<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>iBedeker &#187; Aleksander Masłowski</title>
	<atom:link href="http://ibedeker.pl/author/rzygacz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ibedeker.pl</link>
	<description>Serwis informacyjny i turystyczny Gdańska, Sopotu i Gdyni</description>
	<lastBuildDate>Tue, 29 May 2012 20:51:52 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Dziesięć gdańskich kościołów św. Olafa cz. II</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/dziesiec-gdanskich-kosciolow-sw-olafa-cz-ii/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/dziesiec-gdanskich-kosciolow-sw-olafa-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Apr 2012 22:56:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[kościół św. Olafa]]></category>
		<category><![CDATA[Wisłoujście]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=37249</guid>
		<description><![CDATA[W pierwszej części niniejszego artykułu zawarty jest opis dziewięciu kościołów św. Olafa w Wisłoujściu. Pozostaje opisać ten ostatni, dziesiąty, a także zastanowić się nad przyczynami poważnego zamieszania informacyjnego, które króluje w tekstach opowiadających o Wisłoujściu i jego świątyni. Dziesiąty i ostatni kościół św. Olafa Nowy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W pierwszej części niniejszego artykułu zawarty jest opis dziewięciu kościołów św. Olafa w Wisłoujściu. Pozostaje opisać ten ostatni, dziesiąty, a także zastanowić się nad przyczynami poważnego zamieszania informacyjnego, które króluje w tekstach opowiadających o Wisłoujściu i jego świątyni.</strong></p>
<div id="attachment_37252" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/W-prawo-od-wiezy-dziesiaty-Kosciol-sw-Olafa.jpg" rel="lightbox[37249]"><img class="size-full wp-image-37252 " title="W prawo od wieży dziesiąty kościół św. Olafa" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/W-prawo-od-wiezy-dziesiaty-Kosciol-sw-Olafa.jpg" alt="" width="576" height="389" /></a><p class="wp-caption-text">W prawo od wieży dziesiąty kościół św. Olafa</p></div>
<h3>Dziesiąty i ostatni kościół św. Olafa</h3>
<p>Nowy kościół, o niezbyt harmonijnej, klasycystycznej bryle, z prawdopodobnie murowaną, krępą dzwonnicą, stanął na Szańcu Wschodnim, pomiędzy Bastionem Wiślanym, a Bastionem Furta Wodna Fortu Carré. Budowa, jak zanotowali skrupulatni kronikarze (albo księgowi) kosztowała 8493 talary. Pozbawiony szczególnego wyrazu zewnętrzny wygląd kościoła rekompensowało w pewien sposób wnętrze. Edith Boehnke w przewodniku po Nowym Porcie i Wisłoujściu wydanym w okresie międzywojennym opisuje jego dwa elementy, na które zwracano uwagę. Pierwszym była konstrukcja ołtarza, z kazalnicą ponad retabulum – rozwiązanie rzadkie, ale wcale nie unikalne, występujące bowiem od czasu do czasu w kościołach wzdłuż południowych wybrzeży Bałtyku i Morza Północnego. Drugą osobliwością był kształt głównego, wiszącego świecznika, który miał formę żaglowca, zapewne dość sprawnie wykonanego, skoro opisywanego jako "unoszący się" lub "szybujący". Tuż obok kościoła stanęła plebania – istniejący do dziś budynek, w którym mieści się wodny komisariat policji. Sam kościół nie przetrwał końca II wojny światowej i zniszczony został jak na razie ostatecznie, bowiem mimo istnienia jeszcze przez trzy powojenne dekady osady w Wisłoujściu, wraz z jej likwidacją ustała jakakolwiek potrzeba istnienia kościoła w pobliżu twierdzy.<br />
<a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Dziesiaty-i-ostatni-kosciol-sw-Olafa.jpg" rel="lightbox[37249]"><img class="alignleft size-full wp-image-37257" title="Dziesiąty i ostatni kościół św. Olafa" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Dziesiaty-i-ostatni-kosciol-sw-Olafa.jpg" alt="" width="640" height="387" /></a></p>
<h3>Zamęt</h3>
<p>O tym, że w Wisłoujściu był kościół, i że nosił dość egzotyczne wezwanie św. Olafa, słyszał każdy, kto zainteresował się w minimalnym choćby stopniu historią osady w cieniu twierdzy. Nieco wnikliwsze zainteresowanie napotyka jednak na spore przeszkody. Po pierwsze informacje o kościele są nader skąpe, po drugie na pierwszy rzut oka widać ich wewnętrzną niespójność. Przeliczywszy ilość kościelnych obiektów w Wisłoujściu opisywanych w polskojęzycznej literaturze, otrzymamy wynik oscylujący pomiędzy 1 a 3, rzadziej 4. Najczęściej mowa będzie o pierwszej kaplicy, zburzonej za czasów wojny z Batorym, o kościele, który spłonął w 1807 r. i o ostatnim, dziesiątym, zniszczonym w 1945 r. Czasami pojawi sie także ikonografia, ukazująca najczęściej ostatni, rzadziej któryś z poprzednich kościołów. Bardzo chętnie pokazywane bywa zdjęcie wnętrza, które ma jakoby przedstawiać zniszczony w 1945 r. kościół św. Olafa. Bardzo łatwo jest też zauważyć, że opisy, niezależnie od tego, czy cytowane i opatrzone przypisami, czy relacjonowane bez podania źródła, wykazują pewne podobieństwo formalno-merytoryczne.</p>
<p>Nitki "śledztwa" w sprawie źródeł informacji o kościele w Wisłoujściu zbiegają się nieodmiennie w jednym źródle: książce Wolfganga Deurera "Gdańsk i jego kościoły..." - bardzo cennej i przekrojowej publikacji o gdańskich budynkach sakralnych. W "oryginalnej", niemieckiej wersji książki, wydanej w 1996 r. w Niemczech, opis kościoła na Wisłoujściu zajmuje całych sześć linijek tekstu. Dowiadujemy się z niego o trzech kościołach – zgodnie z numeracją zaproponowaną w niniejszym tekście szóstym, dziewiątym i dziesiątym. Brak jakiegokolwiek materiału ilustracyjnego. Polska wersja książki, wydana w 2003 r. zawiera już opis zajmujący niemalże całą stronę uzupełnioną sześcioma ilustracjami. Z polskiego wydania dowiadujemy się, że kościoły na Wisłoujściu były cztery, ale W.Deurer sam zauważa sprzeczność pomiędzy ikonografią, a przytoczonymi przez siebie opisami, nie biorąc pod uwagę oczywistego w takim wypadku braku tożsamości budynków. Krótki i sprawiający wrażenie sporządzonego w pośpiechu opis czterech kościołów na Wisłoujściu zawiera ponadto niezbyt rzetelny cytat z dzieła Bartela Ranischa – autora podobnego opracowania z końca XVII w. - obarczony dodatkowo błędem transkrypcji (16 stóp szerokości, zamiast 60 jak napisał Ranisch). Szczytem dezinformacji, i to dezinformacji o doniosłych skutkach, jest jednak umieszczenie wśród ilustracji ukazujących kolejne widoki Twierdzy Wisłoujście z Kościołem św. Olafa zdjęcia jego rzekomego wnętrza.</p>
<div id="attachment_37253" class="wp-caption alignleft" style="width: 254px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Wnetrze-kosciola-w-Sobieszewie-mylnie-uznawane-za-wnetrze-kosciola-na-Wisloujsciu.jpg" rel="lightbox[37249]"><img class="size-full wp-image-37253 " title="Wnętrze kościoła w Sobieszewie, mylnie uznawane za wnętrze kościoła w Wisłoujściu" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Wnetrze-kosciola-w-Sobieszewie-mylnie-uznawane-za-wnetrze-kosciola-na-Wisloujsciu.jpg" alt="" width="244" height="384" /></a><p class="wp-caption-text">Wnętrze kościoła w Sobieszewie, mylnie uznawane za wnętrze kościoła w Wisłoujściu</p></div>
<p>Na zdjęciu w książce W.Deurera widać barokowy wystrój wnętrza kościoła, z ołtarzem, kazalnicą, typową dla świątyń protestanckich galerią i charakterystycznym modelem okrętu zawieszonym u stropu. Podpis głosi: "Wnętrze z żyrandolem w formie statku". Przyglądając się tej sporych rozmiarów ilustracji z łatwością można zauważyć, że opis ołtarza kompletnie nie zgadza się z opisem z lat międzywojennych, zrelacjonowanym wyżej ("Dziesiąty i ostatni"). Ambona nie znajduje się bynajmniej nad ołtarzem, a na pierwszym planie wisi model żaglowca (żadna rewelacja na tle wystroju kościołów strefy hanzeatyckiej), który z całą pewnością nie nadaje się do umieszczenia na nim choćby jednej tylko świecy, nie mówiąc już o uczynieniu go źródłem oświetlenia wnętrza. Widać także wyraźnie półokrągłe zakończenie prezbiterium kościoła, podczas gdy ostatni kościół na Wisłoujściu był zakończony prosto zarówno od wschodu, jak i zachodu. Zachowany materiał ilustracyjny pozwala również stwierdzić, że miał prostokątne okna, na zdjęciu u Deurera widać natomiast ewidentnie okna zakończone pełnymi łukami. Skąd tyle rozbieżności? To proste – ilustracja w dziele Deurera przedstawia wnętrze nieistniejącego już kościoła w... Sobieszewie. Brak refleksji autora nad niezgodnością ilustracji z wszystkim co wiadomo o ostatnim Kościele św. Olafa jest to o tyle zaskakujące, że W.Deurer zna zarówno książkę pani Edith Boehnke, powołuje się na nią bowiem w przypisach, wie także jak wyglądał z zewnątrz, skoro zamieszcza stronę wcześniej stosowną ilustrację.</p>
<p>Ofiarą autorytetu W.Deurera padają niestety piszący o Wisłoujściu autorzy, przyjmujący z dobrodziejstwem inwentarza informacje zawarte w pięknie wydanej, grubej i poważnie wyglądającej książce "Gdańsk i jego kościoły...". W dobrej wierze, acz bezkrytycznie przepisują też błędny cytat z Ranischa. Zdarza się też nagminnie że posługują się zdjęciem wnętrza kościoła w Sobieszewie (co nie dziwi, biorąc pod uwagę jego urodę), podpisując je oczywiście: "Wnętrze kościoła w Wisłoujściu". Niektórzy, czując, że coś się nie zgadza, próbują ratować sytuację i korygują opis Edith Boehnke, zamieniając w jego tłumaczeniu wyrazy "ponad ołtarzem", na "obok ołtarza". W ten sposób z siłą popartej autorytetem plotki rozchodzą się błędne informacje, które oczywiście nie mają jakiegoś szczególnie fundamentalnego znaczenia dla znajomości i rozumienia historii Wisłoujścia czy całego Gdańska, ale domagały się od dłuższego czasu próby sprostowania. Ponieważ jednak, jak wiadomo, błędów nie robi tylko ten, kto nic nie robi, pozostaje liczyć na to, że deurerowska dezinformacja z czasem odejdzie do lamusa gedanistyki, podobnie jak liczne inne gdańskie mity historyczne.</p>
<blockquote><p>Reasumując: W historii prawego brzegu ujściowego odcinka Wisły (obecnie Martwej Wisły) pojawia się co najmniej 10 obiektów sakralnych noszących wezwanie św. Olafa. Ich ostrożne zestawienie mogłoby wyglądać tak:</p>
<p>I: przed 1403 – 1433 – na ter. Dworu Palowego<br />
II: po 1433 – pocz. XVI w. - na ter. Dworu Palowego<br />
III: pocz. XVI w. - ok. 1576 – na ter. fortyfikacji "Domu Wisłoujście"<br />
IV: po 1577 – 1656 – osada Wisłoujście<br />
V: ok 1656 – 1671 – Szaniec Wschodni<br />
VI: 1671 - pocz. XVIII w. - Szaniec Wschodni<br />
VII: pocz. XVIII w. - 1734 – prawdopodobnie osada Wisłoujście<br />
VIII: 1737-1789 – prawdopodobnie osada Wisłoujście<br />
IX: po 1789 – 1807 – osada Wisloujście<br />
X: 1823-1945 – Szaniec Wschodni</p></blockquote>
<p>Jak widać z powyższego wywodu Kościół św. Olafa to obiekt z kategorii wędrownej. Tak się złożyło, że bliskość miejsc strategicznych, kluczowych dla bezpieczeństwa, dostatku i sprawnego funkcjonowania gospodarki Gdańska oraz kilkukrotne mocniejsze powiewy wiatru historii powodowały, że kaplica, a następnie kościół pod wezwaniem św. Olafa w Wisłoujściu pojawiał się i znikał, zmieniając przy okazji swoją lokalizację. Odległość od centrum Miasta i sąsiedztwo wielkiej twierdzy sprawiają, że rzadko staje się przedmiotem opisów i badań, wiadomo więc o nim bardzo niewiele. Ale warto pamiętać, że był, tym bardziej, że jeśli chodzi o dawność założenia, wśród gdańskich kościołów położonych poza fortyfikacjami miejskimi, wyprzedza go jedynie dawny kościół cysterski w Oliwie.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="kościół św. Olafa" href="http://ibedeker.pl/obiekty/dziesiec-gdanskich-kosciolow-sw-olafa-cz-i/">Dziesięć gdańskich kościołów Olafa cz. I</a></span></strong></p>
