczyć ją jako "Mariacka", co im oczywiście wolno, aczkolwiek w przypadku ulic (tudzież kościołów) Mariackich chodzi zwykle o jedną, bardzo konkretną Marię, czy też, jak niektórzy wolą Maryję. Jeśli wierzyć opowieściom dawnych mieszkańców okolicy, Maria, której imię nadano dzisiejszej ulicy Wajdeloty była córką, a może żoną budowniczego pierwszych budynków wznoszonych w tym miejscu jeszcze w końcu XIX w., któremu, zgodnie ze starym zwyczajem, pozwolono nadać nazwę ulicy. Nie tylko tej ulicy, bowiem jej trzy przecznice – dzisiejsze Grażyny, Wallenroda i Aldony, otrzymały wówczas także imiona córek mistrza – nazwano je (licząc od zachodu) Elsen-, Hertha- i Luisenstrasse. Miało to miejsce około roku 1901.</p>
<p>Miejski charakter okolica zaczęła uzyskiwać na przełomie XIX i XX w. Jednak oglądając stare mapy możemy się bez trudu dopatrzeć drogi o przebiegu podobnym do dzisiejszej ul. Wajdeloty przynajmniej od początku wieku XIX, a zapewne i wcześniej. Była to droga łącząca posiadłość <strong>Kleinhammer</strong> – dzisiejsze <strong>Kuźniczki</strong>, z innym majątkiem o nazwie Brunshof, który nie doczekał się polskiej nazwy, chociaż próbuje się go określać jako "Brunów" lub "Brunowo".</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_4104.jpg" rel="lightbox[31525]"><img class="alignleft size-full wp-image-31529" title="Dwór Kuźniczki" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_4104.jpg" alt="" width="640" height="430" /></a></p>
<p>Najstarszym elementem zabudowy ulicy jest oczywiście stojący tuż przy niej dwór. Założenie dworskie w tym miejscu datuje się na II poł. XVIII w., choć istnieją uzasadnione przypuszczenia, że istniało wcześniej. Dwór który możemy dzisiaj oglądać jako siedzibę apteki i gabinetów lekarskich, pomalowany na efektowny, pomarańczowy kolor, klasycystyczny kształt zbliżony do dzisiejszego uzyskał w latach 20. XIX w. Był to efekt odbudowy ze zniszczeń okresu napoleońskiego. Wcześniejszy dwór, pochodził z roku 1763, a wzniesiony został za czasów Michaela Schmidta, który scalił w swoim ręku obie – wrzeszczańską i oliwską – części Kuźniczek i urządził wielką, wspaniałą posiadłość, która była przedmiotem zachwytu współczesnych, z Danielem Chodowieckim na czele. W wieku XIX majątek podupadał a kolejni właściciele zadłużali go coraz bardziej. Trwało to aż do 1871 r., kiedy to sporą część dawnej posiadłości bogatych mieszczan kupiła spółka Danziger Aktien Bierbrauerei, z zamiarem przeznaczenia jej pod budowę browaru. Dwór pod rządami piwnego przedsiębiorstwa dwór stał się lokalem gastronomicznym, a na górnych kondygnacjach urządzono mieszkania. Restauracja "Kleinhammer" była wraz z przylegającą do niej resztką dawnego parku miejscem, z którego chętnie korzystali głównie mieszkańcy Wrzeszcza. Często spotykała się tu coraz liczniejsza na tym przedmieściu Gdańska polska mniejszość, która nie ograniczała się jedynie do spotkań towarzysko-kulinarnych, organizując w pomieszczeniach restauracji występy, przedstawienia i koncerty. Spokojnie i kulturalnie było aż do lat 30. XX w. Wówczas pojawili się w okolicy także niemieccy nacjonaliści spod znaku swastyki, którzy równie chętnie urządzali tam swoje spotkania. Z czasem dwór stał się siedzibą oddziału NSDAP na rejon Dolnego Wrzeszcza, czyli, jak go wówczas określano "Wrzeszcza Północnego".</p>
<p>Dwór przetrwał szczęśliwie wojnę, a po niej nadal był restauracją, noszącą nazwę "Lotos". Sporych zniszczeń dokonano w dworze w latach 70., kiedy to podczas niezbyt udolnego "remontu" usunięto sporą część jego historycznego wystroju, nie niszcząc go na szczęście całkowicie. Od końca lat 70. dworem władał <strong>klub sportowy "Start"</strong>, za czasów którego przeprowadzono kolejny remont, tym razem pod bacznym okiem konserwatorów, a tuż za dworem wzniesiono pływalnię.</p>
<p>Właściwa zabudowa północnej strony ulicy Wajdeloty zaczyna się nieco na wschód od dworu. Wzrok przyciąga kamienica na rogu ulicy Grażyny oznaczona numerem 11. Pierwszym jej właścicielem był, jak można sądzić z treści ksiąg adresowych, Otto Richardi, architekt i przedsiębiorca budowlany, co widać po architektonicznej efektowności budynku. Nadano mu modny wówczas kształt eklektycznej mieszaniny rozmaitych stylów i form, z obowiązkową wieżą w narożniku i drugą, wieńczącą kalenicę dachu. Styl taki w naszej okolicy można by nazwać "sopockim", a gdyby tę kamienicę postawić w Sopocie, nie wyróżniałaby się niczym szczególnym od swoich sąsiadek powstałych w tym samym okresie. W przyziemiu tego budynku jeszcze przed pierwszą wojną światową znajdowały się sklepy, z których jeden prawdopodobnie od początku oferował mięso i wędliny, drugi działał zapewne w branży piekarniczo-cukierniczej, bowiem wśród mieszkańców kamienicy pojawiają się na równi rzeźnicy i piekarze. Wśród tych ostatnich pojawia się ok. 1907 r. panowie Alexander i Paul Gdanitz (pisani również Gdanietz), których nazwisko każe podejrzewać, że należeli do którejś z gałęzi znanej i po dziś dzień obecnej w okolicy rodziny Gdańców. Od 1907 r. właścicielem kamienicy był mistrz malarski Pilz, którego wraz z nastaniem Wolnego Miasta zastąpił rzeźnik Robert Wohlgemuth, prowadzący sklep mięsno-wędliniarski aż do końca II wojny światowej.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Hochschlf1930-31_129_cr.jpg" rel="lightbox[31525]"><img class="alignleft size-full wp-image-31530" title="Robert Wohlgemuth - reklama" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Hochschlf1930-31_129_cr.jpg" alt="" width="640" height="303" /></a></p>
<p>W reklamach chwalił się tym, że był dostawcą produktów do kuchni Niemieckiego Domu Studenckiego Politechniki Gdańskiej, który znajdował się tam, gdzie później klub Kwadratowa. Tuż po wojnie, a właściwie jeszcze w jej trakcie, bo w kwietniu 1945 r. zdewastowaną piekarnię objął Stefan Paradowski, przed wojną cukiernik w legendarnej "Ziemiańskiej" w Warszawie. W ten sposób powstała najstarsza dziś wrzeszczańska cukiernia do dziś będąca w posiadaniu rodziny.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Viktoriaschule na Kładkach</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-viktoriaschule-na-kladkach/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-viktoriaschule-na-kladkach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 Oct 2011 08:36:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[Jopengasse]]></category>
		<category><![CDATA[Pod Trzema Murzynami]]></category>
		<category><![CDATA[Przedmieście]]></category>
		<category><![CDATA[Städtische Höhere Töchterschule]]></category>
		<category><![CDATA[Victoriaschule]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=29572</guid>
		<description><![CDATA[Zanim przyjęła imię cesarzowej Viktorii, nazywała się Städtische Höhere Töchterschule, czyli Miejska Średnia Szkoła dla Dziewcząt. Gdańską specyfiką tej nazwy był wyraz "Tochterschule", oznaczający "szkołę dla córek", a dosłownie "szkołę-córkę", co już w XIX wieku wydawało się współczesnym określeniem mylącym. Viktoriaschule na Kładkach. Powstała w 1818 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Zanim przyjęła imię cesarzowej Viktorii, nazywała się Städtische Höhere Töchterschule, czyli Miejska Średnia Szkoła dla Dziewcząt. Gdańską specyfiką tej nazwy był wyraz "Tochterschule", oznaczający "szkołę dla córek", a dosłownie "szkołę-córkę", co już w XIX wieku wydawało się współczesnym określeniem mylącym. Viktoriaschule na Kładkach.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/dhk2002_05.jpg" rel="lightbox[29572]"><img class="alignleft size-full wp-image-29574" title="Victoriaschule w Gdańsku" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/dhk2002_05.jpg" alt="" width="640" height="463" /></a></p>
<p>Powstała w 1818 roku. Pierwotnie była szkołą prywatną założoną i prowadzoną przez pannę Sinell. Mieściła się w kamienicy przy <strong>Jopengasse</strong>, dzisiejszej Piwnej, pod numerem 52. W 1821 r. stała się miejską szkołą publiczną. Szczegóły programu nauczania w początkowym okresie działania placówki są trudne do ustalenia, jednakże sam fakt utworzenia pierwszej w Mieście publicznej żeńskiej szkoły o profilu podstawowo-średnim, był znaczącym przełomem w historii gdańskiej edukacji. Wiadomo, że nauka trwała siedem lat, a w II połowie XIX wieku szkoła miała około trzysta uczennic.</p>
