<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>iBedeker&#187; 12</title>
	<atom:link href="http://ibedeker.pl/author/emma-popik/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://ibedeker.pl</link>
	<description>Serwis informacyjny i turystyczny Gdańska, Sopotu i Gdyni</description>
	<lastBuildDate>Wed, 08 Sep 2010 21:49:48 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Gdańsk okiem pisarki: Siedlce &#8211; bombowa dzielnica</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/gdansk-okiem-pisarki-siedlce-bombowa-dzielnica</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/gdansk-okiem-pisarki-siedlce-bombowa-dzielnica#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Apr 2010 19:34:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Emma Popik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[atrakcje Gdańska]]></category>
		<category><![CDATA[Forty Napoleońskie]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk okiem pisarki]]></category>
		<category><![CDATA[Grodzisko]]></category>
		<category><![CDATA[Siedlce]]></category>
		<category><![CDATA[Twierdza Grodzisko]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Nowe Ogrody]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Powstańców Warszawskich]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=6455</guid>
		<description><![CDATA[Mamy tu park leżący na pagórkach, po których prowadzą wąskie dróżki wśród szpalerów krzewów. Na dole, niemal przylegający  do ulicy jest sobie zadowolony błotnisty stawek retencyjny. Z jednej strony jego brzeg wznosi się i stamtąd płynie niewidzialna woda poprzez betonową studnię. Po stronie przeciwnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_6458" class="wp-caption alignleft" style="width: 624px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Bombowa-1.jpg"><img class="size-large wp-image-6458 " title="Siedlce - bombowa dzielnica" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Bombowa-1-1024x768.jpg" alt="" width="614" height="461" /></a><p class="wp-caption-text">Siedlce - bombowa dzielnica</p></div>
<p>Mamy tu park leżący na pagórkach, po których prowadzą wąskie dróżki wśród szpalerów krzewów. Na dole, niemal przylegający  do ulicy jest sobie zadowolony błotnisty stawek retencyjny. Z jednej strony jego brzeg wznosi się i stamtąd płynie niewidzialna woda poprzez betonową studnię. Po stronie przeciwnej stawek przegradza śluza z kratą, nie stawiającą oporu wodzie przepływającej przez nią z szumem i ginącej w czarnej czeluści miejskich kanałów.</p>
<p>Kiedy byłam dzieckiem, stawałam na brzegu śluzy, by przyglądać się ze strachem dzikiej wodzie, niknącej w jakimś brudnym przełyku. Nie wiedziałam, co tam jest głębiej.  By dostrzec, musiałabym się wychylić poza betonowy brzeg śluzy, tuż ponad przerażającą wodę. Nie zrobiłam tego, gdyż było to jeszcze straszniejsze.</p>
<p>Od strony ulicy do stawku prowadzą dwie alejki obsadzone drzewami. Na wiosnę ogrodnik przystawiał do pni drabinę i przycinał gałęzie tak, by korona drzew zachowała formę sześcianu.</p>
<p>Tymi alejkami przechadzali się niedzielni spacerowicze, dążący z rodziną na ulicę Nowy Świat na lody do słynnej w okolicy Zielonej Budki. Patrzę na swoje zdjęcie. Mam osiem lat. Noszę na głowie czerwony kapelusz. Idę w sandałach, a białe skarpetki są równo odwinięte. Mężczyzna towarzyszący mojej matce w pięknej sukni, szerszej u dołu, sięgającej do połowy łydek, ma na sobie garnitur. Pod rozpiętym kołnierzykiem koszuli nie nosi krawatu, a więc jest robotnikiem.</p>
<p>Park i stawek były eleganckim miejscem, gdzie należało posiedzieć na ławce, w słońcu, wypoczywając po tygodniu pracy. Wszak było się kimś – klasą robotniczą, odbudowującą kraj po wojnie.</p>