</blockquote>
<div id="attachment_37260" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Dawna-plebania-a-za-nia-miejsce-ostatniej-lokalizacji-K-sw-Olafa.jpg" rel="lightbox[37249]"><img class="size-full wp-image-37260 " title="Dawna plebania, a za nią miejsce ostatniej lokalizacji kościoła św. Olafa" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Dawna-plebania-a-za-nia-miejsce-ostatniej-lokalizacji-K-sw-Olafa.jpg" alt="" width="576" height="431" /></a><p class="wp-caption-text">Dawna plebania, a za nią miejsce ostatniej lokalizacji kościoła św. Olafa</p></div>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/dziesiec-gdanskich-kosciolow-sw-olafa-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Requiem dla latarni morskiej u wejścia do gdańskiego portu</title>
		<link>http://ibedeker.pl/relacje/wyrok-smierci-na-latarni-morskiej-u-wejscia-do-gdanskiego-portu/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/relacje/wyrok-smierci-na-latarni-morskiej-u-wejscia-do-gdanskiego-portu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Apr 2012 21:11:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[latarnia]]></category>
		<category><![CDATA[latarnia morska]]></category>
		<category><![CDATA[molo wschodnie]]></category>
		<category><![CDATA[Westreplatte]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=36896</guid>
		<description><![CDATA[Od roku wpływając do gdańskiego portu dostrzec można było krzątaninę na wschodnim falochronie i u jego nasady na półwyspie Westerplatte. Na pierwszy rzut oka widać było, że przyszła kolej na remont i wzmocnienie starego, pamiętającego I połowę XIX w. "mola wschodniego", jak nazywano kiedyś konstrukcję [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Od roku wpływając do gdańskiego portu dostrzec można było krzątaninę na wschodnim falochronie i u jego nasady na półwyspie Westerplatte. Na pierwszy rzut oka widać było, że przyszła kolej na remont i wzmocnienie starego, pamiętającego I połowę XIX w. "mola wschodniego", jak nazywano kiedyś konstrukcję zabezpieczającą wejście do portu przed kaprysami wschodnich wiatrów.</strong></p>
<div id="attachment_36898" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/20120405_5.jpg" rel="lightbox[36896]"><img class="size-full wp-image-36898 " title="latarnia morska w Nowym Porcie" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/20120405_5.jpg" alt="" width="576" height="432" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. / www.latarnica.pl</p></div>
<p>Osobiście łączyłem te prace z pojawiającymi się tu i ówdzie informacjami o perspektywie otwarcia dla cywilów części <strong>Westerplatte</strong>, zajmowanej przez jednostkę wojskową. W dość naturalny sposób wydawało mi się wówczas, że wyremontowany falochron i stojąca na jego końcu latarnia morska, staną się kiedyś na powrót turystyczną atrakcją i miejscem spacerów, tak jak to było przed stu laty.</p>
<p>Jakiś czas temu pojawiła się również informacja o postępowaniu w sprawie wpisania latarni morskiej na końcu mola wschodniego do rejestru zabytków, jako najstarszego obiektu tego typu w Gdańsku, a kto wie czy nie w całej szeroko pojętej okolicy. Pojawiły się wówczas wątpliwości co do autentyczności obiektu. Wątpliwości słuszne, bowiem na pierwszy rzut oka widać, że nawet zewnętrzny wygląd latarni zmienił się nieco odkąd robiono jej pierwsze zdjęcia w końcu XIX w. Zmianom trudno się dziwić, bowiem był to obiekt stale użytkowany i w oczywisty sposób musiał podlegać modernizacjom, które jednak, poza szczegółami natury technicznej, zawsze zachowywały formę, lokalizację i ogólny wyraz zabytku, bo na zabytkowość latarni wskazywano już przed II wojną światową. Sprawa wpisania jej do rejestru zabytków ucichła i zaginęła gdzieś w medialnym szumie. Brak było informacji o dokonaniu wpisu, nikt jednak nie poinformował również o jego odmowie. Wszystko wyglądało na pozostające w stanie zawieszenia.</p>
<h3>Latarnia morska na złom</h3>
<p>Mniej więcej tydzień temu przystąpiono do likwidacji niemalże dwustuletniej latarni. Dokonano tego metodą najprostszą, tnąc ją na kawałki, przekształcając jedną niegdysiejszych ikon Nowego Portu i Westerplatte w stertę złomu. Złomu, który być może jest już w drodze do huty. Na miejscu najstarszej gdańskiej latarni morskiej stanąć ma coś nowego, bo wejście do portu nie może się obyć bez znaku nawigacyjnego. Powstaje jednak pytanie – czemu zabytkowa latarnia nie mogła pozostać na swoim miejscu, skoro przez poprzednie 170 lat pełniła swoją funkcję bez zarzutu. Dlaczego nie można było poddać jej kolejnej modernizacji i zachować dla przyszłych pokoleń to, co odziedziczyliśmy po poprzednich?</p>
<p>Czy wojewódzki konserwator zabytków zgodził się na likwidację latarni? Jeśli tak, to jakim prawem? Pod pozorem "nieoryginalności"? Oczywiście to, co zniszczono parę dni temu nie było identyczne z tym, co wzniesiono półtora wieku temu, ale na przykład wiadomo, że oryginalny gdański Żuraw nad Motławą spłonął niemalże doszczętnie w 1945 r., a to co stoi dzisiaj to, myśląc w podobny sposób, substancja wysoce nieoryginalna. To może wykreślimy Żurawia z rejestru zabytków? Należy zwrócić uwagę, że modernizacja, która nadała latarni kształt, jaki miała jeszcze tydzień temu miała miejsce w latach 30. XX w., a więc w czasach również jak najbardziej historycznych, poza tym nie zmieniła zewnętrznego kształtu obiektu – wówczas odniesiono się do stuletniego zabytku z dużym szacunkiem.</p>
<p>Sprawa latarni rodzi wiele pytań. Pierwsze, stawiane niejednokrotnie w kontekście specyficznego stosunku władz różnej maści do prawdziwych zabytków (a nie ich mniej lub bardziej udolnych rekonstrukcji przy "Drodze Królewskiej"), brzmi: Co się właściwie dzieje w Gdańsku? Drugie, również stawiane już nie raz: Co musi się stać, żeby zabytki w Gdańsku były bezpieczne? Ile jeszcze wpadek zaliczyć musi wojewódzki konserwator zabytków by się opamiętać i zacząć spełniać swoją rolę? Willa Neubäckera nad Motławą (zwana "Willą Klawitera"), najładniejszy obiekt w okolicy, rozebrana za zgodą konserwatora, zajazd przy młynie w Emausie, zrównany z ziemią w trakcie prac prowadzonych pod konserwatorskim nadzorem, teraz latarnia, szczątków której, jak czytamy w prasie, pracownicy urzędu konserwatorskiego właśnie szukają... Jaki zabytek musi ulec zniszczeniu, by organa odpowiedzialne za zachowanie dziedzictwa kulturowego stały na straży tegoż dziedzictwa? Opamiętajcież się drodzy urzędnicy!!!</p>
[[Pokaż jako pokaz slajdów]]
<p>Te pytania rodzą następne: Skoro było postępowanie w sprawie wpisania latarni do rejestru zabytków to jaką skończyło się decyzją? Kto ją wydał i na jakiej podstawie, skoro szef Urzędu Morskiego w Gdyni twierdzi, że miał zgodę konserwatora na rozbiórkę latarni?</p>
<p>To oczywiście nie koniec pytań. Kolejne brzmi: Dlaczego, skoro już trzeba było wymienić latarnię na nową, bo rzekomo była w złym stanie technicznym, nikomu nie przyszło do głowy, by tę zabytkową zachować. Jeśli nie było innej możliwości, poza jej usunięciem z falochronu (w co szczerze wątpię), dlaczego nikt nie zadbał, by ją rozebrać (a nie pociąć na kawałki) i złożyć ponownie w innym miejscu? Chętni na zaopiekowanie się takim zabytkiem znaleźliby się na pewno. Mogłaby stanąć ot choćby na placu przed Domem Kultury w Nowym Porcie, który ma otrzymać imię Richarda Fischera i stać się niewątpliwą atrakcją turystyczną. Nawet teraz, kiedy została zniszczona i "zaginęła", znaleźli się ludzie, którzy chcą ją ratować – Towarzystwo Przyjaciół Gdańska już zaoferowało swoją opiekę nad smutnymi szczątkami. A nie można było pomyśleć i zaproponować takie właśnie rozwiązanie przed wpuszczeniem ludzi z palnikami na molo wschodnie?</p>
<div id="attachment_36901" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/storm1-1.jpg" rel="lightbox[36896]"><img class="size-full wp-image-36901 " title="Latarnia Morska w Nowym Porcie" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/storm1-1.jpg" alt="" width="576" height="432" /></a><p class="wp-caption-text">Fot. / Izabela Sitz - Abramowicz</p></div>
<p>Po raz kolejny okazuje się, że zabytek w Gdańsku, któremu cudem udało się uniknąć likwidacji Miasta w 1945 r. ma nikłe szanse przetrwania pod okiem powojennych gospodarzy, jeśli pechowo znajduje się poza głównymi szlakami turystycznymi. Po raz kolejny straciliśmy my, Gdańszczanie coś, co było świadectwem przeszłości, bo ktoś zadecydował, inny nie pomyślał, jeszcze inny przyszedł z palnikiem i pociął. Takie postępowanie tych, którzy decydują budzi moje głębokie obrzydzenie, napawa smutkiem i złością. Czarno widzę przyszłość, skoro lekką ręką ściera się ślady przeszłości. Zniszczenie latarni morskiej, czyli wskazującego drogę światła, jest w przypadku zjawisk towarzyszących losom mniej sztandarowych gdańskich zabytków dość znamienne.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="latarnia morska" href="http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-latarnia-morska-i-molo-wschodnie-na-westerplatte/">O latarni morskiej u</a> wejścia do gdańskiego portu</span></strong></p>
<p style="text-align: center;">
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/relacje/wyrok-smierci-na-latarni-morskiej-u-wejscia-do-gdanskiego-portu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dziesięć gdańskich kościołów św. Olafa cz. I</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/dziesiec-gdanskich-kosciolow-sw-olafa-cz-i/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/dziesiec-gdanskich-kosciolow-sw-olafa-cz-i/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Apr 2012 09:17:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[kościół św. Olafa]]></category>
		<category><![CDATA[Wisłoujście]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=36016</guid>
		<description><![CDATA[W poszukiwaniu tego co w Gdańsku było, a czego od dawna nie ma, warto zajrzeć w okolice dawnego ujścia Wisły, by prześledzić losy Kościoła św. Olafa. W wypadku tego obiektu stosowniejsza byłaby raczej liczba mnoga: kościołów św. Olafa. Poniższy tekst, jest próbą opisu sekwencji kolejnych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W poszukiwaniu tego co w Gdańsku było, a czego od dawna nie ma, warto zajrzeć w okolice dawnego ujścia Wisły, by prześledzić losy Kościoła św. Olafa. W wypadku tego obiektu stosowniejsza byłaby raczej liczba mnoga: kościołów św. Olafa.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/W-centrum-domniemany-czwarty-kosciol-sw-Olafa-na-obrazie-IvdBlocka.jpg" rel="lightbox[36016]"><img class="alignleft size-full wp-image-36085" title="Czwarty kościół na obrazie Izaaka van den Blocka" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/W-centrum-domniemany-czwarty-kosciol-sw-Olafa-na-obrazie-IvdBlocka.jpg" alt="" width="307" height="228" /></a>Poniższy tekst, jest próbą opisu sekwencji kolejnych obiektów noszących imię św. Olafa na Wisłoujściu, ma także na celu rozprawienie się z poważnymi nieścisłościami, uparcie pojawiającymi się w gdańskiej literaturze naukowej i popularno-naukowej. Zacznijmy jednak od początku i spróbujmy prześledzić losy dziesięciu kościołów św. Olafa.</p>
<h3>Drewniana kaplica</h3>