<p>W latach 1838-1848 kierownictwo szkoły sprawował Frierdich Höpfner, zasłużony działacz edukacyjny, uprzedni dyrektor Szkoły św. Piotra i Akademii Handlowej. W roku 1880 odnajdujemy pod adresem szkoły przy Jopengasse panny Louise i Wilhelmine Höpfner, obie nauczycielki, w których domyślać możemy się córek dyrektora. Jak widać zamiłowanie do nauczycielstwa bywa dziedziczne. Za zapoznawanie uczennic z tajemnicami fizyki i przyrody był odpowiedzialny od czasów dyrektora Höpfnera Theodor Bail, luminarz gdańskiej nauki, wieloletni prezes Towarzystwa Przyrodniczego inicjator utworzenia Muzeum Prowincjonalnego w Gdańsku.</p>
<p>W okresie dyrektury innego zasłużonego pracownika edukacji Stephana Neumanna, który objął posadę szefa szkoły w 1876 r. i sprawował ją aż do śmierci w roku 1908, liczba uczennic wzrosła do pięciuset. W szkole funkcjonowało w tym czasie siedemnaście klas a w założonym przy niej w 1879 r. trzyletnim seminarium nauczycielskim uczyło się około czterdziestu młodych pań. Nauczaniem zajmowało się piętnastu nauczycieli i czternaście nauczycielek, w tym kaznodzieja protestancki, rabin i katechetka katolicka. Wówczas to, w związku z nieprzystawaniem dotychczasowej siedziby do wzrastający potrzeb szkoły pojawił się pomysł budowy nowego, specjalnie zaprojektowanego gmachu.</p>
<h3>Nowy budynek szkoły</h3>
<p>W miejscu, gdzie stanąć miał nowy budynek szkolny, znajdowały się w XIX w. dwa zajazdy, pamiętające wiek XVIII. Pierwszy z nich nosił nazwę Domu Rosyjskiego. Nazwa ta przypominała, że korzystali z niego chętnie rosyjscy kupcy przybywający w interesach do Miasta, których można było poznać między innymi po tym, że w odróżnieniu od swoich partnerów z zachodu, wszelkich transakcji dokonywali przy pomocy gotówki. W połowie XIX wieku w Domu Rosyjskim organizowano bale, koncerty, aukcje, a przejściowo służył także gdańskiej gminie staroluterańskiej. Na podwórzu Domu Rosyjskiego znajdowała się tzw. Sala Apolla (Apollosaal) – przybytek zbudowany przez niejakiego Lenowskiego, a wzorowany na lokalach o tej samej nazwie w innych miastach, gdzie służyły rozrywce wyższych sfer, najczęściej wytwornym balom i rautom. Jednak gdańska sala, jak oględnie pisał w 1843 r. W. Zernecke, "elegancji Sal Apolla w Wiedniu, Hamburgu etc. narazie nie osiągnęła". Zamiast balów organizowano w niej pokazy woltyżerskie.</p>
<p>Drugi z zajazdów nosił nazwę "<strong>Pod Trzema Murzynami</strong>" (Zu den Drei Mohren) i w końcu XIX wieku uchodził już za elegancki hotel. Był także miejscem hucznych balów i miejscem do którego zapraszano ważne persony goszczące w Gdańsku. Jednym z takich gości był w roku 1800 Jerome Bonaparte, brat Napoleona, naonczas jeszcze tylko konsula Republiki Francuskiej. Ze względu na sławę brata fetowano go w Mieście, w którym zatrzymał się przejazdem w drodze z Petersburga do Paryża. W trakcie pobytu wziął udział w balu urządzonym przez miejskie elity w hotelu Pod Trzema Murzynami, w trakcie którego z zapałem oddawał się pląsom, zwłaszcza szkockim tańcom. Innym znanym gościem był tu sam Fryderyk Chopin, który odwiedził Gdańsk w 1827 r. Hotel funkcjonował z powodzeniem aż do początku XX wieku, kiedy to nie wytrzymał konkurecji z nowo otwartymi hotelami w bezpośrednim sąsiedztwie nowego dworca głównego.</p>
<p>Budowa nowej siedziby dla szkoły rozpoczęła się w 1881 r. i początkowo objęła jedynie działkę dawnego Domu Rosyjskiego. W ten sposób powstała starsza część dzisiejszego obiektu, położona bliżej Kościoła św. Trójcy. Pierwotne założenie składało się z budynku frontowego z salami lekcyjnymi, pomieszczeniami do przechowywania pomocy dydaktycznych i laboratorium fizycznym, oraz drugiego, mniejszego budynku na zapleczu, w którym umieszczono dodatkowe pomieszczenia wykładowe aulę i salę gimnastyczną. Oba budynki spięto łącznikiem w formie kolumnady, umożliwiającym przejście z jednego do drugiego suchą stopą nawet przy brzydkiej pogodzie. Całość utrzymana była w stylu nawiązującym do tzw. gdańskiego renesansu.</p>
<p>W grudniu 1883 roku, podczas uroczystego otwierania nowego budynku szkoły, nadano jej także imię Viktorii, angielskiej księżniczki, najstarszej córki królowej Wiktorii i księcia Alberta, w chwili otwarcia szkoły żony następcy tronu i późniejszego "90-dniowego cesarza" Fryderyka III Hohenzollerna. Patronkę szkoły uwidoczniono na jednym z trzech medalionów umieszczonych nad głównym wejściem do budynku. Na pozostałych dwóch znalazły się herb Gdańska i data otwarcia nowego budynku.</p>
<p>W 1905 roku, po zamknięciu hotelu Pod Trzema Murzynami, miejskie władze wykupiły jego działkę i dołączyły ją do kompleksu szkolnego w celu jego rozbudowy. Wiązało się to także z rozszerzonym z sześciu do dziesięciu lat programem nauczania z możliwością zakończenia edukacji maturą, który funkcjonował już od kilku lat, skutkując wielkim zainteresowaniem i zwiększeniem liczby uczennic. Budynek został powiększony z górą dwukrotnie, przy czym nową część zaprojektowano tak, że na pierwszy rzut oka jest nie do odróżnienia od powstałego dwadzieścia lat wcześniej pierwotnego założenia. U północnego skraju fasady frontowej wzniesiono zgodnie z panującą wówczas modą wystającą nieco ponad dach głównego gmachu wieżę.</p>
<h3>Zła sława budynku</h3>
<p>Najbardziej znanym i przynoszącym bardzo złą sławę budynkowi szkoły epizodem były wydarzenia pierwszych dni września 1939 r., kiedy to jej pomieszczenia zostały wykorzystane przez nazistów jako przejściowy obóz dla wyłapywanych w Mieście Polaków, nielicznych pozostałych w Gdańsku Żydów i jeszcze mniej licznych gdańskich opozycjonistów. Czytelnika chcącego się zapoznać ze szczegółowymi opisami bandyckiego zachowania chwilowych zwycięzców względem ich ofiar zgromadzonych w Viktoriaschule, odsyłam do bogatej literatury dotyczącej początku II wojny światowej w Gdańsku z dziełem "Gdańsk 1939" na czele.</p>
<h3>W służbie edukacji</h3>
<p>Budynek Viktoriaschule wyszedł z II wojny światowej z nieznacznymi uszkodzeniami, co było nie małym osiągnięciem, biorąc pod uwagę niemalże całkowite zniszczenie zabudowy Przedmieścia. Dzisiaj, jako siedziba Wydziału Biologii UG i Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG-GUM, służy nadal edukacji, chociaż na poziomie znacznie bardziej zaawansowanym niż wówczas, kiedy mieściła się w nim szkoła dla dziewcząt.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>

<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-viktoriaschule-na-kladkach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdańska hala targów cz. II</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/gdanska-hala-targow-cz-2/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/gdanska-hala-targow-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Oct 2011 10:38:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[gdańska hala targów]]></category>
		<category><![CDATA[Messehalle]]></category>
		<category><![CDATA[Międzynarodowe Targi Gdańskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=29237</guid>
		<description><![CDATA[W ciągu pierwszych kilku lat istnienia hali przy Wałowej dużo się działo. Odbywały się oczywiście regularnie targi techniki i przemysłu, dla których gdańska hala targów została zbudowana, ale także inne imprezy. Jak zanotowano w 1927 r., jarmark gwiazdkowy zorganizowany w hali, ściągnął około dziesięciu tysięcy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W ciągu pierwszych kilku lat istnienia hali przy Wałowej dużo się działo. Odbywały się oczywiście regularnie targi techniki i przemysłu, dla których gdańska hala targów została zbudowana, ale także inne imprezy. Jak zanotowano w 1927 r., jarmark gwiazdkowy zorganizowany w hali, ściągnął około dziesięciu tysięcy gości (w tym dwa tysiące dzieci) już pierwszego dnia funkcjonowania. Corocznie odbywały się tam również tzw. "dni katolickie" (Katholikentage) – święto rzymsko-katolickiej część gdańskiego społeczeństwa.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/IMAG0509.jpg" rel="lightbox[29237]"><img class="alignleft size-full wp-image-29243" title="Gdańska hala targów" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/IMAG0509.jpg" alt="" width="614" height="405" /></a></p>