<p>Stawek jednak czerniał i jego dno stawało się coraz bardziej muliste. Kryły się w nim olbrzymie ryby, ledwo dyszące w płytkiej wodzie w upalne lato. Dopiero podczas wielkiej powodzi pokazał, kim jest. Szalona woda wpadała rycząc do śluzy, a bezdenne gardło kanałów połykały kolejne jej hausty. Od tej strony miasto było ocalone. Dzięki stawkowi czarna woda z błotem nie chlusnęła na ulicę, nazwaną teraz Nowe Ogrody.</p>
<p>Od ulicy oddzielał ją trawnik, niegdyś ogrodzony i z klombem na środku. Stopy idących wyznaczają jednak swoje drogi i porządki – klomby zadeptano, a trawnik w odruchu rezygnacji przecięto ścieżką, którą wyłożono płytami chodnikowymi.</p>
<p>Przyleciały kaczki i znalazły tu obfitość pożywienia wśród roślin zarastających brzegi. Dołączyły do nich dwa łabędzie, które być może urodziły się jako brzydkie kaczątka i pływały ostatnie w szeregu zadowolonych i sprytniejszych przyrodnich braci. Nie odleciały na zimę z wierności dla rodziny i podpływały do ludzi, przebijając wśród cienkich tafli lodu, by pochwycić pożywienie.</p>
<p>Latem w wysokich brzegach stawku myszy wykopały norki i siadywały na krawędziach swoich domów, trzymając w łapkach skórki chleba, które szybko obgryzały wokoło swoimi sprytnymi ząbkami.</p>
<div id="attachment_6462" class="wp-caption alignleft" style="width: 235px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Bombowa-2.jpg"><img class="size-medium wp-image-6462" title="Siedlce - bombowa dzielnica" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Bombowa-2-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Siedlce - bombowa dzielnica</p></div>
<p>Po przeciwnej stronie stawku dróżka, schodząc z góry, stawała się coraz bardziej szalona. Zarastały ją wysokie i gęste pokrzywy, ścigające się ku niebu z chwastami o brązowych łuskach nasion. Kręta dróżka wiodła w dół, pomiędzy krzewami i łodygami nieznanych roślin. Zieleń wydzielała niepokojące zapachy, było nieco mroczno od tajemnic świata gałęzi i liści. Łabędzie odleciały. Kaczki przezornie przeniosły się na miejskie trawniki.</p>
<p>Rozpoczęto porządki. Wycięto pokrzywy i chwasty przy dróżce. Ziemia pozbawiona plecionki korzeni zaczęła się osypywać do wody stawku, ale dał sobie z nią radę, tylko jeszcze bardziej ściemniał. Na stokach po obu stronach stawku krzewy zostały wycięte, by nie dawały schronienia pracownikom najemnym, którzy teraz pili w krzakach, a nie w mordowniach, jak niegdyś. Posadzono w równych odległościach badylki i te niemowlęta starały się z roku na rok dorosnąć i się rozkrzewić.</p>
<p>Stawek jeszcze dawał sobie radę, choć woda nie szumiała tak głośno jak niegdyś. Kraty śluzy zatykały plastykowe butelki, śmieci, stary telewizor i worki foliowe. Ledwo oddychał, ale lata były suche, a zimy ciepłe i bez śniegu. Pogrążał się jednak w myślach tak czarnych jak jego woda, martwiąc się, że nie zatrzyma fali wody spływającej z pagórków, na których się  rozłożyła dzielnica Siedlce. Wiedział, że jej wąskie uliczki, pochylające się w dół, wyłożono brukiem. Woda z deszczu, płynąc pomiędzy kamieniami, rozdzielała się na cienkie strumyczki i spływała niegroźnie. Strumienie wody rozbijały się na wypukłych kamieniach i traciły impet, spływając łagodnie do stawku. Teraz jednak – co poznał po kolorze i zapachu wody – wyłożono uliczki asfaltem. Woda leciała z siłą niezatrzymywana, ryjąc w asfalcie dziury . Bał się wiosny i roztopów. Obawiał się, że nie da rady tego roku. Woda nie wpłynie poprzez zatkane kraty śluzy, sięgnie brzegów i zatopi wszystkie norki budzących się zwierząt.</p>
<p>Stało się jednak inaczej. Nie przewidział tego w najczarniejszym ze swoich snów. Tej wiosny go osuszono. Woda umknęła i przestał myśleć.</p>
<p>Idąc wzdłuż brzegu, zobaczyłam tylko czarne i muliste dno. Brzegi stawku otoczono metalową siatką o gęstych oczkach, przez które przemknęły się jednak polne myszy, wyprowadzając się na spokojniejsze tereny. Wracając po zapasy, zobaczyły z daleka, że robotnicy obudowują brzegi stawku szarym kamieniem. Pożegnały się z dawnymi domami i żałując pozostawionych ziarnek traw, odeszły.</p>