<p>Pierwsza wzmianka o istnieniu przybytku religijnego w Wisłoujściu pochodzi z 1403 r., kiedy to wielki mistrz nakazał wypłacenie zapomogi "biednemu kapłanowi". Skoro jednak w 1433 r. doszło do spalenia przez czeskich husytów wszystkiego co spalić się dało, domyślać się należy, że zniszczeniu uległa także kaplica. Została jednak odbudowana, skoro przywilej Kazimierza Jagiellończyka nadaje w 1454 r. Gdańskowi "Wisłoujście wraz z kościołem". Wezwanie świętego Olafa dla kaplicy w Wisłoujściu zanotowano w II połowie XV wieku. Znajdowała się wówczas w bezpośredniej bliskości umocnień i kompleksu tzw. "<em>Pfahlhofu</em>" (dosł. dworu palowego) – siedziby urzędnika pobierającego opłaty żeglugowe. Tak jak wszystko wówczas na Wisłoujściu kaplica była z pewnością konstrukcją drewnianą.</p>
<h3>Pierwszy murowany kościół</h3>
<p>O trzecim, już murowanym kościółku św. Olafa czytamy w kontekście modernizacji fortyfikacji ujścia Wisły na początku XVI wieku. Prace poprawiające obronność tego miejsca i bezpieczeństwo wejścia do portu oraz posterunku celnego związane były z zagrożeniem grożącym ze strony krzyżackiej w trakcie tzw. "ostatniej wojny z Zakonem". Kościółek stanąć musiał w pewnym oddaleniu od konstrukcji militarnych, skoro mówi się, że gromadzące się wokół niego zabudowania rybackie stały się zaczątkiem późniejszej wsi Wisłoujście. Obiekty fortyfikacyjne powstałe wówczas zwykło się nazywać "Domem Wisłoujście", lub w skrócie "Domem" (<em>das Haus Weichselmünd</em>e). Trzeci kościół przetrwał do czasu słynnego konfliktu Gdańska ze Stefanem Batorym, którego Miasto nie chciało uznać swoim królem. Przygotowania do słusznie spodziewanego oblężenia "Domu" na Wisłoujściu, poza kolejną modernizacją struktur obronnych, pociągnęły za sobą zburzenie wszystkiego co zakłócało czystość przedpola fortyfikacji, z kościołem włącznie.</p>
<h3>Kościół na Szańcu Wschodnim</h3>
<p>Osada w Wisłoujściu miała jednak niesamowitą zdolność do odradzania się. Wkrótce po zakończeniu konfliktu z Batorym, po południowej stronie ufortyfikowanego obszaru późniejszej twierdzy, na nowo powstawać zaczęły zabudowania, wśród których stanął nowy kościół – już czwarty – znowu pod wezwaniem św. Olafa. Widać go na obrazie Izaaka van den Blocka "Apoteoza Gdańska", zdobiącym wspaniały strop Letniej Sali Rady w Ratuszu Głównomiejskim. Ten istnieć miał do połowy XVII wieku – czasu wielkiej modernizacji fortyfikacji Wisłoujścia – twierdzy zwanej już wówczas konsekwentnie "Latarnią". W 1656 kościół został zburzony i ponownie wzniesiony na terenie nowych fortyfikacji zwanych Enwelopą, lub Szańcem Wschodnim.</p>
<h3>Piąty, szósty i siódmy kościół św. Olafa</h3>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Prawdopodbnie-piaty-kosciol-sw-Olafa.jpg" rel="lightbox[36016]"><img class="alignleft size-full wp-image-36087" title="Prawdopodobnie piąty kościół św Olafa" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Prawdopodbnie-piaty-kosciol-sw-Olafa.jpg" alt="" width="323" height="226" /></a>Ten piąty już z kolei kościół św. Olafa, znalazł się w połowie drogi pomiędzy III Bastionem Fortu Carré (Południowo-Wschodnim), a środkowym bastionem Szańca Wschodniego, zwanym "Świńską Głową". W 1671 roku, w związku ze złym stanem technicznym grożącym zawaleniem, został rozebrany.<br />
Na jego miejscu wzniesiono w tym samym roku nowy, szósty, opisywany jako kształtem przypominający herb Gdańska. Chodziło o plan podwójnego krzyża na jakim został zbudowany. Bartel Ranisch podaje jego wymiary jako 116 stóp długości, 60 stóp szerokości wystających części podwójnego krzyża i 15 stóp szerokości nawy. Po przeliczeniu na miary współczesne daje to budynek o wymiarach 33 na 17 metrów. Była to konstrukcja szkieletowa, a jej budowniczym był niejaki Christoph Krosche.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Szosty-kosciol-sw-Olafa-na-planie-Strakowskiego-z-1673-r.jpg" rel="lightbox[36016]"><img class="alignleft size-full wp-image-36089" title="Szósty kościółs w Olafa na planie Strakowskiego z 1673 r" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/04/Szosty-kosciol-sw-Olafa-na-planie-Strakowskiego-z-1673-r.jpg" alt="" width="640" height="413" /></a>Ten kościół przetrwał do początku XVIII wieku, zburzony wówczas w związku z przebudową i modernizacją Szańca Wschodniego. Z powodu braku kościoła z prawdziwego zdarzenia, do celów sakralnych przystosowano znajdujący się w pobliży twierdzy, nieużywany budynek sanitarny, zwany po prostu "Domem Zarazy" (Pestilenzhaus). Mieszkańcy Wisłoujścia i garnizon twierdzy korzystał z tego siódmego kościoła św. Olafa, aż do roku 1734, kiedy w trakcie oblężenia Gdańska broniącego (nie wiedzieć po co) króla Stanisława Leszczyńskiego, dawny Dom Zarazy spłonął.</p>
<h3>Od 1737 do 1807 roku</h3>
<p>Ósmy Kościół św. Olafa stanął w 1737 r., a więc dopiero po trzech latach od fatalnego w skutkach oblężenia. Była to tania konstrukcja szkieletowa, która przetrwała jednak ponad pół wieku. Rozebrana została w 1789 r., tylko po to, by ustąpić miejsca nowemu, dziewiątemu kościołowi, tym razem już murowanemu. Ten służył wiernym aż do początku XIX wieku i pewnie posłużyłby dłużej, gdyby nie imperialne plany "korsykańskiego uzurpatora", jak nazywali Napoleona Bonaparte (i do dziś nazywają) ci, którzy nie dali się zwieść jego przedziwnej legendzie.</p>
<p>Dziewiąty Kościół św. Olafa spłonął w 1807 r. pozbawiając mieszkańców Wisłoujścia i rosnącą stale populację Nowego Portu własnej świątyni. Wówczas to zaczęła się historia obiektów sakralnych dzielnicy portowej po zachodniej stronie ujścia Wisły. Wierni zaczęli spotykać się w budynku magazynu solnego, a od 1815 r. w dawnych warsztatach bednarskich, łaskawie udostępnionych przez pruską administrację królewską. Kiedy w 1823 wzniesiono nowy kościół na Wisłoujściu, Nowy Port zachował swój pierwszy kościół, od którego zaczęła się historia dzisiejszego "Kościoła Morskiego".</p>
<p>Tak przedstawiają się losy pierwszych dziewięciu kościołów św. Olafa na Wisłoujściu. Przedmiotem II części artykułu będzie ten ostatni, dziesiąty, oraz śledztwo w sprawie informacyjnego zamętu towarzyszącemu kościelnej historii Wisłoujścia.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/dziesiec-gdanskich-kosciolow-sw-olafa-cz-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na świńskim szlaku</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/na-swinskim-szlaku/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/na-swinskim-szlaku/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 24 Mar 2012 10:13:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[Ferberowie]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[świński szlak]]></category>
		<category><![CDATA[Targ Prosięcy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=35207</guid>
		<description><![CDATA[Kilka lat temu w "30 Dniach" opublikowany został bardzo ciekawy artykuł pt. "Psie Miasto Gdańsk", który w pewien sposób zainspirował mnie do napisania felietoniku "Kocie Miasto Gdańsk" w serwisie MMTrójmiasto . Tytuł "Świńskie Miasto Gdańsk" uznałem jednak za mocny, stąd poniższy tekst otrzymał tytuł jaki otrzymał, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Kilka lat temu w "30 Dniach" opublikowany został bardzo ciekawy artykuł pt. "Psie Miasto Gdańsk", który w pewien sposób zainspirował mnie do napisania felietoniku "Kocie Miasto Gdańsk" w serwisie <span style="text-decoration: underline;"><a title="kocie miasto" href="http://www.mmtrojmiasto.pl/257680/2009/4/26/kocie-miasto-gdansk?category=magazyn" target="_blank">MMTrójmiasto</a></span> . Tytuł "Świńskie Miasto Gdańsk" uznałem jednak za mocny, stąd poniższy tekst otrzymał tytuł jaki otrzymał, jest bowiem przeglądem historyczno-topograficznych odniesień do kolejnego – jakże istotnego kulturowo – gatunku zwierząt.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Pocztowka-reklamujaca-restauracje-Trzy-Swinskie-Glowy.jpg" rel="lightbox[35207]"><img class="alignleft size-full wp-image-35210" title="Gdańsk" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Pocztowka-reklamujaca-restauracje-Trzy-Swinskie-Glowy.jpg" alt="" width="640" height="309" /></a>W niektórych opracowaniach znaleźć można informację o istnieniu w Gdańsku miejsca nazywanego Ferkelmarkt (Targ Prosięcy). Zwykle wymieniany jest jednym tchem z innymi Targami w Gdańsku, takimi jak Targ Węglowy, Drzewny, Maślany czy Sienny. Naturalnym jest założenie, że skoro poszczególne targi zyskiwały nazwy tak czy inaczej nawiązujące do rodzaju towarów, którymi na nich handlowano, Targ Prosięcy musiał być miejscem, gdzie odbywał się handel trzodą chlewną. Nic bardziej błędnego. Mówiąc o Targu Prosięcym mamy na myśli niewielką część Długiego Targu, położoną pomiędzy Studnią Neptuna, a wschodnią fasadą Ratusza Głównomiejskiego. Nazwa Ferkelmarkt pojawia się w odniesieniu do tego miejsca w XVII w. Czy możliwe jest, aby w takim miejscu, tuż pod oknami Ratusza, w pobliżu Dworu Artusa, na części najbardziej reprezentacyjnego miejskiego placu handlowano świniami? Oczywiście, że nie.</p>
<p>Określenie tego miejsca mianem "Targu prosięcego" to jeden z licznych przykładów złośliwego humoru gdańskiej ulicy. Gdańszczanie ochrzcili to miejsce w ten sposób nie z powodu przedmiotu handlu, a dlatego, że tam właśnie, przy różnych okazjach, można było oglądać członków władz Gdańska, do których najwyraźniej mieszkańcy mieli nie do końca życzliwy stosunek, skoro chcieli w nich widzieć prosięta. Ciekawe, na jakie miejsce w dzisiejszym Gdańsku można by przenieść tę nazwę...</p>
<p>W pewnym sensie do tradycji miejsca i jego nazwy odnieśli się nieświadomie działacze opozycyjni, kiedy to w 1986 r., chcąc zaprotestować przeciwko wyborom do sejmu o z góry ustalonych wynikach, wypuścili w okolicy Ratusza żywą świnię ozdobioną napisem "Głosujcie na nas". Uganiająca się bezskutecznie przez dłuższy czas za świnią władza w postaci funkcjonariuszy MO... – zobaczenie tego warte było podobno każdych pieniędzy...</p>
<p>Świńskich odniesień jest w Mieście, rzecz jasna, więcej. Jakkolwiek nie podobało by się to mieszkańcom dzisiejszego Dolnego Miasta, ich dzielnica, zanim włączona została w XVII w. w obręb miejskich fortyfikacji, osuszona i z czasem zabudowana, nazywana była "Świńską Łąką". Nazwa była nieprzypadkowa i tym razem nie chodziło o żadną metaforę. Tam właśnie, na rozległych, podmokłych łąkach, użytkowanych przez gdańskich rzeźników i gorzelników, rzeczywiście wypasano trzodę chlewną. Nic więc dziwnego, że kanał odgradzający Wyspę Spichrzów od Dolnego Miasta, dzisiaj noszący dumną nazwę Nowej Motławy, zanim osiągnął rozmiary żeglownego toru wodnego i stał się częścią gdańskiego portu, nazywany był przez pewien czas Świńskim Rowem. Dolnomiejska ulica Dobra określana była w XVIII wieku jako Kuschenecke. Wyraz Kusch lub Kosch oznaczał w dialektach używanych w Prusach świnię, dawna nazwa ulicy Dobrej po polsku brzmiałaby zatem "Świński Zakątek".</p>
<h3>Świńskie głowy na Głównym Mieście</h3>
<div id="attachment_35212" class="wp-caption alignleft" style="width: 586px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Panstwo-Ferberowie-na-Oltarzu-z-Kaplicy-Sw-Baltazara.jpg" rel="lightbox[35207]"><img class="size-full wp-image-35212 " title="Państwo Ferberowie" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Panstwo-Ferberowie-na-Oltarzu-z-Kaplicy-Sw-Baltazara.jpg" alt="" width="576" height="441" /></a><p class="wp-caption-text">Ferberowie na ołtarzu kaplicy św. Baltazara</p></div>