<p>W Messehalle gościły też zawody sportowe i parasportowe. Najczęściej miały postać zmagań bokserskich i zapaśniczych, dla których montowano na środku hali ring na drewnianym podwyższeniu. Zawody te cieszyły się wielką popularnością, pozwalały bowiem widzom obejrzeć nie tylko miejscowych sportowców, ale i gości z zagranicy, w tym reprezentacje krajów takich jak Polska, Niemcy, Węgry czy Jugosławia, a nawet zawodników czarnoskórych – wschodzące gwiazdy światowego sportu. Reminiscencją zainteresowania boksem w okresie Wolnego Miasta, a nawet związanych z tym brutalnym sportem politycznych problemów, są na przykład sceny starć na ringu ukazane w serialu TVP "Gdańsk '39", które działyby się zapewne właśnie w hali przy Wałowej. Pokazom zapaśniczym, którym bliżej było do XIX-wiecznych popisów siłaczy z podkręconymi wąsami i w pasiastych trykotach, niż do współczesnego sportu, towarzyszył nieodmiennie kojarzący się z tą stylistyką marsz "Wejście gladiatorów", odtwarzany z głośników przy prezentacji zawodników. Kiedy mocarze brali się za bary wśród dopingu publiczności, ta ostatnia udzielała swoim ulubieńcom rad, z których zanotowano jedną, będącą przy okazji świadectwem odmienności języka gdańskiego od niemczyzny. Rada ta brzmiała "Oskar, schmiet im up de Matt!" - czyli "Oskar, walnij nim o matę!".</p>
<p>Z założenia apolityczna i mająca służyć spotkaniom różnych ludzi z różnych stron świata hala, zgodnie z nurtem zmieniających się czasów, stać miała się wkrótce, bo już w połowie lat 30., a wiec zaledwie po dziesięciu latach istnienia, areną podziałów i politycznych wrzasków. Imprez przemysłowych było coraz mniej, nad światem wisiał bowiem od pewnego czasu wielki kryzys, organizowano nadal zawody sportowe, koncerty i okazjonalne jarmarki. Coraz częściej jednak pod beczkowatym sklepieniem budowli pojawiały się tłumy zwolenników tej czy innej opcji politycznej, z czasem coraz bardziej agresywne, coraz bardziej nietolerancyjne względem nie tylko wszystkiego czemu miała służyć hala, ale wszystkiemu co było inne. Mowa rzecz jasna o wyznawcach obłąkanego austriackiego malarza, który postanowił przekonać najpierw Niemcy, a później cały świat, że to ludzie mówiący po niemiecku są "über alles".</p>
<p>Oczywiście w hali odbywały się nie tylko zgromadzenia nazistowskie. Zdarzało się, że była sceną patriotycznych demonstracji gdańskich Polaków, jak to miało miejsce przed wyborami w 1935 r., kiedy Messehalle została oficjalnie przeznaczona do organizacji spotkań przedwyborczych. W hali wiecowały również inne związki, stronnictwa i partie, przynajmniej dopóki nie zostały zdelegalizowane.</p>
<p>Kiedy 1 września 1939 r. wybuchła wojna, a w pobliżu broniła się zaciekle Polska Poczta, hala miała zagrać jeszcze jedną, drobną rolę w inauguracji wielkiej światowej katastrofy. Składano w niej bowiem ciała członków organizacji paramilitarnych i policjantów, którzy stracili życie atakując pocztę. Znając propagandowe metody nazistów, przypuszczać można, że umieszczenie zabitych w dużej hali służyć miało ich pokazywaniu masom ludności. Nie słychać jednak w przekazach historycznych o tego typu publicznej prezentacji.</p>
<p>Wydarzenia roku 1945, kiedy to płonęły i waliły się solidne, murowane budynki w całym Gdańsku, pozostawiły drewnianą halę targów i jej najbliższe sąsiedztwo w stanie nietkniętym. Halę przeznaczono na cele warsztatowo-garażowe. O jej dawnym przeznaczeniu świadczyła przez krótki czas po zakończeniu wojny nazwa ulicy Targowej, dawnej An der Messehalle, bezimiennego dziś zaułka wiodącego na podwórze kompleksu niegdysiejszej Kasy Chorych.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="Kasa Chorych" href="http://ibedeker.pl/obiekty/kasa-chorych-przy-walowej-i-ceglany-ekspresjonizm/">Kasa Chorych przy Wałowej i ceglany ekspresjonizm</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/1946Gdansk.jpg" rel="lightbox[29237]"><img class="alignleft size-full wp-image-29246" title="Gdańska hala targów" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/1946Gdansk.jpg" alt="" width="584" height="422" /></a></p>
<p>Hala jest dzisiaj zaniedbanym, częściowo zdewastowanym obiektem, o którym mało kto słyszał, mało kto zwraca na nią uwagę będąc w okolicy, tym mniejszą, że słabo widać ją z ulicy. Ludzie biorą ją za część zabudowań stoczniowych. Wewnątrz nadal mieszczą się warsztaty. Jakby tego było mało, pojawiły się ostatnio informacje o zamiarze jej zburzenia. Dużo się ostatnio w Gdańsku burzy, codziennie niemalże znika z miejskiej przestrzeni coś, co nie ma może wielkiej wartości artystycznej, architektonicznej, czy historycznej, stanowi jednak wartość samą w sobie już to przez swój wiek, już to przez przynależność do coraz rzadszej w Mieście tzw. autentycznej miejskiej tkanki historycznej. Trudno jest, choć może należałoby, wznosić lament nad burzonymi domami, na przedmieściach, zwłaszcza takimi, których uroda, znaczenie i stan techniczny wykluczają raczej czyjekolwiek realne zainteresowanie ich ocaleniem. Jednak w przypadku obiektu takiego jak gdańska hala wystawowa, pierwszego z wielkich obiektów użyteczności publicznej wzniesionego w okresie międzywojennym, a ponadto budowli ciekawej pod względem technicznym, trzeba stanowczo zaprotestować przeciwko pomysłom jej unicestwienia. Gdyby cegły i belki mogły przemówić to właśnie te, z których zbudowano halę mogłyby opowiedzieć o wielu ciekawych, ważnych, a nawet bardzo ważnych momentach, które działy się w przestrzeni którą tworzą.</p>
<blockquote><p>Hala jest zabytkiem techniki, architektury i historii, który nie jest jednak wpisany do rejestru zabytków. <strong>Skoro hala targowa w Gdyni, młodsza o 10 lat i stalowa jest zabytkiem z wszystkimi tego faktu konsekwencjami, to dlaczego odmawiać podobnej ochrony gdańskiej hali targów, starszej i drewnianej, mającej ponadto nieporównanie bogatszą historię?</strong> Obiekty tego typu, z racji swojej swoistości i wyjątkowości na tle zarówno normalnej zabudowy miejskiej, jak i podobnych, ale wyłączenie przemysłowych konstrukcji hal fabrycznych, powinny być zachowane, a w przypadku hali przy Wałowej mogłyby się nawet okazać wielce użyteczne w przyszłości, kiedy w pobliżu powstanie Młode Miasto. "Młode" nie oznacza wszak "pozbawione zabytków". A cóż jest bardziej odpowiednie w charakterze zabytku Młodego Miasta od hali o nazwie "Technika", miejsca przemysłowych targów i ożywionego życia społecznego? <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="dźwig stoczniowy" href="http://ibedeker.pl/obiekty/stoczniowe-dzwigi-i-ich-smutna-historia/">Może tylko dźwig, który miał przypominać o stoczniowych tradycjach okolicy, ale już jej nie przypomni</a></span></strong>. Obiekt, po odpowiedniej rewitalizacji mógłby wrócić do swoich niegdysiejszych funkcji. W końcu jego zarządcą była przed II wojną światową firma o nazwie "Danziger Internationale Messe A.G.", co oznacza dokładnie to samo co... <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="Międzynarodowe Targi Gdańskie" href="http://www.mtgsa.pl/" target="_blank">Międzynarodowe Targi Gdańskie SA</a></span></strong>.</p></blockquote>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="gdańska hala targów" href="http://ibedeker.pl/obiekty/gdanska-hala-targow-cz-i/">Gdańska hala targów cz. I</a></span></strong></p>
</blockquote>

<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/gdanska-hala-targow-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdańska hala targów cz. I</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/gdanska-hala-targow-cz-i/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/gdanska-hala-targow-cz-i/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Oct 2011 20:47:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[gdańska hala targów]]></category>
		<category><![CDATA[hala wystaw]]></category>
		<category><![CDATA[Messehalle]]></category>
		<category><![CDATA[Międzynarodowe Targi Gdańskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=29146</guid>