<p>Szłam jednak dalej, ku wyższym partiom. Mężczyzna z wykrywaczem metalu był ubrany w kamizelkę z napisem „saper”. Podejrzanie obszerna, z pewnością była wyłożona kewlarem. Szukał metalu swym wykrywaczem wśród liści, tuż obok wydzielonego linkami kwadratowego miejsca, gdzie wbił drewniany kijek z chorągiewką, oznaczającą miejsce.</p>
<p>- Czy tu jest bomba? – zapytałam.</p>
<p>- Pociski – odpowiedział drugi saper, właśnie schodzący z górki. Zatrzymał się i otarłszy ręką twarz pod hełmem, odsunął mnie od oznakowanego miejsca.</p>
<p>- Czy to niebezpieczne? – zapytałam.</p>
<p>- My tu jesteśmy – zapewnił mnie.</p>
<p>- Czy znalazł pan bombę? – pytam naiwnie. – To znaczy niewybuchy?</p>
<p>- Takie duże pociski – pokazuje ręką od dłoni do łokcia.</p>
<p>- Z armat, proszę pana?</p>
<p>- Przeciwczołgowe. I takie – pokazuje, jak się kładzie coś na ramieniu i to potem wyrzuca pociski.</p>
<p>- A ile pan znalazł?</p>
<p>- Cztery, właśnie tutaj.</p>
<p>- A czy jest ich więcej?</p>
<p>- Tak, tam przy boisku – pokazał ręką.</p>
<p>Boisko ukryte wśród pagórków. Ileż to pokoleń chłopaków grało w piłkę, depcząc ziemię, pokrywającą ukryte w niej pociski.</p>
<p>- Nie wybuchną? Od zakończenia wojny minęło 65 lat.</p>
<p>- Niemcy, proszę pani, robili pociski zabezpieczone na 120 lat. W ceramicznej obudowie.</p>
<p>Policzyłam szybko. – To mamy jeszcze jakieś pięćdziesiąt lat spokoju – powiedziałam uspokojona, żegnając sapera.</p>
<p>Idąc dalej, myślałam o tym czasie, kiedy to ukryte w ziemi, nie znalezione dotąd pociski w porcelanowej obudowie, zaczną wybuchać, pach, pach,  wznosząc w górę fontanny ziemi.</p>
<p>A wokół stawku zostanie tarasowo ułożony kamień, umożliwiając dojście do wody. I zostanie tam wzniesiona podświetlana fontanna.</p>
<p>Ciekawe, czy stawek stanie się ekskluzywnym miejscem dla niedzielnych spacerów?  Czy powrócą kaczki i łabędzie? Bo polne myszy już się zadomowiły zupełnie gdzie indziej.</p>
<p><strong>Autor: <span style="text-decoration: underline;"><a href="http://www.emmapopik.pl/" target="_blank">Emma Popik</a></span></strong></p>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/gdansk-okiem-pisarki-siedlce-bombowa-dzielnica/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdańsk okiem pisarki: Zapomniany dom</title>
		<link>http://ibedeker.pl/obiekty/spacer-po-gdansku-zapomniany-dom</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/obiekty/spacer-po-gdansku-zapomniany-dom#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Apr 2010 07:32:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Emma Popik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obiekty]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[Siedlce]]></category>
		<category><![CDATA[spacer po Gdańsku]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Kościelna]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Ogińskiego]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=5937</guid>
		<description><![CDATA[Tu stał  mój dom na Siedlcach przy ulicy Ogińskiego 28, przytulony do długiego parterowego baraczku, gdzie mieszkała liczna rodzina. Pamiętam, że wciąż pili wódkę i mieli bardzo dużo dzieci, kilkoro opóźnionych w rozwoju. Byłam wtedy dzieckiem i nie wiedziałam, dlaczego dzieci nie umieją mówić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_5939" class="wp-caption alignleft" style="width: 235px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Siedlce-budynek-do-rozbiorki.jpg"><img class="size-medium wp-image-5939" title="Siedlce - budynek do rozbiorki" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Siedlce-budynek-do-rozbiorki-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Budynek do rozbiórki / Fot. Emma Popik</p></div>