<p>Trzy świńskie głowy na herbowej tarczy pojawiają się w wielu miejscach, które historia związała z najbardziej chyba wpływowym w dziejach Gdańska rodem Ferberów. Choć na ich herbie wyraźnie widać, że zwierzęce głowy nie należą do świń, a do dzików, godło to przyjęto nazywać "trzema świńskim łbami". Oficjalna, proferberowska wersja legendy herbowej mówiła o strasznym oblężeniu Gdańska i związanym z nim głodem, oraz o podstępnym pomyśle burmistrza Ferbera, który kazał ubić ostatnie trzy ocalałe w Mieście wieprze, podzielić ich mięso, a łby wystrzelić w kierunku wroga przy użyciu odpowiedniej machiny. Wrogowie, dotąd sądzący, że Gdańsk podda się wkrótce z powodu braku żywności, odstąpili od oblężenia, stwierdziwszy, że skoro stać obrońców na strzelanie do atakujących tak pożywnymi pociskami jak wieprzowa głowizna, to mogą się bronić jeszcze bardzo długo. Tak właśnie trzy świńskie łby miały trafić na herbową tarczę burmistrza.<br />
Wrogowie Ferberów, a wśród nich gdański kronikarz Stenzel Bornbach, opowiadali inną wersję legendy. Ich zdaniem, zanim ród Ferberów wzbogacił się nieprzyzwoicie na lichwie, rodzina zamieszkiwała podłą zagrodę w okolicy dzisiejszej ulicy Aksamitnej. Tam właśnie miała mieć miejsce scena, która dała początek herbowemu godłu. Otóż pewnego dnia z rozpadającego się chlewika uciekły trzy wieprze – bo tylko trzy stanowiły ferberowski inwentarz – i biegnąc przez podwórze wpadły do wielkiej, błotnistej kałuży. Widząc to jeden z młodych "dziedziców" wszczął akcje ratunkową, usiłując wydobyć cenne zwierzęta tonące w błocie. Kiedy akcja nie dawała efektów, zirytowany do głębi, pobiegł do domu po miecz i jednym cięciem pozbawił wszystkie trzy świnie łbów. Jego ojciec zamiast zganić syna za egzekucję na inwentarzu, pochwalił jego dzielny wyczyn i polecił mu używanie trzech świńskich łbów jako rodzinnego godła. Z czasem, dla podniesienia dostojeństwa rodowego znaku, herbowe świnie zamienić miały się w dziki.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Herb-Ferberow-na-Plebanii-Kosciola-Mariackiego.jpg" rel="lightbox[35207]"><img class="alignleft size-full wp-image-35213" title="Herb Ferberów" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Herb-Ferberow-na-Plebanii-Kosciola-Mariackiego.jpg" alt="" width="230" height="307" /></a>Herb z dziczymi głowami można spotkać w Kościele Mariackim, choćby na elementach wystroju Kaplicy św. Baltazara, należącej kiedyś do Ferberów, a także tuż obok kościoła, na wspaniałym, odnowionym nie tak dawno, portalu plebanii, przebudowanej w początkach XVI w. przez Moritza Ferbera, uczestnika największego skandalu matrymonialnego ówczesnego Gdańska. Świńskie łby zdobiły kiedyś także bramę posiadłości rodzinnej w Niegowie, wówczas noszącym nazwę Konstantinopel (od Constantina Ferbera), a z czasem skróconą do Nobel. Na widok herbu Ferberów na bramie w Niegowie, wizytujący ich król Stefan Batory, stwierdzić miał z właściwym sobie poczuciem humoru, że Ferber, niczym Cerber, ma trzy głowy (Ferberus ut Cerberus, tria capita habet). Nazwę pochodzącą od ferberowskiego godła przyjęła również karczma położona w Lipcach, przy głównym trakcie z Gdańska na południe. Zajazd, a z czasem restauracja Trzy Świńskie Głowy (Dreischweinsköpfe) była jednym z ulubionych kierunków podmiejskich wypadów mieszkańców Gdańska aż do II wojny światowej. Co ciekawe wyobrażenia herbu z trzema świńskimi łbami, wbrew temu co twierdzą niektórzy, zabrakło na wspaniałej skądinąd fasadzie domu Ferberów przy Długiej, choć pojawiła się tam, a jakże, tzw. "gdańska triada herbowa", obecnie w nieco pomylonej w ramach powojennej odbudowy kolejności.</p>
<h3>Na obrzeżach Miasta</h3>
<p>Kilka świńskich konotacji zawiera również lista gdańskich obiektów fortyfikacyjnych. Co ciekawe nazwa jest zawsze ta sama: Świńska Głowa.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Widok-na-jedna-ze-Swinskich-Glow-przy-Sluzie-Kamiennej.jpg" rel="lightbox[35207]"><img class="alignleft size-full wp-image-35214" title="Przy Śluzie Kamiennej" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Widok-na-jedna-ze-Swinskich-Glow-przy-Sluzie-Kamiennej.jpg" alt="" width="640" height="480" /></a>Prawdopodobnie kształt ziemnych konstrukcji obronnych nieodparcie kojarzył się z wyglądem tej części ciała trzody chlewnej. Miano Świńskiej Głowy nosiły: dwie wysepki u zakończenia grobli broniących Śluzy Kamiennej, luneta, czyli jedno z wysuniętych dzieł obronnych fortu Gradowej Góry wzniesione w ramach jego modernizacji w początkach XVIII wieku, środkowy bastion Szańca Wschodniego na Wisłoujściu, a także leżący tuż obok niego rawelin z połowy wieku XVII.</p>
<p>Oprócz wspomnianego na wstępie Prosięcego Targu, istniały niegdyś w bezpośredniej okolicy Gdańska – dzisiaj w ramach jego dzielnic – dwa świńskie targi. Jeden położony był w Oliwie w pobliżu młyńskiego mostu na Potoku Oliwskim, a więc w rejonie skrzyżowania dzisiejszych ulic Spacerowej i Czyżewskiego, drugi znajdował się na Oruni i był kiedyś miejsce regularnego obozowania cygańskich taborów. Miano świńskiego nosił także jeden z mostów nad Kanałem Raduni w okolicy Świętego Wojciecha.</p>
<p>Ilość świńskich odniesień w historii i topografii Gdańska dowodzi jak pożytecznym i ważnym dla człowieka była, jest i zapewne nadal będzie świnia, która stanowczo nie zajmuje zbyt poczesnego miejsca w kulturze, dowodząc, że im coś jest pożyteczniejsze, tym mniej to cenimy.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/na-swinskim-szlaku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Własna strzecha masonów</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/wlasna-strzecha-masonow/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/wlasna-strzecha-masonow/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Mar 2012 23:03:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[Albert Erhardt]]></category>
		<category><![CDATA[Arthur Wockenfoth]]></category>
		<category><![CDATA[Johannes Petruschky]]></category>
		<category><![CDATA[loża masońska]]></category>
		<category><![CDATA[Własna Strzecha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=34883</guid>
		<description><![CDATA[Powstanie budynku przy Eigenhausstrasse (Własna Strzecha) 18a związane jest w pewnym sensie z utworzeniem w Gdańsku Wyższej Szkoły Technicznej, czyli Politechniki Gdańskiej. Jak wiadomo uczelnia ta otwarła podwoje w 1904 r., stając się naukowym centrum nie tylko Miasta, ale całego regionu. Niczym magnes przyciągała osobowości, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Powstanie budynku przy Eigenhausstrasse (Własna Strzecha) 18a związane jest w pewnym sensie z utworzeniem w Gdańsku Wyższej Szkoły Technicznej, czyli Politechniki Gdańskiej. Jak wiadomo uczelnia ta otwarła podwoje w 1904 r., stając się naukowym centrum nie tylko Miasta, ale całego regionu. Niczym magnes przyciągała osobowości, nadała też swojemu otoczeniu, dawniej wiejskiej okolicy między Gdańskiem a Wrzeszczem, zupełnie nowego znaczenia.</strong></p>
<div id="attachment_34887" class="wp-caption alignleft" style="width: 591px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Siedziba-lozy-na-poczatku-XX-w.jpg" rel="lightbox[34883]"><img class="size-large wp-image-34887   " title="Siedziba loży na początku XX w" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Siedziba-lozy-na-poczatku-XX-w-1024x635.jpg" alt="" width="581" height="360" /></a><p class="wp-caption-text">Siedziba loży na początku XX w</p></div>
<p>Ćwierć wieku przed powstaniem Politechniki, w roku 1873, jako trzecia w Gdańsku założona została loża wolnomularska <em>Zum rothen Kreuz</em> (Pod Czerwonym Krzyżem), która początkowo spotykała się w siedzibie loży Jedność przy Nowych Ogrodach, a następnie wynajmowała pomieszczenia w budynku przy Wielkim Młynie na Starym Mieście. W 1904 r., a więc jednocześnie z otwarciem Politechniki, mistrzem loży Pod Czerwonym Krzyżem został <strong>Albert Erhardt</strong>, architekt, który podjął starania zmierzające do przeniesienia siedziby loży bliżej Politechniki, którą w naturalny sposób uznał za centrum sztuk, wśród których środowiska masońskie czuły się najlepiej. W tym celu nabył dla loży działkę przy Hauptstrasse 143 (obecnie Grunwaldzka 14 – tuż obok Teatru Miniatura), tylną częścią przylegającą do terenu zabudowanego domkami Fundacji Abegga, przy "Własnej Strzesze", jak po wojnie przetłumaczono Eigenhaus - nazwę głównej ulicy założenia. W literaturze spotkać można się z opinią, że w miejscu późniejszej siedziby loży stał już budynek wzniesiony przez Fundację Abegga, który masoni zaadaptowali do swoich potrzeb. Wydaje się to dość nieprawdopodobne, bowiem księgi adresowe nie znają adresu Eigenhaus 18a przed rokiem 1906, a na planach Wrzeszcza sprzed tego roku widać w tym miejscu jedynie maleńki budynek (zapewne gospodarczy) położony na tyłach długiej posesji, będącej wówczas ogrodem budynku przy dzisiejszej Al. Grunwaldzkiej 14. Przeczy temu również opowieść samego Alberta Erhardta, który opisując w 1908 r. siedziby gdańskich lóż masońskich w dziele Danzig und seine Bauten, stwierdza:</p>
<blockquote><p>Specjalnie dla celów loży Pod Zwycięskim Światłem wzniesiony został ostatnio budynek zaprojektowany przez radcę rządowego i budowlanego Erhardta i dopracowany w szczegółach przez miejskiego budowniczego z Sopotu Puchmüllera, który ze względu na swoje odpowiednie rozplanowanie zyskał sobie w kręgach loży powszechnie uznanie</p></blockquote>
<p>Wynika z tego, że budynek powstał specjalnie dla wolnomularzy, a zaprojektowany został z uwzględnieniem wszystkich pomieszczeń koniecznych dla masońskich spotkań i obrzędów, o co trudno byłoby przy adaptacji, i co było główną bolączką lóż funkcjonujących w przebudowywanych lub wynajmowanych siedzibach.</p>
<p>Do budynku odsuniętego od linii zabudowy ulicy Własna Strzecha wchodziło się przez ogród, a następnie umieszczonymi równolegle do głównej fasady schodami na wysoki parter do przybudówki - wiatrołapu, za którą rozpoczynała się długa, przechodząca przez całą głębokość budynku sień. Bliższa wejścia część sieni służyła jako szatnia, w dalszej były schody prowadzące na piętro. Okno klatki schodowej zdobił witraż z personifikacją światła. Z szatni prowadziło wejście do dwóch mniejszych sal w amfiladzie od frontu budynku przeznaczonych do zwyczajnych, nierytualnych spotkań, a tuż przed klatką schodową, przez kolejną, małą sień, wchodziło się do wielkiej sali jadalno-bankietowej o powierzchni ponad stu metrów kwadratowych, z pięcioma oknami wychodzącymi na ogród za budynkiem. Oprócz trzech sal na parterze znajdowały się także toalety i bufet. Piwnice mieściły mieszkanie zarządcy budynku (szumnie zwanego „kasztelanem”), pomieszczenia gospodarcze i magazynowe oraz kuchnię wyposażoną w windę łączącą ją z bufetem na parterze, a także kotłownię z piecem gazowym służącym do ogrzewania budynku.</p>
<div id="attachment_34889" class="wp-caption alignleft" style="width: 591px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Plan-parteru-i-I-pietra-z-Danzig-und-seine-Bauten-1908.jpg" rel="lightbox[34883]"><img class="size-large wp-image-34889   " title="Plan parteru i I piętra - &quot;Danzig und seine Bauten 1908&quot;" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Plan-parteru-i-I-pietra-z-Danzig-und-seine-Bauten-1908-1024x489.jpg" alt="" width="581" height="277" /></a><p class="wp-caption-text">Plan parteru i I piętra - &quot;Danzig und seine Bauten 1908&quot;</p></div>
<p>Po wejściu schodami na pierwsze piętro docierało się do górnej sieni, z drzwiami do gabinetu mistrza loży na wprost schodów oraz wejściami do pomieszczenia urzędników loży, sali spotkań ogólnych i specjalnej sali dla braci posiadających stopnie mistrzowskie. W narożnym pomieszczeniu, dostępnym z dwóch poprzednich, poprzez niewielki przedsionek odbywano niektóre obrzędy. Mansardowy strych mieścił jeszcze dwie "sale do pracy", w których domyślać można się czytelni, zwłaszcza z powodu umieszczonej również tam biblioteki i kilku innych pomieszczeń o niesprecyzowanym przeznaczeniu.</p>