		<description><![CDATA[Na obrzeżach Starego Miasta, na granicy z dawną strefą przemysłową, istnieje do dziś obiekt całkowicie niemalże zapomniany, a kiedyś tętniący życiem i będący wyrazem najlepszych tendencji w krótkiej historii Wolnego Miasta Gdańska - gdańska hala targów. Jako, że zagraża mu podobno rozbiórka postanowiłem przypomnieć jego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Na obrzeżach Starego Miasta, na granicy z dawną strefą przemysłową, istnieje do dziś obiekt całkowicie niemalże zapomniany, a kiedyś tętniący życiem i będący wyrazem najlepszych tendencji w krótkiej historii Wolnego Miasta Gdańska - gdańska hala targów. Jako, że zagraża mu podobno rozbiórka postanowiłem przypomnieć jego historię.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/Hala3.jpg" rel="lightbox[29146]"><img class="alignleft size-full wp-image-29153" title="Hala wystawowa" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/Hala3.jpg" alt="" width="640" height="482" /></a></p>
<p>Przełom XIX i XX wieku przyniósł Gdańskowi ważną decyzję, która miała zaważyć na jego rozwoju i kształcie urbanistycznym. Decyzją tą była zgoda władz wojskowych na niwelację starych, pamiętających XVII wiek ziemnych fortyfikacji wewnętrznego pasa umocnień. Do ich likwidowania przystąpiono w ostatnich latach XIX w., by w początkach wieku XX rozpocząć zagospodarowywanie nowych, bardzo atrakcyjnych dla ciasnego miasta, terenów. Prace niwelacyjne rozpoczęto od zachodniego ciągu wałów, uzyskując w ten sposób miejsce dla zabudowy ulic dzisiejszego głównego ciągu komunikacyjnego (Wały Piastowskie – Okopowa). W następnej kolejności rozpoczęto zasypywanie fos i równanie z ziemią bastionów frontu północnego wzdłuż ulicy Wałowej. Zagospodarowanie pozyskanych terenów było wielkim przedsięwzięciem, realizowanym etapami aż do okresu międzywojennego.</p>
<p>W przypadku terenów pofortecznych na północ od Miasta, poza częścią przewidzianą dla przemysłu, większość obszaru uzyskanego w wyniku niwelacji ciągu bastionów św. Jakuba, Lis, Ryś i Motława, zatrzymało dla siebie wojsko. W odróżnieniu od terenów, które przeznaczono pod zabudowę miejską, nowe tereny wojskowe zagospodarowywane były nader powściągliwie. W ciągu dwudziestu lat ich użytkowania armia zdążyła na nich umiejscowić stajnie, będące częścią kompleksu koszar artyleryjskich na południe od Wałowej, oraz Urząd Umundurowania (Korps-Bekleidungsamt), umieszczony bliżej skrzyżowania z Łagiewnikami. W ramach nadawania nowego kształtu urbanistycznego okolicy, planowano utworzenie drugiej, równoległej do Wałowej ulicy, biegnącej wzdłuż dawnych węgłów bastionów. Planu tego nigdy w pełni nie zrealizowano, chociaż ulica ta pojawia się na większości planów Gdańska z okresu przed 1945 r. pod nazwą Jakobswall, czyli "Wał św. Jakuba". W praktyce istniała jedynie jej zachodnia część, dalej zanikając wśród placów składowych, na których z czasem zlokalizowano miejską gazownię. Częściowo zajęta była też przez bocznicę kolejową tejże gazowni. Dzisiaj istnieje jedynie jej fragment, odbijający ku wschodowi od skrzyżowania Łagiewniki-Wały Piastowskie, a noszący nazwę ulicy Gazowniczej.</p>
<h3>Zmiany po I wojnie światowej</h3>
<p>Kiedy po I wojnie światowej dzielono mienie państwa niemieckiego w Gdańsku, większość terenu po dawnym Urzędzie Umundurowania przypadł Wolnemu Miastu. Jeden z budynków, położony najbliżej biblioteki miejskiej, przyznano Polsce. Decyzją komisarza RP Henryka Strassburgera, przekazany został polskim organizacjom patriotycznym i po przeprowadzeniu remontu otwarto w nim w 1924 r. ośrodek kulturalno-edukacyjny pod nazwą "Dom Polski". Kilka lat wcześniej, bo już na początku roku 1920 na pozostałej części terenu dawnego Urzędu, odbyły się pierwsze targi o zasięgu międzynarodowym, zorganizowane przez specjalnie w tym celu powołany kolejny urząd noszący nazwę "Messeamt".</p>
<p>Po uporaniu się z bezpośrednimi skutkami I wojny światowej w sferze gospodarczej, nastał dla Wolnego Miasta okres dobrej koniunktury i kilka lat prawdziwej prosperity dla gdańskiego biznesu. Tradycje niegdysiejszej otwartości Gdańska na świat jako miasta portowego i wielokulturowego, do dzisiaj mocno mitologizowane, znalazły wówczas wyraz m.in. w haśle "Gdańsk miastem kongresów", lansowanym konsekwentnie w latach 20. i znajdującym praktyczną realizację w organizacji w Mieście przeróżnych spotkań najrozmaitszych gremiów. W dziedzinie gospodarki podobnym celom służyć miała organizacja międzynarodowych targów, które cieszyły się sporą, aczkolwiek nieco lokalną popularnością.</p>
<p>Według relacji z 1924 r. w gdańskich targach jesiennych (zorganizowanych w październiku) wzięło udział około dziewięciuset firm z dwudziestu krajów, a odwiedziło targi od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu tysięcy ludzi. Sporą część wystawców stanowiły przedsiębiorstwa polskie. Podkreślano, że miarą zadowolenia firm z udziału w gdańskiej imprezie był fakt, że większość miejsc na mających się odbyć w lutym 1925 r. targów wiosennych, została zarezerwowana tuż po zakończeniu imprezy jesiennej.</p>
<p>Powodzenie idei targów w ogóle, a gdańskich imprez w szczególności spowodowało, że po kilku latach organizowania imprez wystawienniczych w zabudowaniach byłego Urzędu Umundurowania, podjęto decyzję o budowie obiektu, który bardziej odpowiadałby potrzebom i ambicjom organizatorów. Tak narodził się pomysł budowy w Gdańsku hali wystawowej.</p>
<h3>Gdańska hala wystawowa</h3>
<p><strong>Messehalle</strong> – bo tak brzmi niemieckie określenie tego typu obiektów, można przetłumaczyć jako "hala targowa", ale jako że ta nazwa jest już w Gdańsku zajęta, przyjmijmy dla interesującego nas obiektu nazwę "hala targów" bądź "hala wystaw". Gdańska hala wystaw powstała przy ulicy Wałowej, w miejscu już od pewnego czasu "terenem targowym" (Messe-Gelände), w oparciu o projekt wykonany przez radcę budowlanego Schrödera, który przedłożył plany budowli stosownym władzom w kwietniu 1925 r. Projekt został zatwierdzony i szybko przystąpiono do budowy.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/Messehalle02.jpg" rel="lightbox[29146]"><img class="alignleft size-full wp-image-29156" title="Messehalle" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/Messehalle02.jpg" alt="" width="387" height="244" /></a>Konstrukcja budowli, wykonana z drewna, przyrównywana była do rzymskich bazylik. Podobnie jak w nich, i tutaj zastosowano system trzech naw, z których główna miała szerokość ponad 30 metrów. Całość założenia oparto na planie prostokąta o wymiarach 74 na 46 metrów. Dach utworzyły eliptycznie wygięte drewniane belki spięte również drewnianymi dźwigarami, umieszczone co około sześć metrów. Na wierzchu, jako podstawę pokrycia dachu, umieszczono co metr, prostopadle do żeber konstrukcji płatwy, na których przybite zostały deski. Całość pokryta została papą. Jako strop planowano przybicie desek od spodu płatew, jednak zrezygnowano z realizacji tego planu w celu uniknięcia dodatkowego obciążenia i by obniżyć koszty. Boczne nawy przykryto pulpitowymi dachami na drewnianych dźwigarach.</p>
<p>Wewnątrz hali zamontowano elektryczny dźwig, umieszczony na specjalnie wzmocnionej, dodatkowej konstrukcji. Jak wyliczyli konstruktorzy, na budowę dachów zużyto 185 metrów sześciennych drewna i prawie trzy tony stali na elementy łączące belki ze sobą i z murami zewnętrznymi. Wnętrze hali zapewniało w nawie głównej powierzchnię wystawienniczą o wielkości ponad dwóch tysięcy metrów kwadratowych, do tego dochodziły pomieszczenia w nawach bocznych. Od zachodu dobudowano murowaną przybudówkę o charakterze reprezentacyjnego wejścia. Oprócz tego hala miała kilka innych bram i wejść, dostatecznie dużych by móc przez nie przewieźć sporych rozmiarów eksponaty, a w razie pożaru zapewnić bezpieczną ewakuację ludziom. A tych, jak obliczono, mogła hala pomieścić około pięciu tysięcy.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/Messehalle01.jpg" rel="lightbox[29146]"><img class="alignleft size-full wp-image-29163" title="Messehalle" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/Messehalle01.jpg" alt="" width="377" height="173" /></a>Uroczyste oddanie do użytku hali wystaw, której nadano nazwę "Technika", miało miejsce we wrześniu 1925 r. przy okazji otwarcia IV Międzynarodowych Targów Gdańskich. Krótką uliczkę wzdłuż wschodniej ściany hali nazwano "An der Messehalle". Oficjalnym przeznaczeniem nowego obiektu była organizacja targów i wystaw urządzeń technicznych. w praktyce, poza regularnie odbywającymi się imprezami wystawienniczymi, wykorzystywana była na masowe imprezy z udziałem ludności Gdańska, takie jak koncerty, wiece, wydarzenia sportowe, itp. W latach 30. przy hali funkcjonowała także restauracja o nazwie "Zur Messehalle".</p>