<p>Tu stał  mój dom na Siedlcach przy ulicy Ogińskiego 28, przytulony do długiego parterowego baraczku, gdzie mieszkała liczna rodzina. Pamiętam, że wciąż pili wódkę i mieli bardzo dużo dzieci, kilkoro opóźnionych w rozwoju. Byłam wtedy dzieckiem i nie wiedziałam, dlaczego dzieci nie umieją mówić i uśmiechają się dziwnie. Moja matka chodziła do tych ludzi, bo ta kobieta umiała szyć. Słychać było w domu, jak terkoce maszyna. Kobiety szyły sukienki z tkanin w kwiaty. Nosiły do nich haftowane kołnierzyki i widziałam, jak moja matka wycinała wzorki w kołnierzykach i potem obszywała wewnętrzne brzegi wzorków. Suknie były bardzo piękne, sięgały do połowy łydki. Do tego nosiło się buty na grubej podeszwie i na koturnie z korka. Pamiętam również loki, podpinane wysoko nad uszami, malowane na czerwono paznokcie – wszystko  kolorowe i wesołe, jakby nie było wokoło gruzów pozostałych po wojnie.</p>
<p>Na ulicy Ogińskiego od strony ulicy Kościelnej były tylko trzy domy. Przedzielały je usypiska gruzów, zarośnięte trawą. Nie ma domów, nie ma ludzi, jest brukowana ulica i puste miejsca jak wybite zęby.</p>
<p>Za kuchennym oknem było małe podwórko i skarpa. Rosły na niej kwiaty, moja matka zrobiła ogródek.  Gałęzie drzew rosnące na skarpie sięgały otwartych okien.</p>
<p>Nie ma już tego domu, jest puste miejsce. Tuż obok jest płaski pagórek kryjący w sobie gruzy po domu zburzonym podczas wojny. Po moim domu nie ma nic, tylko pusty plac.</p>
<p>Pozostały tylko schody. Wiodą donikąd. Przejście zasłaniają gałęzie drzew. Na ostatnim stopniu jest kocia restauracja. Nie można tędy przejść, ale i tak nikt tu nie chodzi. Po drugiej stronie za zasłoną z drzew jest zupełnie nowy świat: olbrzymia szafa budynku leżący na swym dłuższym boku. Pomalowana teraz w landrynkowe wzorki, podobno bardzo gustowne, przypomina pudełko na cukierki. I pewnie również słodkie życie wiodą mieszkańcy budynku, przejeżdżający samochodami obok starej ulicy Ogińskiego.</p>
<div id="attachment_5943" class="wp-caption alignright" style="width: 235px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Siedlce-schody-i-kocia-restauracja.jpg"><img class="size-medium wp-image-5943" title="Siedlce schody i kocia restauracja" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Siedlce-schody-i-kocia-restauracja-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Kocia restauracja / Fot. Emma Popik</p></div>
<p>Idę brukiem, przypominam sobie frazy skrzypiec „Pożegnanie Ojczyzny”. Nie sądziłam nigdy, że to miejsce stanie się ojczyzną mojego dzieciństwa i będę szukać własnych śladów na starej ulicy.</p>
<p>Barak przylegający do mojego domu z powietrza i pamięci jest ładnie odmalowany, pewnie mieszkają tam porządni ludzie, którzy nie płodzą dzieci, które się uśmiechają dziwnie i nic nie mówią. Jedna z dziewczyn, Jagoda, była moją najpierwszą przyjaciółką. Miałam podobna inną, która zagubiła się na starych drogach zapominania. Zagadnęła mnie kiedyś na ulicy jakaś kobieta – Jestem Marysia – powiedziała. – Tak? – zdziwiłam się, nie wiedząc, z kim rozmawiam. – Bawiłyśmy się razem, jak miałaś pięć lat. Pamiętam. – Przerywa na chwilę i dodaje – Jestem gdańszczanką. – Jak też – wykrzykuję wesoło, zbywając jej poważne słowa. – Nie, ty jesteś Polką – wyjaśnia. – Tylko ty jedna się ze mną bawiłaś. Inne dzieci rzucały we mnie kamieniami.</p>
<p>Idąc teraz brukiem i słuchając w wyobraźni płaczu skrzypiec tęskniących za Ojczyzną, widzę tamte sceny. Słyszę również, jak moja matka uczyła się do egzaminu nocami, powtarzając głośno: „sinus, cosinus”. Te zabawne słowa stały się dla mnie wyliczanką, pewnie bawiłam się w chowanego z Marysią, powtarzając je i nie rozumiejąc, ani co znaczą, ani dlaczego inni rzucają w nią kamieniami.</p>
<p>Przecież  jest tak pięknie. Kobiety noszą kolorowe sukienki i haftowane kunsztownie kołnierzyki. Ich włosy są kręcone „żelazkiem”  i pomalowawszy paznokcie mocną czerwienią, odsuwają ręce, chwilę się przyglądają, sprawdzając czy równo nałożyły lakier, a potem chuchają na paznokcie.</p>