<h3>Nowe życie loży Pod Czerwonym Krzyżem</h3>
<p>Z przeprowadzką loży do nowej siedziby w 1906 r. zbiegła się w czasie zmiana jej nazwy. W nowym miejscu nazywała się już Zum siegenden Licht, czyli dosłownie "Pod Zwyciężającym Światłem", aczkolwiek ze względu na pewną chropawość takiego tłumaczenia, w literaturze polskiej przyjęło się nazywać lożę "Pod Zwycięskim Światłem".</p>
<p>Budynek był nowoczesny, wygodny i uwzględniał wszystkie potrzeby wolnomularzy. Podobno „bracia” z innych lóż mocno zazdrościli tym spod „Zwycięskiego Światła” użyteczności i komfortu ich nowej siedziby. Tym chętniej zapewne korzystali z niej podczas I wojny światowej. Dotyczyło to masonów z "Eugenii pod Ukoronowanym Lwem" i "Jedności".</p>
<p>Albert Erhardt mistrzował loży przez 20 lat, a kiedy w 1924 r. wyjechał do Niemiec, jego miejsce zajął lekarz,<strong> Johannes Petruschky</strong>, którego po 10 latach zastąpił ostatni na tym stanowisku radca edukacyjny Friedrich Ostwald, profesor słynnej Petrischule. Zmierzch "zwycięskiego światła", podobnie jak pozostałych lóż masońskich w Gdańsku, przyniosła błyskawicznie postępująca nazyfikacja Wolnego Miasta. Po zwycięstwie nazistów w Niemczech w 1933 r., pod naciskiem "jedynie słusznej ideologii" i próbując przetrwać, loże wolnomularskie deklarowały lojalność względem nowego systemu, wyrzekając się tajemnicy i kojarzonych z semityzmem masońskich obrzędów. Podobnie postąpiła część gdańskich wolnomularzy, przystępując do dziwnego tworów nazwanych "Narodowy Chrześcijański Zakon »Fryderyk Wielki«" i "Niemiecki Zakon Chrześcijański". Nie na wiele się to jednak zdało, bowiem narodowi socjaliści nie zamierzali tolerować żadnych organizacji społecznych nie założonych przez siebie, a zwłaszcza tak kontrowersyjnych jak loże masońskie.</p>
<p>Loża Pod Zwycięskim Światłem zniknęła z krajobrazu gdańskich stowarzyszeń około roku 1933, chociaż przez moment pod adresem Eigenhaustrasse 18a figurował jako właściciel "Niemiecki Zakon Chrześcijański". Budynek stał pusty przez parę lat, aż wreszcie kupił gdański przedsiębiorca <strong>Arthur Wockenfoth</strong>, współwłaściciel firmy F.A.Schnibbe, specjalizującej się w obrocie szkłem i wyrobami szklanymi. W rękach Wockenfotha dawna siedziba masonów pozostawała do pierwszych lat wojny, i wówczas przejściowo funkcjonował w niej Instytut Techniki Lotniczej Politechniki Gdańskiej (Flugtechnisches Institut). W 1941 r. budynek wraz z działką przejęło niemieckie państwo, nie bardzo wiedzące, jak się wydaje, co z nim począć, bowiem wynajmowano w nim mieszkania studentom i pracownikom Politechniki.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Dzisiaj.jpg" rel="lightbox[34883]"><img class="alignleft size-large wp-image-34894" title="Politechnika Gdańska" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Dzisiaj-1024x695.jpg" alt="" width="232" height="158" /></a></p>
<p>Po wojnie siedziba loży weszła w skład zasobów lokalowych polskiej politechniki w Gdańsku, z czasem stając się siedzibą Katedry Wysokich Napięć i Aparatów Elektrycznych. Niestety, w związku z nowymi zadaniami i kompletnym brakiem szacunku (niestety pokutującym gdzieniegdzie do dziś) dla zabytków architektury z przełomu XIX i XX w. budynek poddano kolejnym adaptacjom i rozbudowie, które całkowicie zatarły jego niegdysiejszy wygląd.<a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Pozostalosci-wystroju-wnetrza-budynku.jpg" rel="lightbox[34883]"><img class="alignright size-large wp-image-34899" title="Pozostałości wystroju wnętrza budynku" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/03/Pozostalosci-wystroju-wnetrza-budynku-1024x819.jpg" alt="" width="185" height="149" /></a></p>
<p>Śladów wystroju z czasów loży szukać można jeszcze we wnętrzach, w większości podzielonych przepierzeniami na mniejsze pomieszczenia. Architektoniczna dewastacja jest o tyle oburzająca, że budynek, wraz z całym kompleksem Politechniki wpisany został w 1979 r. do rejestru zabytków, podlega zatem ochronie. Z tym, że nie bardzo jest już co chronić...</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>

<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/wlasna-strzecha-masonow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Historyczne zawirowania przy ul. Lelewela</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-historyczne-zawirowania-przy-ul-lelewela/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-historyczne-zawirowania-przy-ul-lelewela/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 00:47:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[Danziger Bierbrauerei]]></category>
		<category><![CDATA[Kuźniczki]]></category>
		<category><![CDATA[Pola Strzyży]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Johanna Labesa]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Lelewela]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=32487</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiejsza ul. Lelewela to stara droga, niegdyś łącząca wieś Strzyża Górna z Nowymi Szkotami i majątkiem Brunshof, stanowiąca jednocześnie północną granicę dworskiego parku w Kuźniczkach (Kleinhammer). Jej łukowaty kształt wynika z podążania równolegle do nurtu nieco kiedyś meandrującej w tej okolicy Strzyży. Kiedy wrzeszczańskie drogi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dzisiejsza ul. Lelewela to stara droga, niegdyś łącząca wieś Strzyża Górna z Nowymi Szkotami i majątkiem Brunshof, stanowiąca jednocześnie północną granicę dworskiego parku w Kuźniczkach (Kleinhammer). Jej łukowaty kształt wynika z podążania równolegle do nurtu nieco kiedyś meandrującej w tej okolicy Strzyży.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3096.jpg" rel="lightbox[32487]"><img class="alignleft size-full wp-image-32490" title="ulica Lelewela" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3096.jpg" alt="" width="640" height="482" /></a>Kiedy wrzeszczańskie drogi stawały się ulicami szybko urbanizującego się przedmieścia i otrzymywały nazwy, nazwano ją imieniem Johanna Labesa, postaci bardzo zasłużonej i powszechnie szanowanej w Gdańsku, a obecnie niemal całkowicie zapomnianej, którą opisałem szerzej w <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="sobótka" href="http://ibedeker.pl/spacery/na-tropach-gdanskiej-sobotki-cz-i/">artykule poświęconym gdańskiej Sobótce</a></span></strong>, wraz z wyliczeniem zasług Labesa dla Gdańska i Wrzeszcza.</p>
<h3>Ulica Johanna Labesa</h3>
<p>Jako się rzekło, oryginalny przebieg <strong>ul. Johanna Labesa</strong> łączył Górną Strzyżę z Nowymi Szkotami, obejmował zatem drogę od dzisiejszego skrzyżowania ulicy Słowackiego i Alei Grunwaldzkiej, aż do dzisiejszego Placu Komorowskiego. Pierwszy wyłom w ciągłości ulicy poczyniono w 1870 r., kiedy to okolicę przecięła na dwie części linia kolei Hinterpommersche Bahn. Tory biegły początkowo na poziomie gruntu, dzieliły więc mniej stanowczo niż później, kiedy, jeszcze przed wybuchem I wojny światowej, rozpoczęto budowę nasypu kolejowego. Całość podzielonej przez torowisko ulicy nadal jednak zachowała swoją dotychczasową nazwę. Równolegle z dzieleniem ulicy przez tory kolejowe pojawił się przy niej najważniejszy dla tej części Wrzeszcza zakład przemysłowy, jakim był uruchomiony w 1873 r. browar należący do spółki Danziger Actien Bierbrauerei. Browar, którego adres brzmiał Labesweg 6/7, stał się na długo przedsiębiorstwem kształtującym gospodarcze życie okolicy, a z czasem spowodował nawet modyfikację przebiegu ulicy Labesa.</p>
<p>Ulica stanowiła przez dłuższy czas północną granicę miejskiej zabudowy Wrzeszcza, za którą rozciągały się tzw. <strong>Pola Strzyży</strong>, nazywane też Wielkim Placem Musztry, wykorzystywane przez pruskie, a z czasem niemieckie wojsko jako tereny ćwiczebne dla żołnierzy gdańskiego garnizonu. Tuż przed pierwszą wojną światową, w południowo-zachodnim narożniku tego rozległego terenu zlokalizowano pierwsze urządzenia służące uprawianiu nowej sztuki, jaką było lotnictwo. U zbiegu ulicy Labesa z torami wzniesiono hangar dla księcia Fryderyka Zygmunta Hohenzollerna, oficera wrzeszczańskich huzarów i pasjonata lotnictwa. Tak właśnie, od hangaru, szumnie nazwanego "Stacją lotniczą księcia Fryderyka Zygmunta Pruskiego" (Fliegerstation des Prinzen Friedrich Sigismund von Preussen), zaczęła sie – początkowo wojskowa – historia lotniska we Wrzeszczu, które istnieć miało aż do połowy lat 70. XX wieku. W celu zapewnienia komunikacji pomiędzy terenami placu musztry a Górnym Wrzeszczem zbudowano około roku 1914 wiadukt nad torami z wjazdem tuż za cmentarzem katolickim przy zachodnim końcu Labesweg, którego następcą jest wiadukt istniejący obecnie, prowadzący od skrzyżowania Grunwaldzkiej ze Słowackiego ku ulicy Kościuszki. Nowa droga, zaraz po przekroczeniu torów kolejowych zakręcała ku zabudowaniom "stacji lotniczej" i łączyła się z ulicą Labesa.</p>
<p>Na tym jednak nie skończyło się dzielenie ulicy na części. W 1923 r. uruchomiono nowe lotnisko, tym razem całkowicie cywilne, którego zabudowania umiejscowiono nieco dalej na północ, w rejonie kolejnego wiaduktu nad torami, dzisiaj noszącego imię braci Zygmunta i Józefa Lewoniewskich, pionierów polskiego lotnictwa. Około 1926 r. górnowrzeszczańską część ulicy Labesa włączono do nowopowstałej Ringstrasse (dzisiejszej Kościuszki), a zwolnione w ten sposób numery przeniesiono na osiedle po drugiej stronie torów, które powstało parę lat wcześniej jako inwestycja gminy miejskiej i w całości miało początkowo adres Labesweg 5.</p>
<p>Jakby dotychczasowego zamieszania w sprawie zachodniego końca ulicy Labesa było mało, w 1928 r. spółka<strong> Danziger Bierbrauerei</strong> dokupiła część terenu dawnego lotniska po jej północnej stronie, czyniąc w ten sposób część ulicy wewnętrzną drogą browaru. Na tej części w 1937 r. wzniesiono nowy budynek dyrekcji, umiejscowiony na środku dawnej ulicy. Konsekwencją tego faktu były dalsze zmiany w układzie numeracji. Browar miał odtąd adres Kleinhammerweg (dzisiaj Kilińskiego) 1-5, dawny adres Labesweg 6/7 zniknął zupełnie, a kolejny odcięty od całości odcinek ulicy otrzymał nową nazwę – Am Kleinhammerteich (dosł. Nad Stawem Kuźniczek – obecnie tylko Nad Stawem). Pozostałej części ulicy Labesa nie przenumerowano, ale najniższy numer jaki można zobaczyć przy obecnej ul. Lelewela to 8.</p>
<h3>Ulica Joachima Lelewela</h3>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3093.jpg" rel="lightbox[32487]"><img class="alignleft size-full wp-image-32492" title="ulica Lelewela" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2012/01/IMG_3093.jpg" alt="" width="173" height="230" /></a>Powojenna nazwa ulicy upamiętnia Joachima Lelewela, polskiego historyka i polityka I połowy XIX w., który używał spolszczonej formy nazwiska, oryginalnie brzmiącego Lölhöffel von Löwensprung. Co ciekawe przedstawicielkę tej samej rodziny, panią Gertrud Waechter, z domu Lölhöffel von Löwensprung odnaleźć można w spisach mieszkańców z lat trzydziestych, jako właścicielkę domu przy pobliskiej ulicy Dekerta, wówczas Heilsbergerweg 6,</p>