<p>Hala była miejscem wielu imprez zarówno przemysłowych jak i o szerszym kontekście społecznym, ale nimi i dalszymi losami hali zajmiemy się w II części.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="MTG" href="http://ibedeker.pl/obiekty/gdanska-hala-targow-cz-2/">Gdańska hala targów cz. II</a></span></strong></p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/gdanska-hala-targow-cz-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowa jednostka flagowa Miasta Gdańska &#8211; &#8222;Kapitan Borchardt&#8221;</title>
		<link>http://ibedeker.pl/relacje/nowa-jednostka-flagowa-miasta-gdanska-kapitan-borchardt/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/relacje/nowa-jednostka-flagowa-miasta-gdanska-kapitan-borchardt/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 09 Oct 2011 08:23:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Karol Olgierd Borchardt]]></category>
		<category><![CDATA[żaglowiec]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=28699</guid>
		<description><![CDATA[W zimny, ale słoneczny dzień 8 października 2011 odbyła się w Gdańsku ceremonia nadania nowego imienia staremu statkowi. Statkiem tym był piękny żaglowiec, a imię otrzymał po jednym z najbardziej znaczących dla morskiej kultury Polaków pisarzu Karolu Olgierdzie Borchardtcie. "Kapitan Borchardt", bo tak brzmi nowa [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W zimny, ale słoneczny dzień 8 października 2011 odbyła się w Gdańsku ceremonia nadania nowego imienia staremu statkowi. Statkiem tym był piękny żaglowiec, a imię otrzymał po jednym z najbardziej znaczących dla morskiej kultury Polaków pisarzu Karolu Olgierdzie Borchardtcie. "Kapitan Borchardt", bo tak brzmi nowa nazwa statku, jest trzymasztowym szkunerem zbudowanym w Holandii, który zanim dzisiaj otrzymał nowe imię, zmieniał je uprzednio już siedmiokrotnie.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/IMAG0506.jpg" rel="lightbox[28699]"><img class="alignleft size-full wp-image-28703" title="Kapitan Borchardt" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/IMAG0506.jpg" alt="" width="640" height="482" /></a></p>
<p>Statek zbudowano w 1918 r. jako oceaniczny frachtowiec z przeznaczeniem do przemierzania Atlantyku. Powstał w stoczni J.J.Pattje w Waterhuizen w północno-wschodniej Holandii. Był to okres, kiedy żaglowce odeszły już właściwie do historii, a te które pozostały, były już niemalże wyłącznie statkami szkoleniowymi, rekreacyjnymi jachtami i jednostkami rybackimi. Być może powojenne realia i braki w zaopatrzeniu w paliwa skłoniły pierwszego armatora do powierzenia napędzania jednostki wiatrom, do 1925 r. statek nie miał bowiem silnika. Od czasu wyposażenia go w niezależny od kaprysów pogody wiatrów napęd, sukcesywnie pozbawiano go ożaglowania, by w końcu uczynić z niego jacht wyłącznie motorowy. Dopiero w latach 80. doczekał się gruntownego remontu i ponownego wyposażenia w ożaglowanie zgodne z pierwotnym, czyli trzy duże żagle gaflowe na trzech stalowych masztach jednakowej wysokości oraz siedem mniejszych żagli dodatkowych. Kilkukrotnie zmieniał właściciela, nazwę i przeznaczenie. Był statkiem towarowym, wycieczkowym i szkoleniowym. Zanim stał się "Kapitanem Borchardtem" nosił nazwy "Nora", "Harlingen", "Möwe", "Vadder Gerrit", "In Spe", "Utskär", a ostatnio "Najaden". Pływał pod banderami holenderską, niemiecką i szwedzką.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/IMAG0505.jpg" rel="lightbox[28699]"><img class="alignleft size-full wp-image-28705" title="Kapitan Borchardt" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/IMAG0505.jpg" alt="" width="289" height="384" /></a>Statek zakupiony został w tym roku od armatora szwedzkiego przez grupę entuzjastów żeglarstwa. Jego ostatnią funkcją pod szwedzką banderą były rejsy szkoleniowe dla adeptów sztuki żeglarskiej. Funkcja ta ma zostać utrzymana również pod polską banderą. W sierpniu wypłynęła z Gdańska promem "Scandinavia" nowa załoga, która objęła w posiadanie żaglowiec i przeprowadziła go najpierw na Hel, a następnie do Gdańska, gdzie odbyła się ceremonia chrztu statku. W obecności urzędników miejskich i państwowych, przy umiarkowanie licznej obecności widzów i muzyce w wykonaniu orkiestry Marynarki Wojennej, dokonało się uroczyste nadanie żaglowcowi nowego imienia, połączone z tradycyjnym strzaskaniem butelki szampana o burtę. Następnie przy dźwiękach hymnu Rzeczypospolitej wciągnięta została na maszt polska bandera. W ten sposób Gdańsk stał się macierzystym portem najstarszego czynnego żaglowca w polskiej flocie. Dalej były oficjalne wystąpienia, gratulacje i prezenty od rozmaitych osób i organizacji, w tym od miasta Szczecina, którego prezydent nie tylko przysłał zaproszenie do udziału w kilku szczecińskich imprezach żeglarskich, ale także podarował statkowi miejską flagę z prośbą o jej używanie w trakcie wizyt w Szczecinie.</p>
<p>Nadając nowemu, choć w istocie bardzo staremu, żaglowcowi imię "Kapitan Borchardt", uhonorowano człowieka, który całe życie poświęcił morzu, a kiedy los nie pozwalał mu na pływanie, dzielił się wiedzą i doświadczeniem z przyszłymi marynarzami. Największą sławę przyniosły mu jednak wspaniałe książki o morzu, statkach, a przede wszystkim o ludziach tworzących polską marynarkę w latach międzywojennych, czyli w okresie który, niezależnie od mitów o "Polsce na morzu" za Wazów, był czasem kiedy Polacy rozpoczynali dopiero swoja wielką morską przygodę.</p>
<h3>Kapitan Borchardt</h3>
<p><strong>Karol Olgierd Borchardt</strong> urodził się w 1905 r. w Moskwie, ale dzieciństwo spędził w Paryżu, dokąd przeniosła się jego matka po rozstaniu z ojcem. W 1912 r. zamieszkał w Wilnie, gdzie 1924 r. zdał maturę i zaraz po niej, wiedziony młodzieńczym marzeniem, zameldował się w Tczewie, gdzie od kilku lat działała Szkoła Morska. Romantycznej wizji o zostaniu marynarzem nie podzielała rodzina, która wykorzystawszy wpływy ojczyma Karola, z zawodu lekarza, doprowadziła do odrzucenia jego kandydatury pod pozorem rzekomej "skłonności do reumatyzmu". Niedoszły student szkoły morskiej trafił ku zadowoleniu wszystkich – oprócz niego samego – na wydział prawa Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Nie porzucił jednak morskich marzeń i już w następnym roku stanął przed wojskową komisją lekarską, której nie sięgały najwyraźniej wpływy ojczyma, skoro orzekła brak jakichkolwiek zdrowotnych przeciwwskazań dla podjęcia nauki w szkole morskiej.</p>
<p>W ten sposób marzenia zaczęły nabierać realnych kształtów. Karol był zdolnym młodym człowiekiem, z uporem dążącym do wyznaczonego sobie celu, nie miał więc większych trudności w studiowaniu zawiłej materii nawigacji. Jako student trafił na pokład "Lwowa" – szkolnego statku Szkoły Morskiej, na którym on i jego koledzy odbywali morskie praktyki. Tam, na statku, który sam określał mianem "kolebki nawigatorów", zetknął się po raz pierwszy z prawdziwym morskim życiem, z jego całym wspaniałym romantyzmem i twardą prozą żeglarskiej codzienności. Tam poznał też swoich mistrzów morskiego fachu, starych wilków morskich, których miał później uwiecznić na kartach swoich książek.</p>
<p>Dyplom nawigatora uzyskał w 1928 r. Odtąd pływał na różnych statkach, stopniowo awansując. Z czasem trafił do załóg najwspanialszych polskich przedwojennych statków – transatlantyków "Polonia", "Pułaski", "Piłsudski" i "Kościuszko", którymi pływał po całym niemalże świecie. Był także oficerem na następcy "Lwowa", "Darze Pomorza", oglądając tym razem życie szkolnego statku szkoły morskiej z perspektywy doświadczonego żeglarza i nauczyciela następnych pokoleń marynarzy. Na "Darze" zastał go wybuch II wojny światowej, którą spędził jako oficer przekształconych w wojenne transportowce transatlantyków, zaznając wszelkich możliwych okropności morskiej wojny.</p>