<p>Na wzgórkach po drugiej stronie ulicy są łąki i kwitną tu całe masy chabrów. Jest ich tak dużo, że zrobiłam sobie potrójny wianek. Kolorowe, szczęśliwe życie. Wszyscy są weseli.</p>
<div id="attachment_5946" class="wp-caption alignleft" style="width: 235px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Siedlce-schody-komorki.jpg"><img class="size-medium wp-image-5946 " title="Siedlce schody komorki" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/04/Siedlce-schody-komorki-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Schody do komórki /Fot. Emma Popik</p></div>
<p>Skrzypce zawodzą boleśnie w mojej głowie. Żegnam się ze starym domem, niewidocznym w czasie teraźniejszym. Pamiętam każdą deskę podłogi i szafę przy drzwiach, a przy niej stołeczek, na którym lubiłam siadywać i czytać bajki. Mieliśmy już elektryczność i uniósłszy głowę, nie widzieliśmy gwiazd lecz sufit, położono już bowiem dach.</p>
<p>Wciąż słysząc te bolesne skrzypce, idę dalej. Jest tu dwupiętrowa kamienica. Przy otwartych drzwiach mężczyzna na rowerze żegna się z innym, odwróconym już do odejścia. Zagaduję go jednak, pytając o starsze osoby. – Tak, jest tu jedna pani na piętrze, ma 88 lat. – Chętnie prowadzi mnie do niej.</p>
<p>- Czy pani pamięta tych ludzi spod 28? – pytam z bijącym sercem.</p>
<p>- Tak, mieszkał  tam samotny mężczyzna.</p>
<p>Moje serce bije mocniej.</p>
<p>- Wyprowadził się na Morenę.</p>
<p>Podaję  nazwisko, jakie wtedy nosiliśmy.</p>
<p>Kobieta jednak zaprzecza. – Nie tak się nazywał. Już nie żyje – dodała. – Nie pamiętam niczego.</p>
<p>Skrzypce łkają. To nie była moja rodzina, nikt nas nie zachował w pamięci.</p>
<p>Powracam po miękkich ze starości deskach. Wąskie schody, obszerne hole, przejście na drugą stronę, gdzie były ogródki i komórki.</p>
<p>Wszystko to zniszczone, cegły mają pokruszone brzegi, deski komórek są  zbutwiałe. Na następnym budynku tablica – „Dom do rozbiórki”. Nic już nie opłaca się naprawiać. Ulica dożywa swoich dni. Nie pamięta nawet sama o sobie. Tylko obok przy Kościelnej 3 jest dom sióstr zakonnych. To było moje pierwsze przedszkole. Pamiętam metalowe kubki z gorącym kakao. Ten dom jest zadbany, cegła porządna, parkan nie zniszczony. Jak to się dzieje, że dom ludzi biednych staje się ruderą, dom bogatszych jest zabytkiem?  O ten dom wciąż się ktoś troszczy i o nim pamięta. Odnawia się poprzez młode pokolenie. Nadal jest tu przedszkole, ale teraz nazywa się kindergarten. Pre-school z językiem angielskim. Mojego domu nie ma, przynajmniej w czasie teraźniejszym.</p>
<p><strong>Autor: Emma Popik</strong></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/obiekty/spacer-po-gdansku-zapomniany-dom/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdańsk okiem pisarki: Podwójna ulica Kartuska</title>
		<link>http://ibedeker.pl/spacery/gdansk-okiem-pisarki-podwojna-ulica-kartuska</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/spacery/gdansk-okiem-pisarki-podwojna-ulica-kartuska#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Mar 2010 10:19:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Emma Popik</dc:creator>
				<category><![CDATA[Spacery]]></category>
		<category><![CDATA[atrakcje Gdańska]]></category>
		<category><![CDATA[Gdańsk]]></category>
		<category><![CDATA[Siedlce]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Kartuska]]></category>
		<category><![CDATA[ul. Zakopiańska]]></category>
		<category><![CDATA[zwiedzanie Gdańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=5459</guid>