<p>Dzisiejsza ul. Lelewela to po prostu jedna z dolnowrzeszczańskich ulic, ani szczególnie piękna, ani zaopatrzona w atrakcje turystyczne, poza, rzecz jasna, domem rodzinnym noblisty <strong>Güntera Grassa</strong> (i powieściowego dobosza Oskara), dzięki któremu o Gdańsku, Wrzeszczu i ulicy Labesa przeczytał cały cywilizowany świat. Najbardziej zachodnia część ulicy to dziś zjazd ku galerii handlowej i rondo tuż obok niej. Kolejny odcięty tuż przed wojną fragment to osiedle uroczych domków, nazywanych "indiańską wioską", które w najbliższym czasie może przestać istnieć. Co będzie z dawnym browarem, stawem, który dał nową nazwę fragmentowi dawnej Labesweg, i w ogóle jak potoczą się dalsze – dostatecznie już skomplikowane topograficzne losy tego miejsca – to pokaże czas.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>

<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-historyczne-zawirowania-przy-ul-lelewela/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Ulica Wajdeloty cz. II</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-ii/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Dec 2011 15:35:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Wajdeloty]]></category>
		<category><![CDATA[Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31804</guid>
		<description><![CDATA[Opowieści o domach i ludziach związanych z ulicą Wajdeloty we Wrzeszczu ciąg dalszy... Budynki po obu stronach skrzyżowania z dawną Hertastrasse, dzisiejszą Konrada Wallenroda, noszące numery 7 i 8, były początkowo własnością Adolfa Witta, organmistrza, znanego między innymi z przebudowy organów w Kaplicy św. Anny. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Opowieści o domach i ludziach związanych z ulicą Wajdeloty we Wrzeszczu ciąg dalszy...</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" rel="lightbox[31804]"><img class="alignleft size-full wp-image-31527" title="Ulica Wajdeloty" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" alt="" width="640" height="478" /></a></p>
<p>Budynki po obu stronach skrzyżowania z dawną Hertastrasse, dzisiejszą Konrada Wallenroda, noszące numery 7 i 8, były początkowo własnością Adolfa Witta, organmistrza, znanego między innymi z przebudowy organów w Kaplicy św. Anny. Z czasem właścicielem kamienicy pod numerem 8 i sąsiedniej pod numerem 9 stał się Feliks Grzenkowski, prowadzący sklep kolonialny i delikatesy. Tamże (pod ósemką) mieściła się pralnia o dumnej nazwie "Berlińska" – własność pani Luise Palochowski. Najciekawszą jednak postacią związaną z domem przy Wajdeloty 8 jest z pewnością Otto Herdemertens. Rodzina Herdemertensów wprowadziła się na Marienstrasse około roku 1904. Początkowo mieszkali pod numerem 24, z czasem jej część przeniosła się pod numer 8. Tam właśnie mieszkał w latach 20. Otto Herdemertens, zwany mistrzem gdańskiej akwareli.<br />
<a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Herdemertens.jpg" rel="lightbox[31804]"><img class="alignleft size-full wp-image-31812" title="Herdemertens" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Herdemertens.jpg" alt="" width="104" height="149" /></a>Urodził się w 1891 r. we Wrzeszczu, a sztuki malarskiej uczył się w gdańskiej Kunst- und Gewerbeschule. Malował chętnie miejskie pejzaże, ale równie często morskie wybrzeże, portretując plaże i życie rybaków znad Zatoki Gdańskiej i Mierzei Kurońskiej. Bardzo częstym motywem jego twórczości, zarówno z czasów gdańskich, jak i później, po opuszczeniu Miasta tuż przed końcem wojny, były gdańskiej zaułki i charakterystyczne obiekty architektoniczne. Zmarł w 1960 r. w Hamburgu. Jego prace były nie tak dawno obiektem wystawy w Domu Uphagena. Załączony obrazek pochodzi ze strony <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="mhmg" href="http://www.mhmg.gda.pl/" target="_blank">Muzeum Historycznego Miasta Gdańska</a></span></strong>.</p>
<p>Po przeciwnej stronie ulicy, pod numerem 22a, oprócz przedsiębiorstwa Danziger Hozindustrie G.m.b.H., mieściły się siedziby dwóch interesujących firm. Pierwszą były biuro techniczne i warsztaty naprawcze gdańskich zakładów Siemensa, których centrala znajdowała się w Poznaniu, a gdański oddział zajmował się instalacjami niskiego i wysokiego napięcia.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/AB1931MotorSport.jpg" rel="lightbox[31804]"><img class="alignleft size-full wp-image-31814" title="Motor-Sport" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/AB1931MotorSport.jpg" alt="" width="631" height="302" /></a>Drugą była firma Motor-Sport braci Adalberta i Hansa Franzkowskich – generalny przedstawiciel motocyklowego potentata – amerykańskiej firmy Harley-Davidson. Tuż obok, pod numerem 22 znajdowała się restauracja Zur Marienhütte, a innym nawiązaniem do miana ulicy była nazwa sklepu chemicznego Mariendrogerie pod numerem 28.</p>
<p>Pod numerem 24, tam gdzie teraz znajduje się pizzeria Ósemka, znajdował się przez długie lata sklep mięsny rzeźnika o uroczym jak na jego profesję nazwisku Lagodni. Tuż obok, w kamienicy o numerze 25 mieszkał przez pewien czas Erich Volmar, historyk sztuki i architekt, ostatni konserwator zabytków Gdańska przed rokiem 1945. Urodzony w Gdańsku w 1887 r. studiował w Monachium i na Politechnice Gdańskiej, funkcję konserwatora objął w 1939 r. Wspólnie z profesorem Willim Drostem zainicjował i przeprowadził ogromną akcję dokumentacji gdańskich zabytków, a następnie, w obliczu zbliżającego się frontu, ich ewakuacji, dzięki czemu znaczna ich część ocalała. W Mieście pozostał do końca, oglądając koszmar Wielkanocy 1945 r., a kiedy stało się to możliwe, podjął współpracę z polskimi władzami konserwatorskimi, polegającą na zwożeniu do Gdańska ewakuowanych i ukrytych uprzednio dzieł sztuki i elementów wyposażenia gdańskich zabytków. W ten sposób wróciły, początkowo do składnic konserwatorskich, a następnie na swoje miejsce takie obiekty jak Piękna Madonna, Fontanna Neptuna, czy wspaniały wystrój Czerwonej Sali w Ratuszu Głównego Miasta. Mimo tych małych sukcesów nie wierzył w możliwość odbudowy rodzinnego Miasta, któremu poświęcił wiele lat życia zawodowego. Wyjechał z Gdańska w 1946 r. i przez pewien czas pracował jako konserwator zabytków w Berlinie, a następnie w Würzburgu, gdzie zmarł w 1975 r.</p>
<p>Miejscem wyjątkowo urokliwym jest okrągły plac u skrzyżowania ulicy Wajdeloty z ulicą Aldony, ze starym, częściowo zniszczonym przez burzę kasztanowcem. Obecnie pozbawiony nazwy, przed wojną nazywany był Marienplatz. Domy stojące wokół niego zaliczano, podobnie jak dzisiaj, do Marienstrasse.</p>
<p>W kamienicy pod numerem 4, tam gdzie obecnie zielenieje sklep z ziołami była kiedyś piekarnia. Należała najpierw do Friedricha Wichmanna, a później, w latach 30. i aż do końca wojny do Brunona Wilmsa. Sąsiedni dom, numer 5 był przed wojną własnością pani Olimpii Daniłow i Piotra Daniłowa, dawnego pułkownika armii carskiej. Oboje byli przedstawicielami około dwutysięcznej rosyjskiej mniejszości w Gdańsku, składającej się głównie z dawnej rosyjskiej inteligencji, środowisk urzędniczych, wojskowych i ziemiańskich, którzy opuścili ojczyznę, uchodząc przed bolszewickim terrorem. W II połowie lat 30. w kamienicy umieszczono także ośrodek pomocy społecznej NSDAP – wygodne (ale i sprawne) narzędzie pozyskiwania dla nazistów głosów biedniejącego społeczeństwa.</p>
<p>Z przymrużeniem oka można stwierdzić, że dawny Marienplatz był również w pewnym sensie mikrokolonią ukraińską. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że składająca się ze studentów Politechniki Gdańskiej ukraińska mniejszość w Mieście liczyła około 100 osób, to 3% tej mniejszości mieszkało właśnie przy Marienplatz. Byli to studenci Oleksander Zgorlakiewycz, członek korporacji studenckiej Czernomorje (pod nr 2), oraz jego koledzy Mykoła Jarymowycz (nr 3) i Wołodymir Koczerkiewycz (nr 27). Sąsiadami tego ostatniego byli w latach 30. Maria i Kazimierz Wiłkomirscy, rodzeństwo słynnej Wandy Wiłkomirskiej, którzy przebywali w Gdańsku, gdzie pracowali jako nauczyciele muzyki i animatorzy polskiego życia muzycznego. Kazimierz pełnił w latach 1934-1939 stanowisko dyrektora konserwatorium Polskiej Macierzy Szkolnej w Gdańsku, w którym Maria uczyła muzyki.</p>
<p>Właścicielem kamienicy przy placu oznaczonej numerem 26 był Anastazy Wika-Czarnowski, dyrektor polskiego urzędu pocztowego nr 3 nad Martwą Wisłą, zwanego "Pocztą Zamorską". Wśród lokatorów tego domu, znajdujemy w 1924 r. praktykanta pocztowego nazwiskiem Alfons Flisykowski. To późniejszy naczelnik Polskiego Urzędu Pocztowego nr 2 (na Dworcu Głównym) i obrońca Poczty Polskiej w 1939 r., po śmierci Konrada Guderskiego dowodzący obroną. Mimo, że udało mu się uciec z oblężonego budynku poczty tuż przed jej kapitulacją, został schwytany, a następnie rozstrzelany na Zaspie.</p>
<p>Jak widać z powyższej opowieści, ulica Wajdeloty jest nie tylko urodziwa, ale była w swojej z górą stuletniej historii miejscem zamieszkania wielu ciekawych ludzi. To jedna z nielicznych ulic, które mają własne stowarzyszenie. <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="wajdeloty" href="http://www.wajdeloty.org/" target="_blank">"Wspólnota Lokalna Wrzeszcz Wajdeloty"</a></span></strong> jest inicjatywą, która stawia sobie liczne zadania społeczne i kulturalne, a promuje swoją ulicę, urządzając m.in. "Święto Ulicy Wajdeloty". Nasz <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="spacer" href="http://ibedeker.pl/spacery/spacer-po-dolnym-wrzeszczu-czyli-jak-deszcz-przestraszyl-sie-ibedekerowiczow/">iBedekerowy spacer po Dolnym Wrzeszczu</a></span></strong> został również zarejestrowany w aktualnościach prezentowanych na stronie stowarzyszenia.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="wajdeloty" href="http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-i/">Ulica Wajdeloty cz. I</a></span></strong></p>
</blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przedwojenna gdańska wigilia</title>
		<link>http://ibedeker.pl/relacje/przedwojenna-gdanska-wigilia/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/relacje/przedwojenna-gdanska-wigilia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Dec 2011 20:27:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Pflaumenmann]]></category>
		<category><![CDATA[wigilia]]></category>
		<category><![CDATA[Wolne Miasto Gdnska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31795</guid>
		<description><![CDATA[Dwudziestoletni okres między dwiema wojnami światowymi zaznaczył się w historii Gdańska okresem Wolnego Miasta, tworu, co do którego charakteru i istnienia trwają spory, które zapewne nigdy się nie zakończą. Dziewiętnaście wigilii, które miały miejsce w tym okresie wyglądało podobnie, chociaż ich wystawność i jakość prezentów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Dwudziestoletni okres między dwiema wojnami światowymi zaznaczył się w historii Gdańska okresem Wolnego Miasta, tworu, co do którego charakteru i istnienia trwają spory, które zapewne nigdy się nie zakończą. Dziewiętnaście wigilii, które miały miejsce w tym okresie wyglądało podobnie, chociaż ich wystawność i jakość prezentów gwiazdkowych mocno zależała od tego, w którym z tych 19 lat wigilia przypadała.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Pocztowka03.jpg" rel="lightbox[31795]"><img class="alignleft size-full wp-image-31797" title="wigilia w Gdańsku" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Pocztowka03.jpg" alt="" width="269" height="384" /></a></p>