<p>Po wojnie wrócił do kraju, ale nie przyjęto go bynajmniej z otwartymi ramionami. Służba na zachodzie uczyniła z niego człowieka "ideowo niepewnego", któremu uczyniono największą krzywdę, jaką można wyrządzić marynarzowi – zabroniono pływać. Mógł za to uczyć i robił to w Państwowym Centrum Wychowania Morskiego, a następnie w Technikum Rybołówstwa, a w końcu w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni. Z czasem pozwolono mu na krótkie rejsy, odbywane w ramach testów, powstających w gdyńskiej stoczni statków. Pływał więc tak jak mógł i uczył kandydatów do morskiego fachu aż do przejścia na emeryturę w 1970 r. Zmarł w Gdyni w 1986 r., a pochowany został na Cmentarzu Witomińskim.</p>
<p>Być może z tęsknoty za "prawdziwym" morzem, być może z powodu obietnic złożonych swoim przyjaciołom z przeszłości, zaczął pisać. W latach 50. ukazywały się jego krótkie morskie felietony w "Morzu" i "Tygodniku Morskim", a w 1960 r. wydano "Znaczy Kapitana" – literacki pomnik, który wystawił swojemu mistrzowi i dowódcy, kapitanowi Mamertowi Stankiewiczowi. Zachęcony pozytywnym przyjęciem pierwszej książki pisał następne. Tak powstały "Krążownik spod Somosierry", "Szaman Morski", "Kolebka nawigatorów" i "Pod czerwoną różą".</p>
<p>To właśnie dzięki Borchardtowi "lądowe szczury" dowiadywały się o niesamowitym, tajemniczym i groźnym życiu na morzu i poznawali brzmiące jak magiczne zaklęcia morskie określenia, nazwy elementów statku i czynności członków załogi. Dzięki niemu na zawsze w świadomości czytelników pozostały postaci tak wspaniałe jak Mamert Stankiewicz, Konstanty Maciejewski, czy Eustazy Borkowski vel "Szaman Morski" - ludzie tak bardzo niedzisiejsi i tak niezwykle oryginalni, bez których nie byłoby morskiej Polski w okresie międzywojennym, ani tysięcy marynarzy, którzy kształt swojej morskiej edukacji zawdzięczają w dużej mierze wzorcom ustalonym przez tamtych wielkich żeglarzy-oryginałów.</p>
<p><em>Dziękuję Dariuszowi Drapelli za udostępnienie zdjęć grobu Kapitana Mamerta Stankiewicza, wykonane 24 września 2011 r.</em></p>
[[Pokaż jako pokaz slajdów]]
<p>&nbsp;</p>
<p>Niezwykle barwne życie Karola Olgierda Borchardta, który urodził się w Rosji, dorastał w Paryżu, miał być prawnikiem, został marynarzem, a zasłynął jako pisarz, od dawna domagało się upamiętnienia w sposób bardziej znaczący niż nazwa ulicy w Gdyni, aranżacja "kabiny na Darze Pomorza", czy pamiątkowa tablica tu i tam. Żaglowiec, na którym będzie można zaznać morza i żeglarstwa, a może nawet stać się z lądowego szczura morskim wilkiem, wydaje się być najwłaściwszym obiektem któremu można było nadać imię kapitana Borchadta.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/relacje/nowa-jednostka-flagowa-miasta-gdanska-kapitan-borchardt/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Kaplica św. Anny cz. II</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-kaplica-sw-anny-cz-ii/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-kaplica-sw-anny-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 02 Oct 2011 11:25:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[kaplica św. Anny]]></category>
		<category><![CDATA[Przemieście]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=28292</guid>
		<description><![CDATA[W ramach drugiej części opowieści o Kaplicy św. Anny zajmiemy się głównie jej wnętrzem, jest to bowiem przestrzeń, która wprawdzie dość mała, ale wypełniona jest ciekawymi elementami, z których nie jeden potrafi opowiedzieć ciekawe historie. II wojna światowa potraktowała kaplicę łagodnie. Częściowemu zniszczeniu (ale nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W ramach drugiej części opowieści o Kaplicy św. Anny zajmiemy się głównie jej wnętrzem, jest to bowiem przestrzeń, która wprawdzie dość mała, ale wypełniona jest ciekawymi elementami, z których nie jeden potrafi opowiedzieć ciekawe historie.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/08/anna.jpg" rel="lightbox[28292]"><img class="size-full wp-image-26786  alignleft" title="Kaplica św. Anny" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/08/anna.jpg" alt="" width="234" height="314" /></a></p>
<p>II wojna światowa potraktowała kaplicę łagodnie. Częściowemu zniszczeniu (ale nie spaleniu) uległ dach i fragmenty szczytów. Ogólnie doliczono się "zaledwie" 25-procentowych zniszczeń. Od kaplicy też zaczęto stopniowe i cały czas jeszcze nie zakończone przywracanie całego zespołu dawnego klasztoru franciszkańskiego do stanu używalności. Po 400 latach nieobecności znowu – choć w mniejszej niż za najlepszych lat ilości, pojawili się też na <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="Stare Przedmieście" href="http://ibedeker.pl/spacery/ibedekerowy-spacer-po-gdansku-stare-przedmiescie/">Przedmieściu</a></span> <span style="text-decoration: underline;"><a title="franciszkanie" href="http://ibedeker.pl/relacje/wyspa-sw-franciszka-juz-nie-forsterowka/">franciszkanie</a></span></strong>. Kaplica św. Anny służyła jednak jeszcze protestantom (do lata 1945 r.) i to niemieckojęzycznym, aż do czasu, kiedy przepędzono ich z Gdańska.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="kaplica św. Anny" href="http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-kaplica-sw-anny-cz-i/">Historia kaplicy św. Anny</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p>Wprawdzie usytuowanie kaplicy powoduje, że znajduje się ona poza większością szklaków turystycznych, jednak wspaniała dekoracja jej zachodniego szczytu, doskonale współgrająca z potrójnym szczytem Kościoła św. Trójcy, przyciąga wzrok każdego wrażliwego na architektoniczne piękno obserwatora. Ta dekoracja zrywa w pewien sposób z tradycją surowości zewnętrznego wyglądu gdańskich kościołów. Mamy tu do czynienia z dziełem późnego gotyku, wspaniałą koronką sterczyn, łuków i tzw. "oślich grzbietów", blend i ażurów, przywodzących na myśl zdobnictwo "klasycznych" gotyckich katedr na zachodzie Europy. Szczyty zwieńczone są oryginalnymi żelaznymi krzyżami, pamiętającymi przełom XV i XVI wieku, a osłaniają strome dachy, które – kolejna rzadkość w Gdańsku – zachowały w znacznym stopniu oryginalne, średniowieczne elementy więźby. Ciekawym reliktem dawnych, magazynowych funkcji poddasza jest umieszczony po północnej stronie dachu kaplicy dźwig, pozwalający na transport ciężkich przedmiotów z dziedzińca wprost na poddasze. Oprócz dźwigowego żurawia z bloczkiem pod daszkiem facjatki wisi także niewielki dzwon z 1745 r., pochodzący z warsztatu Johanna Anthony'ego - jeden niewielu gdańskich dzwonów, które wiszą do dziś tam, gdzie je oryginalnie przed wiekami zawieszono. Niewielkie okienka, gęsto rozmieszczone w połaciach dachu, pozwalają się domyślać, że poddasze służyło okresowo jako spichlerz.</p>
<h3>Wchodzimy do wnętrza kaplicy św. Anny</h3>
<p>Do wnętrza kaplicy dostać można się na dwa sposoby. Pierwsza droga wiedzie przez dziedziniec pomiędzy galeriowym domem od strony ul. Św. Trójcy, druga przez drzwi w zachodnim skraju południowej nawy "dużego" kościoła. Wchodząc przez dziedziniec mijamy nieszczególnie pasujące do całości figury pary świętych, a przy okazji niedoszłych kochanków - św. Franciszka z Asyżu i św. Klary. Nie trudno zauważyć jak bardzo podniósł się grunt w tej okolicy – by dostać się na poziom posadzki kaplicy trzeba zejść po kilkunastu stopniach w dół. Kaplica miała kiedyś więcej wejść. Główne wiodło przez gotycki, zaślepiony łuk w centrum zachodniej fasady. Wejście to zostało zlikwidowane w trakcie przebudowy miejskich fortyfikacji w końcu XVI w., znalazło się bowiem tak blisko wału i bastionu o wdzięcznej nazwie "Kot", że uznano je za niefunkcjonalne. Miejsca pomiędzy ścianą kaplicy a wałem starczyło jednak na wybudowanie przyklejonej do fasady, śmiesznie płaskiej, barokowej kamieniczki, którą oglądać można jeszcze na XIX-wiecznych rycinach. Kaplica miała jeszcze piąte wejście - nieistniejące od dawna, zamurowane drzwi od strony południowej, prowadzące na teren przykościelnego cmentarza. W miejscu gdzie się znajdowały, tuż pod frontową belką chóru muzycznego, stoi obecnie we wnęce figura św. Antoniego.</p>