		<description><![CDATA[Czy wiecie, że ulica Kartuska na Siedlcach to właściwie dwie ulice? Ulica szalona, która zakręca i rozszczepia się na dwie, by sunąć równolegle do siebie. Ulica, która niby płaszcz ma stronę wierzchnią, lepszą, pokazywaną oraz tę spodnią – podszewkę, która jest nieco znoszona i nikt [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_5464" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/03/zakret.jpg"><img class="size-medium wp-image-5464" title="Ulice Kartuska i Zakopiańska / Fot. Emma Popik" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/03/zakret-300x206.jpg" alt="" width="300" height="206" /></a><p class="wp-caption-text">Ulice Kartuska i Zakopiańska / Fot. Emma Popik</p></div>
<p>Czy wiecie, że ulica Kartuska na Siedlcach to właściwie dwie ulice? Ulica szalona, która zakręca i rozszczepia się na dwie, by sunąć równolegle do siebie. Ulica, która niby płaszcz ma stronę wierzchnią, lepszą, pokazywaną oraz tę spodnią – podszewkę, która jest nieco znoszona i nikt nie chce się nią chwalić.</p>
<p>Była sobie kiedyś jedna ulica Kartuska. Zbudowano po obu jej stronach rzędy bloków. Właściwie odbudowano domy, niegdyś tu stojące. Jak zostały zniszczone? Pan Feliks, mieszkający na starej, podszewkowej stronie ulicy Kartuskiej, pamięta działa niemieckie, porzucone na szczytach pagórków. Stały powyżej jego domu na pagórze zarośniętym trawą, kryjącym jednak w sobie tajemnicę, którą starsi pamiętają i pewnie nam opowiedzą.</p>
<p>- Rosjanie nacierali od strony Kartuz – mówi i – Niemcy do nich strzelali z tych dział, kierując je w dół, na domy. Zburzyli wszystkie.</p>
<p>Po wojnie ulica Kartuska była nocami czarna, nie paliła się na niej ani jedna latarnia. Nie było żadnej latarni i nie było co oświetlać: po obu stronach ulicy ciągnęły się rzędy gruzów. Miały wysokość parterowego baraku, pomiędzy którymi była przerwa, bo tam niegdyś było przejście pomiędzy domami.</p>
<p>Odbudowano je do tego miejsca, gdzie ulica</p>
<div id="attachment_5465" class="wp-caption alignright" style="width: 310px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/03/dom.jpg"><img class="size-medium wp-image-5465     " title="Fot. Emma Popik" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/03/dom-300x177.jpg" alt="" width="300" height="177" /></a><p class="wp-caption-text">Tajemniczy, stary dom, przy którym kiedyś był przystanek tramwajowy / Fot. Emma Popik</p></div>
<p>Kartuska zakręca i potem znowu ciągnie się tuż obok tajemniczego starego domu, jedynego, który ocalał, i dziwnego pagóra, położonego tuż za nim. Kiedy po wojnie uruchomiono elektrownie i puszczono tramwaje, jeździły Kartuską, wzdłuż rzędów gruzów i zakręcały w prawo na bardzo ostrym zakręcie. Po kilku metrach zakręcały znowu, tym razem w lewo, by przejechać obok tego starego domu na podmurówce.</p>
<p>Rosną  przed nim krzewy, które mają długie gałęzie i małe fioletowe kwiatki. Kiedyś tramwaje nie miały drzwi, a ich pomosty były niezabudowane. Długie witki wsuwały się przez okna przejeżdżającego tramwaju i dzieci skubały kwiatki, gdyż był tu przystanek.</p>
<p>Pan Feliks sprowadził się do tego domu w 1946 roku. Nie wiem więc, czy widział działa, choć zaręcza, że nadal stały. Na parterze mieszkała niemiecka rodzina. – Czy rozmawialiście z nimi? Pan Feliks kiwając głową, potwierdza. – Ten Niemiec był szewcem, a jego żona trochę znała polski. Normalni ludzie. – Nie było konfliktów? – pytam. – Nie, dlaczego? Wojna się skończyła. Zresztą oni potem wyjechali.</p>
<p>A co jest poza budynkiem w tym pagórku, gdzie teraz mieści się hurtownia? Ludzie są zaciekawieni dziwną budowlą wystającą z pagóra. Solidność murarki wzbudza podziw i podejrzenia. Czy ktoś pamięta, co tu było?</p>
<p>- Kiedy przechodziłam tędy w latach powojennych, bardzo się bałam – mówi pani Wiesia. – Odwracałam głowę od tego pagóra, gdyż czerniało w nim wielkie wejście. Było tak duże, że mogła wjechać lokomotywa, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.</p>
<p>- A więc, co to było?</p>