<p>Gdańskie obyczaje świąteczne odzwierciedlały w znacznym stopniu historię społeczną i skład etniczny mieszkańców Wolnego Miasta. Pod wieloma względami gdańska wigilia była taka sama jak w dużych miastach w Niemczech, a gdański robotnik, urzędnik, czy kupiec, świętował podobnie jak jego odpowiednik w Lubece, Berlinie, czy Królewcu. Różnice, dokładnie tak samo jak dzieje się to teraz, wynikały z czynników takich jak wyznanie, korzenie etniczne i zamożność.</p>
<p>Uroczystą atmosferę w Mieście zapewniała przede wszystkim natura. Nie zdarzały się wtedy święta bez śniegu. Wieże kościołów, dachy domów, przedproża, ulice... wszystko pokryte było grubą zwykle warstwą mroźnego puchu i to już najczęściej od połowy grudnia. Kiedy spadał śnieg, mimo najkrótszych dni w roku, nagle robiło się jaśniej, czyściej i bardziej uroczyście. Atmosferę podkreślały specjalne adwentowe chorały grane na przemian przez karylion na wieży Ratusza (o pełnych godzinach) i na Kościele św. Katarzyny (w pół do każdej godziny). Trudno było nie ulec magii śnieżnej bieli i pięknych dźwięków dzwonów. Adwent zaczynał się odegraniem z wieży Kościoła Mariackiego przez puzonistów chorału "Jak mam Cię przywitać" na cztery strony świata.</p>
<p>Ostatni tydzień adwentu rozpoczynał na dobre świąteczne przygotowania. Oprócz sprzątania, które właściwie powinno już być wtedy zakończone, zaczynało się pieczenie i gotowanie. Charakterystyczne zapachy jabłek pieczonych w duchówkach, pierników, siekanych orzechów i fig, rozchodziły się z kuchni po mieszkaniach. W wielu gdańskich rodzinach ten właśnie jedyny raz w roku produkowano samodzielnie marcepan, z którego formowano charakterystyczne, obtoczone w kakaowym proszku kulki, zwane "kartofelkami".</p>
<p>Dzieci, żeby nie przeszkadzały w kuchni, a zwłaszcza nie podjadały świątecznych smakołyków, zaganiano do przygotowywania ozdób choinkowych, które wówczas miały przeważnie charakter nietrwały lub zgoła jednorazowy. Papierowe łańcuchy, złocone orzechy, bibułkowe ozdoby – wszystko to powstawało prawie każdego roku na nowo. Szklane bombki pojawiały się już wprawdzie, ale jako że były dość drogie, tylko w niektórych domach zdobiły świąteczne drzewka. Gdańską ozdobą adwentową był opisywany szczegółowo na łamach iBedekera w zeszłym roku <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="pflaumenmann" href="http://ibedeker.pl/na-goraco/w-kregu-gdanskiej-tradycji-adwentowy-ludzik-sliwkowy/">Pflaumenmann – śliwkowy kominiarz</a></span></strong>.</p>
<p>Zjawisko przedświątecznego szału zakupowego dopiero powoli się pojawiało, dotyczyło jednak jedynie zamożnej części społeczeństwa, która zawsze istniała, w historii Wolnego Miasta miała jednak przeważnie tendencje do kurczenia się, niż poszerzania. Przejawem początków komercjalizacji świąt było wydłużenie godzin handlowych do ósmej wieczorem. Istniał już świąteczny wyścig w dziedzinie wspaniałości dekoracji sklepowych witryn, które bogatych zachęcały do wstąpienia do sklepu, biedniejszym pozwalało przynajmniej nacieszyć oczy nie oglądanymi na co dzień wspaniałymi aranżacjami. Nikogo nie dziwił rządek biedniej ubranych malców rozpłaszczających nosy na szybach wystaw, głośno komentujących ten czy inny element dekoracji.</p>
<p>Normalny, czyli niezbyt zamożny, lub wręcz biedny Gdańszczanin sam robił gwiazdkowe prezenty dla bliskich. Prezent ofiarowany na gwiazdkę nie musiał być wcale nowy. Powszechną praktyką było na przykład przedświąteczne naprawianie i odświeżanie starych zabawek, które odnowione mogły przecież dalej cieszyć jeśli nie swoich dawnych właścicieli, to ich młodsze rodzeństwo. Było to zadanie ojców, którzy mogli oczywiście wykazać się umiejętnościami i inwencją, budując dla dzieciarni dom z piernikowych prefabrykatów upieczonych przez mamę, albo wręcz spędzić długie godziny w zamkniętej komórce konstruując domek dla lalek lub coś równie wspaniałego. W tym czasie mamy zasiadały do drutów lub szydełek, produkując masowo skarpetki, szaliki, czapki i rękawiczki dla całej rodziny, które też stawały się prezentami, choć może nie tak entuzjastycznie przyjmowanymi jak zabawki.</p>
<p>Tradycyjnymi miejscami sprzedaży choinek były Targ Sienny, przy Wieży Więziennej, na Placu Dominikańskim przy Hali Targowej, przed Zbrojownią i na Szopach. Zakup choinki jako zadanie odpowiedzialne, spoczywał na głowie rodziny, która zresztą chętnie wymykała się w tym celu z domu, uchodząc przed świątecznym terrorem małżonki. W wybieraniu choinki rzadko przeszkadzał kieliszeczek machandla, mimochodem wychylony w knajpce w drodze po drzewko. Im więcej wypiło się po drodze tym ładniejsze wydawały się choinki oferowane na placach. Dwie wielkie choinki ustawiało Miasto przed Dworem Artusa.</p>
<p>W adwentowe niedziele można było spotkać w miejskich bramach i innych ludnych, a osłoniętych od wiatru miejscach kolędników. Były to dzieci małe, a nawet bardzo małe, które dzierżąc w zmarzniętych dłoniach mniej lub bardziej kunsztownie wykonane szopki, zawodziły adwentowe pieśni, licząc na datki przechodniów. Zarobione w ten sposób pieniądze wypadało (przynajmniej w większej części) przeznaczyć na drobne upominki dla rodziny i pod tym hasłem owa forma młodocianej pracy okołoświątecznej była w Mieście akceptowana. Inną formą kolędowania był "Brummtopf" – drewniana beczułka z przeciągniętym przez denko łańcuchem, wydająca charakterystyczny warczący dźwięk. Z Brummtopfem chodziły w trakcie adwentu od domu do domu grupy młodzieży, śpiewając rozmaite warianty pieśni "Wir kommen aus dem Sonnenland".</p>
<p>Nadejście gwiazdki obwieszczała muzyka. Po zapadnięciu zmroku 24 grudnia ulicami Gdańska przeciągały kapele puzonistów ubranych w czarne peleryny i cylindry, grając kolędy. W wielu domach czekano właśnie na dźwięk puzonów, jako na sygnał do rozpoczęcia wigilii.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/relacje/przedwojenna-gdanska-wigilia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Ulica Wajdeloty cz. I</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-i/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-i/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 22:56:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[Dolny Wrzeszcz]]></category>
		<category><![CDATA[Kleinhammer]]></category>
		<category><![CDATA[klub sportowy "Start"]]></category>
		<category><![CDATA[Kuźniczki]]></category>
		<category><![CDATA[Marienstrasse]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Wajdeloty]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=31525</guid>
		<description><![CDATA[Uznawana za najładniejszą w Dolnym Wrzeszczu, ulica Wajdeloty, ma wprawdzie niezbyt długą i pozbawioną szczególnego dramatyzmu, ale jednak całkiem ciekawą historię. Oto opowieść o domach i ludziach z nią związanych.  Zacząć wypada od nazw. Tej współczesnej i tej historycznej, obie bowiem sprawiają pewne trudności. Słyszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Uznawana za najładniejszą w Dolnym Wrzeszczu, ulica Wajdeloty, ma wprawdzie niezbyt długą i pozbawioną szczególnego dramatyzmu, ale jednak całkiem ciekawą historię. Oto opowieść o domach i ludziach z nią związanych. </strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" rel="lightbox[31525]"><img class="alignleft size-full wp-image-31527" title="Ulica Wajdeloty" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_0891.jpg" alt="" width="640" height="478" /></a></p>
<p>Zacząć wypada od nazw. Tej współczesnej i tej historycznej, obie bowiem sprawiają pewne trudności. Słyszy się czasem o ulicy "tej" Wajdeloty (podobnie jak o "Leczkowej"), co wskazuje, że świadomość znaczenia nazwy nie jest oczywista. Postać wajdeloty, litewsko-żmudzko-pruskiego wróża, wieszcza lub czarownika, wprowadził do polskiej kultury również wieszcz, Adam Mickiewicz, czyniąc jednym z bohaterów poematu "Konrad Wallenrod" Halbana, z zawodu właśnie wajdelotę. Cała zresztą południowa część Dolnego Wrzeszcza została po II wojnie światowej obdarzona nazwami ulic nawiązującymi do mickiewiczowsko-sienkiewiczowskiej narodowej mitologii.</p>
<p>Dawna nazwa ulicy brzmiała <strong>Marienstrasse</strong>. Niektórzy próbują tłumaczyć ją jako "Mariacka", co im oczywiście wolno, aczkolwiek w przypadku ulic (tudzież kościołów) Mariackich chodzi zwykle o jedną, bardzo konkretną Marię, czy też, jak niektórzy wolą Maryję. Jeśli wierzyć opowieściom dawnych mieszkańców okolicy, Maria, której imię nadano dzisiejszej ulicy Wajdeloty była córką, a może żoną budowniczego pierwszych budynków wznoszonych w tym miejscu jeszcze w końcu XIX w., któremu, zgodnie ze starym zwyczajem, pozwolono nadać nazwę ulicy. Nie tylko tej ulicy, bowiem jej trzy przecznice – dzisiejsze Grażyny, Wallenroda i Aldony, otrzymały wówczas także imiona córek mistrza – nazwano je (licząc od zachodu) Elsen-, Hertha- i Luisenstrasse. Miało to miejsce około roku 1901.</p>
<p>Miejski charakter okolica zaczęła uzyskiwać na przełomie XIX i XX w. Jednak oglądając stare mapy możemy się bez trudu dopatrzeć drogi o przebiegu podobnym do dzisiejszej ul. Wajdeloty przynajmniej od początku wieku XIX, a zapewne i wcześniej. Była to droga łącząca posiadłość <strong>Kleinhammer</strong> – dzisiejsze <strong>Kuźniczki</strong>, z innym majątkiem o nazwie Brunshof, który nie doczekał się polskiej nazwy, chociaż próbuje się go określać jako "Brunów" lub "Brunowo".</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_4104.jpg" rel="lightbox[31525]"><img class="alignleft size-full wp-image-31529" title="Dwór Kuźniczki" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/IMG_4104.jpg" alt="" width="640" height="430" /></a></p>
<p>Najstarszym elementem zabudowy ulicy jest oczywiście stojący tuż przy niej dwór. Założenie dworskie w tym miejscu datuje się na II poł. XVIII w., choć istnieją uzasadnione przypuszczenia, że istniało wcześniej. Dwór który możemy dzisiaj oglądać jako siedzibę apteki i gabinetów lekarskich, pomalowany na efektowny, pomarańczowy kolor, klasycystyczny kształt zbliżony do dzisiejszego uzyskał w latach 20. XIX w. Był to efekt odbudowy ze zniszczeń okresu napoleońskiego. Wcześniejszy dwór, pochodził z roku 1763, a wzniesiony został za czasów Michaela Schmidta, który scalił w swoim ręku obie – wrzeszczańską i oliwską – części Kuźniczek i urządził wielką, wspaniałą posiadłość, która była przedmiotem zachwytu współczesnych, z Danielem Chodowieckim na czele. W wieku XIX majątek podupadał a kolejni właściciele zadłużali go coraz bardziej. Trwało to aż do 1871 r., kiedy to sporą część dawnej posiadłości bogatych mieszczan kupiła spółka Danziger Aktien Bierbrauerei, z zamiarem przeznaczenia jej pod budowę browaru. Dwór pod rządami piwnego przedsiębiorstwa dwór stał się lokalem gastronomicznym, a na górnych kondygnacjach urządzono mieszkania. Restauracja "Kleinhammer" była wraz z przylegającą do niej resztką dawnego parku miejscem, z którego chętnie korzystali głównie mieszkańcy Wrzeszcza. Często spotykała się tu coraz liczniejsza na tym przedmieściu Gdańska polska mniejszość, która nie ograniczała się jedynie do spotkań towarzysko-kulinarnych, organizując w pomieszczeniach restauracji występy, przedstawienia i koncerty. Spokojnie i kulturalnie było aż do lat 30. XX w. Wówczas pojawili się w okolicy także niemieccy nacjonaliści spod znaku swastyki, którzy równie chętnie urządzali tam swoje spotkania. Z czasem dwór stał się siedzibą oddziału NSDAP na rejon Dolnego Wrzeszcza, czyli, jak go wówczas określano "Wrzeszcza Północnego".</p>