<p>Wszedłszy do wnętrza znajdujemy się w niewielkim, ale niezwykle harmonijnym pomieszczeniu ze wspaniałym gwiaździsto-sieciowym sklepieniem, unikalnym w Gdańsku. Dwa spośród pięciu części sklepienia były niegdyś pokryte freskową dekoracją malarską, która zamalowana została w XIX w. Wewnętrzna przestrzeń robi wrażenie jasnej i przestronnej nie tylko ze względu na niewielką ilość przedmiotów stanowiących wystrój kaplicy, ale także dzięki sporej ilości światła dostającej się przez pięć dużych okien umieszczonych w południowej ścianie. Niewielkie doświetlenie dają także – znacznie mniejsze – trzy okna w ścianie północnej.</p>
<p>Uwagę przyciągają organy, doskonale harmonizujące zarówno skalą, jak i wystrojem z tym wyjątkowym wnętrzem. Pochodzą z 1710 r. a wyszły spod ręki Andreasa Hildebrandta, organmistrza znanego m.in. z konstrukcji instrumentów dla kościołów św. Elżbiety, św. Barbary nieistniejącego Kościoła Zbawiciela na Zaroślaku, kaplicy Lazaretu, czy przebudowy organów Kościoła św. Jana (dzisiaj w Kościele Mariackim), zastępując poprzednie z roku 1650. Umieszczone są na muzycznym chórze z I poł. XVII w., niegdyś znacznie większym – wychodzącym galerią wzdłuż całej północnej ściany. Niestety po II wojnie światowej, być może w ramach "deluteranizacji" kaplicy, poddano galerię redukcji do dzisiejszej funkcji organowej empory. Śladem po odmiennym ukształtowaniu wnętrza jest do dziś asymetryczne umieszczenie prospektu organowego. Prospekt, wystający nieco przed linię galerii, ozdobiony jest spiralni kolumienkami, o niezwykłej dla gdańskiego baroku barwie kości słoniowej, roślinnymi, złoconymi ornamentami oraz zwieńczony trzema pokaźnych rozmiarów koronami. Centrum prospektu zdobi obraz ukazujący ulubiony biblijny motyw muzyczny - grającego na harfie króla Dawida, samotnie zasiadającego w ukazanym w perspektywie wnętrzu o wspaniałych sklepieniach wspartych na ciągach kolumn. We wnętrzu tym można się domyślać jerozolimskiej świątyni, a w sposobie jego ukazania upatruje się wzorów, jakie na gruncie gdańskim wprowadził Vredemann de Vries. Osiem z niegdysiejszych 21 obrazów ze scenami biblijnymi wkomponowanych w balustradę nie reprezentuje może najwyższego kunsztu malarskiego, warto jednak przyjrzeć się przynajmniej jednemu z nich. Ukazana na nim scena z biblijnej przypowieści o miłosiernym Samarytaninie jest wprawdzie ewidentnym plagiatem dzieła samego Rembrandta, ale za to w tle widnieje jedna z wcale nie tak licznych w gdańskiej sztuce panoram Miasta. Nie bardzo wiadomo czym podyktowana rozbiórka północnej części galerii doprowadziła do zaginięcia dwunastu obrazów kiedyś ją dekorujących. Jeden, przedstawiający "panny roztropne", znajduje się w posiadaniu kurii arcybiskupiej.</p>
<h3>Ołtarz w kaplicy św. Anny</h3>
<p>Skromny i iście protestancki jest ołtarz kaplicy. Powstał w połowie XVII w., a w miejscu, które zajmuje teraz kopia obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej, oryginalnie znajdowało się malowidło przedstawiające powrót syna marnotrawnego. Zamiana ta, podyktowana zapewne specyficznym stosunkiem nowych użytkowników kaplicy do przeszłości, nie skończyła się na szczęście całkowitym zniknięciem oryginalnego ołtarzowego obrazu, który oglądać można dziś nad bliższym ołtarza wejściem w ścianie północnej. Zdobiący dzisiaj ołtarz obraz ma swoją własną historię, kojarzącą się z losami Polaków z połowy XX w. Powstał przed II wojną światową na zamówienie polonusa z Ameryki w wileńskim warsztacie Malinowskich, nie doczekał się jednak odebrania przez zleceniodawcę. Przez czas jakiś znajdował się na witrynie sklepu Malinowskich w Wilnie, następnie był ukryty u wileńskich franciszkanów. Kiedy większość polskich mieszkańców musiała opuścić Wilno, wyjechał i obraz, przemycony przez nową sowiecko-polską granicę. Nie byłby może tak "polski" gdyby przy okazji jego barwnych losów i peregrynacji nie doszło do żenującego sporu o własność, o którym może lepiej zapomnieć.</p>
<p>Drugim obrazem ołtarza, umieszczonym w zwieńczeniu, jest biblijna scena czuwania Chrystusa (i smacznego snu apostołów) w Ogrodzie Oliwnym. Całość kompozycji uzupełniają skromne jak na barok ornamenty, trzy putta z atrybutami męki Chrystusa oraz dwie figury: dobrego pasterza z owieczką na ramionach i drugiej postaci o rysach na tyle miękkich, że w zależności od preferencji upatruje się w niej bądź św. Jana ewangelisty, bądź samej Matki Boskiej.</p>
<p>Od końca XVI w. do początków wieku XX ponad ołtarzem znajdował się gotycki krucyfiks, który zwykle oglądać można na południowej ścianie Kościoła św. Trójcy, a z którym wiążą się legendy o rzeczywiście niesamowitym spojrzeniu rzeźby Chrystusa.</p>
<p>W przeciwieństwie do większości gdańskich kościołów, stosunkowo ubogo przedstawia się obecność płyt nagrobnych w Kaplicy św. Anny. Jest ich zaledwie trzy. Być może spowodowane jest to dość długim funkcjonowaniem przypisanego kaplicy cmentarza, znajdującego się tuż przy jej południowym murze. Poza normalną funkcją spełniał on również rolę ossuarium, tam bowiem grzebane były ludzkie kości wydobywane podczas remontów posadzki w sąsiednim Kościele św. Trójcy.</p>
<h3>Ambona</h3>
<p>Jednym z najciekawszych, a z pewnością dość osobliwym językowo zabytkiem kaplicy jest barokowa ambona, wykonana w 1721 r. za sumę 430 złotych za czasów kaznodziei Waschetty. Współautorami kazalnicy byli cieśla Paul Karde z Frankfurtu n/Menem, rzeźbiarz Christoph Stein i malarz Friedrich Falkenberg. Ambona jest typowa w kształcie i ornamentyce dla okresu, w którym powstała. Osobliwością jednak są napisy, które ponownie ujrzały światło dzienne po niedawnej restauracji. Część z nich wykonano, co nie powinno dziwić w polskim kościele, po polsku, ale nie jest to typowe już choćby dlatego, że gdańska sztuka sakralna przyzwyczaiła nas raczej do napisów po niemiecku, bądź łacinie. Inskrypcje - cytaty z Biblii, ujęte w pięknej, archaicznej polszczyźnie, brzmią następująco:</p>
<blockquote><p>Zakon przéz Moyżeſzá dány, á łaſká y prawdá przez Jezuſá Chryſtuſa ſtáłá się. Ian. w rozdź. I. v 17. (furtka ambony) gruntu innego nikt nie może założyć, oprócz tego ktory jeſt założony, ktory jeſt Iezus Chryſstus. I. Kor. (schody)<br />
Wołay wſzystkim gárdłem á nie zawśćiągay: wynoś głos ſwoy jako trąbá, á opowiedz ludowi mojemu przeſtępſtwa ich, a domowi Iakubowemu grzechy ich. u Ezajáſza w rozdź. LVIII.v.I. (zaplecek)</p></blockquote>
<p>Obecnie jest kaplica architektoniczną perełką, miejscem mało znanym, ale wartym odwiedzenia, tym bardziej, że właściwie zawsze jest otwarta. Wraz z przywracanym do dawnego piękna kompleksem kościelnym św. Trójcy stanowi jeden z najciekawszych zabytków Przedmieścia, które, jak mieliśmy to okazję sprawdzić nie tak dawno w praktyce - <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="spacer po Starym Przedmieściu" href="http://ibedeker.pl/spacery/ibedekerowy-spacer-po-gdansku-stare-przedmiescie/">Spacer po Starym Przedmieściu</a></span></strong>, kryje wiele tajemnic i miejsc wartych odkrycia. Jako miejsce, gdzie przez wieki w niemieckojęzycznym Gdańsku słychać było język polski, warta jest kaplica szczególnej uwagi. Ale postaciami, które współtworzyły tę polską wyspę zajmiemy się w trzeciej części opowieści o Kaplicy św. Anny.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="kopia obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej" href="ibedeker.pl/obiekty/kopia-obrazu-matki-bozej-ostrobramskiej-w-kaplicy-sw-anny/">Kopia obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej w kaplicy św. Anny</a></span></strong></p>
</blockquote>

<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-kaplica-sw-anny-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Baszta pod Zrębem, czyli Wieża Atutowa</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/baszta-pod-zrebem-czyli-wieza-atutowa/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/baszta-pod-zrebem-czyli-wieza-atutowa/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Sep 2011 21:42:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[Baszta pod Zrębem]]></category>
		<category><![CDATA[Stare Przedmieście]]></category>
		<category><![CDATA[Wieża Atutowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=27331</guid>