<div id="attachment_5473" class="wp-caption alignleft" style="width: 194px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/03/bunkier.jpg"><img class="size-medium wp-image-5473 " title="Fot. Emma Popik" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/03/bunkier-184x300.jpg" alt="" width="184" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Stary bunkier przerobiony na hurtownię / Fot. Emma Popik</p></div>
<p>- Bunkier poniemiecki. Mówiono, że prowadzi aż do Wrzeszcza. Nikt jednak tamtędy nie chodził – uzupełnia pani Wiesia. - Był jeszcze jeden powód, dla którego nikt się nie zapuszczał w tę czarną czeluść: mieszkała tam stara kobieta. Miała kozę. Wprowadzała ją, aby koza się pasła na trawie. Pamiętam, jak koza szybko się wspinała na pagórek, a stara kobieta podążała za nią z witką w ręku. Była to gałązka urwana z krzewów rosnących przed tajemniczym, starym domem.</p>
<p>- Mieszkało tam więcej ludzi – przytakuje pan Feliks. – Bunkier jednak znajdował się na Zakopiańskiej, bliżej hotelu robotniczego.</p>
<p>Tam jednak nie ma śladu po pagórku tak wielkim, by zmieścić lokomotywę. Pagórek jest za to podmurowany w takim sam sposób jak inne w tej okolicy: solidne kamienie połączone zaprawą.</p>
<p>Gruzy wywieziono, budynki odbudowano, pozostał tylko niebezpieczny zakręt tramwajowy. Zapadła wtedy decyzja wyprostowania Kartuskiej. Teraz po tej lepszej stronie jeździ tramwaj, a na tej spodniej, jest cicho i ulica przysypia wraz ze swoimi dawnymi mieszkańcami w starym domu, snując wspomnienia o strasznych historiach i tajemniczych lochach, nigdy nie zbadanych, które być może ciągną się aż do Wrzeszcza.</p>
<p><strong>Autor: Emma Popik</strong></p>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/spacery/gdansk-okiem-pisarki-podwojna-ulica-kartuska/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>List otwarty Emmy Popik w sprawie Doroty Nieznalskiej</title>
		<link>http://ibedeker.pl/u-przyjaciol/list-otwarty-emmy-popik-w-sprawie-doroty-nieznalskiej</link>
		<comments>http://ibedeker.pl/u-przyjaciol/list-otwarty-emmy-popik-w-sprawie-doroty-nieznalskiej#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Mar 2010 18:06:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Emma Popik</dc:creator>
				<category><![CDATA[U Przyjaciół]]></category>
		<category><![CDATA[Dorota Nieznalska]]></category>
		<category><![CDATA[Emma Popik]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://ibedeker.pl/?p=4688</guid>
		<description><![CDATA[Droga Pani Doroto !
Z dużym niepokojem obserwuję Pani proces o obrazę uczuć religijnych. To już 9 lat! Przez cały ten długi okres, prawie dekadę, jest Pani oskarżona i obwiniona. Zasądzono również wyrok – wykonanie prac społecznych. Zastanawiam się, w jaki sposób miała Pani wyrok wykonać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_4691" class="wp-caption alignleft" style="width: 288px"><a href="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/03/03-moje.jpg"><img class="size-medium wp-image-4691" title="03 moje" src="http://ibedeker.pl/wp-content/uploads/2010/03/03-moje-278x300.jpg" alt="" width="278" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Emma Popik</p></div>
<p>Droga Pani Doroto !</p>
<p>Z dużym niepokojem obserwuję Pani proces o obrazę uczuć religijnych. To już 9 lat! Przez cały ten długi okres, prawie dekadę, jest Pani oskarżona i obwiniona. Zasądzono również wyrok – wykonanie prac społecznych. Zastanawiam się, w jaki sposób miała Pani wyrok wykonać – czy może wyręczać sprzątaczki miejskie w usuwaniu odchodów zwierząt na ulicach? Czy może spotkałoby Panią zaufanie Sądu tak wielkie, że zezwolono by Pani na uczenie dzieci rysunków?</p>
<p>Wyrok został anulowany. Jednak teraz oczekuje Pani okropnego dnia 11 marca – w tym dniu Sąd Okręgowy orzeknie o ewentualnym wznowieniu procesu. Wielokrotnie Pani wspominała, że intencją obrazu „Pasja” było pokazanie wysiłku mężczyzn, ich szkodliwej pasji ulepszania własnego ciała. Jednak prokurator wie lepiej, co Pani miała na myśli. Wmawia Pani intencje, których nie było. I będą Panią znowu sądzić za coś, co nie istnieje, a raczej tkwi w cudzej wyobraźni.</p>