<p>Dwór przetrwał szczęśliwie wojnę, a po niej nadal był restauracją, noszącą nazwę "Lotos". Sporych zniszczeń dokonano w dworze w latach 70., kiedy to podczas niezbyt udolnego "remontu" usunięto sporą część jego historycznego wystroju, nie niszcząc go na szczęście całkowicie. Od końca lat 70. dworem władał <strong>klub sportowy "Start"</strong>, za czasów którego przeprowadzono kolejny remont, tym razem pod bacznym okiem konserwatorów, a tuż za dworem wzniesiono pływalnię.</p>
<p>Właściwa zabudowa północnej strony ulicy Wajdeloty zaczyna się nieco na wschód od dworu. Wzrok przyciąga kamienica na rogu ulicy Grażyny oznaczona numerem 11. Pierwszym jej właścicielem był, jak można sądzić z treści ksiąg adresowych, Otto Richardi, architekt i przedsiębiorca budowlany, co widać po architektonicznej efektowności budynku. Nadano mu modny wówczas kształt eklektycznej mieszaniny rozmaitych stylów i form, z obowiązkową wieżą w narożniku i drugą, wieńczącą kalenicę dachu. Styl taki w naszej okolicy można by nazwać "sopockim", a gdyby tę kamienicę postawić w Sopocie, nie wyróżniałaby się niczym szczególnym od swoich sąsiadek powstałych w tym samym okresie. W przyziemiu tego budynku jeszcze przed pierwszą wojną światową znajdowały się sklepy, z których jeden prawdopodobnie od początku oferował mięso i wędliny, drugi działał zapewne w branży piekarniczo-cukierniczej, bowiem wśród mieszkańców kamienicy pojawiają się na równi rzeźnicy i piekarze. Wśród tych ostatnich pojawia się ok. 1907 r. panowie Alexander i Paul Gdanitz (pisani również Gdanietz), których nazwisko każe podejrzewać, że należeli do którejś z gałęzi znanej i po dziś dzień obecnej w okolicy rodziny Gdańców. Od 1907 r. właścicielem kamienicy był mistrz malarski Pilz, którego wraz z nastaniem Wolnego Miasta zastąpił rzeźnik Robert Wohlgemuth, prowadzący sklep mięsno-wędliniarski aż do końca II wojny światowej.</p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Hochschlf1930-31_129_cr.jpg" rel="lightbox[31525]"><img class="alignleft size-full wp-image-31530" title="Robert Wohlgemuth - reklama" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/12/Hochschlf1930-31_129_cr.jpg" alt="" width="640" height="303" /></a></p>
<p>W reklamach chwalił się tym, że był dostawcą produktów do kuchni Niemieckiego Domu Studenckiego Politechniki Gdańskiej, który znajdował się tam, gdzie później klub Kwadratowa. Tuż po wojnie, a właściwie jeszcze w jej trakcie, bo w kwietniu 1945 r. zdewastowaną piekarnię objął Stefan Paradowski, przed wojną cukiernik w legendarnej "Ziemiańskiej" w Warszawie. W ten sposób powstała najstarsza dziś wrzeszczańska cukiernia do dziś będąca w posiadaniu rodziny.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/zwiedzanie-gdanska-ulica-wajdeloty-cz-i/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zwiedzanie Gdańska &#8211; Viktoriaschule na Kładkach</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-viktoriaschule-na-kladkach/</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-viktoriaschule-na-kladkach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 Oct 2011 08:36:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Aleksander Masłowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[Jopengasse]]></category>
		<category><![CDATA[Pod Trzema Murzynami]]></category>
		<category><![CDATA[Przedmieście]]></category>
		<category><![CDATA[Städtische Höhere Töchterschule]]></category>
		<category><![CDATA[Victoriaschule]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=29572</guid>
		<description><![CDATA[Zanim przyjęła imię cesarzowej Viktorii, nazywała się Städtische Höhere Töchterschule, czyli Miejska Średnia Szkoła dla Dziewcząt. Gdańską specyfiką tej nazwy był wyraz "Tochterschule", oznaczający "szkołę dla córek", a dosłownie "szkołę-córkę", co już w XIX wieku wydawało się współczesnym określeniem mylącym. Viktoriaschule na Kładkach. Powstała w 1818 [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Zanim przyjęła imię cesarzowej Viktorii, nazywała się Städtische Höhere Töchterschule, czyli Miejska Średnia Szkoła dla Dziewcząt. Gdańską specyfiką tej nazwy był wyraz "Tochterschule", oznaczający "szkołę dla córek", a dosłownie "szkołę-córkę", co już w XIX wieku wydawało się współczesnym określeniem mylącym. Viktoriaschule na Kładkach.</strong></p>
<p><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/dhk2002_05.jpg" rel="lightbox[29572]"><img class="alignleft size-full wp-image-29574" title="Victoriaschule w Gdańsku" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2011/10/dhk2002_05.jpg" alt="" width="640" height="463" /></a></p>
<p>Powstała w 1818 roku. Pierwotnie była szkołą prywatną założoną i prowadzoną przez pannę Sinell. Mieściła się w kamienicy przy <strong>Jopengasse</strong>, dzisiejszej Piwnej, pod numerem 52. W 1821 r. stała się miejską szkołą publiczną. Szczegóły programu nauczania w początkowym okresie działania placówki są trudne do ustalenia, jednakże sam fakt utworzenia pierwszej w Mieście publicznej żeńskiej szkoły o profilu podstawowo-średnim, był znaczącym przełomem w historii gdańskiej edukacji. Wiadomo, że nauka trwała siedem lat, a w II połowie XIX wieku szkoła miała około trzysta uczennic.</p>
<p>W latach 1838-1848 kierownictwo szkoły sprawował Frierdich Höpfner, zasłużony działacz edukacyjny, uprzedni dyrektor Szkoły św. Piotra i Akademii Handlowej. W roku 1880 odnajdujemy pod adresem szkoły przy Jopengasse panny Louise i Wilhelmine Höpfner, obie nauczycielki, w których domyślać możemy się córek dyrektora. Jak widać zamiłowanie do nauczycielstwa bywa dziedziczne. Za zapoznawanie uczennic z tajemnicami fizyki i przyrody był odpowiedzialny od czasów dyrektora Höpfnera Theodor Bail, luminarz gdańskiej nauki, wieloletni prezes Towarzystwa Przyrodniczego inicjator utworzenia Muzeum Prowincjonalnego w Gdańsku.</p>
<p>W okresie dyrektury innego zasłużonego pracownika edukacji Stephana Neumanna, który objął posadę szefa szkoły w 1876 r. i sprawował ją aż do śmierci w roku 1908, liczba uczennic wzrosła do pięciuset. W szkole funkcjonowało w tym czasie siedemnaście klas a w założonym przy niej w 1879 r. trzyletnim seminarium nauczycielskim uczyło się około czterdziestu młodych pań. Nauczaniem zajmowało się piętnastu nauczycieli i czternaście nauczycielek, w tym kaznodzieja protestancki, rabin i katechetka katolicka. Wówczas to, w związku z nieprzystawaniem dotychczasowej siedziby do wzrastający potrzeb szkoły pojawił się pomysł budowy nowego, specjalnie zaprojektowanego gmachu.</p>
<h3>Nowy budynek szkoły</h3>
<p>W miejscu, gdzie stanąć miał nowy budynek szkolny, znajdowały się w XIX w. dwa zajazdy, pamiętające wiek XVIII. Pierwszy z nich nosił nazwę Domu Rosyjskiego. Nazwa ta przypominała, że korzystali z niego chętnie rosyjscy kupcy przybywający w interesach do Miasta, których można było poznać między innymi po tym, że w odróżnieniu od swoich partnerów z zachodu, wszelkich transakcji dokonywali przy pomocy gotówki. W połowie XIX wieku w Domu Rosyjskim organizowano bale, koncerty, aukcje, a przejściowo służył także gdańskiej gminie staroluterańskiej. Na podwórzu Domu Rosyjskiego znajdowała się tzw. Sala Apolla (Apollosaal) – przybytek zbudowany przez niejakiego Lenowskiego, a wzorowany na lokalach o tej samej nazwie w innych miastach, gdzie służyły rozrywce wyższych sfer, najczęściej wytwornym balom i rautom. Jednak gdańska sala, jak oględnie pisał w 1843 r. W. Zernecke, "elegancji Sal Apolla w Wiedniu, Hamburgu etc. narazie nie osiągnęła". Zamiast balów organizowano w niej pokazy woltyżerskie.</p>
<p>Drugi z zajazdów nosił nazwę "<strong>Pod Trzema Murzynami</strong>" (Zu den Drei Mohren) i w końcu XIX wieku uchodził już za elegancki hotel. Był także miejscem hucznych balów i miejscem do którego zapraszano ważne persony goszczące w Gdańsku. Jednym z takich gości był w roku 1800 Jerome Bonaparte, brat Napoleona, naonczas jeszcze tylko konsula Republiki Francuskiej. Ze względu na sławę brata fetowano go w Mieście, w którym zatrzymał się przejazdem w drodze z Petersburga do Paryża. W trakcie pobytu wziął udział w balu urządzonym przez miejskie elity w hotelu Pod Trzema Murzynami, w trakcie którego z zapałem oddawał się pląsom, zwłaszcza szkockim tańcom. Innym znanym gościem był tu sam Fryderyk Chopin, który odwiedził Gdańsk w 1827 r. Hotel funkcjonował z powodzeniem aż do początku XX wieku, kiedy to nie wytrzymał konkurecji z nowo otwartymi hotelami w bezpośrednim sąsiedztwie nowego dworca głównego.</p>
<p>Budowa nowej siedziby dla szkoły rozpoczęła się w 1881 r. i początkowo objęła jedynie działkę dawnego Domu Rosyjskiego. W ten sposób powstała starsza część dzisiejszego obiektu, położona bliżej Kościoła św. Trójcy. Pierwotne założenie składało się z budynku frontowego z salami lekcyjnymi, pomieszczeniami do przechowywania pomocy dydaktycznych i laboratorium fizycznym, oraz drugiego, mniejszego budynku na zapleczu, w którym umieszczono dodatkowe pomieszczenia wykładowe aulę i salę gimnastyczną. Oba budynki spięto łącznikiem w formie kolumnady, umożliwiającym przejście z jednego do drugiego suchą stopą nawet przy brzydkiej pogodzie. Całość utrzymana była w stylu nawiązującym do tzw. gdańskiego renesansu.</p>
<p>W grudniu 1883 roku, podczas uroczystego otwierania nowego budynku szkoły, nadano jej także imię Viktorii, angielskiej księżniczki, najstarszej córki królowej Wiktorii i księcia Alberta, w chwili otwarcia szkoły żony następcy tronu i późniejszego "90-dniowego cesarza" Fryderyka III Hohenzollerna. Patronkę szkoły uwidoczniono na jednym z trzech medalionów umieszczonych nad głównym wejściem do budynku. Na pozostałych dwóch znalazły się herb Gdańska i data otwarcia nowego budynku.</p>
<p>W 1905 roku, po zamknięciu hotelu Pod Trzema Murzynami, miejskie władze wykupiły jego działkę i dołączyły ją do kompleksu szkolnego w celu jego rozbudowy. Wiązało się to także z rozszerzonym z sześciu do dziesięciu lat programem nauczania z możliwością zakończenia edukacji maturą, który funkcjonował już od kilku lat, skutkując wielkim zainteresowaniem i zwiększeniem liczby uczennic. Budynek został powiększony z górą dwukrotnie, przy czym nową część zaprojektowano tak, że na pierwszy rzut oka jest nie do odróżnienia od powstałego dwadzieścia lat wcześniej pierwotnego założenia. U północnego skraju fasady frontowej wzniesiono zgodnie z panującą wówczas modą wystającą nieco ponad dach głównego gmachu wieżę.</p>
<h3>Zła sława budynku</h3>
<p>Najbardziej znanym i przynoszącym bardzo złą sławę budynkowi szkoły epizodem były wydarzenia pierwszych dni września 1939 r., kiedy to jej pomieszczenia zostały wykorzystane przez nazistów jako przejściowy obóz dla wyłapywanych w Mieście Polaków, nielicznych pozostałych w Gdańsku Żydów i jeszcze mniej licznych gdańskich opozycjonistów. Czytelnika chcącego się zapoznać ze szczegółowymi opisami bandyckiego zachowania chwilowych zwycięzców względem ich ofiar zgromadzonych w Viktoriaschule, odsyłam do bogatej literatury dotyczącej początku II wojny światowej w Gdańsku z dziełem "Gdańsk 1939" na czele.</p>
<h3>W służbie edukacji</h3>
<p>Budynek Viktoriaschule wyszedł z II wojny światowej z nieznacznymi uszkodzeniami, co było nie małym osiągnięciem, biorąc pod uwagę niemalże całkowite zniszczenie zabudowy Przedmieścia. Dzisiaj, jako siedziba Wydziału Biologii UG i Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG-GUM, służy nadal edukacji, chociaż na poziomie znacznie bardziej zaawansowanym niż wówczas, kiedy mieściła się w nim szkoła dla dziewcząt.</p>
<p><strong>Autor: Aleksander Masłowski</strong></p>

<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/zwiedzanie-gdanska-viktoriaschule-na-kladkach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