		<description><![CDATA[Budowę gotyckich fortyfikacji Przedmieścia zaczęto od Bramy Karowej niedaleko Baszty Narożnej, a zakończono w 1487 r. wzniesieniem wieży nad brzegiem Motławy, której nadano z czasem nazwę Trumpfturm, czyli Wieża Atutowa, a którą dzisiaj nazywa się "Basztą pod Zrębem". Własne mury obronne, nieufortyfikowane dotąd Przedmieście, otrzymało [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Budowę gotyckich fortyfikacji Przedmieścia zaczęto od Bramy Karowej niedaleko Baszty Narożnej, a zakończono w 1487 r. wzniesieniem wieży nad brzegiem Motławy, której nadano z czasem nazwę Trumpfturm, czyli Wieża Atutowa, a którą dzisiaj nazywa się "Basztą pod Zrębem".</strong></p>
<p><strong></strong><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/kloeppeltturm02.jpg" rel="lightbox[27331]"><img class="alignleft size-full wp-image-27337" title="Wieża Atutowa" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/kloeppeltturm02.jpg" alt="" width="245" height="352" /></a></p>
<p>Własne mury obronne, nieufortyfikowane dotąd Przedmieście, otrzymało w II połowie XV w., a bezpośrednim bodźcem do podjęcia kosztownych prac przy wznoszeniu murów i bram była wojna zwana trzynastoletnią. Początkowo ufortyfikowano osiedle prowizorycznie, przy pomocy ziemnych nasypów i drewnianych palisad. Wkrótce przystąpiono do wymiany drewnianych fortyfikacji na murowane. Położenie Przedmieścia pozwalało na ograniczenie prac do dwóch frontów – zachodniego i południowego. Od północy zasłaniało je dobrze umocnione Główne Miasto, od wschodu natomiast znacznie szersza niż obecnie Motława, którą uznano za zabezpieczenie wystarczające. Budowę gotyckich fortyfikacji zaczęto od Bramy Karowej niedaleko Baszty Narożnej, a zakończono w 1487 r. wzniesieniem wieży nad brzegiem Motławy, której nadano z czasem nazwę Trumpfturm, czyli <strong>Wieża Atutowa</strong>, a którą dzisiaj nazywa się "Basztą pod Zrębem".</p>
<p>Wieżę kończącą południowy ciąg murów Przedmieścia zbudowano całkiem nowocześnie, wyposażając ją w stanowiska dla artylerii, umożliwiającej zarówno ostrzał przedpola twierdzy, jak i strzelanie wzdłuż muru, z którego wystawała. Rzut baszty jest prostokątno-okrągły – wewnętrzna część ma formę czworokąta, zewnętrzna, wystająca poza mur jest elipsą. To jedna z nielicznych baszt tego typu, które wzniesiono w Gdańsku, a jedyna która dotrwała do czasów współczesnych. Ze względu na spore oddalenie od najatrakcyjniejszych terenów rozbudowy miasta, wieża przetrwała masową likwidację gotyckich fortyfikacji zarówno kiedy wznoszono nowe, ziemne wały wzdłuż Przedmieścia w XVII w., jak i kiedy burzono nikomu już niepotrzebne wieże i mury w wieku XIX. Jak większość tego typu obiektów służyła wojsku jako magazyn. Wkrótce po odzyskaniu Gdańska przez Prusy w 1814 r. przypomniano sobie o niej nagle i starą, gotycką wieżę postanowiono wyposażyć w bomboodporne sklepienie nad najwyższą kondygnacją. Zdawano sobie przy tym sprawę, że budowniczowie baszty z XV w. nie przewidzieli dla niej takiego obciążenia u samego szczytu, zwłaszcza w formie rozpychającego mury sklepienia. Dlatego też, zanim przesklepiono najwyższe piętro, przewiercono ściany i założono ankry spinające na wszelki wypadek mury. Mimo tego zabiegu zabezpieczającego, siły rozpychające mury były tak duże, że jedna z zawleczek jednej z kotew pękła, co poskutkowało chwilową utratą spójności murów i licznymi ich pęknięciami.</p>
<h3>Wieża Atutowa (Baszta pod Zrębem) na początku XX wieku</h3>
<p>W 1903 r. postanowiono błąd naprawić i poddać wieżę remontowi. Ministerstwo Wyznań, Szkolnictwa i Spraw Zdrowotnych Rzeszy wyasygnowało na ten cel całe 3.500 marek. Wykonanie prac zabezpieczających powierzono architektowi Muttrayowi, znanemu w Gdańsku m.in. ze współprojektów takich obiektów jak częściowo zachowany budynek archiwum przy Placu Hanzy, pięknego gmachu seminarium nauczycielskiego w Królewskiej Dolinie (dzisiaj Wydział Chemii UG) czy nieco złowrogiej, ale bardzo pięknej siedziby policji przy Karrenwall (dzisiaj Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego). Rozebrano ostrożnie wczesnodziewiętnastowieczne sklepienie i wzmocniono mury. Wówczas też powstał wyjątkowo nieładny, bo tymczasowy w zamierzeniu dach, który swoim kształtem nie uwzględniał zaokrąglenia części muru, przez co brzydko wystawał od strony południowej poza obrys wieży. Zakończywszy prace zgodnie uznano, że w ten sposób zapewniono wieży przetrwanie długich lat. Lat tych miało być zaledwie siedemdziesiąt cztery.</p>
<h3>Baszta pod Zrębem po II wojnie światowej</h3>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Trumpfturm2002_02.jpg" rel="lightbox[27331]"><img class="alignleft size-full wp-image-27341" title="Baszta pod Zrębem" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/09/Trumpfturm2002_02.jpg" alt="" width="307" height="410" /></a>Jako jedna z zaledwie kilku miejskich baszt, przetrwała Wieża Atutowa nieuszkodzona II wojnę światową. Gdzież było wówczas myśleć o zabytkach na jakimś Przedmieściu, kiedy trzeba było odbudować doszczętnie niemal zniszczone Główne Miasto. Po cóż później było zajmować się jakąś wieżą na końcu świata, kiedy trwały prace nad przywracaniem wystroju Ratusza czy Dworu Artusa. Wieża, ustawiona w długą kolejkę zabytków oczekujących na urzędnicze zainteresowanie, gdzieś między Twierdzą Wisłoujście, a Kamienną Śluzą, czekała, czekała, aż nie wytrzymała. Od połowy XX w. widoczne było niepokojące pęknięcie od strony zachodniej, tak wyraźne, że rozpoznać można je na większości zdjęć przedstawiających basztę. W 1975 r. pęknięcie poszerzyło się gwałtownie, a następnie północno-zachodni narożnik wieży runął. Przez następne lata baszta zabezpieczona tylko przed wstępem niepowołanych osób, stała z wielką dziurą w murze, wielkim głosem wołając o zabezpieczenie przed katastrofą. Na próżno. Były wszakże ważniejsze sprawy, zawsze są ważniejsze sprawy od zabytków położonych poza głównymi szlakami turystycznymi. Nadszedł rok 1982 i pewnej grudniowej nocy, tuż przed północą, w trakcie godziny milicyjnej ustanowionej w ramach niezapomnianego stanu wojennego, większa część wieży zawaliła się z potwornym hukiem. Mimo zakazu mieszkańcy okolicznych domów wybiegli na ulicę, żeby zobaczyć co się stało. Po chwili zjawiły się radiowozy milicji, która wstępne przesłuchania prowadziła w sposób niedwuznacznie sugerujący, że istnieje podejrzenie o celowe wysadzenie baszty w powietrze, w ramach działalności terrorystycznej. Przewrażliwienie "władzy" na punkcie wybuchów spowodowane było podobno o kilka zaledwie dni wcześniej zaistniałą nieudaną próbą wysadzenia pomnika Lenina w Poroninie. A bezpośrednią przyczyną zawalenia się baszty był kilkudniowy deszcz, a zaraz potem silny mróz, który rozsadził od wewnątrz i tak już mocno naruszone i niezabezpieczone mury.</p>
<p>Z baszty pozostała jedynie część południowa, w ramach słynnego bycia mądrym po szkodzie, zabezpieczona przed dalszym pękaniem, ogrodzona porządnym płotem i pozostawiona w stanie tzw. trwałej ruiny. Znany mi jest jeden, dość ciekawy projekt odbudowy wieży, ale jako że był to projekt studencki, sporządzony zapewne "na zaliczenie", jego istnienie nie wpływa nijak na nieistnienie baszty. Kikut wieży stoi smutno tuż obok siedziby klubu kajakarskiego, rzadko kto zwraca na niego uwagę, wielu pewnie w ogóle nigdy o baszcie nie słyszało. A tyle się przecież w okolicy buduje, cóż by szkodziło, by i ruinę Wieży Atutowej podnieść z niebytu.</p>
<p>Jako wieża, której nazwa nawiązuje do karcianej figury znanej między innymi z gry w brydża, mogłaby Baszta Atutowa zostać odbudowana przez np. brydżystów, nie koniecznie sportowych, którzy w tym celu mogliby niczym pokerzyści pograć przez czas jakiś "na pieniądze" i w ten sposób zgromadzić fundusze na odbudowę obiektu, w którym mogłoby wówczas powstać brydżowe centrum. W brydża gra wiele osób, z właścicielką niniejszego portalu na czele, nie jest to więc może pomysł całkowicie fantastyczny...</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="spacer z przewodnikiem" href="http://ibedeker.pl/spacery/darmowy-spacer-z-przewodnikiem-stare-przedmiescie/#axzz1XfliF8y7">Stare Przedmieście - darmowy spacer z przewodnikiem</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/baszta-pod-zrebem-czyli-wieza-atutowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