<p>Przeżyła  Pani wiele lat w niepewności co do własnego losu, być może widziała Pani siebie w więzieniu, pobierającą posiłek przez okienko w drzwiach? Na Pani przegubach były kajdany, a może nawet narzucono by Pani kaptur na głowę i prowadzono wśród okrzyków tłumu? Widzimy tu pewną analogię – czy już popełniłam przestępstwo? Być może jako osoba o wyrazistej wyobraźni i dużej wrażliwości oglądała Pani te obrazy podczas bezsennych męczących nocy. Na pewno stawały przed Panią i w świetle dnia. Od takich strasznych scen nie sposób się uwolnić. Przeżyła Pani wiele lat udręki. Dlaczego Chrystusowi zdawano rany? Gdyż cierpienie zmazuje winy. Czy Pani nie zmazała już swych win, które istnieją jedynie w cudzych umysłach. Wiemy, że zło rodzi się w oku patrzącego – i właśnie za to pani cierpi.</p>
<p>Czy w ciągu tych lat mogła pani się zająć własną twórczością? Wątpię. Do tego potrzebny jest spokój ducha, świeży umysł, nie obarczony przerażeniem, i swobodna wyobraźnia. Te wszystkie warunki zostały Pani zabrane.</p>
<p>A jakże jest Pani świetnym twórcą! Jeszcze w pamięci widzę stworzony przez Panią obraz skulonej w kącie suki, która patrzy ze strachem, poddańczą pokorą i nadzieją, oczekując łaskawości swego Pana. Stoi obok, widać go od tyłu: jego mocne nogi, które postąpią krok do przodu i kopną. Czy ta suka jest ciężarna? Czy to Pani tak się czuła? Każdy twórca wie, ile czerpie ze swego życia, szczególnie emocjonalnego.</p>
<p>Ile kobiet podziela z Panią to przerażenie? Na pewno bardzo wiele. Wzywam więc te wszystkie kobiety, aby dołączyły się do mojego apelu.  Która z nas tak się nigdy nie czuła, niech się odwróci od wrażliwej kobiety i znakomitej artystki. Wzywam wszystkie kobiety, aby w dniu 8 marca, w stuletnią rocznicę walki o prawa kobiet, podpisały się pod moim apelem.</p>
<blockquote><p>„Niech nigdy więcej w wolnym kraju artysta nie będzie sądzony za twórczą – za przeproszeniem – interpretację dzieła przez kogokolwiek, choćby to był i sam pan prokurator czy sędzia, należący do tych, którzy wiedzą, co powinniśmy myśleć i jakimi pobudkami kierować się w twórczości.”</p></blockquote>
<p>Piszę  ten list skłoniona strachem, który przeżywam od wczoraj, gdy przeczytałam wiadomość o wznowieniu procesu Doroty Nieznalskiej. Przerażenie obudziło mnie o czwartej nad ranem. Po raz pierwszy w życiu doświadczyłam, co znaczy być oblaną zimnym potem strachu. Uświadomiłam sobie, że i ja mogę być oskarżona. Napisałam wszak i opublikowałam opowiadanie „Wigilia szatana”. Szatan jest pięknym młodzieńcem i to on czeka na Wielkie Narodziny, by objąć władzę nad światem i ludźmi. Czy popełniłam herezję? Czy ktoś już jest obrażony w swych uczuciach religijnych? Wystarczą trzy osoby, by wnieść oskarżenie! Może powinnam sama na siebie donieść do prokuratora i od razu prosić o łagodny wymiar kary? Być może to uczynię.</p>
<p>Będziemy się cenzurować w swoich duszach, zastanawiać  się, co nam wolno widzieć i odczuwać, a co jest zakazane. Nie wiem i będę żyć w strachu w Wolnej Ojczyźnie, czując obawę i niepewność w każdej chwili, gdy zasiądę do pisania. Zaczynamy odczuwać poważne ograniczenie ekspresji artystycznej. Wolność słowa? Nie ma, znowu pewne słowa są zakazane. Znowu sztorcują nas i pouczają, co dorosły człowiek powinien mówić, a kiedy wypowiedziawszy swą myśl, może okazać się przestępcą.</p>
<p>Wzywam wszystkie kobiety, by dołączyły się do mojego apelu: domagamy się uniewinnienia Doroty Nieznalskiej. Domagamy się oczyszczenia jej z wszelkich zarzutów.</p>
<p>Sztuka musi być wolna w wolnym kraju. I artyści również.</p>
<p><strong>Emma Popik</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://ibedeker.pl/u-przyjaciol/list-otwarty-emmy-popik-w-sprawie-doroty-nieznalskiej/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
